mroczny książe

1.3K 4 1


tom 01
Mroczny książę
ROZDZIAŁ 1
Dłużej już nic mógł się oszukiwać. Powoli, z niewyobrażalnym
znużeniem. Michaił
Dubrinski zamknął oprawiony w skórę tom pierwszego wydania.
To koniec. Więcej nie
zniesie. Książki, które tak kochał, nie mogły przesłonić
dojmującej samotności.
Wypełniały gabinet, zajmowały trzy ściany od podłogi do sufitu.
Przeczytał wszystkie,
przez studia wielu nauczył się na pamięć. Ale już nie dawały
pociechy. Karmiły umysł,
lecz łamały serce.
O świcie nie będzie szukać schronienia we śnie, a przynajmniej
nie w zbawczym śnie
odnowy; w spoczynku wiecznym znajdzie ukojenie. Niech Bóg
ma go w swojej opiece,
jego rasa ginęła zostali
nieliczni, a ci byli rozproszeni i prześladowani. Próbował już
wszystkiego, zdobył wszelkie moce fizyczne i umysłowe, poznał
wszelkie nowe
technologie. Wypełnił sobie życie sztuką i filozofią, pracą i
nauką. Znał wszystkie
lecznicze zioła i wszystkie trujące korzenie. Poznał każdą broń
znaną człowiekowi i sam
stal się groźną bronią. Doświadczył samotności.
Jego ludowi grozi wymarcie, a on zawiódł. Jako ich przywódca,
szukał ratunku dla
tvch, za których odpowiadał. Zbyt wielu mężczyzn rezygnowało,
traciło dusze i stawało
się z
rozpaczy nieumarłymi.
Nie znajdowali kobiet, które mogłyby dać im potomstwo i
zawrócić ich ze złej drogi. Nie mieli już żadnej nadziei na
przetrwanie. Ich mężczyźni
przypominali drapieżniki: mrok gęstniał i ogarniał ich,
wypierając wszelkie emocje, nie
zostawało nic poza zimnym światem pogrążonym w ciemności.
Każdy musiał znaleźć
swoją drugą połowę, partnerkę życiową, bo tylko ona miała
światło potrzebne, by
wydostać się z matni.
Michaiła dławił żal. Uniósł głowę i wykrzyczał z siebie ból jak
ranne zwierzę, którym
przecież był. Nie mógł już dłużej znosić tego, że jest sam.
Rzecz nie w tym. że jesteś sam, lecz że jestes samotny. Można
być samotnym nawet w tłumie, nie
sadzisz?
Znieruchomiał, tylko jego czujne oczy poruszyły się osi rożnie
jak u drapieżnika, który
zwęszył zagrożenie Głęboko zaczerpnął powietrza, natychmiast
zamykając umysł a
jednocześnie wszystkie zmysły skierował na zewnątrz żeby
wytropić natręta. Przecież był
sam. Nie mógł się mylić. Najstarszy z rodu miał najwięcej mocy,
był najbardziej
przebiegły. Nikt nie mógłby przeniknąć do jego umysłu. Nikt nie
mógłby zbliżyć się do
niego bez jego wiedzy. Zaciekawiony, jeszcze raz odtworzył te
słowa, wsłuchał się w
głos. Kobieta. Młoda, inteligentna. Nieznacznie otworzył umysł,
sprawdzając różne
ścieżki, szukał mentalnych śladów. Przekonałem się. że tak
istotnie jest, przyznał. Zdał sobie
sprawę, że wstrzymuje oddech, że potrzebuje tego kontaktu.
Człowiek. Śmiertelna
kobieta. Do diabła, czemu nie? Zaiteresowała go.
Czasem uciekam w góry i zostaję sama całymi dniami,
tygodniami, i wcale nie czuję się
samotna, a czasem na przyjęciu, otoczona setka ludzi, bywam
bardziej samotna niż kiedykolwiek.
Oblała go fala gorąca. Glos, który wypełniał jego myśli, był
miękki, melodyjny,
pociągający w swojej niewinności. Michaił od stuleci nic nie
czuł: jego ciało od setek lat
nie zapragnęło kobiety Teraz, słysząc ten głos, głos zwykłej
śmiertelniczki, zdumiał się
ogniem, jaki zapłonął mu w żyłach Jakim cudem możesz się ze
mną porozumiewać?
Przepraszani, jeśli cię uraziłam Wyraźnie słyszał, że mówi to
szczerze, odczuł te
przeprosiny. Twoj ból był tak żywy, tak okropny, że nie mogłam
go zignorować. Pomyślałam. że
może będziesz chciał porozmawiać. Śmierć to nie jest odpowiedź
na nieszczęscie. Chyba sam o tym
wiesz. W każdym razie, jeśli chcesz, przestanę mówić.
Nie1 Jego protest był rozkazem, władczym poleceniem
wydanym przez kogoś
przywykłego do tego, że jego życzenia natychmiast są
posłusznie spełniane.
Odczuł jej śmiech, zanim jeszcze zarejestrował dźwięk
umysłem. Łagodny, beztroski,
zachęcający. Jesteś przyzwyczajony, że wszyscy cię słuchają?
Oczywiście. Nie wiedział, jak ma potraktować jej śmiech. Był
zaintrygowany. Uczucia.
Emocje. Zaczęły go zalewać, niemal obezwładniały.
Typowy Europejczyk, tak? Zamożny i bardzo, bardzo arogancki.
Poczuł, że się uśmiecha. Nie uśmiechał się od sześciuset lat.
może dłużej. Tak. Czekał,
aż ona znów się roześmieje, łaknął tego śmiechu jak narkoman
następnej działki.
Kiedy śmiech znów zabrzmiał, był cichy i serdeczny,
balsamiczna pieszczota palców
na jego skórze, jestem Amerykanką. To jak ogień i woda.
prawda?
Teraz miał już pozycję, kierunek Nie wymknie mu się.
Odpowiednimi metodami i
Amerykankę można wytresować. Z premedytacją cedził słowa,
wyczekując jej reakcji.
Naprawdę jesteś arogancki Podobał mu się dźwięk tego
śmiechu, delektował się nim,
chłonął go całym ciałem. Poczuł jej senność, dosłyszał
ziewnięcie. Tym lepiej. Leciutko
naparł na umysł kobiety, bardzo delikatnie, chcąc, żeby zasnęła,
żeby mógł się jej
dokładnie przyjrzeć.
Przestań! Zareagowała szybko wycofaniem się, urazą,
podejrzeniem. Zamknęła umysł,
stosując natychmiast mentalną blokadę. Zdumiała go niezwykła
wprawa i siła u kogoś
tak młodego, u człowieka. Bo przecież była człowiekiem. Nie
miał co do tego wątpliwości.
Wiedział, nawet nie sprawdzając, że zostało dokładnie pięć
godzin do świtu, ale nie w tym rzecz, iż
nie mógł znieść porannego czy wieczornego słońca. Sprawdził
siłę jej blokady, ostrożnie, żeby
kobiety nie wystraszyć. Na jego wargach pojawił się lekki
uśmiech. Była silna, ale na pewno nie
dość silna.
Ciało Michaiła, same nadludzko silne mięsnie, zamigotało,
rozpłynęło się, stało się
delikatną, przejrzystą mgłą, przesączającą się pod szczeliną
drzwi, by skroplić się w
nocnym powietrzu. Krople pęczniały, łączyły się, aż powstał z
nich ptak o wielkich
skrzydłach. Zanurkował w mrok. zatoczył krąg. poszybował w
niebo: cichy, śmiertelnie
niebezpieczny, piękny.
Michaił upajał się lotem, pędem wiatru napierającego na ciało,
nocą, która do niego
przemawiała, szepcząc sekrety, niosła woń zwierzyny, won
człowieka. Nieomylnie
podążał delikatnym psychicznym tropem. Banalnie proste A
jednak krew w nim wrzała
Kobieta, człowiek, młoda, pełna życia i radości, kobieta, która
nawiązała z nim
psychiczną łączność. Kobieta obdarzona współczuciem,
inteligencją i silą. Śmierć i
potępienie mogły zaczekać jeszcze jeden dzień, póki on nie
zaspokoi ciekawości.
Niewielka gospoda stała na skraju lasu, gdzie góry graniczyły z
linią drzew. Wnętrze
byio ciemne, tylko kilka przyćmionych świateł paliło się w
dwóch pokojach i może też na
korytarzu, bo istoty ludzkie zażywały nocnego odpoczynku.
Wylądował na balkonie za
oknem pokoju kobiety na pierwszym piętrze i zamarł, wtapiając
się w noc. Jej sypialnia
znajdowała się w jednym z tych dwóch oświetlonych
pomieszczeń. Widocznie miewała
kłopoty ze snem. Poszukał jej po drugiej stronie przejrzystej
szyby, odnalazł, i wpatrywał
się ciemnymi płonącymi oczami.
Kobieta drobnej budowy, ale o idealnej sylwetce, miała wąziutką
talię i kruczoczarne
włosy, które opadały kaskadą nisko na plecy, przyciągając
uwagę do zaokrąglonego tyteczka.
Wstrzymał oddech. Była cudowna, piękna, ze skórą jak atłas, z
niesamowicie
wielkimi, intensywnie błękitnymi oczami, ocienionymi gęstymi,
długimi rzęsami. Nie
umknął mu żaden szczegół Biała koronkowa koszula nocna
przylegała do ciała, opinała
sterczące, pełne piersi i obnażała linię szyi i ramion barwy
śmietanki. Stopy i dłonie miała
małe, ale kształtne. Tyle siły w takim kruchym opakowaniu.
Czesała włosy, zamyślona, i patrzyła w okno niewidzącym
wzrokiem. Wyraz jej
twarzy zdradzał napięcie. Wyczuwał w niej ból i potrzebę snu,
który nie chciał nadejść.
Podążał spojrzeniem za każdym ruchem szczotki. Gesty kobiety
miały w sobie niewinność
i zmysłowość. Coś w nim drgnęło. Z wdzięcznością uniósł oczy
ku niebu. Czysta radość
odczuwania emocji po stuleciach trwania w kompletnej
nieczułości nie dawała się z
niczym porównać.
Przy każdym ruchu szczotką jej biust unosił się kusząco,
podkreślając smukłą talię
Koronka prześwitywała na ciemnym trójkącie u zbiegu ud. Wbił
pazury w balustradę
balkonu, ryjąc długie rysy w miękkim drewnie, ale nie odrywał
wzroku. Była ponętna,
pełna wdzięku. Poczuł, że gorącym spojrzeniem wpija się w to
delikatne gardło,
obserwuje puls miarowo bijący na jej szyi. Moja. Cofnął się
nagle, pokręcił głową.
Niebieskie oczy. Niebieskie. Miała niebieskie oczy. Dopiero
teraz dotarło do niego, że
widzi kolory. Żywe. jasne barwy. Znieruchomiał. Niemożliwe.
Osobniki męskie traciły
zdolność widzenia czegokolwiek poza ponurymi szarościami
mniej więcej w tym samym
czasie, kiedy znikały emocje. Wkluczone. Tylko życiowa
partnerka przywracała
mężczyźnie jego rasy zdolność widzenia barw i odczuwania
emocji. Karpatiańskie kobiety
rozświetlały ciemność, w jakiej byli pogrążeni mężczyźni.
Prawdziwa druga połowa. Bez
niej bestia powoli pochłaniała mężczyznę, aż zapadał się w
kompletny mrok. Nie zostały
już żadne Karpatianki, z których mogłyby narodzić się nowe
partnerki. Przypuszczał, że te
nieliczne, które zostały jeszcze przy życiu, rodzą wyłącznie
chłopców.
Sytuacja wydawała się beznadziejna. Kobiety śmiertelne
przemiana doprowadzała do
obłędu. Próbowano już tego. la śmiertelniczka nie mogła być
jego życiową partnerka.
Michaił patrzył, jak gasi światło i kładzie się w łóżku. Poczuł
jakaś wibrację w swoim
umyśle, jakieś poszukiwanie. Nie śpisz? Pytanie zabrzmiało
niepewnie.
W pierwszej chwili nie chciał odpowiedzieć, nie podobało mu
się, że aż tak bardzo
potrzebuje rozmowy. Nie mógł, nie śmiał pozwolić sobie na
utratę kontroli. Nikt nic
powinien mieć nad nim władzy. A już na pewno nie jakieś
amerykańskie chucherko.
kobieta, która ma więcej mocy niż rozsądku.
Wiem, że mnie słyszysz. Przepraszam, że się wtrąciłam.
Zareagowałan odruchowo, to się juz
nie powtorzy. Ale tak dla porządku, nie próbuj już przy mnie w
podobny sposob prężyć muskulów.
Cieszył się, że przyjął zwierzęcą postać; dzięki temu nie mógł
się uśmiechnąć. Nie
miała pojęcia, co to znaczy prężyć muskuły. Nie obraziłem się.
Wysłał to zapewnienie
łagodnym tonem. Musiał jej odpowiedzieć, to był wewnętrzny
przymus. Potrzebował
usłyszeć jej głos. Ten delikatny szept muskający jego mózg jak
pieszczota palców na
skórze.
Przewróciła się z boku na bok. poprawiła poduszkę, potarła
skronie, jakby głowa ją
bolała. Jedną dłoń ułożyła na cienkim przykryciu. Michaił
pragnął dotknąć tej dłoni,
poczuć jej ciepłą, jedwabistą skórę. Dlaczego probowałeś mnie
kontrolować? To nie było
obojętne pytanie, chociaż chciała, żeby takie się wydało.
Wyczuwał, ze ją uraził,
rozczarował. Poruszyła się niespokojnie jak kobieta czekająca na
kochanka.
Sama mysl o niej w towarzystwie jakiegoś mężczyzny
rozjuszyła go. Uczucia, po
tyluset latach. Ostre, wyraziste, skupione. Prawdziwe uczucia.
Kontrolowanie leży w mojej
naturze. Czuł uniesienie, radość, a jednocześnie aż nazbyt był
świadomy, że staje się
bardziej niebezpieczny niz kiedykolwiek Moc zawsze wymaga
opanowania Im mniej
emocji, tym łatwiej o władzę nad sobą.
Nie próbuj mnie kontrolować. W jej glosie pojawiło się coś, co
od razu wychwycił,
chociaż nie umiał nazwać, zupełnie jakby przeczuwała, że może
być dla niej groźny. A on
sam wiedział dobrze, że taki jest.
W jaki sposób kontrolować własna naturę, maleńka?
Zobaczył, że się uśmiecha uśmiechem, który poczuł w sercu,
który zaparł mu dech.
wypełnił wewnętrzną pustkę i pozwolił sercu poszybować w
górę. A dlaczego uważasz, że
jestem mała? Jestem wielka jak słoń.
I ja mam w to uwierzyć?
Z jej głosu, z jej myśli znikł śmiech, chociaż nadal płynął w jego
żyłach. Jestem
zmęczona i jeszcze raz cię przepraszam. Miło mi się z tobą
rozmawiało.
Ale? Łagodnie próbował pociągnąć ją za język.
Dobranoc. Stanowczo.
Wzbił się do lotu. uniósł wysoko nad lasem. To nie było
pożegnanie. On na to nie
pozwoli. Nie mógł na (o pozwolić. |ego przetrwanie zależało od
niej. Cos... Ktoś wreszcie
przyciągnął jego uwagę, pobudził wolę życia. Przypomniał mu,
że istnieje coś takiego jak
śmiech, że w życiu jest cos więcej poza samym trwaniem.
Płynął nad lasem, po raz pierwszy od stuleci napawał się tymi
widokami. Baldachimem
chwiejących się gałęzi, sposobem, w jaki światło księżyca
oblewało drzewa i kąpało je w
strumieniu srebra. To wszystko było takie piękne. Otrzymał
bezcenny dar. Jakimś cudem
ożywiła w nim uczucia kobieta śmiertelniczka Wyczułby
natychmiast, gdyby należała do
jego ludu. Czy sam jej głos mógłby zrobić to samo dla innych
samców balansujących na
granicy rozpaczy?
W bezpiecznym schronieniu własnego domu chodził z kąta w
kąt z dawno zapomnianą
niecierpliwą energią. Myślał o jej delikatnej skórze, o tym. jaka
byłaby pod dotykiem jego
dłoni, pod jego ciałem, jak by smakowała. Podniecała go sama
mysi o kaskadzie
jedwabistych włosów opływających jego rozgrzane ciało, o
delikatnym, obnażonym przed
jego oczami gardle. Jego ciało nagle spięło się nie tym
łagodnym, fizycznym pociągiem
odczuwanym przez młodego osobnika. ale gwałtownym, ostrym,
wszechogarniającym
bólem. Zszokowany erotycznym torem myśli, Michaił narzucił
sobie surową dyscyplinę.
