Untitled Part 2

153 4 2

2

Szczęście się nie kończy, ono ulega zmianom.




Dość sprawnie idę w dół chodnika, po dwóch minutkach wspinam się na

schody i odnajduje wysoki budynek, w którym pracuję. Jego fasada z żółtej cegły i szkła, rzuca się w oczy i zachęca do odwiedzin.


Koło budynku widzę Mirka ochroniarza, jest on gdzieś w moim wieku.

Wysoki rudzielec i na dodatek strasznie chudy. Trudno się mówi. Moja koleżanka Sabina w pracy ma w ochronie takie ciacha, że aż skóra pali od pożądania.


Tak, jak już mówiłam jestem pechowcem. Ryży koleś jest również strasznym zboczeńcem. Wpatruje się we mnie i rozbiera mnie właśnie wzrokiem. Jak mu się to nie nudzi, robi to codziennie. Jest strasznie dziwny i szczerze, zamiast czuć się koło niego bezpieczna, mam stracha, a nie należę do osób bojących. Moje instynkty koło niego szaleją, mam ciarki i dreszcze. Nie wiem czemu tak reaguje na niego, ale jest w jego zachowaniu coś niezrównoważonego. Pozdrawiam go i szybko ruszam do środka. Nie mam ochoty z nim rozmawiać.


Natomiast zawsze jestem bardzo miła, ale i nie spoufalam się z nim, jak to mówią ze świrami trzeba żyć dobrze. Nigdy nie wiesz, co taki typ może zrobić. Jak to się stało, że został zatrudniony na tym stanowisku. Zrobił to na pewno facet, żadna kobieta nie powierzyłaby mu ochrony, dostępu do budynku oraz danych pracowników.


W środku jest jeszcze jeden ochroniarz Edward. Bardzo sympatyczny pan

po pięćdziesiątce z dużym brzuszkiem i ciepłym wyrazem twarzy. Uwielbiam go. Pogawędka z nim jest moim miłym i codziennym zwyczajem.


-Dzień dobry. —Witam go z szerokim uśmiechem

-Witam kochanieńka. Zmarzłaś?

-Troszeczkę, nie jest aż tak źle. Co tam u pana słychać, udany weekend?

-Nic nowego, stara bieda. Ale wiesz w moim wieku, kolejny dzień przeżyty, to dobra nowina. A weekend nudy, już nie mam po co jeździć na działkę. Telewizja i odpoczynek. A u Ciebie?

-U mnie też, troszkę spotkań z koleżankami, Internet, książka. Nic, idę do sklepiku.

-Co tam będziesz kupować?

-Jak zawsze słodkie bułki, co najmniej trzy. —Uśmiecham się na samą myśl, o tych pysznościach.

-Jesteś straszną kusicielką. Zazdroszczę Ci, lekarz zabronił mi cukru w każdej postaci. Wyobrażasz to sobie?

-Nie, nie wyobrażam, to jak piekło na ziemi. Po co bóg wymyślił słodycze, skoro tak ostro niektórych karze i nie daje im ani kawałeczka. Współczuję, ale panie Edwardzie od czegoś trzeba umrzeć. A niech pan sobie wyobrazi, taką słodką drożdżówkę, jej zapach, smak. — Drażnię się z nim.

-Jesteś okropna, mówił ci ktoś o tym?

-Wiele razy, praktycznie cały czas. —Uśmiecham się szeroko.

-Uciekaj, bo nie zdążysz kupić słodkości i wypić kawy.

-Tak. — Zna mnie pan najlepiej.

-Miłego dnia.

Julia na tropie Wielkiego OPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!