- John, ja nie wiem, chociaż poczekaj. Nie, ja jestem pewny. Ja ciebie też.

Po tych słowach padł Johnowi w ramiona mocno przytulając. Wreszcie poczuł, że naprawdę odnalazł to czego szukał. Swoje miejsce na ziemi. Dotarło do niego, że teraz zupełnie wszystko się zmieni. Był najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Silne ale delikatne ramiona Lennona zamknęły go w najprzyjemniejszym uścisku jaki kiedykolwiek przeżył.

- I co z tym teraz zrobimy – zapytał.

- Puki jesteśmy w Paryżu będzie cudownie, a potem nie mam pojęcia. Wiem tylko, że chcę być z tobą – Głos Johna był pełen entuzjazmu i nadziei na wspaniałą przyszłość.

- Ale nikt nie może się dowiedzieć. Pogadamy na spokojnie w hotelu. JA muszę ogarnąć to co właśnie się stało – Macca poczuł ręce Johna macające jego tyłek i uśmiechnął się promiennie – Wiesz ile wysiłku kosztowało mnie opanowanie się, szczególnie w twoje urodziny.

- Wiem. Ale teraz już nie musisz. Wtedy tez nie musiałeś – dyskretnie pocałował Paula w czubek głowy.

- Chodźmy już do hotelu.

Zjechali na dół, zostawiając za sobą piękne widoki Paryża ale wcale nie żałowali. Szczęśliwi złapali się za ręce i uśmiechając się do siebie wrócili do swojego pokoju. Ledwo John zdążył zamknąć drzwi a już widział Paula robiącego jakieś dziwne przemeblowanie. W sekundę załapał o co chodzi i przyłączył się aby pomóc ukochanemu. Wywalili szafkę stojącą pomiędzy ich łóżkami i zsunęli je ze sobą po czym wskoczyli od razu obejmując się w uścisku.

- Nie wierzę, że to dzieje się naprawdę – powiedział Paul.

- Ja się cieszę, że zakochałem się w tobie z wzajemnością bo już naprawdę myślałem, że nic do mnie nie czujesz...

- Ja na początku myślałem, że ty do mnie, a potem się pogubiłem.

Paul wgramolił się na Johna całym sobą, chciał być jak najbliżej niego

- Ooo, no hej – powiedział zalotnie Lennon.

- To do końca życia tak?

- Tak – John był coraz bardziej podniecony bliskością Paula, teraz nie musiał tego ukrywać.

- W takim razie mam kilka pytań i reguł. Nikt nie może się dowiedzieć.

- Mhm...

- I skoro to jest bardzo na poważnie to koniec z podrywaniem kobitek? Nawet na pokaz?

- Definitywny koniec.

John nie mógł się powstrzymać, zaczął smyrać po udach swojego kochanka. Co nie pozostało bez odzewu. Paul zaczął rozpinać guziki jego koszuli i bardzo szybko zdarł ją z niego masując po lekko umięśnionej klacie.

- Nie wierze, że jesteś mój – pocałował go po obu stronach klatki piersiowej kilka centymetrów powyżej sutków.

- Jezuu Paul... - wysyczał John.

- Cii, zdejmuj całą resztę.

McCartney chwycił ukochano za pasek u spodni lekko pociągając i zaczynając rozpinać. Diament jest najtwardszym kamieniem szlachetnym, zawartość spodni Johna, Paul z całą pewnością mógł porównać do diamentu.

- No, no panie Lennon, proszę się tak nie spieszyć i dać mi tę przyjemność zabawy z panem – John nigdy nie słyszał aby Macca mówił tak seksownym tonem.

- Przestań tak gadać bo to mnie jeszcze bardziej jara... - Dobrał się do jego spodni i bardzo niedbale zaczął je z niego zdzierać.

Kiedy McCartney był już w bieliźnie nie chciał dłużej czekać, czekał zbyt długo. Chciał zadowolić Johna najlepiej jak potrafił. Zaczął ocierać się o jego krocze. Nigdy wcześniej nie robił takich rzeczy więc sam musiał zorientować się co działa najlepiej. Jednego był pewien, jego podniecało to i to bardzo, czuł się tak doskonale jak nigdy. Jak podejrzewał z reakcji swojego chłopaka on również. John dyszał i sapał nie mogąc nad sobą zapanować a przecież Paul nie robił nic wielkiego.

Two Boys LovePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!