Nie mógł dać się ponieść prawdziwej namiętności. Zdumiał się,
odkrywając w sobie
zaborczego mężczyznę, groźnego w wybuchach wściekłości i
ponad miarę opiekuńczego,.
Tego typu pasji nie da się dzielić z kobietą ludzkiej rasy, to zbyt
niebezpieczne.
Ta kobieta, niezwykle silna jak na śmierlelniczkę, ceniła
wolność, i przy każdej okazji
walczyłaby z samą jego naturą. Nie był przecież człowiekiem.
Miał w genach zwierzęce
instynkty. Lepiej utrzymywać dystans i zaspokajać ciekawość
wyłącznie na poziomie
mentalnym. Skrupulatnie pozamykał wszystkie drzwi i okna
domu, każde wejście opatrzył
niemożliwymi do złamania zaklęciami, i dopiero wtedy zszedł
do swojej komnaty.
Pomieszczenie zabezpieczone było przeciw największym
zagrożeniom. Gdyby musiał
rozstać się z życiem, to tylko z własnego wyboru. Położył się.
Nie miał teraz potrzeby
uzdrawiać się głębokim snem w kontakcie z życiodajną ziemią,
mógł się nacieszyć
wygodą zwykłego ludzkiego łóżka. Zamknął oczy i zwolnił
oddech.
Wbrew jego woli znów zaczęły się pojawiać zmysłowe,
niedające spokoju obrazy.
Wizja leżącej na łóżku kobiety, tego ciała nagiego pod białą
koronką, ramion
wyciągniętych na spotkanie kochanka. Zaklął cicho. Zamiast
własnego, biorącego ją w
posiadanie ciała, wyobraził sobie tam innego mężczyznę.
Człowieka. Zatrząsł nim gniew,
czysty i nieodparty.
Skóra jak atłas, włosy jak jedwab. Dłoń mu zadrżała. Budował
ten obraz z bezlitosną
dokładnością i determinacją. Nie zapomniał o żadnym szczególe,
nawet o zabawnym
lakierze na paznokciach stóp. Silnymi palcami objął kostkę nogi.
Poczuł miękkość skóry.
Zaparło mu dech w piersi, zesztywniał w oczekiwaniu Wślizgnął
dłoń pod łydkę, masując
i pieszcząc przesunął ją na kolano, na udo.
Michaił dokładnie wiedział, w którym momencie obudziła się,
rozpalona. Uderzył w
niego jej paniczny strach. Niespiesznie, żeby zrozumiała, z czym
ma do czynienia,
przesunął dłoń na wewnętrzną stronę uda, pogładził delikatnie.
Przestań! Jej ciało zapragnęło go. Tęskniło za jego dotykiem,
chciało mu się oddać.
Słyszał gorączkowe bicie jej serca, czuł siłę mentalnej walki,
jaką z nim toczyła.
Czy dotykał cię tak inny mężczyzna? Wyszeptał te słowa do jej
umysłu z mroczną,
bezlitosną zmysłowością.
Przestań, cholera! Na jej rzęsach, w jej umyśle zabłysły łzy
niczym drogie klejnoty.
Przecież ja tylko chciałam ci pomóc. I powiedziałam, że
przepraszam.
Przesunął dłoń wyżej, bo po prostu musiał, znalazł jedwabiste,
drobne loczki, które
chroniły gorący skarb. Zaborczym gestem nakrył dłonią ten
trójkąt zanurzył palce w jego
wilgotne ciepło. Odpowiesz mi, maleńka jeszcze przyjdzie czas,
żebym znalazł się przy tobie.
żebym cię naznaczył i posiadł, ostrzegł ze zwodniczą
łagodnością. Odpowiedz mi.
Dlaczego to robisz?
Nie opieraj się. Jego głos był teraz chropowaty, nabrzmiały
potrzebą. Palce poruszały
się. Tropiły, znalazły najwrażliwsze miejsce, jestem dla ciebie
wyjątkowo delikatny.
Wiesz juz. że odpowiedź brzmi nie, szepnęła bezradnie.
Zamknął oczy. udało mu się opanować rozszalałe, szarpiące
bólem ciało demony.
Zaśnij, maleńka, nikt inny nie zakłóci ci dziś w nocy spokoju.
Przerwał kontakt i przekonał się,
że jego ciało jest spięte, ciężkie, zlane potem. Za późno,
wewnętrzna bestia wyrwała się
na wolność. Płonął głodem, ten głód go pochłaniał, przewiercał
bólem czaszkę,
płomieniami lizał skórę i zakończenia nerwów. Bestia zerwała
się z uwięzi, wygłodniała i
śmiertelnie niebezpieczna. A przecież potraktował tę kobietę
niesłychanie łagodnie. Przez
nieostrożność wyzwoliła w nim potwora... Miał nadzieję, że jest
tak silna, jak mu się
wydawało.
Zamknął oczy; nienawidził siebie. Już wiele stuleci temu
nauczył się. że to nie ma
sensu, ale teraz nie chciał się bronie. To, co czuł, nie było
zwykłym silnym cielesnym
pożądaniem, to było coś więcej Coś pierwotnego. Coś, co z głębi
jego istoty nawoływało
do czegoś też głęboko ukrytego w zakamarkach umysłu
smiertelniczki. Byc może pragnęła
jego dzikości tak samo, jak on zapragnął jej śmiechu i empatii
Czy to zresztą nie wszystko
jedno? Dla nich dwojga nic istniała już droga ucieczki.
Zanim zamknął oczy i uspokoił oddech, jeszcze raz delikatnie
dotknął jej umysłu
Płakała w milczeniu, z ciałem wciąż spragnionym, pamiętającym
jego dotyk Była w niej
uraza i zagubienie, bolała ją głowa Nie zastanawiając się, objął
ją. pogładził po
jedwabistych włosach, przesiał ciepło i pociechę. Przepraszani,
że cię wystraszyłem, źle się
stało. Spij teraz spokojnie. Wyszeptał te słowa tuż przy jej
skroni, musnął ustami czoło,
dotknął umysłu swoją czułością.
Wyczuł w jej myślach dziwne rozdarcie, jakby kiedyś
wykorzystywała swoje
telepatyczne zdolności, żeby podążyć ścieżką czyjegoś chorego
umysłu. Zupełnie, jakby
cierpiała z powodu wciąż niczabliznionych głębokich ran. Była
zbyt wyczerpana po ich
poprzedniej umysłowej przepychance, żeby teraz się opierać.
Oddychał razem z nią, dla
niej, dostrajając do siebie bicie ich serc, aż odprężyła się, senna i
znużona. Uśpił ją
wyszeptanym poleceniem, powoli zamknęła powieki. Zasnęli
razem, choć przecież
osobno, ona w swoim pokoju, Michaił w swojej sypialnej
komnacie.
Walenie w drzwi pokoju przedarło się przez głębokie pokłady
snu. Raven Whitney
zaczęła wałczyć z gęstą mgłą. która nie pozwalała jej otworzyć
oczu, sprawiała, że ciało
wydawało się ciężkie. Ogarnął ją niepokój. Czuła się jak
otumaniona lekami. Budzik na
stoliku obok łóżka wskazywał siódmą wieczorem. Przespała cały
dzień. Usiadła powoli,
miała wrażenie, że przedziera sic przez lotne piaski. Walenie w
drzwi znów się rozległo.
Dźwięk odbił się echem w jej głowie, zadudnił w skroniach.
-O co chodzi? Zmusiła
głos do spokoju, chociaż serce w piersi waliło jej dziko.
Narobiła sobie kłopotów. Powinna szybko spakować się i uciec,
ale wiedziała, że to na
nic. Sama wytropiła czterech seryjnych zabójców, idąc sladem
zostawianych przez myśli
mentalnych ścieżek, a ten mężczyzna był tysiąc razy silniejszy
od niej. Zaintrygowało ją,
że ktoś inny mógł dysponować takimi telepatycznymi
zdolnościami. Nigdy wcześniej nie
spotkała kogoś podobnego do niej. Chciała zostać i dowiedzieć
się czegoś o nim, ale ze
swobodą, z jaką korzystał z własnych mocy, był zbyt
niebezpieczny. Musi stworzyć
dystans, odgrodzić się od niego być może całym oceanem, zanim
będzie naprawdę
bezpieczna.
-Raven, nic ci nie jest? Męski
głos przepełniony był niepokojem.
Jacob. Poznała Jacoba i Shelly Ewansów poprzedniego wieczoru
w jadalni, zaraz po
przyjeździe ze stacji kolejowej. Podróżowali w grupie ośmiorga
turystów. Była wtedy
zmęczona i ledwie pamiętała rozmowę.
Przyjechała w karpackie góry, szukając samotności, chciała
dojść do siebie po
ostatnich wysiłkach tropieniu
chorego umysłu seryjnego zabójcy. Nie szukała
towarzystwa na tej wycieczce, ale Jacob i Shelly sami się do niej
zbliżyli. Potem o nich
zapomniała.
-Nic mi nie jest. mam chyba lekką grypę, to wszystko uspokoiła
Jacoba, chociaż wcale
nie czuła się dobrze. Drżącą dłonią przegarnęła włosy. Jestem
po prostu zmęczona.
Przyjechałam tu odpocząć.
-Nie zejdziesz na kolację? Prośba
zabrzmiała płaczliwie i to ją zirytowało. Nie chciała,
żeby ktoś ją do czegoś zmuszał, a już ostatnia rzecz, na jaką
miała ochotę, to zatłoczona
jadalnia i towarzystwo mnóstwa ludzi.
Przepraszam.
Mozę innym razem. Nie
bawiła się w grzeczności. Wczorajsza pomyłka
nie dawała jej spokoju. Jak? Zawsze bywała taka ostrożna,
unikała wszelkiego kontaktu,
nigdy nie dotykała innej istoty ludzkiej, nigdy za bardzo się nie
zbliżała.
Ale tamten obcy człowiek bardzo cierpiał, nie mógł już znieść
bólu samotności.
Instynktownie zrozumiała, że on ma telepatyczne zdolności, że
jego izolacja jest o wiele
większa niż jej, a ból był nie do wytrzymania, stąd myśli
samobójcze. Znała taka
samotność, wiedziała, jak czuje się człowiek, który jest inny. Nie
zdołała utrzymać buzi
na kłódkę, musiała spróbować mu jakoś pomóc. Raven potarła
skronie, żeby złagodzić
ból. Kiedy korzystała ze swoich telepatycznych mocy, potem
zawsze bolała ją głowa.
Zmusiła sic, żeby powoli pójść do łazienki. Kontrolował ją bez.
żadnego fizycznego
kontaktu... To ją przerażało. Nikt nie powinien dysponować taką
władzą. Odkręciła
prysznic na całą moc, chcąc żeby zimny strumień wody rozjaśnił
umysł.
Przyjechała tu odpocząć, wywietrzyć z głowy zaduch zła,
poczuć się czysta.
Korzystanie z parapsychicznych zdolności wycieńczało
organizm. Uniosła brodę. Ten
nowy przeciwnik jej nie zastraszy Panowała nad sobą i miała
dużo samodyscypliny.
Zresztą może przecież odejść. W tym wypadku nie wchodzi w
grę zagrożenie żadnych
niewinnych ludzi.
Włożyła wytarte dżinsy i zrobiony szydełkiem sweterek, jakby z
przekory, bo wyczula
u niego to staroświeckie nastawienie mieszkańców Starego
Kontynentu; kręciłby nosem
na jej amerykańskie ciuszki. Spakowała się szybko,
nieporządnie, wrzucając do
zniszczonej walizki ubrania i kosmetyki.
Z niepokojem przeczytała rozkład jazdy pociągów. Przez
najbliższe dwa dni nie będzie
żadnego. Mogła kogoś zauroczyć i wyprosić podwiezienie,
zdecydować się na wiele
godzin zamknięcia w ciasnym samochodzie. I tak chyba byłoby
to mniejsze zło...
Usłyszała śmiech mężczyzny, cichy, rozbawiony, kpiący.
Wiedziałem, że spróbujesz
przede mną uciec, maleńka.
Ciężko usiadła na łóżku, serce jej waliło. Ten głos był jak czarny
aksamit, sam w sobie
mógł stanowić broń. Nie pochlebiaj sobie, ważniaku Jestem
turystką więc podróżuję. Zmusiła
umysł do spokoju, chociaż już czuła muśnięcie jego palców na
twarzy. Jak on to robił?
Leciusieńka pieszczota, a przecież odczula ją nawet czubkami
palców sióp.
Dokąd się teraz wybierasz? Przeciągał się leniwie, wypoczęty po
śnie, z umysłem znów
ożywionym uczuciami. Przekomarzanie się z nią sprawiało mu
przyjemność.
Jak najdalej od ciebie i tych dziwnych gierek. Może na Węgry.
Zawsze chciałam zobaczyć
Budapeszt
Kłamczucha. Myślisz, że uda ci się uciec do Stanów. Grywasz w
szachy?
Zamrugała na to dziwne pytanie. W szachy?
Męskie rozbawienie bywa mocno irytujące.
W szachy
Tak. A ty?
Oczywiście. Zagraj ze mną.
Teraz? Zaczęła splatać włosy w warkocz. W jego głosie było coś
zniewalającego,
hipnotyzującego. Poruszał w niej jakieś czułe struny i budził
przerażenie.
Najpierw muszę się pożywić. A ty też jestes głodna, czuję twój
ból głowy. Zejdź na dół na
kolację, spotkamy się dziś wieczorem o jedenastej.
Wykluczone. Nie spotkam się z tobą.
Boisz się. Drwił sobie.
Roześmiała się, a ten dźwięk omiótł jego ciało płomieniami.
Czasem zdarza mi się robić
głupstwa, ale głupia nie jestem.
Powiedz mi, jak masz na imię. To było polecenie i Raven
odczuła je jak przymus.
Oczyściła umysł, stał się wytartą, niezapisaną tablicą. Od
wysiłku jej głowę przeszyły
igiełki bólu. żołądek jej się zacisnął, ale nie zamierzała
pozwolić, żeby wydarł jej siłą to,
chętnie ofiarowałaby z własnej woli.
Dlaczego próbujesz ze mną walczyć? Skoro wiesz, ze jestem
silniejszy? Ranisz siebie, męczysz
się, a koniec końców i tak wygram. Czuję, jak źle znosisz taką
komunikacje. A umiałbym zapewnić
sobie twoje posluszeńswo na zupełnie innym poziomie.
Dlaczego wymuszasz na mnie coś, co dałabym ci chętnie sama,
gdybyś po prostu poprosił?
Wyczuła jego zaskoczenie. Przepraszam, maleńka, jestem
przyzwyczajony dostawać to,
czego chcę, jak najmniejszym wysiłkiem
Nawet kosztem zwyczajnej grzeczności?
Czasami tak bywa wygodniej.
Uderzyła pięścią w poduszkę. Jesteś arogancki. Powinieneś nad
sobą popracować, jeśli
masz władzę, to jeszcze nic znaczy, że musisz się z nią obnosić.
Zapominasz. że większosc ludzi nie potrafi wyczuć
telepatycznego bodźca.
To żadna wymówka dła pozbawiania ich własnej woli. A ty
wcale nic stosujesz bodźców, ty tylko
wydajesz polecenie i wymagasz posłuszeństwa. A to gorzej, bo
traktujesz ludzi jak stado owiec. Czy
tak nie jest?
Pozwalasz sobie na reprymendy'? Tym razem w jego myślach
pojawiła się odrobina
irytacji, jakby wyczerpał się zapas męskich drwin
Nie próbuj mnie do niczego zmuszać. Teraz w jego słowach
zabrzmiała groźba, jakieś
ciche niebezpieczeństwo. Nie musiałbym próbować, maleńka.
Bądź pewna, że potrafię wymusić
twoje posłuszeństwo. Ton jego głosu, zwodniczo łagodny, był
jednocześnie bezlitosny.
Jesteś jak rozpuszczone dziecko, które chce, żeby wszystko
działo się zgodnie z jego wolą.
Wstała, przycisnęła poduszkę do protestującego żołądka. Idę na
dół na kolację. Głowa
zaczyna mnie boleć. A ty możesz zanurzyć swoją w kuble zimnej
wody i nieco ochłonąć. Nie
kłamała, źle się czuła od wysiłku zmagania się z nim na tym
samym co on poziomic.
