Chłopaki byli w dobrych humorach, nie często zdarzało się, aby mieli taką ucztę. Na codzień jedli tyle aby zaspokoić głód, ale dziś wypchają brzuchy za wszystkie czasy.- Musimy się przemknąć do pokoju tak żeby chłopaki nie widzieli bo to są nasze łupy – powiedział Paul. John jednak był zajęty czym inny,  przytaknął koledze choć jego słowa do niego nie dotarły. On przyglądał się dwóm facetom idącym przed nimi. Nie było by w tym nic złego gdyby owi mężczyźni nie spacerowali trzymając się za ręce. Lennon zastanawiał się czy są ze sobą naprawdę szczęśliwi i jakim cudem nie wstydzą się tego co czują a w dodatku pokazują to publicznie. Przez chwilę zastanawiał się co by było gdyby Paul wiedział i dzielił jego uczucia. - Patrz jakie tam pedały idą – mruknął do McCartneya. Paul widział ich już wcześniej ale nie przywiązywał do tego takiej wagi jak jego kompan. Wiedział co do niego czuje i rozsądnie stwierdził, że nie ma pogarszać sobie samopoczucia o tym jak mogło by być. Słowa Lennona podziałały na niego trochę jak kubeł zimnej wody, przecież John nie mógł taki być, on potępiał tych wszystkich „odmieńców”- Skąd wiesz, że od razu pedały?- Spójrz na nich. Idą za rękę.- Widzę, ale pewny nie możesz być nigdy. Jak ja bym ciebie dla żartu złapał za rękę to od razu, że pedał? John przystanął na ułamek sekundy zastanawiając się nad tym co odpowiedzieć.- No a nie – prychnął w końcu. Paul rozejrzał się wokół po czym chwycił Johna za rękę aby udowodnić to co powiedział. Jak wielkie było jego zdziwienie kiedy zorientował się, że jest to bardzo przyjemne uczucie. Nie dał Jedak po sobie nic poznać.- Uuu jestem pedałem, zwyzywaj mnie teraz – zaczął śmiać się do przyjaciela. Ten podchwycił dowcip ale też chciał sprawdzić reakcję Paula i odezwał się w typowy dla homoseksualistów sposób.- Daj buziaka słodziaku.- Weź się, jesteśmy na ulicy, jeszcze sobie ktoś pomyśli nie wiadomo co.- I tak nas tu nikt nie zna. A co powygłupiać się nie można? Mimo iż John spodziewał się takiej reakcja ze strony przyjaciela, był zawiedziony. Paul natomiast zawiedziony tym, że John wystawia go na takie próby nie znając jego sekretu. On naprawdę chciał mu dać buziaka. Przemknęli się do pokoju tak szybko jak było to możliwe. Starali się uniknąć spotkania na swojej drodze pozostałych członków zespołu a w szczególności Georga, wtedy ich zapasy był by zagrożone. Rozsiedli się na jedynym łóżku. Plusem demolki zrobionej przez Lennona było to, że w pokoju zrobiło się więcej przestrzeni.- Wiesz co John, idź zobacz może ten facet co się we mnie kocha kocha się też w tobie – Macca ciągle dokuczał koledze.- Nie, nie chcę go – odparł Lennon zbyt wyraźnie akcentując ostatni wyraz.- No to może w takim razie jakiś inny, powiedz kto a ci go załatwię. Chłopak spojrzał na kolegę.- Nie dzięki, tylko żartowałem. Nie jestem pedałem tak jak ty. McCartneya zamurowało w jednej chwili. Czyżby John wiedział? Niby skąd? Nie, nie mógł wiedzieć, nie reagował by wtedy tak spokojnie tylko zaczął się z niego nabijać. Więc on również zaczął sobie żartować...- Jak to jak ja? Skąd takie przypuszczenia?- No wiesz jesteś trochę... zniewieściały – odparł Lennon z głupim śmieszkiem na twarzy, uwielbiał droczyć się z Paulem.- Jak ja cię zaraz... o ile pamiętam to ty chciałeś buziaka. Nawet jeśli w wygłupach, jaki facet tak robi. W duchu przyjaciel przyznał mu rację. Jednak nie zamierzał tego powiedzieć oficjalnie.- No ale ja chciałem takiego przyjacielskiego.- Ja ci mogę dać tego całusa, skoro sam się prosisz – Paul czuł jak jego serce tłucze w piersi.- Dawaj bo nie wierzę, że to zrobisz. Skoro Lennon sam się prosił Paul uznał, że może to zrobić i nic takiego się nie stanie. Strach i radość, takie właśnie uczucia nim targały. Nachylił się nad policzkiem Johna przyglądając się jego delikatnej skórze przez kilka sekund po czym szybko, z doskonale udawaną niechęcią położył usta na twarzy przyjaciela, trwało to może ułamek sekundy. Wystarczyło by przez jego ciało przebiegł dreszcz a mięśnie w dole brzucha zacisnęły się słodko. John czuł dokładnie to samo, delikatne, gorące usta Paula, dreszcz i przyjemny ucisk w podbrzuszu, zachował jednak trzeźwość umysłu. - Peeeeedaaaał.- Nie zachowuj się jak dziecko – odparł spokojnie McCartney. W przypływie dobrego humoru postanowił dać jednak przyjacielowi nauczkę, bez żadnego ostrzeżenia rzucił się na niego, zaczął czochrać mu włosy i dawać kuksańce pod żebra. John nie potrafił się bronić, gdyż taka bliskość ze strony McCartneya strasznie go onieśmielała.- Dobra przestań zachowywać się jak dziecko – zaśmiał się naśladując przyjaciela – bądź prawdziwym facetem.- A co nie jestem nim – zapytał Paul opierając się o ścianę przy łóżku.- No czasami nie – John mówił prawdę, czasem Paul zachowywał się w mało męski sposób ale to właśnie chyba sprawiło, że się w nim zakochał.- To może właśnie dlatego ten gość w barze... chyba muszę uważniej obserwować widownię.- On podobno rzadko tu bywa. Paul spojrzał na niego z zaciekawieniem, skąd Lennon to wszystko wie, czyżby jednak go znał?- Ty całkiem sporo o nim wiesz jak widzę.- Nie wiem nic na temat twojego chłopaka – prychnął na odczepnego aby tylko Paul zakończył niewygodny temat.- To nie jest żaden mój chłopak, nawet nie wiem kim jest ten facet. Paul był poirytowany tym, co wmawia mu John. Chłopaki musieli wyluzować i w pomieszczeniu zaległa cisza przerywana odgłosem łamania kiełbasy. Macca rozmyślał nad dziwnym zachowaniem przyjaciela i po kilkunastu minutach doszedł do wniosku, że musi go o coś zapytać.- John, a może tu nie chodzi wcale o mnie tylko o ciebie. - Ale, że jak o mnie – Spojrzał na niego przestraszony. Paul delikatnie kontynuował temat, wiedział, że wchodzi an wrażliwy teren.- No może, to tobie podoba się jakiś facet i w ten dziwny sposób próbujesz z kimś o tym porozmawiać. Ze mną możesz o tym porozmawiać przecież wiesz, że ja cię nie wyśmieje.- Czy ty zwariowałeś? John nie wiedział jak ma zareagować. Z jednej strony, Paul był poważny i mówił, że zrozumiał by przyjaciela. Z drugiej jednak zapewne chciałby wiedzieć kto jest tym „kimś” a wtedy gdy Lennon mu powie to na pewno nie wyjdzie na dobre żadnemu z nich. Lepiej więc milczeć.- Ale gdyby tak byś mi powiedział – nacisk ze strony Paul nie był oczywiście bezinteresowny, bo gdyby jednak okazało się, że John... to wtedy on też miałby jakieś szanse.- Nie, bo mnie faceci nie kręcą. Po tych słowach spojrzał na przyjaciela chcąc udowodnić, zę są szczere. Niestety gdy ich oczy się spotkały Lennon przepadł bez reszty. Wpatrywał się piękne brązowe oczy przyjaciela trochę zbyt intensywnie. Paul czuł mrowienie na karku, przyjemne mrowienie. - O czym tak myślisz – zapytał.- W tej chwili, kompletnie o niczym – odparł rozmarzonym głosem.- Mhm. To jak zazwyczaj... Zapanowało kilka sekund ciszy a oni nie przerywali spojrzenia.- Johny, czemu ty się tak mi przyglądasz?- No patrzę sobie na ciebie po prostu... W tej chwili w pokoju zamigotała żarówka i Paul dostrzegł coś niesamowitego. Wraz z zmianą natężenia światła oczy Johna również zmieniały swój kolor, było to bardzo podniecające odkrycie i mężczyzna musiał walczyć całym sobą aby zachować spokój.- Opanuj się McCartney – szepnął sam do siebie. Najwyraźniej jednak nie aż tak cicho jak myślał.- Aha – John był zdezorientowany – „Opanuj się McCartney” o czym ty myślisz? O pięknych, mieniących się oczach Johna, o jego delikatnej skórze, łobuzerskim uśmiechu i zadziornym charakterze.-  W tej chwili, kompletnie o niczym.- A przed chwilą – Lennon był nieustępliwy, musiał wiedzieć.- Wiesz co, w zasadzie to nie ważne – Paul zakończył ten moment słabości, w który wpadli, oderwał wzrok od Johna powoli odzyskując trzeźwość myślenia. Nie może pozwolić sobie więcej na takie coś, to na pewno skończyłoby się jakąś mało przyjemną sytuacją.- Powiedz mi Paulie, słowo, że cię nie wyśmieje, nie wstydź się – Głos Johna był delikatny i spokojny. Tak jakby mówił do wystraszonego dziecka.- Ale nie śmiej się – McCartney nie wiedział dlaczego, ale nie potrafił odmówić przyjacielowi – bo jak tak się gapisz to widać ci dokładnie oczy. Niby mają zwyczajny kolor ale taki....inny. Muzyk poczuł jak jego serce zalewa fala ciepła. To co powiedział jego przyjaciel było urocze. To właśnie w takim Paulu się zakochał. Pełnym radości i romantycznym młodym chłopaku. Nie mógł się powstrzymać i puścił mu oczko. Po całym tym dziwnym zajściu Lennon stwierdził, że musi iść wyrwać jakąś laskę. Musiał rozładować podniecenie wywołane wzrokiem i słowami Paula a to był najłatwiejszy sposób. Wskoczył więc w czyste ciuchy i wyszedł zostawiając przyjaciela samego z jego myślami. A myśli te bardzo szybko zaczęły krążyć wokół Johna, gdzie jest, co i z kim robi i kiedy wreszcie wróci. Czuł złość i zawód o to, że przyjaciel zostawił go samego i zapewne bawi się w towarzystwie jakiejś dziewczyny. Z drugiej jednak strony nie mógł go o to winić. Przecież byli przyjaciółmi, tylko przyjaciółmi i to nigdy się nie zmieni. Zmęczony myślami wreszcie zasnął.

Two Boys LovePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!