Przetarłam czoło zakrwawioną ręką i popatrzyłam na swoje dzieło. Jego bezwładne ciało, pozbawione członków leżało w kałuży krwi przy ścianie, pod oknem, zza którego dostrzec można było słabo oświetloną uliczkę i wieczorne niebo. Kończyny mojej ofiary zwisały z sufitu, powieszone tam przeze mnie na cieniutkich, kolorowych nitkach, a jego przystojna twarz, zastygła w uśmiechu, pozbawiona była oczu. Jasne włosy pozostawione były w nieładzie. Ze szramy ciągnącej się od policzka, aż po wystający obojczyk sączyły się resztki czerwonego płynu.
Idealny prezent - pomyślałam.
Brakowało już tylko jednej rzeczy. Wyciągnęłam z kieszeni moich ciemnych, obcisłych spodni nowiutką kartę i popatrzyłam jeszcze raz na swój wykon. Nie wiedziałam gdzie ją umieścić, jednak po dłuższym namyśle zdecydowałam się wcisnąć ją w jedną z licznych dziur znajdujących się w jego szarym swetrze. Otrzepałam ręce w geście oznaczającym koniec pracy. Byłam z siebie dumna.
Wtedy właśnie otworzyłam oczy.

As w kieszeniPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!