- Boże co się dzieje... - mówił Paul – To nie może się powtórzyć i nikt nie może się o tym dowiedzieć.

- Nie może... - powtórzył John tylko dlatego, że Paul chciał to usłyszeć.

- Ja.. myślę, że powinienem już iść – Paul bał się, że jeśli dłużej będzie przebywał w obecności przyjaciela może dojść do nieoczekiwanych sytuacji, których mimo wszystko wolał uniknąć. Nawet teraz obawiał się tego co Lennon powie o tym za kilka dni, prawie na pewno będzie się naśmiewał a tego on nie zniesie.

- Nie wychodź z moich urodzin... proszę. Możesz nawet spać na moim łóżku a ja prześpię się na podłodze.

Skoro John sam proponuje, Paul nie mógł zmarnować okazji ale...

- Właściwie to, nie musisz spać na podłodze. W Hamburgu mieściliśmy się na jednym łóżku.

Lennon nie wierzył w to co słyszy. To były jego najlepsze urodziny w życiu, chciał skakać i krzyczeć z radości ale ograniczył się do powiedzenia zwykłego „No spoko”

Poszli na górę gdy tylko do mieszkania wróciła ciocia Mimi. Paul czuł się swobodnie jak u siebie, bez pytania przestawiał rzeczy i zaglądał Johnowi do szuflad. John zadowolony z dnia skoczył jeszcze do sklepu po zgrzewkę piwa a w tym czasie Macca przeglądał jego szkicowniki. Był pod wrażeniem zdolności plastycznych przyjaciela. Portrety, i karykatury przykuły jego uwagę, nagle zapragnął aby i jemu namalował portret.

- Hej John, zrobił byś mi portret – zagadał kiedy przyjaciel wrócił do pokoju.

- Jasne. A po co?

- Przeglądałem sobie twoje szkice i muszę powiedzieć, zaimponowały m. Chciałbym zobaczyć jak ja bym ci wyszedł.

W głowie chłopaka zaświtał pomysł, nie wiedział czy do końca dobry, no ale kto nie ryzykuje, nie zyskuje.

- Pod jednym warunkiem. Musisz się rozebrać bo tak mi się łatwiej maluje.

- Mogę zostać w bieliźnie, przeciąg jest – Paul nic nie mówił, wiedział, że jego kumpel ma takie pomysły i trzeba się z nimi pogodzić.

- Zamknę okno. To ja biorę kartkę i ołówek a ty się szykuj – puścił do niego oczko.

Sama myśl o tym, że zaraz zobaczy go całkiem nago sprawiała, że czuł to przyjemne uczucie w podbrzuszu.

- Możesz po prostu powiedzieć, że się chcesz pogapić bo mi zazdrościsz.

- Tak tak masz rację – odparł Lennon szukając w szafce przyborów.

Obrócił się i o mały włos nie upuścił ołówka. Paul leżał na jego łóżku w wymyślnej artystycznej pozie zupełnie nagi. John błyskawicznie zajął miejsce na krześle zasłaniając szkicownikiem wydarzenia, które miały miejsce w jego spodniach, z każdą chwila czół jak jego przyrodzenie napiera na materiał spodni i musiał skupić wszystkie swoje myśli na rysowaniu. Paul leżał swobodnie przyglądając się przyjacielowi i nie mając pojęcia o jego męczarni. W tym czasie mało rozmawiali, ze względu na Lennona, który wyglądał na strasznie skoncentrowanego. Kilkadziesiąt minut później ostatnie spojrzenie na kartkę, porównanie z najprzystojniejszym modelem jakiego rysował i stwierdził, że rysunek jest gotowy. Usiadł obok wciąż nagiego przyjaciela i pokazał mu kartkę. Starał się siedzieć bardzo blisko, dzieliło ich mniej niż pół metra.

- Powiem ci John... podoba mi się – powiedział z uznaniem Paul patrząc na rysunek.

- Naprawdę? Czy mówisz tak żeby nie robić mi przykrości

- Naprawdę. Tylko czemu o tu tak dużo gumowałeś – wskazał na swoje bardzo drobiazgowo odwzorowane przyrodzenie.

- Boo, się ruszałeś – Lennon poczuł się lekko speszony – Dziękuję

Two Boys LovePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!