Untitled Part 1

475 5 2

1

W miłości jest zawsze trochę szaleństwa. Ale zawsze też w szaleństwie jest trochę rozumu.” F. W. Nietzsche.

Przystojny nieznajomy złapał mnie za ramie i pchnął na ścianę, w bramie mojej kamienicy, na ulicy Krakusa, gdy wracałam z wieczornego wyjścia. Jego twarde jak skała ciało, przyparło mnie do zimnego muru. Jego stalowe oczy przewierciły mi wnętrzności. Jego zwierzęca siła, zawładnęła moim ciałem.

Chciałam krzyknąć, ale złapał moje usta w głodny pocałunek. Chwile się opierałam, ale nadal pieścił, pożerał wargi, otworzyłam usta, a on wdarł się w nie z brutalną siłą. Cudownie smakował i całował tak intensywnie i zaborczo. Gryzł i wymagał pełnego zaangażowania, to było tak złe, a zarazem takie dobre.

Moje ciało odpowiadało na jego żądanie, moje sutki stwardniały inaparły na bluzkę. Cipka zaświeciła wilgocią, kiedy pracowałswoimi ustami nad moją uległością. Jego ręce błądziły po moim ciele. Odnajdując moje piersi i tyłeczek.

Nagle oderwał ode mnie usta i spojrzał na mnie, tak jakbym była najpiękniejszą kobietą na ziemi. Jego oczy były szare jak burzowe niebo, tak groźne, a zarazem zapierające dech w piersiach. Patrzyłam na niego wyczekująco. Bałam się, że ten cudowny mężczyzna się pomylił i nie ja miałam być obiektem jego napaści.

Leniwie prześledził moje ciało, zatrzymując go dłużej na strategicznych miejscach, aż zjechał moimi długimi nogami, do moich wysokich szpilek. Tak, byłam może nie najpiękniejsza, ale nogi miałam zabójcze, długie i smukłe. Jego oczy zabłysły ogniem pożądania, ruszył na minie jak rozjuszony byk.

Naruszył kolejny raz moją przestrzeń osobistą. Silnym ruchem rozdarł białą bluzkę, odkrywając kremowy koronkowy stanik. Guziki kaskadą rozprysły się na kamiennej posadzce, lekko pobrzękując, kiedy zderzały się twardym podłożem. Wdarł się rękami pod mój stanik i wyciągnął moje nie za duże piersi. O boże, to było tak dobre. Z cudowną wprawą pieścił moje półkule i sterczące sutki. By po chwili znowu posiąść moje spragnione usta.

Złapał moją nogę i ją lekko podciągnął. Jeszcze bardziej zmniejszając dystans między nami. Teraz ocierał się biodrami o moją stęsknioną cipkę. Szybko przesunął moje majteczki i potarł łechtaczkę. Usłyszałam jak z zadowolenia jęknął, kiedy uzmysłowił sobie, jak bardzo byłam podniecona, przemoczona i oczekująca.

Szybko rozpiął rozporek i zanim pomyślałam jasno, że przecież w cale go nie znam. Jego twardy jak skała członek rozwarł moje fałdki i z dużą siłą wszedł w moją śliską dziurkę.

Zassałam powietrze, był taki wielki i gruby. Ogromna fala przyjemności pomieszanej z bólem, wypełniła każdą najdrobniejszą nerwową komórkę, płonęłam. Zastygł we mnie, dając mi sekundę, na przywyknięcie do jego objętości. Z całych sił uczepiłam się jego potężnych muskularnych ramion i ruszyłam biodrami dając mu zielone światło. Pracował w takim szybkim tempie, nabijał mnie niemiłosiernie, na swojego wielkiego Wacka. Jego gruby fiut rytmicznie i z taką wprawą we mnie się wdzierał, wwiercał, że w głowie panował mi tylko mętlik, błogość.

Julia na tropie Wielkiego OPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!