Od koncertów i wydarzeń w Hamburgu minęło już trochę czasu, chłopaki wrócili do domu. Zespól miał jednak nieco zmieniony skład. Stuart postanowił zostać w mieście portowym wraz ze swoją dziewczyną. Mimo to kariera Beatlesów ciągle się rozwijała. Jakiś czas temu poznali menadżera który obiecał uczynić z nich wielkie gwiazdy. Jednak nie to było dziś ważnym wydarzeniem z ich życia. Paul McCartney przemierzał właśnie ulice na której stał dom ciotki jego najlepszego przyjaciela. John Lennon obchodził dziś swoje dwudzieste pierwsze urodziny. Pomimo, że nie spędzali już ze sobą nocy tak jak było to w Hamburgu ich skrywane uczucia wcale nie osłabły. Było zupełnie odwrotnie, w swoim towarzystwie dostawali tak zwanego „małpiego rozumu” bardzo często nie potrafili zapanować nad słowami czy gestami. Ciotki Johna nie było w domu więc bez skrępowania usiedli na kanapie z nogami wyciągniętymi na stoliku i jak zawsze nie zajmowali się niczym szczególnym.

- Słuchaj Paul, mam pewien pomysł ale nie wiem czy wypali.

- Jaki pomysł?

- Pojedziemy do Paryża co?

- Za co – zapytał racjonalnie Paul wiedząc, że ich środki finansowe nie są zbyt pokaźne

- Pewnie dostane kasę na urodziny. Ale podoba ci się pomysł? Pojechałbyś?

John wiązał s tym wyjazdem poważniejsze plany. Paryż, miasto zakochanych, atmosfera wprost idealna. Jeśli tam jego przyjaciel nie dostrzeże jego uczuć i nic się w nim nie obudzi to chyba już nic tego nie zrobi. Paul od razu podchwycił ten pomysł choć jedna rzecz go ciekawiła.

- Pomysł świetny tylko dlaczego ja? John, Paryż to miasto zakochanych – spojrzał na niego ukradkiem – lepiej zabrać jakąś dziewczynę.

- Miasto jest fajne na imprezy, będzie co wspominać – taką nadzieję miał Lennon.

- W takim razie... z takim przyjacielem to na koniec świata – podsumował Paul.

Z braku lepszego pomysłu i dłużącego się dnia włączyli telewizor, John przyniósł z kuchni kilka piw. Na ekranie leciał właśnie jakiś program z udziałem Elvisa więc oboje wpatrywali się w odbiornik oczarowani swoim idolem i karierą jaką zrobił. Chcieli osiągnąć podobny sukces jak i on, nie było to łatwe ale nie ustawali w swoich staraniach. Paul zerknął na Johna który siedział przybity, przyjaciel nie rozumiał dlaczego. Zaczął skakać po kanałach szukając jakiegoś filmu, który poprawił by mu humor. O tej porze w telewizji nie było za wiele ciekawych programów więc ostatecznie wybrał film w którym dwaj faceci ukrywali się w ciemnym zaułku, był przekonany, że bezie to jakiś film akcji, gdyby tylko wiedział jak bardzo się mylił...

Lennon tymczasem nie miał ochoty być uśmiechnięty, kiedy Paul był tak blisko a on nie mógł go dotknąć odczuwał straszne męczarnie.

- A co ty taki jakiś niewesoły jesteś? Urodziny masz, trzeba się cieszyć – zagadał Paul.

- Czym mam się cieszyć – prychnął John, który naprawdę nie widział specjalnego powodu do bycia radosnym – osiemnastkę już dawno miałem, teraz to się tylko starzeje.

- Boże jak ty marudzisz – Paul był wiecznym optymistą, mogło być nie wiadomo jak źle a on nadal widziałby jakąś jasną stronę – czeka nas sława, no a przedtem może Paryż. Czego ci do szczęścia brakuje brachu?

Lennon dobrze wiedział. Brakowało mu kogoś u boku.

- Nie mogę powiedzieć.

- No weź, może mógłbym coś na to poradzić...

- Może, ale wątpię, że coś z tego będzie.

Paul zmierzył przyjaciela wzrokiem, znał go na tyle dobrze, że John nie musiał mówić słowa a ten wiedział co go trapi. Ale tego wcześniej u niego nie widział.

Two Boys LovePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!