Rozdział 42

8.9K 391 192
                                        

Rozdział, na który część z was czekała z niecierpliwością :3

Rozdział 42

Od czasu, gdy Harry rozpoczął naukę w Hogwarcie, święta w końcu nabrały dla niego jakiegoś znaczenia. Święta w towarzystwie rodziny Rona także były miłe, ale nie były tym samym, co świętowanie z krewnymi, którzy nie traktowali go jak trędowatego. Jego amerykańscy krewni zadbali o to, żeby ich goście czuli się u nich dobrze i nawet Mistrz Eliksirów bawił się całkiem nieźle.

Podczas gdy nastolatki grały w różne gry i opowiadały sobie o różnych sprawach, Severus często wdawał się w dyskusje z Noah. Kuzyn Lily był inteligentnym człowiekiem o bardzo otwartym umyśle. Sam przyznał, że ze względu na Ricka, żyją na pograniczu dwóch światów i czarodziej rozumiał to. Sam dorastał w świecie mugoli ze świadomością bycia czarodziejem, ale jego rodzina nie była żadnym modelem, na którym mógłby się wzorować. Jego ojciec nie akceptował, że jego żona i syn potrafią posługiwać się magią. Na każdy jej przejaw reagował agresją. Nigdy się nie dowiedział, co tak naprawdę wywoływało w nim taką reakcję.

Kiedy Harry opowiadał mu, o swoim życiu u Dursleyów, przyznał wprost, że jego wujostwo prawdopodobnie bało się jego umiejętności. Petunia potwierdziła to potem w swoich listach, a chłopak wybaczył jej ze względu na siebie. Wybaczył, ale nie zapomniał. Chciał zrobić kolejny krok naprzód. Jednak odżył zupełnie, kiedy jego więź z Czarnym Panem została całkowicie zniszczona. W końcu mógł się wyspać bez stresowania się, że będzie krzyczał pod wpływem wizji. Jego umysł był nareszcie wolny, ale życie nadal było zagrożone. Severus miał zamiar zrobić wszystko, żeby ochronić tego chłopaka.

Mężczyzna upił nieco kawy z filiżanki i na chwilę skupił uwagę na nastolatkach, które grały w jakąś mugolską grę planszową. Wychowany całkiem w magicznym świecie Ron stwierdził, że zaczyna rozumieć fascynację jego ojca mugolami po tym, jak po raz pierwszy odwiedził kino. Miał potem setki pytań o efekty specjalne, które czasem przypominały mu efekty żartów jego braci.

– Fred i George zawsze mieli setki pomysłów na minutę – przyznał rudzielec, przesuwając swojego pionka o trzy pola do przodu. – Tata przyjmował to spokojnie, ale mama raz za razem upominała ich i karała. Nic to nie dawało.

Kuzyni Harry'ego z ciekawością słuchali opowieści Rona o jego rodzinie. Poprzedniego wieczora przeglądali zdjęcia, które obaj chłopcy zabrali ze sobą. Złoty Chłopiec pokazał im album ze zdjęciami swoich rodziców. Abby i Lesley nie dostrzegali wprawdzie ruchów na nich, ale nie przeszkadzało im to.

– Twoja mama była bardzo ładna – przyznała Abby. – Zielone oczy to chyba jedna z cech naszej rodziny.

– Nie wszyscy je mają – zauważył Harry.

– Ale ten gen gdzieś w nas jest.

Złoty Chłopiec uśmiechnął się. Zielony kolor oczu był dla nich tym, czym rude włosy dla rodziny Rona, ale nie mógł sobie przypomnieć, żeby spotkał innych czarodziejów o takich oczach jak jego. W Hogwarcie nie zauważył nikogo takiego, ale prawdę mówiąc, nie przyglądał się też na siłę. Nie chciał, żeby ktoś pomyślał, że się na niego bezczelnie gapi.

Ron opowiadał właśnie o Charliem, który zajmował się smokami w Rumunii, kiedy Harry przypomniał sobie o farmie.

– Wujku – odezwał się, odwracając w kierunku Noah. – Czy Moncks Corner jest daleko stąd? – zapytał.

– Nie aż tak. Jakieś trzy godziny podróży samochodem – odparł mężczyzna, spoglądając na niego. – Dlaczego pytasz?

Harry wtedy opowiedział im o wizycie w banku, podczas której dowiedział się, że rodzina jego ojca ma tutaj magiczną farmę, którą odwiedziłby chętnie, skoro już jest w Stanach.

KłamcaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz