Ćwicz dalej sieroto !

117 10 0
                                                  


Po powrocie do szkoły dni były ciężkie. Nieprzespane noce spędzone na nauce,dni pogrążone w rozpaczy a wszystko po to by poprawić oceny i zdobić uznanie oraz szacunek innych. Brianna całymi dniami chodziła zmęczona. Straciła czas na wszystko, spotykanie Alorii, przesiadywanie w Zaczarowany Lesie czy choćby czytanie książek. Oprócz tego dziewczyna codziennie była zasypywana falą wyzwisk. Miała wrażenie że w szkole nikt jej nie lubił oprócz rudowłosej Alorii. Uważała że tu nie pasuje.

W pewien wtorek czarodziejka zobaczyła Devona z mała grupą innych osób. Był to niecodzienny widok, ponieważ chłopak nie znalazł tu przyjaciół i zawsze chodził sam, naśmiewając się z innych.

- Czym dzisiaj nas zaskoczysz, ofermo?- zadrwił Devon, a jego przyjaciele zaśmiali się pod nosem.

- Już to się o to nie martw, Rodriguez - odparsknęła dziewczyna.

Tym razem zamiast na chłopaka, zwróciła uwagę na grupkę otaczających go osób. Doskonale ich znał. Kto by nie znał. Wszyscy bez wyjątku byli dziećmi miejscowej elity. Bliźniaczki Livi i Divy, o których względy zabiegał każdy chłopak w szkole, Carmer Jung, którego rodzice zostali określeni kinem najlepszych czarodziei owej dekady. Na końcu spojrzała jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy w szkole - Olivier Dervin. Marzenie każdej dziewczyny w szkole.

- Nie zaprzątam sobie tym głowy - sarknął dźwięcznie, taksując ją spojrzeniem. - Nie upadniesz już niżej, a od dna naprawdę ciężko się odbić...

- Sugerujesz, że nie dam rady? - zapytała podburzona. Nabrała do płuc więcej powietrza, gdy kąśliwa uwaga bruneta odebrała jej na moment możliwość swobodnego oddychania. - Jest nadzieja dla takich jak ja.

- Nie wydaje mi się - wzruszył ramionami.

Brainna przewróciła oczami i odeszła. Postanowiła już pójść na trzecie piętro w zachodnimi skrzydle ponieważ tam miały się odbyć zajęcia z profesorem Callumem.

Dziś Profesor Calum zdecydowanie nie był szczęśliwy. Świadczył o tym jego wyraz twarzy. Był zdenerwowany oraz zirytowany. Dziś Profesor był w złym stanie. Widać że nie zdążył uczesać włosów, (jeszcze je ma),ani założyć czystej szaty. Cos musiało mu przeszkodzić.

- Dobrze a więc zaczniemy od waszych prezentacji na temat wilkołaków. Panno Sallow poproszę Cię jako pierwszą - syknął Callum.

- Oto ona profesorze - szybko powiedziała dziewczyna i odeszła na swoje miejsce.

- Brianno, ta prezentacja nie zasługuje na więcej niż trzy z plusem. I taką ocenę właśnie postawię.

Czarodziejka spuściła głowę zawiedziona że jej starania poszły na marne.
Reszta klasy zaczęła się śmiać. A Devon oczywiście na czele wszystkich.

- Rodriguez, co Ci tak do śmiechu? Przeczytaj nam na głos swoją prezentację - zasugerował Profesor.

- Oczywiście - zachichotał chłopak i zaczął :

Wilkołak, także wilkołek - w wielu mitologiach (m.in. słowiańskiej i germańskiej) i legendach człowiek, który potrafił się przekształcić (sam z siebie lub przez wpływ osoby z zewnątrz) w wilka lub postać będącą połączeniem tego zwierzęcia z człowiekiem. Zdolność tę nazywa się wilkołactwem lub likantropią. Wilkołaki w czasie przemiany były groźne dla innych ludzi i zwierząt domowych, gdyż atakowały je w morderczym szale. Nie atakowały jednak ludzi, dopóki ci nie stanęli im na drodze.

- Zadziwiające - ocena celującą Rodriguez!
Cała klasa wydała aplauz i tak zakończyła się lekcja.

A tymczasem na ostatnim piętrze, w ukrytej, dostępnej tylko dla nauczycieli sali odbywała się bardzo ważne spotkanie. Dotyczyło spełnienia się przepowiedni.

Profesor Milley, nauczycielka od wróżbiarstwa, ostatnio w swojej filiżance zobaczyła Krwawy Księżyc. Krwawy Księżyc oznaczał przelanie krwi oraz spełnienie przepowiedni. Wszyscy byli tym zaniepokojeni.

- Przypomnij mi Droga Milley, jak brzmiał przepowiednia - powiedział zawsze łagodny i uśmiechnięty dyrektor szkoły.

- Do...dobrze - wyjąknęła zlęknięta Pani profesor.

Gdy ostatniego dnia października,
Zmrok zapaść ma,
Pojawi się demon,
I niewiasta stracona zostać ma .
Może znajdzie się ktoś co uratować zdoła ją.

- Dziękuję bardzo - uśmiechnął się dyrektor i kontynuował.
Jak już sami wiecie za dwa dni Halloween. Mamy bardzo dziwną sytuację. Przepowiednia już od pięciu lat nikomu się w żaden sposób nie objawiła.
Musimy jeszcze bardziej zabezpieczyć bagna. Nikt nie może się tam dostać - stwierdził profesor.

Wszyscy nauczyciele przytakneli i pobiegli na swoje lekcje.

Dobiegł dzień 31 października.
Szkoła była przyzdobiona upiornymi ozdobami a wszyscy uczniowie byli ubrani w halloweenowe kolory.
Właśnie wybiła godzina pierwsza po południu, przerwa obiadowa.
Brianna razem z Alorią poszły odpocząć do zaczarowanego lasu. Wtedy właśnie Bri wpadła na szalony pomysł.

- Aloria, a może pójdziemy na Mroczne Bagna. Będzie zabawnie i strasznie.

- Oszalałaś ! Nie pamiętasz przepowiedni? - wykrzyczała Aloria. Możesz zginąć.

- To pójdę bez Ciebie - odparła Brianna i skierowała się ku Bagnom.

Było już ciemno. Dziewczyna nic nie widziała. Można wręcz uznać że szła na oślep. Słyszała tylko przerażające dźwięki wydawane przez wszystkie zwierzęta ukryte gdzieś w głębi lasu. Była pełnia. Księżyc świecił jak lampa w Wielkiej Sali. Tylko on oświetlał jej długą wędrówkę. Po jakimś czasie, gdy wydawało się jej że jest już blisko usłyszała dziwne głosy. Krzyki i dziwne jęki jakby nieztego świata. Była już na śmierdzących mrocznych bagnach.

- Dotarłam ! Wiedziałam że dam radę, a nikt we mnie nie wierz... - słowa Brianny przerwał jakich krzyk jakby wyrwany z piekieł.

Był to demon! Najprawdziwszy demon który wyrwał się z Piekielnych Wrót. Cały był czerwony i wrzył gorącą lawą. Bohaterka wywnioskowała że to król. No jego szyi zwisał wielki medalion tak jak na jednej ze stron w podręczniku. Na lekcji uczyli się że tak oznaczania są królowie demonów.
Dziewczyna naprawdę była w wielkich tarapatach. Nie dość że była tak spanikowana że miała wrażenie że zaraz zemdleje, to jeszcze nie znała zaklęcia do walki z demonami. Była pewna że jest o krok od śmierci.

Lecz coś, (a właściwie ktoś) nagle wyskoczył zza krzaków i wykrzyczał zaklęcie. Brianna nie dostrzegła twarzy nieznajomego. Była tak spanikowana że oprócz blasku różdżki, właściwie nie widziała nic. Wszystko trwało bardzo szybko. Nawet nie zdążyła się podnieść z ziemi. A demona już nie było. Przed nią stał tylko czarnowłosy młodzieniec wyciągający rękę w jej kierunku by pomóc jej wstać.
To był Devon. Czarodziejka nie wiedziała skąd on się wziął, ( i nigdy się nie dowiedziała ).

- Dziękuję że przybyłeś - już bym nie żyła gdyby nie ty.

- "Czarodziej nigdy się na e spóźnia" - odpowiedział chłopak.

- A teraz czas już chyba wracać. Nie jedna osoba chce się z tobą widzieć - delikatnie nasunął Devon.

- Yyy. A tak jasne - już idziemy - szybko odpowiedziała Sallow.

Po drodze Devon cały czas myślał o tym zdarzeniu. Wywnioskował że gdyby Brianna znała zaklęcie to nic by się nie stało.
Okazało się że Brianna złamała nogę. Umiałaby się obronić przed demonem. A co jak będzie więcej takich zdarzeń ?

- Będziesz potrzebowała nauczyciela - uznał chłopak.

Zrobię to ja...

                          ℒ.ℳ

Knows your powerPrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz