Od czasu wydarzeń w Paryżu mięło kilka tygodni. John i Paul spędzali w swoim towarzystwie każdą możliwą chwilę co nie było takie trudne zważywszy na to, że większość dnia przebywali w studio. W ostatnich dniach skład ich zespołu uległ zmianie. Teraz było ich czworo, John, Paul, George oraz Ringo, nowy perkusista. To właśnie z nim w składzie nagrali swój pierwszy album, którego sukces dziś świętowali. Paul z Johnem znów spędzali kolejny wieczór w mieszkaniu ciotki Lennona gdy usłyszeli dobre nowiny. Ich album sprzedawał się jak ciepłe bułeczki a dziewczyny wprost oszalały za ich muzyką. Dla nich w tym wszystkim ważne było też coś jeszcze. Im sprzedaż będzie lepsza tym szybciej zarobią na własne mieszkanie i nie będą musieli kryć się po kątach.

Leżeli na łóżku ciesząc się kolejnym pięknym dniem.

- Już niedługo, będziemy sławni jak Elvis. – Powiedział rozmarzony John.

- Albo i bardziej. – Ziewnął Paul wstając z kanapy. – Dziś muszę spadać do siebie, ojciec marudzi, że traktuje dom jak hotel i tak dalej.

- Weź zostań, w nocy nie jesteś mu potrzebny. Kochanie, proszę.

- Niedługo będę miał dla ciebie każdy wieczór i ranek. – Tłumaczył Paul ubierając marynarkę.

- Ta, o ile tata nie powie ci, że masz przyjść bo zaniedbujesz rodzinę. – Prychnął Lennon.

McCartneya bawiło to jak łatwo można rozdrażnić Johna, choć czasem bywało to irytujące bo sprzeczali się o byle co. Wiedział już jednak, że jego kochanek taki męski jest tylko z pozoru. Gdy wiedziało się jak do niego dotrzeć, był czuły i wrażliwy.

- Ooo, ktoś tu jest zazdrosny. Wiesz jak pięknie wyglądasz jak jesteś zazdrosny?

- To wcale nie jest fajne. – Odpowiedział naburmuszony John, chciał mieć Paula przy sobie przez okrągłą dobę.

- Ehh, to co ja mam zrobić żebyś się uśmiechnął?

- Zostać.

Zrezygnowany mężczyzna dopił swoje piwo i usiadł na łóżku opierając się o swojego partnera.

- I co ja z tobą mam, naprawdę...

John momentalnie odzyskał humor i rozmowa zeszła na temat który wałkowali już milion razy. John wiedział, że pieniądze na własne mieszkanie powinni mieć jak najszybciej. Przy każdej okazji gdy tylko Paula nie było w pobliżu Mimi robiła mu coraz większe problemy związane z tym że chłopak spędza u nich więcej czasu niż u siebie w domu. John nie mógł powiedzieć jej prawdy dlatego zawsze coś zmyślał. Wiedział jednak, że nie da się tak w nieskończoność. Stale nachodziły ich obawy tego co stanie się gdy ich bliscy i znajomi się dowiedzą. A przecież to było kwestią czasu. Gdy będą sławni i bogaci a nadal będą mieszkać razem, to będzie podejrzane. Pewne było tylko to, że co by się nie działo to zawsze mają siebie.

- Jedyny minus jest taki, że nie będziemy ojcami. – Dodał na koniec John. To było coś nowego, wcześniej o tym nie rozmawiali.

- Fakt, trochę szkoda, ale kupimy sobie pieska. – Plany na życie McCartney zawsze miał związane z liczną kochająca rodziną – A żeby geny się nie marnowały to zawsze dziecko można komuś machnąć.

Lennon zrobił wielkie oczy i spojrzał na kochanka.

- Zdradził byś mnie z jakąś?

- No co ty misiek, na żartach się nie znasz. Trochę tylko żałuje, że nie będziemy mieli takiego upierdliwego dziecka. Byłbyś świetnym ojcem – powiedział zapatrzony przed siebie.

- To ty byś był – John pocałował go w policzek.

Po dniu tak pełnym wrażeń jak dzisiejszy z ulgą zrzucili ubrania i położyli się do łóżka. Nie przeszkadzało im, że jest wąskie. Kiedy któryś spadał, ten drugi po prostu bardziej go do siebie przytulał. Paul miał pewien zwyczaj który denerwował Johna. Zawsze kiedy kładł się spać, zaczynał rozmyślać. Tak też było tej nocy.

Two Boys LovePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!