Ruszyła ostrożnie w stronę drzwi, obawiając się, że on ją
zatrzyma. Czułaby się
bezpieczniej między ludźmi.
Proszę, maleńka, twoje imię. Wypowiedziane z pełną powagi
kurtuazją.
Ravcn poczuła, że się wbrew wszystkiemu uśmiecha. Raven.
Raven Whitney.
A 'więc. Raven Whitney, zjedz, odpocznij. Wrócę o jedenastej na
naszą partię szachów.
Kontakt urwał się raptownie. Powoli wypuściła powietrze z płuc,
aż za bardzo
świadoma, że powinna odczuć ulgę a nie osamotnienie. Jego
hipnotyzujący głos. Jego
męski śmiech, każda ich rozmowa stwarzała uwodzicielską
atmosferę. Dokuczała jej taka
sama samotność jak jemu. Zabroniła sobie myśleć o tym, w jaki
sposób jej ciało ożywało
pod dotykiem jego palców. Płonęło. Pragnęło. Potrzebowało. A
przecież dotknął jej
wyłącznie umysłem. Uwodził ją nie tylko fizycznie; to było cos
pochłaniającego i
żywiołowego, czego nie umiała dokładniej określić. Poruszał coś
w najgłębszym
zakamarku jej duszy. Ta jego potrzeba, jego mroczna natura.
Okropna, dręcząca go
samotność. Ona też potrzebowała kogoś, kto zrozumie, jak to
jest być tak zupełnie samej,
tak bardzo bać się dotknąć innej ludzkiej istoty, bać się zbytniej
bliskości. Polubiła jego
głos, podobała jej się elegancja rodem ze Starego Kontynentu, ta
niemądra męska
arogancja. Imponował jej wiedzą, zdolnościami.
Drżącą dłonią otworzyła drzwi, odetchnęła powietrzem holu. Jej
ciało znów należało
do niej, poruszało się lekko i płynnie, posłuszne wydawanym mu
poleceniom. Zbiegła po
schodach i weszła do sałi jadalnej.
Kilka stolików było zajętych, więcej niż poprzedniego wieczoru.
Zwykle starała się
unikać miejsc publicznych, żeby nie narażać się na atak
niechcianych emocji. Teraz
wzięła głęboki oddech i weszła.
Jacob podniósł wzrok, wstał z zapraszającym uśmiechem, jakby
czekał, aż ona dołączy
do towarzystwa przy jego stoliku. Raven zmusiła się żęby
odwzajemnić uśmiech, zupełnie
nieświadoma efektu, jaki wywiera; niewinna, seksowna,
nieosiągalna. Przeszła przez salę.
przywitała się z Shelly i została przedstawiona Margaret i
Harry'emu Summersom.
Amerykanie jak ona. Próbowała nie okazywać niepokoju.
Wiedziała, że w gazetach, a
nawet w telewizji, pełno było jej zdjęć, media relacjonowały
śledztwo z jej udziałem,
zakończone ujęciem zabójcy. Nie chciała, zeby ją rozpoznano,
nie chciała od nowa
przeżywać okropnego koszmaru związanego z pokręconym,
zdeprawowanym umysłem
tamtego człowieka. Nie chciała dyskutować o tak odrażających
sprawach przy kolacji.
Usiądź
tu, Raven. Jacob
uprzejmie odsunął dla niej od stołu krzesło z wysokim
oparciem.
Starannie unikając wszelkiego fizycznego kontaktu, powoliła się
posadzić.
Przebywanie tak blisko tak wielu ludzi było piekłem. W
dzieciństwie zdarzało się, że
czuła się oszołomiona naporem otaczających ją emocji. O mało
nie oszalała, zanim nie
nauczyła się chronię samej siebie, budować zabezpieczające
umysł zapory. Działały,
chyba że ból albo niepokój były zbyt skoncentrowane, no i jeśli
fizycznie nie dotykała
innego człowieka Albo o ile nie natknęła się na bardzo chory i
bardzo zły umysł.
W tej chwili, kiedy wokoł niej toczyły się rozmowy, a wszyscy
świetnie się bawili,
Raven zaczęły dolegać klasyczne objawy przeciążenia. Czaszkę
przeszywały okruchy
szkła, żołądek przewracał się. protestując. Nie mogłaby
przełknąć ani kęsa.
Michaił głęboko odetchnął nocnym powietrzem, idąc bez
pospiechu przez niewielkie
miasteczko; szukał tego, czego teraz potrzebował najbardziej.
Nie kobiety. Nie mógłby
znieść dotyku skóry innej kobiety. Był ożywiony, niebezpieczny,
seksualnie pobudzony i
nazbyt gotów wywołać przemianę.
Mógłby stracić panowaniu nad sobą. Więc to musiał być
mężczyzna. Bez trudu poruszał
się wśród ludzi, odpowiadał na powitania tych, których znał.
Szanowano go tu.
Podszedł do młodego mężczyzny, silnego i dobrze
zbudowanego. Jego zapach mówił o
zdrowiu, zyły tętniły życiem. Po krótkiej swobodnej rozmowie
Michaił cicho
wypowiedział rozkaz i położył przyjaznym gestem rękę na jego
ramieniu. Głęboko w
cieniu pochylił ciemną głowę i pożywił się do syta. Zadbał, żeby
emocje trzymać na
wodzy. Lubił tego chłopaka, znał jego rodzinę. Nie wolno mu
było się pomylić.
Kiedy uniósł głowę, uderzyła go pierwsza fala odczuwanej przez
nią przykrości.
Raven. Podświadomie szukał z nią kontaktu, łagodnie muskając
jej myśli, by upewnić się,
że ona nadal tam jest. W tej chwili już czujny, szybko skończył
to, co miał do zrobienia,
uwolnił młodego człowieka z transu, powrócił do rozmowy,
jakby nie została przerwana,
śmiał się przyjaźnie, swobodnie przyjął pożegnalny uścisk dłoni,
podtrzymując
mężczyznę, któremu na chwilę zakręciło się w głowie.
Michaił otworzył swój umysł, skupił się na śladzie i podążył za
nim. Minęły cale lata prawne
już zapomniał, jak to się robi ale kiedy chciał, nadal potrafił
„widzieć”. Raven
siedziała przy stoliku między dwiema parami. Piękna, pozornie
wydawała się zupełnie
spokojna. Ale on wiedział lepiej. Wyczuwał wewnętrzny zamęt,
niesłabnący ból głowy,
pragnienie, żeby zerwać się i uciec. Jej oczy, te błyszczące
szafiry, udręczone cienie na
bladej twarzy. Napięcie. Zadziwiała go jej siła. Nie było żadnego
telepatycznego
przecieku; żaden telepata poza nim nie zorientowałby się, że ona
cierpi.
A potem ten siedzący obok niej mężczyzna spojrzał jej w oczy,
pożądliwie, rozpalony
żądzą. Chodź
ze mną na spacer. Raven. Wyciągnął
pod stołem dłoń i położył tuż nad
jej kolanem.
Ból w głowie Raven wzmógł się, ściskał czaszkę, dźgał za
oczami. Wyszarpnęła nogę
spod dłoni Jacoba. Demony wyrwały się, zagotowały z
wściekłości, wydostały sic na
zewnątrz. Michaił nigdy wcześniej nie wpadł w taką furię. Zalała
go, pochłonęła, cały się
nią stał. Żeby ktoś mógł ją tak zranić, nawet o tym nie wiedząc i
nic o to nie dbając...
Żeby ktoś mógł jej dotknąć, kiedy była bezbronna i pozbawiona
ochrony. Żeby jakiś
mężczyzna mógł pozwolić sobie na taki gest. Wystrzelił w
niebo, chłód nocy nie ostudził
gniewu.
Raven odczuła jego siłę. Powietrze w pomieszczeniu aż
zgęstniało; na zewnątrz wiatr
się wzmógł, piekielnie zawył. Gałęzie drzew uderzyły o ściany,
wiatr groźnie załomotał
okiennicami. Paru kelnerów przeżegnało się, wyglądając z
lękiem w czarną, nagle
bezgwiezdną noc. W sali zapadła niespodziewana, dziwna cisza,
wydawało się. że
wszyscy wstrzymali oddech.
Jacob stęknął. obiema dłońmi złapał się za gardło, jakby
próbował rozewrzeć jakieś
silne duszące go palce. Jego twarz najpierw poczerwieniała, a
potem pokryła się plamami,
wytrzeszczył oczy. Shelly krzyknęła. Jakiś młody kelner
podbiegł, chciał pomoc
krztuszącemu się mężczyźnie .Ludzie wstawali, wyciągali szyje,
żeby coś zobaczyć.
Raven zmusiła się do zachowania spokoju. Emocje wkoło
wzmogły się tak, że nie
mogła wyjść z tego bez szwanku. Puść go. Odpowiedziało jej
milczenie. Chociaż za nim
stał kelner i desperacko próbował zastosować chwyt Heimlicha,
Jacob osunął się na
kolana, wargi mu pośmiały, oczy wywracały się do góry
białkami. Proszę. Proszę cię. puść
go. Zrób to dla mnie.
Jacob nagle z okropnym charkotem zaczerpnął powietrza. Jego
siostra i Margaret
Summers klęczały przy nim, z oczami pełnymi lez. Raven
odruchowo podeszła o krok
bliżej.
Nie dotykaj go! Zakaz byl kategoryczny, bez żadnego
mentalnego złagodzenia, bardziej
jeszcze przerażający niż gdyby bezpośrednio próbował wymusić
na niej posłuszeństwo.
Raven osaczały emocje wszystkich osób obecnych na sali. Ból i
szok Jacoba. Strach
Shelly, przerażenie właścicielki gospody, niepokój
Amerykanów. Zalewały ją, dręczyły,
odczuwała je silniej, bo już była osłabiona, ale to jego
nieokiełznana wściekłość
przeszywała ją na wskroś ukłuciami igieł. Zakręciło jej się w
głowie, dopadł ją skurcz
żołądka, zgięła się niemal wpół, z rozpaczą szukając wzrokiem
łazienki. Gdyby
ktokolwiek jej dotknął, próbował przyjść jej z pomocą, chybaby
zwariowała.
-Raven. Glos
był ciepły, zmysłowy, pieszczotliwy. Spokojny jak oko cyklonu.
Jak
czarny aksamit. Piękny. Kojący.
W jadalni zapadła cisza, kiedy Michaił wszedł do środka.
Swobodny, nonszalancki,
wytwarzał wokół siebie aurę, jaka zwykle cechuje ludzi bardzo
pewnych siebie. Był
wysoki, śniady, mocno zbudowany, ale to jego oczy, płonące
energią, mroczne, pełne
tysięcy tajemnic, przykuwały od razu uwagę. Te oczy mogły
oszołomić, zahipnotyzować,
zupełnie jak jego dźwięczny glos. Poruszał się zdecydowanie,
kelnerzy uskakiwali mu z
drogi.
-Michaił, jak to miło, że zechciałeś nas odwiedzić zawołała
właścicielka gospody, nie
kryjąc zdziwienia.
Rzucił kobiecie szybkie spojrzenie, omiatając wzrokiem jej
bujną figurę.
-Przyszedłem po Raven. Mamy dziś wieczorem randkę.
Powiedział
to władczym tonem i
nikt nie śmiał mu się sprzeciwić. Wyzwała
mnie na szachowy pojedynek.
Właścicielka gospody pokiwała głową i się uśmiechnęła.
-Bawcie się dobrze.
Raven zachwiała się, przyciskając dłonie do brzucha. Kiedy
podchodził, jej szafirowe
oczy zrobiły się wielkie, zdominowały całą twarz. Znalazł się
przy niej, zanim zdołała się
poruszyć, wyciągnął do niej ręce.
Nie rób tego. Zamknęła oczy, bała się jego dotyku. Już czuła się
przeładowana
emocjami; nie byłaby w stanie uporać się z tak potężnymi
promieniującymi od niego.
Michaił nawet się nie zawahał, porwał ją w ramiona, skrywając
w swoich objęciach.
Jego twarz przypominała granitową maskę, kiedy odwrócił się i
wyniósł Raven z
pomieszczenia. Za nimi wszczęły się szmery, ludzie zaczęli
szeptać.
Zesztywniała, czekając na atak cudzych uczuć, ale on zamknął
swój umysł i czuła tylko
siłę potężnych ramion. Zabrał ją w noc, poruszając się szybko,
swobodnie, jakby jej ciężar
wcale mu nie przeszkadzał.
-Oddychaj głęboko, maleńka, to ci pomoże. Głos
brzmiał ciepło, pojawiła się w nim
nutka rozbawienia.
Raven zrobiła to, co jej kazał, zbyt słaba, by się opierać
Przyjechała w to odludne
miejsce, zeby dojść do siebie, ale czuła się jeszcze bardziej
rozbita. Ostrożnie otworzyła
oczy, spoglądając na niego spod długich rzęs.
Włosy mial w kolorze ziaren palonej kawy, mocnego espresso,
zaczesane do tyłu i
związane wstążką u nasady karku. To była twarz anioła albo
demona, pełna siły i mocy, o
zmysłowych ustach, które zdradzały odrobinę okruciestwa.
Głęboko osadzone oczy
przypominały czarny obsydian, czarny lód, czystą czarną magię.
Nie mogła go odczytać, nie mogła przejrzejrzeć jego emocji ani
słuchać jego myśli.
Coś takiego jeszcze nigdy jej się nie zdarzyło.
-Postaw mnie na ziemi. Głupio się czuję, kiedy mnie niesiesz.
Jak porwana przez pirata. Długimi
krokami wnosił ją w głąb lasu Gałęzie drzew chwiały się, krzaki
szeleściły.
Serce waliło Raven jak oszalałe. Zesztywniała, odepchnęła jego
ramiona, zaczęła się
bezsilnie wyrywać.
Władczym spojrzeniem ogarnął jej twarz, ale nic zwolnił kroku i
nic nie odpowiedział.
Czuła się upokorzona, że prawie nie zauważał protestu.
Opuściła głowę na jego ramię i cicho westchnęła.
-Porwałeś mnie czy uratowałeś?
Silne białe zęby zabłysły, kiedy uśmiechnął się do niej
uśmiechem drapieżnika, pełnym
męskiego rozbawienia.
-Być może i to, i to.
-Dokąd mnie zabierasz? Przycisnęła
dłoń do czoła, nie chcąc już żadnej walki, ani
fizycznej, ani umysłowej.
-Do mnie do domu. Mamy randkę. Nazywam się Michaił
Dubrinski.
Raven potarła skroń.
Dzisiaj
to może niezbyt dobry pomysł. Czuję się.. Urwała,
złapawszy błysk jakiegoś
ruchomego, śledzącego ich cienia. Serce o mało jej nie stanęło.
Rozejrzała się, dostrzegła
kolejny cień i jeszcze jeden. Zacisnęła dłoń na jego ramieniu.
Postaw
mnie, Dubrinski.
-Michaił poprawił
ją, ani na chwilę nie zwalniając marszu. Uśmiech złagodził
kąciki
jego ust.
-Widzisz te wilki? Poczuła,
że obojętnie wzruszył szerokimi ramionami.
-Uspokój się. maleńka, nic złego nam nie zrobią. To ich dom, tak
samo jak mój.
Rozumiemy się nawzajem i żyjemy w zgodzie.
W jakiś sposób mu uwierzyła.
-Skrzywdzisz mnie? Zadała
to pytanie cichym głosem, musiała to wiedzieć.
Mroczne oczy znów musnęły jej twarz, zamyślone, skrywające
tysiące sekretów,
niewątpliwie zaborcze.
-Nie jestem człowiekiem, który skrzywdziłby kobietę w taki
sposób, jak sobie
wyobrażasz. Ale wiem, że nasza znajomość nie zawsze będzie
układać się jak po maśle.
Lubisz stawiać mi opór odpowiedział
tak uczciwie, jak umiał.
Jego oczy sprawiały, że czulą się tak, jakby do niego należała,
jakby miał do niej
jakieś prawa
-Żle zrobiłeś, krzywdząc Jacoba. Mogłeś go zabić.
-Nie broń go, maleńka. Pozwoliłem rnu żyć, bo o to prosiłaś, ale
bez trudu
dokończyłbym, co zacząłem. Sama przyjemność. Żaden
mężczyzna nie miał prawa
dotknąć kobiety Michaiła ani zranić jej tak, jak zrobił to ten
człowiek. Nie umiał
zauważyć, że sprawia Raven ból, ale to go wcale nie
rozgrzeszało.
-Nie mówisz tego poważnie, Jacob jest nieszkodliwy.
Spodobałam mu się usiłowała
łagodnie wyjaśnić.
-Nie wymieniaj przy mnie jego imienia! Dotknął cię, położył na
tobie dłoń. Stanął
nagle, tam, w
środku głębokiego lasu, tak dziki i nieokiełznany jak otaczające
ich stado wilków. Nawet odrobinę
się nie zadyszał, chociaż już całymi kilometrami niósł ją na
rękach. Czarne oczy były bezlitosne,
kiedy na nią patrzył Sprawił
ci wiele bólu.
Oddech uwiązł jej w piersi, gdy pochylił nad nią ciemną głowę.
Jego usta zawisły o centymetry od
jej ust, poczuła na skórze ciepło oddechu.
-Raven, nie próbuj mi się w tej sprawie sprzeciwiać. Ten
człowiek dotknął cię, sprawił ci ból, i nie
widzę powodu, żeby miał dalej żyć.
Wpatrywała się w jego kamienną twarz.
-Mówisz poważnie, tak? Nie
chciała czuć tego ciepła, które pojawiło się po jego słowach.
Jacob
zranił ją, ból był tak intensywny, że dech jej zaparło i, w jakiś
sposób, chociaż nikt inny tego nie
pojął, Michaił zrozumiał.
-Śmiertelnie poważnie. Znów
zaczął iść szybkimi, pchłaniającymi przestrzeń krokami.
Raven milczała, usiłując jakoś rozwikłać zagadkę. Znała już zło,
ścigała je, skąpała się w nim,
w obscenicznym, zdeprawowanym umyśle seryjnego zabójcy.
Ten mężczyzna swobodnie mówił
o zabijaniu, a jednak nie wyczuwała w nim zła, choć coś jej
mówiło, że ze strony Michaiła
Dubrińskiego grozi jej niebezpieczeństwo, poważne
niebezpieczeństwo. Mężczyzna o
nieograniczonej władzy, arogancki w swojej sile, mężczyzna,
który wierzył, że ma do niej jakieś
prawa.
-Michaił? Zadrżała.
Chciałabym
wrócić.
Ciemne oczy znów wpatrywały się w nią, dostrzegały lęk
kryjący się w błękitnym spojrzeniu.
Serce Raven waliło, dygotała w jego ramionach.
-Wracać do czego? Do śmierci? Izolacji? Nie masz nic
wspólnego z tymi ludźmi, ale wszystko ze
mną. Powrót to nie jest odpowiedź dla ciebie. Wcześniej czy
później nie poradzisz sobie z tym,
czego oni od ciebie żądają. Ciągle, kawałeczku, odbierają ci
duszę. O wiele bezpieczniejsza jesteś
pod moją opieką.
Odepchnęła się od muru jego torsu, dłonie gubiły się w cieple
jego skóry. Przytrzymał ją
mocniej, przeciwstawiając to ciepło chłodowi spojrzenia.
-Nie możesz ze mną walczyć, maleńka.
-Michaił, chcę wracać. Starała
się nie stracić panowania nad głosem. Nie była pewna, czy mówi
prawdę. On to wiedział. Wiedział, co czuła, znał cenę, jaką
płaciła za swój dar. Wzajemny pociąg
był tak silny, że ledwie mogła normalnie myśleć.
Przed nimi wznosił się dom, ciemny i groźny, okazały kamienny
gmach. Jej palce zaplątały się
gdzieś w jego koszuli. Michaił wiedział, że jest nieświadoma
tego nerwowego, wiele mówiącego
gestu
-Raven, ze mną jesteś bezpieczna. Nikomu ani niczemu nie
pozwolę cię skrzywdzić.
Przełknęła ślinę, kiedy otwierał ciężką żelazną bramę i wchodził
po schodach.
-Tylko sobie.
Czubkiem brody musnął jej jedwabiste włosy, czując, jak
wstrząs przejmuje go do szpiku kości.
-Witaj w moim domu. Powiedział
te słowa łagodnie, otulając ją nimi, jakby były ciepłem ognia na
kominku czy światłem słońca. Bardzo powoli, wręcz niechętnie,
pozwolił jej stopom dotknąć
ziemi.
Wyciągnął rękę, żeby otworzyć przed nią drzwi, a potem się
cofnął.
-Czy z własnej woli przekraczasz próg mojego domu?
Sformułował
to pytanie oficjalnie,
wpijając płonące spojrzenie w jej twarz; obserwował ją,
przyglądał się miękkim ustom, a potem
znów spoglądał w duże błękitne oczy.
Była przestraszona, z łatwością to wyczuwał, jak pojmane dzikie
zwierzę, które chce mu zaufać,
ale jeszcze nie może, przyparte do muru, osaczone, ale
zdecydowane bronić się do ostatniego tchu.
Potrzebowała go niemal tak samo, jak on potrzebował jej.
Dotknęła framugi drzwi czubkiem palca.
-A jeśli powiem, że nie, odwieziesz mnie z powrotem do
gospody?
Dlaczego chciała być z nim, skoro wiedziała, że jest
niebezpieczny? Przecież jej nie zmuszał;
miała za dużo swoich zdolności, żeby to wyczuć. Wydawał się
taki samotny, taki dumny, a jednak
jego oczy płonęły, gdy patrzył na nią z tą wygłodniałą potrzebą.
Nie odpowiedział jej, nie próbował
przekonywać, po prostu stał w milczeniu i czekał.
Westchnęła cicho, została pokonana. Nigdy nie poznała nikogo
takiego, z kim mogłaby po
prostu usiąść i porozmawiać, a nawet go dotknąć, nie czując się
bombardowana myślami i
emocjami. Samo w sobie mogło to już wystarczyć do
uwiedzenia.
Kiedy chciała już przestąpić próg, Michaił złapał ją za ramię.
-Z własnej woli, powiedz to.
-Z mojej własnej, nieprzymuszonej woli. Wchodząc
do jego domu, Raven spuściła oczy, nie
dostrzegła spojrzenia pełnego niekłamanej radości, która
rozjaśniła mroczne oblicze Michaiła.
ROZDZIAŁ 2
Ciężkie drzwi zatrzasnęły się z głuchym łoskotem czegoś
nieodwracalnego. Raven zadrżała i
nerwowym gestem potarła ramiona. Michaił okrył ją peleryną,
otuliło ją ciepło i ten jego męski,
leśny zapach. Przeszedł po marmurowej posadzce i otworzył
szeroko drzwi do biblioteki. Po paru
minutach ogień na kominku aż huczał. Wskazał Raven fotel;
miał wysokie oparcie i wygodne
poduszki, wydawai się bardzo stary, ale dziwnie mało
zniszczony.
Z zachwytem przyglądała się pomieszczeniu. Było ogromne, z
piękną drewnianą posadzką,
gdzie każdy fragment parkietu stanowił część wielkiej mozaiki.
Trzy ściany od podłogi do sufitu
zajmowały regały zapełnione książkami, w większości
oprawnymi w skórę, wieloma bardzo
starymi. Między fotelami stał nieduży stolik, antyk w idealnym
stanie. Plansza do szachów była
marmurowa, figury pięknie rzeźbione.
-Wypij to.
O mało nie podskoczyła, kiedy pojawił się nagle tuż przy niej z
kryształowym kieliszkiem.
-Nie piję alkoholu.
Uśmiechnął się, a jej serce szybciej zabiło. Niezwykle
wyczulonym węchem już zdobył tę
konkretną informację na jej temat:
-To nie alkohol, napar z ziół na bół głowy.
Ogarnął ją niepokój. Niedobrze, że się tu znalazła; zupełnie tak,
jakby ktoś chciał odprężyć się
w pomieszczeniu, gdzie jest dziki tygrys. Mógł zrobić wszystko i
nikt by jej nie pomógł. Jeśli to
środek oszałamiający... Zdecydowanie pokręciła głową.
-Nie, dziękuję.
-Raven... Głos
był niski, pieszczotliwy, hipnotyczny. Posłuchaj
mnie.
Poczuła, że zaciska palce wokół kieliszka. Próbowała oprzeć się
temu poleceniu i jej
głowę przeszył taki ból, że aż krzyknęła.
Michaił stanął przy niej, pochylił się, zamknął dłoń wokół ręki,
w której trzymała
delikatne szkło.
-Dlaczego sprzeciwiasz się w tak trywialnej sprawie?
W gardle dusiły ją łzy.
-Dlaczego próbujesz mnie zmuszać?
Przesunął dłonią po szyi Raven, uniósł jej brodę.
-Bo cierpisz, a ja chciałbym, żebyś poczuła ulgę.
Rozszerzyła oczy ze zdziwienia. Czy to mogło być aż tak proste?
Chciał jej ułżyć w bólu?
Naprawdę taki opiekuńczy czy po prostu łubił narzucać innym
swoją wolę?
-To mój wybór. Właśnie na tym połega wolność woli.
-Widzę w twoich oczach ból, wyczuwam go w twoim ciele. Czy
to logiczne, gdybym, wiedząc, że
mogę pomóc, pozwalał ci dalej samą siebie dręczyć tylko po to,
żebyś mogła mi coś udowodnić? W
jego głosie było szczere zdziwienie.
-Raven, gdybym chciał zrobić ci coś złego, nie musiałbym
uciekać się do środków
oszałamiających. Pozwól sobie pomóc. Przesunął
kciukiem po jej szyi, lekkim jak piórko,
zmysłowym gestem pieszcząc puls, powiódł delikatnie po linii
brody, i potem obrysował dolną
wargę.
Zamknęła oczy i pozwoliła, by przytknął kieliszek do ust,
pozwoliła wlać sobie do gardła
gorzkosłodką
zawartość. Poczuła się tak, jakby zawierzyła mu swoje życie.
Jego dotyk miał w
sobie za dużo władczości.
-Odpręż się, maleńka powiedział
cicho. Opowiedz
mi o sobie. Jak to się dzieje, że umiesz
słuchać moich myśli?
-Silnymi palcami delikatnie zaczął masować jej skronie.
-Zawsze umiałam. Kiedy byłam mała, wierzyłam, że wszyscy
coś takiego potrafią. To straszne
znać najskrytsze myśli innych ludzi, ich sekrety. Słyszałam i
wyczuwałam różne rzeczy w każdej
chwili, codziennie. Nigdy
z nikim nie rozmawiała o swoim życiu ani o dzieciństwie, co
dopiero z
kimś zupełnie obcym. Michaił wcale kimś obcym się nie
wydawał. Miała wrażenie, że jest częścią
jej samej. Brakującym fragmentem duszy. Chciała mu to
wszystko opowiedzieć. Ojciec
uważał,
że jestem wybrykiem natury, dzieckiem demonem, i nawet
matka trochę się mnie bała. Starałam
się nie dotykać ludzi, unikać tłumów. Lepiej mi było w
samotności, gdzieś w odosobnieniu. Tylko
w taki sposób mogłam zachować normalność.
-Nad jej głową zalśniły zęby obnażone w złowrogim grymasie.
Michaił pomyślał, że chciałby
zostać sam na sam z jej ojcem na kilka minut, pokazać mu, czym
naprawdę jest demon. Zdumiało
go, ale i wzbudziło niepokój, że jej słowa tak go poruszyły. Nie
mógł znieść myśli, że od dawna
była samotna, że cierpiała, chociaż on był na tym świecie.
Dlaczego jej wtedy nie odszukał?
Dlaczego ojciec nie kochał Raven i nie hołubił tak, jak
powinien?
Jego dłonie przesunęły się do nasady karku Raven, silne,
hipnotyzujące, magiczne.
-Kilka lat temu pewien mężczyzna mordował całe rodziny z
małymi dziećmi. Mieszkałam wtedy u
przyjaciółki ze szkoły średniej. Kiedyś wróciłam z pracy i
znalazłam ich wszystkich martwych.
Gdy weszłam do domu, poczułam jego zło, odczytałam jego
myśli. Robiło mi się słabo od tych
strasznych rzeczy, które przebiegały mi przez głowę, ale udało
mi się odszukać tego człowieka i
doprowadziłam do niego policję.
Dłońmi przesunął po jej długim, grubym warkoczu, odnalazł
wstążkę i uwolnił burzę włosów,
palcami rozsuwając splecione pasma, jeszcze wilgotne po
prysznicu, który wzięła kilka godzin
wcześniej.
-Ile razy to robiłaś? Nie
mówiła mu wszystkiego. Pomijała szczegóły swojego
przerażenia i bólu,
twarzy łudzi, którym pomagała, kiedy obserwowali ją przy
pracy, zdumieni zdolnościami, a
jednocześnie pełni wobec nich odrazy. Dostrzegł te detale,
dzieląc z nią myśli, odczytywał
wspomnienia, żeby poznać jej prawdziwą naturę.
-Cztery. Odszukałam czterech morderców. Ostatnim razem się
załamałam. Zabójca był tak
pokręcony, taki zły. Czułam się, jakbym była brudna, miałam
wrażenie, że już nigdy nie usunę go
ze swoich myśli. Przyjechałam tu z nadzieją na spokój.
Zdecydowałam, że już nigdy czegoś
takiego nie będę robić.
Michaił zamknął na chwilę oczy, próbując uspokoić umysł. Żeby
ona musiała czuć się nieczysta...
Mógł zajrzeć w jej duszę i w serce, widział każdy sekret,
wiedział, że jest uosobieniem światła i
współczucia, odwragi i łagodności. To, z czym zetknęła się w
swoim młodym życiu, wstrząsnęło
nim. Odczekał chwilę, aż mógł odezwać się głosem spokojnym i
kojącym.
-Bóle głowy zdarzają ci się podczas kontaktu telepatycznego?
Gdy
z powagą pokiwała głową,
ciągnął: A
przecież, kiedy usłyszałaś mnie, kiedy przez moment nie
strzegłem swoich myśli i
byłem pogrążony w bólu, skontaktowałaś się ze mną. Chociaż
wiedziałaś, jaką cenę zapłacisz.
Jak miała mu to wyjaśnić? Przypominał wtedy zranione zwierzę,
promieniował takim bólem, że
nie mogła powstrzymać łez. W jego samotności poczuła swoją
samotność. Jego izolacja była jej
izolacją. Nie mogła pozwolić, żeby tak cierpiał, niezależnie od
kosztów, jakie sama miała ponieść.
Wziął głęboki oddech zaskoczony i oszołomiony jej dobrocią.
Wahała się przed ujęciem w
słowa powodów, dla których go odszukała, ale on wiedział, że to
efekt jej wrodzonej szczodrości.
Silnie zareagował na jej wezwanie, dlatego że kiedy zwracał się
do niej, znajdował wszystko,
czego potrzebował. Wciągnął teraz nosem jej zapach, zanurzył
się w nim. Cieszył go jej widok i jej
zapach we własnym domu, dotyk tych jedwabistych włosów,
delikatność skóry. Ogień z kominka
budził w jej włosach błękitne błyski. Michaiła ogarnęła potrzeba
tak silna i nagląca, że chociaż
sprawiała mu ból, cieszył się, że może ją odczuwać.
Usiadł naprzeciw Raven przy małym stoliku; leniwie i władczo
błądził wzrokiem po jej
krągłościach.
-Dlaczego ubrałaś się jak mężczyzna?
Roześmiała się, miękko i melodyjnie, a jej oczy błysnęły
szelmowsko.
-Bo wiedziałam, że to cię rozdrażni.
Odrzucił głowę w tył i parsknął prawdziwym, szczerym,
nieskrępowanym śmiechem, w którym
było szczęście i zaczątki czułości. Już prawie zapomniał, jakie to
uczucia, ałe teraz ostre
i
wyraźne słodkim
bólem przepełniały jego ciało.
-To konieczne, drażnić się ze mną?
Uniosła brew i patrząc na niego, zdała sobie sprawę, że ból
głowy zupełnie jej przeszedł.
-Ale takie łatwe... przekomarzała
się dalej.
Nachylił się bliżej.
-Niegrzeczna kobieto. Takie niebezpieczne, chciałaś powiedzieć.
-Hm, no może i to też. Przesunęła
dłonią po włosach, odgarnęła je z twarzy. Gest byt
niewinny, ale tak niesłychanie seksowny, że nie mógł oderwać
spojrzenia od jej pięknej twarzy,
od krągłości piersi, od idealnej linii szyi.
-Dobrze grasz w szachy? rzuciła
mu zuchwałe wyzwanie.
Godzinę później Michaił odchylił się w fotelu i patrzył na
Raven. Wpatrywała się w planszę,
marszczyła brwi, usiłując zrozumieć jego strategię. Wyczuwała,
że zastawiał na nią jakąś pułapkę,
ale nie mogła jej odkryć. Oparła brodę na dłoni, zrelaksowana.
Grała bez pośpiechu, w skupieniu, i
już dwa razy o mało nie narobiła mu kłopotów po prostu dlatego,
że był zbyt pewny siebie.
Nagle jej oczy rozszerzyły się, a delikatne usta rozciągnęły w
leniwym uśmiechu.
-Jesteś sprytnym diabłem, Michaił, tak? Ale tym razem ci się nie
uda, wpadłeś w tarapaty.
Przyglądał się jej spod opuszczonych powiek. W blasku ognia z
kominka jego zęby zalśniły
bielą.
-Czy już wspominałem, panno Whitney, że ostatnia osoba, która
pozwoliła sobie na impertynencję
i pobiła mnie w szachach, została na trzydzieści lat wrzucona do
lochu i torturowana?
-Ach, więc było tu wtedy dwoje impertynentów dokuczała,
nie odrywając wzroku od planszy.
Odetchnął głęboko. Przy niej czuł się swobodnie, czuł się
całkowicie akceptowany. Wierzyła,
że jest zwykłym śmiertelnikiem, tyle że obdarzonym
niezwykłymi umiejętnościami.
Pochylił się nad planszą, żeby wykonać ruch. No
i chyba jest szachmat
powiedział
ze
zwodniczą słodyczą.
-Powinnam była wiedzieć, że mężczyzna, który spaceruje po
lesie w otoczeniu wilków, może być
przebiegły. Uśmiechnęła
się. Świetna
partia, Michaił. Naprawdę dobrze mi się grało. Rozparła
się wygodniej na poduszkach fotela. Potrafisz
rozmawiać ze zwierzętami? spytała
z
zaciekawieniem.
Cieszyła go obecność tej kobiety w jego domu, podobało mu się,
jak ogień budził błękitne
błyski w jej włosach i jak pieszczotliwie półmrok otulał rysy
twarzy. Wiedział, że jeśli zamknie
oczy. wciąż będzie widział jej twarz, te wydatne, delikatne kości
policzkowe, ten mały nosek i
pełne usta. Tak
odpowiedział
szczerze, nie chcąc między nimi kłamstw.
-Zabiłbyś Jacoba?
Miała piękne rzęsy, nie mógł oderwać od nich wzroku.
-Uważaj, o co pytasz, maleńka ostrzegł.
Podwinęła nogi pod siebie i przyjrzała mu się uważnie.
-Wiesz, Michaił, tak się przyzwyczaiłeś do egzekwowania
swojej władzy, że już nawet nie
zastanawiasz się, czy coś jest dobre, czy złe.
-Nie miał prawa cię dotykać. Sprawił ci ból.
-Nie wiedział, że to robi. A ty też nie miałeś prawa mnie
dotykać, a jednak to zrobiłeś zauważyła
przytomnie.
-Mam całkowite prawo. Należysz do mnie stwierdził
spokojnie, cicho, z odrobiną jakiegoś
ostrzeżenia w głosie. A
co jeszcze ważniejsze, Raven, nie sprawiłem ci bólu.
Na moment zaparło jej dech. Delikatnym, nieznacznym gestem
zwilżyła językiem wargi.
-Michaił... ostrożnie
dobierała słowa jestem
panią siebie, jestem osobą, a nie czymś, co możesz
mieć. Mieszkam w Stanach. Niedługo tam wrócę, a teraz
zamierzam pierwszym pociągiem jechać
do Budapesztu.
To był uśmiech myśliwego. Drapieżny, Przez moment ogień z
kominka rzucał czerwoną
poświatę, a oczy Michaiła błyszczały jak oczy wilka nocą.
Wpatrywał się w nią bez zmrużenia
powiek, w milczeniu.
Obronnym gestem uniosła dłoń do szyi.
-Późno już, powinnam wracać. Czuła
bicie własnego serca. Czego właściwie od niego chciała?
Nie wiedziała, wiedziała tylko, że to był najmilszy, najbardziej
niesamowity wieczór w jej życiu, i
że chciałaby tego mężczyznę jeszcze kiedyś zobaczyć. Siedział
nieruchomo, jego kamienny spokój
miał w sobie coś złowrogiego. Czekała. Lęk zaczął ją dusił,
przejmował dreszczem na wskroś. Lęk,
że pozwoli jej odejść; lęk, że jej stąd nie wypuści. Nabrała
powietrza w płuca. Michaił,
nie wiem,
czego ty chcesz. Sama
też nie wiedziała, czego chce.
Wstał. Uosobienie siły i gracji. Jego cień znalazł się przy niej
szybciej niż on sam. Obdarzony
był wielką siłą, ale dłonie miał delikatne. Położył je lekko na
ramionach, przesunął wyżej,
kciukami pogładził puls bijący na szyi. Poczuła ciepło. Przy nim
była taka mała, taka krucha i
delikatna.
-Nie próbuj mnie opuścić, maleńka. Potrzebujemy siebie.
Pochylił
głowę, muskając ustami
powieki, a po jej skórze przebiegły drobne ukłucia jak języczki
ognia. Przypominasz
mi, czym
jest życie szepnął
tym swoim hipnotyzującym głosem. Kiedy dotknął wargami
kącika jej ust,
drgnęła jak rażona prądem.
Wyciągnęła rękę i powiodła po ciemnej linii jego brody.
Położyła dłoń na umięśnionym torsie,
chcąc stworzyć między nimi jakiś dystans.
-Michaił, posłuchaj mnie Głos
miała ochrypły. Oboje
wiemy, czym jest samotność, izolacja. Dla
mnie to niewyobrażalne. że mogę stać przy tobie tak blisko, że
mogę cię fizycznie dotknąć i nie
przytłacza mnie niechciany ciężar. Ale nie możemy tego robić.
W ciemnym ogniu jego oczu błysnęło rozbawienie zabarwione
czułością. Masował delikatnie
jej kark.
-Och, możemy. Mroczny,
aksamitny głos przepełniała czysta zmysłowość, uśmiech stał się
otwarcie uwodzicielski.
Raven odczula jego silę nawet w koniuszkach palców u nóg. Jej
ciało było jak pozbawione
wagi, płynne, obolałe. Stała tak blisko niego, że czuła się jego
częścią, otoczona, pochłonięta przez
niego.
-Nie prześpię się z kimś, kogo nie znam, tylko dlatego że czuję
się samotna.
Roześmiał się cicho.
-Tak o tym myślisz? Że przespałabyś się ze mną, bo jesteś
samotna? Dotknął
jej szyi, a w
Raven zawrzała krew. Oto,
dlaczego kochałabyś się ze mną. Dlatego! Pocałował
ją.
Biały ogień. Błękitna błyskawica. Ziemia zatrzęsła się i usunęła
spod nóg. Michaił przyciągnął
ją do siebie, jego usta zawładnęły nią, porwały do świata czystej
emocji.
Mogła tylko do niego przylgnąć, jakby był bezpieczną przystanią
w sztormie targających nią
uczuć. Z głębi jego gardła wydobył się jakiś warkot, zwierzęcy,
dziki jak u podnieconego wilka.
Przesunął wargi wzdłuż miękkiej, bezbronnej linii jej szyi i
zatrzymał w miejscu, gdzie pod jej
atłasową skórą gwałtownie bił puls.
Objął ją mocniej, władczo i pewnie. Zadrżała, potrzebowała go,
była w jego ramionach jak
płonący, gorący jedwab, ciało stało się giętkim, płynnym
ciepłem. Poruszała się niespokojnie, jej
piersi były spragnione, sutki zmysłowo naparły na cienką
przędzę sweterka.
Przez szydełkową dzianinę potarł kciukiem sutek, a Raven
zalała obezwładniająca fala ciepła;
przed upadkiem uchroniła ją siła męskich ramion. Całował jej
szyję, język jak płomień liznął puls.
A potem pojawiło się to rozpalone do białości gorąco,
przeszywający ból, jej ciało skuliło się,
spragnione, płonące dla niego, złaknione. Rozkosz pocałunków
mieszała się z bólem tak
intensywnym, że nie wiedziała, gdzie zaczyna się jedno, a
kończy drugie. Przechylił jej głowę w
tył, wpił usta w szyję, jakby ją pożerał, jakby się nią żywił, jakby
ją spijał. Paliło ją to, a
jednocześnie zaspokajało jej własne pragnienie.
Zamruczał cicho, a potem lekko uniósł twarz, przerywając
dotyk. Raven poczuła, że po szyi
spływa jej na pierś coś ciepłego. Język mężczyzny podążył
śladem strużki, przesunął się po
kremowej wypukłości. Michaił chwycił ją wpół, nagle
uświadamiając sobie jak bardzo jej ciało
pragnie, żeby obdarował je wyzwoleniem. Musiał uczynić ją
swoją partnerką. Jego ciało domagało
się tego, płonęło.
Złapała go za koszulę, żeby nie upaść. Zaklął cicho, w
mieszance dwóch języków, wściekły na
siebie, opiekuńczo przygarnął ją ramionami.
-Przepraszam cię, Michaił szepnęła,
przerażona własną słabością. Pokój wirował, trudno jej było
skupić wzrok. Szyja bolała ją i piekła.
Pocałował ją czule.
-Nie, maleńka, za szybko działam. Wszystko
w jego naturze, bestia i ten żyjący od stuleci
mężczyzna, domagało się, żeby ją wziął, żeby ją zatrzymał, ale
chciał, żeby przyszła do niego z
własnej woli.
-Dziwnie się czuję, kręci mi się w głowie.
Stracił i tę odrobinę panowania nad sobą; bestia w nim,
spragniona słodkiego smaku, żądała,
żeby zostawił na kobiecie swój znak. Jego ciało płonęło,
domagając się ulgi. Dyscyplina i
opanowanie walczyły w nim z instynktowną naturą drapieżnika,
i wreszcie wygrały. Odetchnął
głęboko, zaniósł Raven na fotel przy kominku. Zasługiwała,
zanim zwiąże ją ze sobą, na dłuższe
zaloty, zasługiwała na to, żeby go poznać, żeby poczuć wobec
niego serdeczność, jeśli nie miłość.
Kobieta. Śmiertelniczka. Działo się coś niewłaściwego.
Niebezpiecznego. Kiedy łagodnie układał
ją na poduszkach, odczuł pierwszy sygnał zapowiadający
zakłócenie spokoju.
Obejrzał się za siebie, miał ponurą, kamienną twarz. Wyglądał
groźnie.
-Zostań tu polecił
cicho. Porusza! się tak szybko, że jego postać się rozmazywała.
Zamknął za
sobą drzwi do biblioteki, zwrócił się twarzą w stronę frontowych
drzwi i wysłał telepatyczną
wiadomość do swoich strażników.
Na zewnątrz zawył jakiś samotny wilk, odpowiedział mu drugi,
a potem trzeci, aż wreszcie
zabrzmiał cały chór. Kiedy ucichły, Michaił czekał, a jego twarz
była nieprzeniknioną granitową
maską. Przez las dryfowała mgła, jej pasma zbierały się,
przesuwały, gromadziły tuż przed jego
domem.
Uniósł ramię i frontowe drzwi domu się otworzyły. Mgła
wślizgnęła się do środka, rozdzieliła
na kręgi, rozproszyła po całym holu. Powoli jej pasma połączyły
się, zamigotały i ciała stały się
rzeczywiste.
-Dlaczego zakłócacie mi spokój dziś wieczorem? rzucił
Michaił, a jego oczy niebezpiecznie
pociemniały.
Najpierw odezwał się mężczyzna, zaciskając mocno palce wokół
ręki kobiety, swojej żony.
-Potrzebujemy twojej rady, Michaił, i przynosimy wieści.
Raven poczuła, jak uderza w nią ich lęk, emocje zawibrowały w
głowie, osaczyły ją, przerwały
przypominające jakiś trans zamroczenie. Ktoś był w rozpaczy,
ktoś płakał i odczuwał ból ostry jak
cięcie noża. Z trudem podniosła się z fotela. Wizje wciąż się
pojawiały. Młoda kobieta, bardzo
blada, z wielkim drewnianym kołkiem w piersi, strumienie krwi,
głowa oddzielona od ciała, coś
obrzydliwego wepchnięto jej w usta. Rytualny, symboliczny
mord, ostrzeżenie dla innych,
następnych. Seryjny zabójca tu, na tej spokojnej ziemi...
Zakrztusiła się, dłońmi zakryła uszy, jakby w ten sposób mogła
przerwać koszmarne wizje.
Ogarnięta paniką przez chwilę nie oddychała, nie chciała
oddychać; chciała po prostu, żeby to
wszystko się skończyło. Rozejrzała się wkoło i zobaczyła jakieś
drzwi po prawej, prowadzące w
stronę przeciwną do tej, z której napływały napierające na nią
emocje. Na oślep ruszyła przed
siebie, osłabiona, zdezorientowana, oszołomiona. Chwiejnie
wyszła z biblioteki, żeby zaczerpnąć
świeżego powietrza. Nie chciała znać szczegółów śmierci i
tragedii, które tak żywo odbijały się w
umysłach nowo przybyłych.
Ich strach i gniew były czymś żywym. Przypominali zwierzęta,
zranione, w odwecie gotowe
kąsać. Skąd w ludziach tyle zła? Taka brutalność? Nie znała
odpowiedzi, już jej nawet nie szukała.
Postąpiła kilka kroków w stronę długiego korytarza, kiedy nagle
wyrosła przed nią jakaś postać.
Mężczyzna nieco młodszy od Michaiła, szczuplejszy, o
błyszczących oczach i kasztanowych,
wijących się włosach. W jego uśmiechu czaiło się szyderstwo i
groźba; wyciągnął dłoń w jej
stronę.
Jakaś niewidzialna siła uderzyła mężczyznę prosto w pierś,
zbijając go z nóg, rzuciła na ścianę.
Pojawił się Michaił, wysoki, złowrogi cień. Zasłonił Raven
własnym ciałem. Tym razem gardłowy
odgłos przypominał warczenie bestii szykującej się do ataku.
Raven wyczuwała gniew Michaiła, gniew przemieszany z żalem,
jego emocje były tak silne, że
zgęstniało od nich powietrze. Dotknęła jego ramienia, ujęła za
nadgarstek; drobina próbowała
powstrzymać rozszalałą burzę. Przepływające przez niego
napięcie drażniło też jej zmysły.
Rozległo się zbiorowe, dobrze słyszalne westchnienie. Raven
zdała sobie sprawę, że stała się
ośrodkiem zainteresowania całej grupy kobiety
i czterech mężczyzn. Wszystkie oczy skupiły się
na palcach, którymi obejmowała nadgarstek Michaiła, zupełnie
jakby popełniła jakieś straszne
przestępstwo. Nie próbował uwolnić ręki. Przesunął się,
zasłaniając ją, tak żeby przybysze nie
mogli jej widzieć.
-Ona jest pod moją ochroną. Stanowcze
oświadczenie. Wyzwanie. Obietnica szybkiej,
dotkliwej kary.
-Tak jak my wszyscy, Michaił powiedziała
kobieta cicho, uspokajająco.
Raven zachwiała się, od upadku uchroniła ją ściana za plecami.
Wibracje gniewu i bólu
uderzały w nią tak, że mato nie krzyczała. Zduszony jęk był
słabym odgłosem protestu. Michaił
natychmiast odwrócił się, objął ją i przytulił.
-Strzeżcie swoich myśli i emocji syknął.
Jest
bardzo wrażliwa. Odwiozę ją do gospody i
wrócę omówić te niepokojące wieści.
Nie miała okazji przyjrzeć się tym innym, dopóki nie
przeprowadził jej obok nich, kierując się
w stronę garażu. Uśmiechnęła się ze znużeniem, oparła głowę na
jego ramieniu.
-Michaił, mam wrażenie, jakbyś nie pasował do tego małego
samochodu. Masz tak archaiczne
poglądy na temat kobiet, że w poprzednim życiu musiałeś chyba
być jakimś „panem na zamku".
Zerknął na nią szybko. Dostrzegł bladość twarzy, znak, który
zostawił na jej szyi, widoczny pod
włosami. Nie zamierzał zostawiać tego znaku, ale teraz już tam
by!. Piętno posiadania.
-Pomogę ci dziś zasnąć. Nie
sformułował tego jak pytania.
-Kim byli ci ludzie? zagadnęła,
chociaż wiedziała, że on nie chce, żeby pytała. Była bardzo
zmęczona, kręciło jej się w głowie. Potarła skronie i pożałowała,
że przynajmniej raz w życiu nie
może być taka jak inni. Pewnie zaliczał ją do tych słabych,
mdlejących kobietek.
Przez chwilę milczał, a potem powiedział z niechęcią:
-To moja rodzina.
Wiedziała, że mówił prawdę, a jednak nie całą.
-Dlaczego ktoś miałby zrobić coś tak strasznego? Spojrzała
na niego. Czy
oni oczekują, że
znajdziesz zabójcę, że go unieszkodliwisz? Jej
głos pełny bólu, współbrzmiał współczuciem z
jego bólem. Martwiła się o Michaiła. Jego cierpienie było
podszyte poczuciem winy i potrzebą
wyżycia się w agresji.
Zastanowił się nad jej pytaniem. Zrozumiała, że zabito kogoś z
jego bliskich. Prawdopodobnie
wyłapała szczegóły z umysłu któregoś z przybyłych. Na myśl, iż
niepokoiła się o niego, Michaił
poczuł, że opuszcza go napięcie, poczuł rozlewające się w
żołądku ciepło.
-Postaram się trzymać cię jak najdalej od tych kłopotów,
maleńka. Nikt
się nie martwił o niego, o
jego samopoczucie czy zdrowie. Nikt z nim nie współodczuwał.
Miał wrażenie, że coś w jego
wnętrzu mięknie i się roztapia. Raven
zaczynała zagnieżdżać się w jego duszy, gdzieś głęboko,
gdzie jej potrzebował.
-Może przez kilka dni nie powinniśmy się widywać. Jeszcze
nigdy w życiu nie czułam się taka
zmęczona. Próbowała
znaleźć jakiś sposób, żeby mogli ładnie zakończyć tę grę.
Utkwiła wzrok w
swoich dłoniach. Sama też chciała trochę się zdystansować.
Jeszcze nigdy nie czuła się tak komuś
bliska, z nikim nie czuła się tak swobodnie jak z nim, jakby
znała go od zawsze, a jednocześnie
obawiała się zaborczości. Poza
tym twoja rodzina chyba nie ucieszyła się, widząc obok ciebie
Amerykankę. Tworzymy taką... wybuchową mieszankę
dokończyła
z żalem.
-Raven, nie próbuj się ode mnie odcinać. Samochód
zatrzymał się przed gospodą. Nie
rezygnuję
z tego, co moje, a nie myśl sobie inaczej, jesteś moja. W
tym ostrzeżeniu była też prośba. Nie
miał czasu na piękne słowa. Chciał jej takie mówić, a Bóg
świadkiem, jak bardzo na nie
zasługiwała, ale inni na niego czekali i ciążyła na nim
odpowiedzialność.
Uniosła dłoń i dotknęła jego szczęki, łagodnie pogłaskała.
-Przywykłeś do forsowania swojego zdania. W
jej głosie był uśmiech. Michaił,
mogę zasnąć
sama. Zasypiam tak od lat.
-Musisz pospać spokojnie, bez nerwów, głęboko. To, co dziś
zobaczyłaś, będzie cię dręczyć, jeśli
ci nie pomogę. Obrysował
kciukiem jej dolną wargę. Jeśli
chcesz, mógłbym usunąć ten
fragment pamięci.
Widziała, że chciałby to zrobić, wierzył, że to dla niej najlepsze.
Nie było mu łatwo prosić ją, żeby
sama podjęła decyzję.
-Nie, Michaił, dziękuję ci odparła
spokojnie. Wolę
zachować wszystkie swoje wspomnienia,
dobre i złe. Pocałowała
go w brodę, przesunęła się na siedzeniu bliżej drzwi.
-Wiesz, nie jestem porcelanową laleczką. Nie stłukę się dlatego,
że zobaczyłam coś, czego nie
powinnam była widzieć. Już zdarzało mi się tropić seryjnych
morderców. Uśmiechnęła
się do
niego, w oczach miała smutek.
Chwycił ją mocno za nadgarstek.
-I o mało cię to nie zabiło. Tym razem nie pozwolę.
Opuściła rzęsy, skrywając wyraz oczu.
-Takiej decyzji nie podejmuje się z własnej woli. Gdyby
ktoś przekonał go, żeby
wykorzystywał swoje talenty do ścigania szaleńców,
morderców, też nie zostawiłaby go
samego. Nie mogłaby.
-Obawiasz się mnie zdecydowanie mniej, niż powinnaś warknął.
Rzuciła mu uśmiech, poruszyła nadgarstkiem, dając do
zrozumienia, że powinien ją puścić.
-Moim zdaniem wiesz, że to, co jest między nami, nie byłoby nic
warte, gdybyś we wszystkim
wymuszał na mnie swoją wolę.
Wpatrywał się w Raven, wciąż trzymając ją za rękę. Miała tyle
silnej woli. Bała się, a jednak
bardzo obstawała przy swoim. Ściganie zła doprowadzało ją do
choroby, mogło ją kosztować
życie, a jednak robiła to wielokrotnie. Miał kontakt z jej
umysłem. Wyczuwał determinację, z jaką
chciała mu pomóc, mimo obawy przed nim i przed jego mocami;
ale i nie chciała, żeby sam stawił
czoło okrutnemu mordercy. Michaił pragnął zatrzymać ją przy
sobie, bezpieczną w jego
schronieniu. Niemal z nabożną czcią pogładził palcami jej
policzek.
-Idź, zanim zmienię zdanie powiedział
nagle, puszczając ją.
Raven odeszła od samochodu powoli; mimo silnych zawrotów
głowy starała się iść prosto, nie
chciała, żeby Michaił wiedział, iż czuje się tak, jakby ciało miała
z ołowiu, a każdy ruch sprawia
jej trudność. Szła z głową wysoko podniesioną i z premedytacją
starała się nie myśleć o niczym.
Michaił odprowadził ją wzrokiem, aż weszła do gospody.
Widział, jak uniosła dłoń do głowy,
jak potarła skroń, nasadę karku. Kręciło jej się w głowie, bo
napił się bo napił się jej krwi. Postąpił
samolubnie, ale nie zdołał się oprzeć. Teraz ona za to płaciła.
Głowa ją bolała od bombardowania
umysłu cudzymi emocjami. On też dostarczył swoich. W
przyszłości jego bliscy będą musieli
bardziej pilnować swoich umysłów.
Wysiadł z samochodu, jego sylwetka zniknęła w cieniu, a
wyostrzone zmysły powiedziały mu,
że jest sam. Zmienił się w mgłę. Łatwo mógł wniknąć do środka
przez szczelinę okna. Patrzył, jak
kładła się do łóżka. Twarz miała bladą, oczy niespokojne.
Odgarnęła włosy, dotknęła śladu po
ukąszeniu tak, jakby ją bolał. Dopiero po kilku minutach zrzuciła
z nóg buty; i ten ruch wymagał
wielkiego wysiłku.
Zaczekał, aż obróciła się na łóżku twarzą w dół, jeszcze ubrana.
Teraz zaśniesz. Wydał
polecenie stanowczo, żądając posłuszeństwa
Michaił... To imię odezwało się echem w jego głowie, miękkim,
sennym tonem, z odrobiną
rozbawienia. Byłam prawie pewna, że jak zwykle postawisz na
szooim. Nie walczyła, pozwoliła się
uśpić, uśmiech lekko uniósł kąciki jej miękkich warg.
Rozebrał ją i przykrył kołdrą. Zabezpieczył drzwi zaklęciem,
które gwarantowało, że nawet
najsilniejsi osobnicy jego rasy nie mogliby dostać się do środka,
a co dopiero jacyś żałośni
śmiertelni napastnicy. Okna i każde możliwe wejście zablokował
takim samym zaklęciem. Musnął
ustami jej czoło, dotknął znaku na szyi. Potem ją zostawił.
-Kiedy wszedł do swojego domu, wszyscy zamilkli. Celeste
uśmiechnęła się niepewnie, obronnym
gestem dotknęła brzucha, w którym rosło dziecko.
Michaił,
wszystko w porządku?
Skinął głową, czując dziwną wdzięczność za jej troskę. Nikt nie
ośmieliłby się kwestionować
jego zachowania, ale przecież robił coś, co zupełnie do niego nie
pasowało. Od razu przeszedł do
rzeczy.
-Jak to się stało, że napastnicy znaleźli Noelle bezbronną?
Krewniacy popatrzyli po sobie. Michaił kładł im do głów, żeby
nigdy nie zapominali o
żadnym drobiazgu służącym dbałości o ich bezpieczeństwo, ale
w miarę upływu lat tak łatwo było
zapomnieć, stracić czujność.
-Noelle urodziła dopiero dwa miesiące temu. Wciąż czufa się
osłabiona. Celeste
usiłowała
znaleźć jakieś usprawiedliwienie.
-A Rand? Gdzie był? Dlaczego zostawił żonę bez żadnej
ochrony, kiedy spała? spytał
Michaił
niebezpiecznie cichym głosem.
Byron, który miał już wcześniej podobne kłopoty, poruszył się
niespokojnie.
-Wiesz, jaki jest Rand. Ciągle ugania się za kobietami. Zostawił
dziecko u Celeste i ruszył na
polowanie.
-I zapomniał o ochronie dla żony. Michaił
nie krył odrazy. Gdzie
on jest?
Partner życiowy Celeste, Erie, odpowiedział ponuro:
-Zachowywał się jak wariat, ledwie nad nim zapanowaliśmy.
Teraz śpi. Dziecko jest z nim, głęboko
w ziemi. Dobrze im zrobi jej kojące działanie.
-Strata Noelle to dotkliwy cios. Michaił
stłumił żal, nie czas był na przeżywanie takich uczuć.
Zdołasz
jakoś kontrolować Randa?
-Uważam, że powinieneś z nim porozmawiać odparł
uczciwie Erie. Poczucie
winy doprowadza
go do szaleństwa. O mało nas nie zaatakował.
-Vlad, co z Eleanor? Jest zagrożona, w zaawansowanej ciąży.
Musimy jej zapewnić ochronę tak
samo jak Celeste mówił
Michaił. Nie
możemy sobie pozwolić na stratę żadnych naszych kobiet,
a już na pewno nie ich dzieci.
-Niedługo będzie rodzić, obawiałem się, że podróż może jej
zaszkodzić. Vlad
westchnął ciężko. Na
razie jest bezpieczna i dobrze strzeżona, ale moim zdaniem ta
wojna właśnie zaczyna się na
nowo.
Michaił postukał palcem w blat niewielkiego stolika, tuż obok
planszy do szachów.
-Być może to jakiś znak, że trzy z naszych kobiet rodzą po raz
pierwszy od dekady. Dzieci mamy
niewiele, rzadko przychodzą na świat. Jeśli napastnikom w jakiś
sposób udało się dowiedzieć o
stanie naszych kobiet, wpadną w popłoch, że się rozmnażamy,
że znów rośniemy w siłę. Rzucił
szybkie spojrzenie najsilniejszemu z mężczyzn. Jacques,
nie jesteś jeszcze obarczony życiową
partnerką. W
jego słowach pojawiła się bardzo delikatna nutka serdeczności;
dotąd nigdy czegoś
takiego nie odczuwał ani nie okazywał. Być może przedtem nie
wiedział nawet, że inni są
świadomi jej istnienia. Jacques był jego bratem. Byron
też nie. Chciałbym, żebyście przekazali
wiadomość wszystkim. Niech się przyczają, mają się żywić z
najwyższą ostrożnością, spać głęboko
w ziemi i zawsze stosować jak najsilniejsze zaklęcia ochronne.
Musimy strzec naszych kobiet;
poprzenoście je w bezpieczne miejsca, zwłaszcza kobiety
ciężarne. W żaden sposób nie wolno nam
ściągać na siebie uwagi.
-Na jak długo, Michaił? Oczy
Celeste pociemniały, twarz miała mokrą od łez. Jak
długo mamy
tak żyć?
-Póki nie odnajdę zabójców i póki nie wymierzę im
sprawiedliwości. W
jego głosie pojawiła się
ostra, niebezpieczna nuta. Wszyscy
zmiękliście, zbyt często przebywając z ludźmi. Zapominacie
umiejętności, które mogą ratować wam życie skarcił
ich szorstko. Moja
kobieta jest śmiertelna,
jednak wiedziała o waszej obecności, zanim wy wyczuliście ją.
Odebrała wasze niestrzeżone
emocje, dowiedziała się o napastnikach z waszych myśli. To
niewybaczalne.
-Jak to możliwe? odważył
się spytać Erie. Żaden
śmiertelny nie ma takich mocy.
-Ona ma zdolności telepatyczne o niezwykłej sile. Będzie tu
częstym gościem, i będzie strzeżona
tak samo jak wszystkie nasze kobiety.
Wymienili zdziwione spojrzenia. Zgodnie z tradycyjnym
przekazem tylko najsilniejsi
Karpatianie mogli być zdolni do przekształcenia śmiertelnika,
ale to niosło ze sobą zbyt duże
ryzyko. Próbowano setki lat wcześniej, kiedy była tylko garstka
karpatiańskich kobiet a mężczyźni
tracili nadzieję. Teraz nikt już się nie ośmielał. Większość
wierzyła, że to tylko mit, stworzony, by
bronić mężczyzn przed utratą ducha. Od stuleci Michaił był
nieprzenikniony, nieustępliwy, jego
osądów nigdy nie kwestionowano. Rozsądzał spory i chronił
wszystkich. Polował na mężczyzn,
którzy woleli zostać wampirami, niebezpiecznych zarówno dla
śmiertelnych, jak i nieśmiertelnych.
A teraz to. Kobieta śmiertelna. Byli zszokowani. Musieli
pogodzić się z tym, że życie kobiety
Michaiła stawia się wyżej niż ich życie. Skoro powiedział, że
ona jest pod jego ochroną, na pewno
nie żartował. Nigdy nie mówił czegoś, czego nie myślał. A jeśli
jej stanie się jakaś krzywda, karą za
to będzie śmierć. Wszyscy widzieli, że może być groźnym,
bezlitosnym i nieubłaganym
przeciwnikiem.
Michaił czuł ciężar odpowiedzialności za śmierć Noelle. Znał
słabość Randa do kobiet. Sprzeciwiał
się temu związkowi, ale go nie zabronił, i jak się okazało,
popełnił błąd. Rand nie był prawdziwym
życiowym partnerem Noelle. Chemia, gdyby się zgadzała, a tej
zgodności między nimi nie było,
nigdy nie pozwoliłaby mężczyźnie zdradzać swojej kobiety.
Noelle, jego piękna siostra, taka młoda
i tryskająca energią, stracona na zawsze. Pragnęła Randa
dlatego, że był przystojny, a nie dlatego,
że ich dusze się wzajemnie wołały. Kłamali oboje, ale przecież
on wiedział, że kłamią. Koniec
końców to jego wina, że Rand starał się odnaleźć emocje w
związkach z innymi kobietami, a Noelle
zmieniła się w zgorzkniałą, niebezpieczną kobietę. Musiała
zginąć od razu, inaczej on odczułby jej
śmierć, nawet pogrążony w głębokim śnie. Randowi nigdy nie
powinien był powierzyć opieki nad
żadną z ich kobiet. Miał jednak nadzieję, że z czasem oboje
odnajdą swoich prawdziwych
życiowych partnerów, ale Noelle stawała się coraz bardziej
przykra, irytująca, a Rand szukał
pociechy w rozpuście. Nic nie czuł do kobiet, z którymi sypiał,
ale jego rozwiązłość była jakby karą
dla Noelle za to, że trzyma się go kurczowo.
Michaił na moment przymknął oczy, dopuszczając do siebie całą
rzeczywistość bezsensownego
morderstwa na Noelle. Nie mógł pogodzić się z jej stratą, żal
mieszał się z lodowatą furią i
śmiertelnie groźną determinacją. Pochylił głowę. Trzy krwawe,
niekontrolowane Izy spłynęły mu
po twarzy. Jego siostra, najmłodsza z ich kobiet nie żyje. To jego
wina.
Poczuł, że coś w jego umyśle drgnęło, jakieś ciepło i pociecha,
jakby niespodziewanie objęły go
czyjeś ramiona. Michaił? Potrzebujesz mnie? Głos Raven:
senny, chropawy, zaniepokojony.Był
zszokowany. Polecenie wydane Raven miało moc o wiele
większą niż rozkazy kiedykolwiek przez
niego zastosowane wobec śmiertelnika, a jednak jego cierpienie
zdołało przedrzeć się przez jej
senność. Rozejrzał się wkoło, przyjrzał twarzom krewnych. Nikt
nie zorientował się w ich
mentalnym kontakcie. A to znaczyło, że chociaż bardzo śpiąca,
Raven umiała się skupić i przesyłać
informację bezpośrednio do niego, beż żadnych przecieków.
Niewielu z jego pobratymców
zadawało sobie trud opanowania tej sztuki; byli zbyt pewni, że
nikt ze śmiertelnych nie zdoła
dostroić się do nich umysłem.
Michaił? Głos Raven, pełen lęku zabrzmiał mocniej. Przyjdę do
ciebie.
Śpij. maleńka. Nic mi nie jest. Wzmocnił polecenie tonem głosu.
Bądź spokojny, Michaił szepnęła
cicho, poddając się jego sile.
Michaił skupił uwagę, bo wszyscy czekali na jego rozkazy.
-Jutro przyślijcie do mnie Randa. Dziecko nie może z nim
zostać. Dierdre; ona wciąż jeszcze
opłakuje stratę swojego dziecka. Tienn będzie ich uważnie
strzegł. Niech nikt nie używa
mentalnego kontaktu, dopóki nie sprawdzimy, czy któryś z
naszych przeciwników nie dysponuje
podobnymi umiejętnościami jak moja kobieta.
Na ich twarzach malowało się zaskoczenie. Nikt nie wiedział, że
jakiś śmiertelnik zdolny jest
do podobnej siły i dyscypliny.
-Michaił, jesteś pewien, że ta kobieta nie jest tą osobą? Mogłaby
stanowić dla nas zagrożenie odważył
się zasugerować Erie, chociaż Celeste ostrzegawczym ruchem
wpiła palce w jego ramię.
Michaił zmrużył oczy.
-Sądzisz, że się rozleniwiłem, że rozpiera mnie poczucie
władzy? Aż tak żle o mnie myślisz? Że
mogłem być w jej umyśle i nie wyczuć zagrożenia dla nas?
Ostrzegam was, mogę zrezygnować z
przywództwa, ale nie wycofam swojej ochrony dla niej. Jeśli
ktoś z was ją skrzywdzi, będziecie
mieć ze mną do czynienia. Życzycie sobie, żebym zrzekł się
przywództwa? Bo znużyły mnie moje
obowiązki i powinności.
-Michaił! zaprotestował
ostro Byron.
Wyrazili pełny lęku sprzeciw niczym przerażone dzieci. Tylko
Jacques zachował milczenie;
oparł się biodrem o ścianę leniwym gestem i spoglądał na brata z
kpiącym półuśmiechem. Michaił
go zignorował.
-Już świta. Zejdźcie do ziemi. Zabezpieczcie się, jak tylko
możliwe. Kiedy obudzicie się,
sprawdźcie swoje siedziby, spróbujcie wyczuć intruzów. Nie
lekceważcie nawet najmniejszego
drobiazgu. Musimy być w bliskim kontakcie i strzec się
nawzajem.
-Michaił, ten pierwszy rok jest krytyczny, wielu naszym
dzieciom nie udaje się go przetrwać. Celeste
nerwowo zaciskała palce na dłoni męża. Nie
jestem pewna, czy Dierdre zniosłaby kolejną
stratę.
Michaił uśmiechnął się łagodnie.
Będzie dbać o to dziecko jak żadna nna, a Tienn będzie dwakroć
ostrożniejszy niż inni. Chciał
znów mieć dziecko, ale Dierdre odmawiała. A tak przynajmniej
jej ramiona nie będą puste.
-I zapragnie kolejnego dziecka dokończyła
Celeste gniewnie.
Jeśli nasza rasa ma przetrwać, musimy mieć dzieci i
-To tak strasznie boli, tracić kolejne, Michaił... Celeste
westchnęła.
Celeste, to boli nas wszystkich. W
jego głosie zabrzmiała stanowczość i nikt już nie śmiał
sprzeciwiać się ani o nic pytać. Jego władza była absolutna, jego
gniew i żal mogły nie znać granic.
Rand nie tylko nie zdołał obronić Noelle, młodej, pięknej, pełnej
życia kobiety; jej życie zostało
przerwane przez jakąś sadystyczną grę, którą Rand i Noelle ze
sobą uprawiali. Wiedział, że jest w
takim samym stopniu odpowiedzialny za los Noelle jak Rand.
Nienawiść, którą do niego czuł,
równie dobrze mógł kierować przeciwko samemu sobie.
ROZDZIAŁ 3
Raven budziła się powoli, wydobywając się z gęstej mgły. Skądś
wiedziała, że niepowinna
się budzić, ale mimo wszystko musiała się ocknąć. Z trudem
otworzyła oczy i odwróciła głowę w
stronę okna. Gdy usiadła na łóżku, kołdra zsunęła się z jej
nagiego ciała.
- Michaił! szepnęła
na głos. Zdecydowanie
zbyt wiele sobie pozwalasz!Odruchowo sięgnęła
myślami w jego stronę, jakby nie umiała sobie tej potrzeby
odmówić. Wyczuwając, że śpi,
wycofała się.
Czuła się wręcz szczęśliwa. Mogła z kimś porozmawiać, kogoś
dotknąć; nie przejmowała się,
że trochę to przypominało dosiadanie głodnego tygrysa.
Możliwość odprężenia się w czyimś
towarzystwie cieszyła. Michaił miał swoje trudne obowiązki.
Nie wiedziała, kim jest. ale na pewno
kimś ważnym. Jemu szczególne talenty nie przeszkadzały, w
przeciwieństwie do Raven, która
czuła się jak wybryk natury. Chciałaby mieć więcej pewności
siebie i nie martwić się, co inni
pomyślą.
Niewiele wiedziała o życiu w Rumunii. Na wsi żyło się biednie.
Ale prostych, ubogich ludzi
cechowała życzliwość, mieli też wyczucie piękna. Michaił różnił
się od nich. Słyszała już o
Karpatianach. Nie należy ich mylić z Cyganami, byli
wykształceni, zamożni, mieszkali w górach i
lasach z
własnego wyboru. Czy Michaił to ich przywódca? Stąd ta
arogancja i wyniosłość?
Prysznic sprawił jej przyjemność, woda spłukała uczucie
ciężkości i otępienia. Ubrała się
starannie, włożyła dżinsy, półgolf i sweter. W górach nawet w
słońcu bywało zimno, a chciała iść
na długi spacer. Nagle zabolała ją szyja, zapiekła mocno.
Odsunęła golf, żeby spojrzeć na rankę.
Pojawił się tam dziwny znak, jak malinka, pamiątka po
zakochanym nastolatku, ale wyraźniejsza.
Zarumieniła się na wspomnienie chwili, w której jej to zrobił.
Czy ten wyjątkowy pod wieloma
względami facet musiał być jeszcze tak bardzo seksowny?
Mogła się od niego dużo nauczyć.
Umiał bronić się przed ciągłym naporem cudzych emocji. To
byłby prawdziwy cud móc
siedzieć
w zatłoczonym pomieszczeniu i nie czuć nic poza swoimi
emocjami.
Raven włożyła buty sportowe. Morderstwo w takim miejscu! To
po prostu profanacja.
Mieszkańcy wioski na pewno są przerażeni. Wychodząc z
pokoju, wyczuła w powietrzu dziwną
zmianę. Zupełnie jakby musiała przedrzeć się przez niewidzialną
zaporę. Znów Michaił? Próbował
ją zamknąć? Nie. Gdyby chciał, zamknięcie by jej nie
przepuściło. Bardziej prawdopodobne, że
usiłował ją ochronić, nie dopuścić do pokoju innych. Targany
żalem i gniewem po tym
bezsensownym, strasznym mordzie, pomógł jej zasnąć. Znalazł
czas, żeby się nią zająć, żeby ją
wspomóc; na samo wspomnienie tego poczuła się otoczona
opieką.
Dochodziła trzecia po południu, już za późno na lunch, ale za
wcześnie na obiad. Raven chętnie
by coś przekąsiła. Właścicielka gospody była tak miła, że
przygotowała jej piknikowy koszyk.
Kobieta ani razu nie wspomniała o morderstwie. Wyglądało na
to, że nic nie wie. Raven nie miała
ochoty tego tematu poruszać. Dziwnie się czuła: właścicielka
gospody, sympatyczna i życzliwa,
mówiła o Michaile, jak o dobrym znajomym, a jednak Raven nie
mogła zmusić się, żeby
powiedzieć jej o morderstwie i o cierpieniu Michaiła.
Na zewnątrz zarzuciła na ramiona plecak. W okolicy nie
wyczuwała śladów tej okropnej
zbrodni. Nikt w gospodzie ani na uliczce nie wydawał się
przesadnie wytrącony z równowagi. Nie
mogła się przecież mylić, tamte obrazy były zbyt intensywne, żal
zbyt silny i zbyt realny, obrazy
samego mordu bardzo szczegółowe, fej wyobraźnia nic takiego
nie mogłaby wyprodukować.
Panno
Whitney! Bo pani nazywa się Whitney, prawda? Jakiś
damski głos wołał z odległości
paru kroków.
W jej stronę szła szybko Margaret Summers, kobieta pod
siedemdziesiątkę, krucha, o siwych
włosach, z upodobaniem do praktycznych, rozsądnych strojów.
Moja
droga, jest pani taka
bledziutka. Patrzyła
na nią z troską. Niepokoiliśmy
się o pani bezpieczeństwo. Ten młody
człowiek wyniósł panią na rękach, naprawdę nas to przeraziło.
Raven roześmiała się cicho. Dziwny typ, prawda? To dobry
znajomy i przesadza w trosce o moje
zdrowie. Proszę mi wierzyć, pani Summers, zajął się mną
wyjątkowo troskliwie. Jest szanowanym
biznesmenem, wystarczy zapytać kogoś w wiosce.
Coś
pani dolega, kochanie? spytała
Margaret, podchodząc na tyle blisko, że Raven poczuła
się zagrożona.
-Już dochodzę do siebie odparła
stanowczo, z nadzieją, że tak się stanie.
-Ja już gdzieś panią widziałam! W
głosie Margaret pojawiło się ożywienie. To
pani jest tą
niezwykłą młodą osobą, która pomogła policji złapać
maniakalnego mordercę w San Diego miesiąc
temu. Ale co pani robi akurat tu, na litość boską?
Raven potarła czoło grzbietem dłoni.
-Taka praca bardzo wyczerpuje, pani Summers. Czasami od tego
choruję. Po tym długim
poszukiwaniu musiałam wyjechać. Chciałam zaszyć się w
jakimś odludnym i pięknym miejscu.
Gdzie ludzie nie będą mnie rozpoznawać i wytykać palcami,
jakbym była wybrykiem natury.
Karpaty są takie piękne. Mogę chodzić po górach albo spokojnie
siedzieć i pozwalać, żeby wiatr
wywiewał mi z głowy wspomnienia o tamtym chorym umyśle.
-Och, moja droga. Margaret
wyciągnęła do niej rękę życzliwym gestem.
Raven szybko się odsunęła.
-Przepraszam, ale nie lubię ludzkiego dotyku zaraz po
poszukiwaniach zwyrodniałego umysłu.
Proszę mnie zrozumieć.
Margaret pokiwała głową.
-Oczywiście. Chociaż zauważyłam, że tamten młody człowiek
dotykał pani bezceremonialnie.
Raven się uśmiechnęła.
-Bywa apodyktyczny i rzeczywiście otoczenie czasem źle go
odbiera, ale na mnie działa dobrze.
Znamy się już od jakiegoś czasu. Widzi pani, Michaił sporo
podróżuje. Kłamstwo
tak łatwo
spłynęło jej z ust, że aż sama się nieprzyjemnie zdziwiła. Proszę
pani, nie chcę, żeby ktokolwiek
tu o mnie wiedział. Nie lubię rozgłosu, a teraz jest mi potrzebny
spokój. Proszę nie mówić nikomu,
kim jestem.
-Oczywiście, nie powiem, kochanie, ale myśli pani, że to
bezpieczne wędrować tak samej? W tych
okolicach trafiają się dzikie zwierzęta.
-Michaił towarzyszy mi w moich małych wypadach, a poza tym
nie zwiedzam okolicy nocą.
-Och. Margaret
chyba dała się udobruchać. Ten
Michaił Dubriński? Wszyscy tu go znają.
-Mówiłam pani, jest nadopiekuńczy. Bardzo lubi kuchnię naszej
gospodyni zwierzyła
się ze
śmiechem, unosząc piknikowy koszyk. Lepiej
już pójdę, inaczej się spóźnię.
Margaret zrobiła jej przejście.
-Proszę uważać, moja droga.
Raven pomachała jej ręką przyjaźnie i bez pośpiechu ruszyła
ścieżką, która prowadziła przez
las, w góry. Co ją zmusiło do kłamstw? Lubiła samotność i
nigdy nie czuła potrzeby tłumaczyć się
z tego. Z jakiegoś powodu nie miała ochoty dyskutować z nikim
o życiu Michaiła, a już na pewno
nie z Margaret Summers. Ta kobieta za bardzo się nim
interesowała. Nie chodziło zresztą o słowa,
widziała to w jej oczach i wyczuwała w głosie. Teraz czuła, że
Margaret Summers spogląda za nią
ciekawie, dopóki ścieżka nie skręciła raptownie i nie zasłoniły
jej drzewa.
Ze smutkiem pokręciła głową. Stawała się okropnym odludkiem,
nie chciała niczyjej bliskości,
nawet tej miłej, starszej pani zatroskanej o jej bezpieczeństwo.
-Raven! Zaczekaj!
Przymknęła oczy, niezadowolona z natręctwa. Kiedy Jacob ją
dogonił, udało jej się przylepić
do twarzy uśmiech.
-Jacob. Miło, że doszedłeś do siebie po tamtym okropnym
zadławieniu. Dobrze, że kelner znał
chwyt Heimlicha.
Jacob się nachmurzył.
-Wcale nie udławiłem się kawałkiem mięsa powiedział
obronnym tonem, zupełnie jakby
oskarżała go o brak manier przy stole. Wszyscy
sądzą, że tak było, ale się mylą.
-Naprawdę? Kelner cię złapał... Umilkła.
-No cóż, zniknęłaś tak szybko, że nie zdążyłaś się dowiedzieć
mówił
nadąsany, tonem pretensji,
marszcząc brwi. Pozwoliłaś
temu... temu neandertalczykowi, żeby cię stamtąd wyniósł.
-Jacob odezwała
się łagodnie. Nie
znasz mnie i nic nie wiesz o mnie, ani o moim życiu. Przecież
ten mężczyzna mógł być moim mężem. Wczoraj wieczorem
bardzo źle się poczułam. Przykro mi,
że nie zostałam, ale kiedy przekonałam się, że nic ci nie grozi,
uznałam, że nie na miejscu byłoby
pozwolić sobie na atak mdłości na środku jadalni.
-Skąd znasz tego faceta? spytał
zazdrośnie. Miejscowi
mówią, że to największy ważniak w
okolicy. Bogaty, ma duże udziały w nafcie. Liczący się
biznesmen, wpływowy. Jak udało ci się
poznać tego gościa?
Stanął za blisko i do Raven nagle dotarło, że są tu zupełnie sami,
wokół nich pustka. Jego
chłopięce rysy wykrzywił drażliwy dąs. Wyczuwała coś jeszcze
jakiś
rodzaj niezdrowego
podniecenia skrywanego w pełnych poczucia winy myślach.
Wiedziała, że ona pojawia się często w
jego perwersyjnych fantazjach. Jacob był zamożnym chłopcem,
któremu wydawało się, że stać go
na każdą zabawkę, jaka mu się spodoba.
Poczuła, że coś drgnęło w jej umyśle. Raven? Obawiasz się o
swoje bezpieczeństwo. Michaił
był senny i półprzytomny, z trudem przebijał się przez warstwy
snu.
Zaniepokoiła się. Michaił stanowił dla niej zagadkę nie
wiedziała, co zamierza zrobić,
przeczuwała, że będzie chciał ją ochronić. Dla własnego dobra,
dla Michaiła, dla Jacoba, musiała
zadbać, żeby chłopak zrozumiał, iż ona w ogóle nie chce mieć z
nim nic do czynienia. Poradzę
sobie, wysłała ostry, uspokajający sygnał.
-Jacob... zaczęła
spokojnie. Chyba
powinieneś już iść, wracaj do gospody. Nie jestem kobietą,
którą mógłbyś zastraszyć taką postawą. To zwykłe molestowanie
i bez najmniejszych skrupułów
zgłoszę je miejscowej milicji, czy jak oni ich tu nazywają.
Wstrzymała
oddech, czując, że Michaił
czeka.
-Świetnie, Raven, sprzedaj się temu, ktocłaje najwięcej! Próbuj
sobie znaleźć bogatego męża! Facet
wykorzysta cię i porzuci, bo tak właśnie robią tacy jak
Dubriński! krzyknął
Jacob. Wypluł z
siebie jeszcze parę brzydkich słów, zawrócił i odszedł.
Powoli, z ulgą, odetchnęła. Widzisz? Zmusiła się w myślach do
śmiechu. Sama załatwiłam sprawę,
ja, mała kobietka. Zadziwiające, nieprawdaż?
Z drugiej strony zagajnika, niewidoczny już Jacob nagle
wrzasnął ze strachu. Wrzask
przeszedł w slaby jęk; rozległ się jeszcze raz, zmieszany z
rykiem rozwścieczonego niedźwiedzia.
Coś ciężkiego zaczęło się przedzierać przez leśne poszycie w
stronę przeciwną do Raven.
Poczuła śmiech Michaiła, cichy, rozbawiony, szalenie męski.
Bardzo śmieszne, Michaił! Od
jacoba promieniował strach, ale nie ból. Masz dziwne poczucie
humoru.
Potrzebuję snu. Przestań się pakować w tarapaty, kobieto.
Gdybyś spał w nocy. może nie musiałbyś przesypiać całego dnia,
skarciła go. Jak ci się
udaje zo ogóle pracować?
Komputery.
Roześmiała się na samą myśl o Michaile siedzącym przy
klawiaturze. Nie pasowały do
niego samochody ani komputery. Wracaj spać, wielki dzieciaku.
Poradzę sobie, dziękuję bardzo,
nie potrzebuję ochrony żadnego wielkiego samca.
Wolałbym, żebyś poczekała bezpiecznie w gospodzie, póki nie
wstanę. W głosie brzmiało ledwie
wyczuwalne polecenie. Usiłował złagodzić ton w rozmowie z
nią; aż się uśmiechnęła, dostrzegając
wielki wysiłek.
Nie zrobię tego, daruj już sobie.
Amerykanki są bardzo trudne.
Szła dalej pod górę, a śmiech Michaiła pobrzmiewał w jej
głowie. Pozwoliła, żeby jej myśli
przeniknął spokój otaczającej natury. Ptaki cicho śpiewały, wiatr
szeptał wśród drzew. Na łące
kwitły różnokolorowe kwiaty, unosząc kielichy w stronę nieba.
Wspinała się coraz wyżej, w samotności odnajdywała spokój
ducha. Przysiadła na krawędzi
jakiegoś głazu, nad łąką otoczoną gęstym lasem. Zjadła swój
lunch i położyła się na plecach,
ciesząc urokami natury.
Michaił poruszył się, pozwolił zmysłom badać otoczenie. Leżał
w płytkiej ziemi, nic nie
zakłócało mu spokoju. Żaden śmiertelnik nie zbliżył się do jego
leża. Została niecała godzina do
zmierzchu. Wystrzelił z ziemi w chłodnym, wilgotnym
podziemiu. Kiedy brał prysznic stosował
się do ludzkich nakazów czystości, chociaż to nie było wcale
konieczne sięgnął
umysłem, chcąc
dotknąć Raven. Drzemała gdzieś w górach, niczym
niechroniona, a wokół robiło się ciemno.
Zmarszczył brwi. Nie miała pojęcia o żadnych środkach
ostrożności. Korciło go, żeby nią
potrząsnąć, ale jeszcze bardziej chciał porwać Raven z ziemi i
już zawsze trzymać, bezpieczną, w
jego ramionach.
Wyszedł na zachodzące słońce, piął się górskimi ścieżkami z
prędkością właściwą tylko
Karpatianom. Promienie muskały jego skórę, ocieplały
wewnętrzny chłód, ożywiały. Specjalne
okulary słoneczne osłaniały nadwrażliwe oczy, ale i tak miał
wrażenie, że tysiące ostrych
szpileczek czai się, żeby zaatakować. Kiedy zbliżył się do głazu,
gdzie spała Raven,
wyczuł
zapach innego męskiego osobnika.
Rand. Michaił obnażył zęby. Słońce opuściło się niżej za
krawędź gór, głębokie cienie rozlały
się po rozległych zboczach i zapełniły lasy mrocznymi
sekretami. Wyszedł na otwartą przestrzeń,
szeroko rozłożył ramiona. Jego ciało stanowiło płynne
połączenie siły i koordynacji; był czystą
groźbą, skradającym się demonem, cichym i śmiertelnie
groźnym.
Rand, odwrócony plecami do niego, zbliżał się do śpiącej na
skale kobiety. Wyczuł w powietrzu
moc i odwrócił się raptownie. Jego wymizerowaną twarz
wykrzywił grymas bólu.
Michaił...
wychrypiał,
opuścił wzrok. Wiem,
że mi nigdy nie wybaczysz. Nie byłem
prawdziwym partnerem życiowym dla Noelle. Nie pozwoliła mi
odejść. Groziła, że zabije się, jeśli
ją zostawię, jeśli będę szukać innej. I jak ten tchórz zostałem z
nią.
-Dlaczego skradasz się do mojej kobiety? warknął
Michaił, a jego wściekłość rosła, aż żądza krwi
obudziła się w nim niczym sprężony do skoku wąż. Tłumaczenie
Randa przyjął z niesmakiem,
nieważne czy brzmiało prawdopodobnie. Jeśli Noelle groziła, że
wyjdzie na słońce, to sprawę
należało przedstawić Michaiłowi. Miał dość władzy, żeby
powstrzymać Noelle, zapobiec
autodestrukcji. Rand dobrze wiedział, że Michaił jest ich
księciem, ich liderem, i chociaż Michaił
nie wymienił nigdy krwi z tym mężczyzną, i tak wyczuwał teraz
perwersyjną przyjemność jaką
tamten czerpał ze swojego chorego związku z Noelle, ze swojej
nad nią dominacji i z jej obsesji.
Raven drgnęła, usiadła, charakterystycznym gestem odgarnęła
włosy z twarzy. Senna wyglądała
zmysłowo jak syrena oczekująca na kochanka. Rand obrócił
głowę, a w jego spojrzeniu pojawiło
się coś chytrego, coś przebiegłego. Wyczuła ostrzeżenie, jakie
natychmiast przesłał jej Michaił,
prosząc o milczenie, wyczuła wielką rozpacz Randa, jego
zazdrość i brak sympatii dla Michaiła,
napięcie gęstniejące między dwoma mężczyznami.
-Byron i Jacques powiedzieli mi, że ona jest pod twoją ochroną.
Nie mogłem spać, wiedziałem, że
jest tu sama, bez żadnych zaklęć ochronnych. Musiałem czymś
się zająć, inaczej chyba
zdecydowałbym się dołączyć do Noełle. W
jego głosie pojawiła się prośba o zrozumienie, a nawet
o wybaczenie, ale Raven miała wrażenie, że Rand nie mówi
szczerze. Nie wiedziała dlaczego, bo
przecież jego żal nie był udawany. Może rozpaczliwie
potrzebował szacunku Michaiła, a wiedział,
że nie może na to liczyć.
-A zatem jestem twoim dłużnikiem stwierdził
Michaił oficjalnym tonem, usiłując zapanować nad
obrzydzeniem, jakie czuł wobec tego mężczyzny, który zostawił
kobietę bez ochrony, żeby potem z
premedytacją znęcać się nad nią zapachem innej na sobie.
Raven ześlizgnęła się z głazu; nieduża, delikatna kobietka ze
współczuciem widocznym w
wielkich, niebieskich oczach.
-Bardzo mi przykro, podzielam pana ból powiedziała
cicho, starając się trzymać z daleka. Ten
mężczyzna był mężem zamordowanej kobiety. Jego poczucie
winy i żal aż zawibrowały w jej
myślach z dręczącą siłą, ale martwiła się przede wszystkim o
Michaiła. Coś w Randzie ją
niepokoiło. Taki splątany; nie to że zły, ale jednak nie do końca
taki jak trzeba.
-Dziękuję odparł
Rand krótko. Michaił,
potrzebuję swojego dziecka.
-Potrzebna ci jest uzdrawiająca ziemia odparł
Michaił spokojnie, niewzruszony w swojej decyzji,
bezlitosny w swoim postanowieniu. Nie miał zamiaru oddawać
cennego, bezbronnego dziecka pod
opiekę temu mężczyźnie w jego obecnym stanie umysłu.
Żołądek Raven ścisnął się, ból przeszył jej serce po tych
okrutnych słowach. Ten mężczyzna,
bolejący po stracie żony, został teraz pozbawiony dziecka i
musiał przyjąć decyzję Michaiła.
Odczuła jego głęboki ból, a jednak, na jakimś poziomie, nie
mogła nie zgodzić się z decyzją
Michaiła.
-Proszę cię, Michaił. Kochałem Noelle. Raven
instynktownie czuła, że Rand nie prosi teraz o
swoje dziecko.
Wściekłość przyciemniła rysy Michaiła, okrucieństwo skrzywiło
usta, w oczach pojawił się
czerwony błysk.
-Nie mów do mnie o miłości, Rand. Idź, spocznij w ziemi, lecz
się. Znajdę napastnika i pomszczę
siostrę. Nie pozwolę już wpływać na siebie emocjom. Gdybym
nie wysłuchał jej błagań, dziś by
żyła.
-Nie mogę spać. Moim prawem jest polować. W
głosie Randa był opór, dąsał się jak dziecko,
które domaga się równych praw i szacunku, a jednak wie, że się
ich nigdy nie doczeka.
Twarz Michaiła zdradzająca zniecierpliwienie, stała się
nieprzenikniona; wyglądał groźnie.
-Rozkazuję ci i sam ci zapewnię uzdrawiający odpoczynek,
którego twoje ciało i umysł potrzebują.
Mówił
głosem tak spokojnym i obojętnym jak zawsze. Gdyby nie furia
płonąca w jego czarnych
oczach, Raven pomyślałaby, że jest wobec zbolałego mężczyzny
łagodny i troskliwy. Rand,
nie
możemy cię stracić. Jego
głos zmiękł, stał się jak aksamit, nakłaniał i rozkazywał.
Zaśniesz,
Rand, Pójdziesz do Erica i każesz mu, żeby cię przygotował,
strzegł. Zostaniesz tam, póki nie
przestaniesz być zagrożeniem dla samego siebie i innych.
Była zszokowana absolutną władzą w jego głosie, władzą, którą
sprawował z przekonaniem, że
mu się ona należy. Już sam głos Michaiła mógł wywołać
hipnotyczny trans. Nikt nie kwestionował
jego autorytetu, nawet w sprawie tak poważnej jak odebranie
komuś dziecka. Zagryzła wargę,
dręczona sprzecznymi uczuciami. Co do dziecka, miał rację.
Wyczuwała w Randzie coś
niezdrowego a
jednak... Ten dorosły mężczyzna był posłuszny jego rozkazowi,
musiał jego
rozkazów słuchać. To ją przerażało. Nikt nie powinien mieć
takiego głosu, takiego daru. Coś tak
potężnego można wykorzystać w złym celu, taka moc łatwo
może zdemoralizować tego, kto jej
używa.
Stali i patrzyli na siebie w zapadającej ciemności, aż Rand
odszedł. Raven wyczuwała
niezadowolenie Michaiła.
Obronnym gestem uniosła brodę. Podszedł bliżej, poruszając się
niewiarygodnie szybko, palcami
odnalazł jej gardło tak, jakby chciał ją udusić.
-Już nigdy nie powtórzysz tak niemądrego postępku.
Popatrzyła na niego, zamrugała.
-Nie próbuj mnie straszyć, Michaił, to nie podziała. Nikt mi nie
będzie rozkazywać, co mam
robić ani dokąd chodzić.
Przesunął dłonie na jej nadgarstki, zacisnął tak, że mógłby
zmiażdżyć delikatne kości.
-Nie będę tolerować żadnych głupstw, które wystawiają twoje
życie na niebezpieczeństwo. Już
straciliśmy jedną z naszych kobiet. Nie chcę stracić ciebie.
To moja siostra, przyznał wtedy. Współczucie walczyło w niej z
instynktem
samozachowawczym. Źródłem ich sporu było to. że tak bardzo
się o nią obawiał.
-Michaił, nie możesz schować mnie do pudełka i trzymać na
półce powiedziała
tak łagodnie,
jak tylko potrafiła
-Sprawa twojego bezpieczeństwa nie podlega dyskusji.
Wcześniej byłaś sam na sam z mężczyzną,
którego korciło wziąć cię siłą. Każde dzikie zwierzę mogłoby cię
zaatakować, Rand, w obecnym
stanie, jest zdolny do wszystkiego. Na szczęście byłaś pod moją
opieką.
-Nic się nie stało, Michaił. Dotknęła
jego policzka w czułej pieszczocie, delikatnie, łagodnie. Masz
dość zmartwień, dość obowiązków, nie dodawaj do tego jeszcze
mnie. Mogłabym ci pomóc.
Wiem, że umiem.
Pociągnął ją za nadgarstek tak, że straciła równowagę i padła
prosto w jego ramiona.
-Zwariuję przez ciebie, Raven. Uniósł
ręce, przytulając ją do siebie. Jego głos obniżył się, stał się
przeciągłą pieszczotą, czystą, oszałamiającą czarną magią. Jesteś
jedyną osobą, którą chcę
ochraniać, a jednak nie chcesz mi się podporządkować. Upierasz
się przy niezależności. Wszyscy
inni polegają na mojej sile, a ty szukasz sposobów, żeby mi
pomóc, żeby podzielić moje obowiązki.
Zbliżył
usta do jej ust.
Poczuła to dziwne drgnienie ziemi pod stopami, przepływ
energii w powietrzu między nią i
Michaiłem. Skórę liznęły rozgrzewające krew płomienie. Kolory
zawirowały i roztańczyły się w jej
głowie. Jego usta porwały ją we władanie, agresywne, męskie,
dominujące, odsuwały na bok
wszelką myśl o oporze. Otworzyła usta pod jego pocałunkiem,
pozwoliła na dociekliwe
wtargnięcie, na jego słodki, gorący atak.
Uniosła ręce, żeby objąć go za szyję. Jej ciało niczym gorący
jedwab uległe zdawało się
pozbawione kości. Michaił chciał docisnąć ją do miękkiej ziemi,
zedrzeć z niej niepotrzebne
ubranie i wreszcie naprawdę posiąść. W jej smaku było za dużo
niewinności. Jeszcze nikt go nie
prosił, żeby pozwolił podzielić się swoimi niezliczonymi
troskami. Nikt przed tą kruchą
śmiertelniczką nawet nie pomyślał o cenie, jaką stale musiał
płacić. Zwykła kobieta, a odważyła się
stawić mu czoło. Nie mógł jej za to nie szanować.
Oczy miał zamknięte, napawał się poczuciem jej ciała przy
swoim, tym, że pożądał jej z taką
zachłannością. Trzymał ją, pragnął jej, potrzebował jej, płonął
dla niej, nie rozumiejąc nawet, jak
mogła go pochłonąć taka burza. Niechętnie uniósł głowę, całe
ciało stawiało mu opór.
-Wracajmy do domu, Raven. Jego
głos był czystym uwiedzeniem.
Wygięła usta w powolnym uśmiechu.
-Obawiam się, że to nie jest bezpieczne. Przed takimi facetami
ostrzegała mnie matka.
Obejmował ją zaborczym ruchem. Nie miał zamiaru pozwolić,
żeby znów się od niego oddaliła.
Pociągnął ją za sobą. Ruszyli razem w zgodnym milczeniu.
-Jacob nie miał zamiaru mnie skrzywdzić odezwała
się nagle. Wiedziałabym.
-Nie dotykałaś go, maleńka, na całe jego szczęście.
-Oczywiście, jest zdolny do przemocy. Trudno nie dostrzec
przemocy. Rzuciła
mu szelmowski
uśmiech. To
do człowieka przylega jak druga skóra.
W odwecie za te przekomarzanki pociągnął ją za gruby warkocz.
-Chcę, żebyś zatrzymała się u mnie w domu. Przynajmniej
dopóki nie znajdziemy zabójców i
nie rozprawimy się z nimi.
Raven przeszła parę kroków w milczeniu. Powiedział „my”, tak
jakby byli parą. To jej sprawiło
przyjemność.
-Wiesz, Michaił, właśnie to dziś wydało mi się najdziwniejsze.
Nikt w gospodzie ani w wiosce
chyba nie wie o morderstwie.
Palcem obrysował jej delikatną kość policzkową.
-A ty nic im nie powiedziałaś.
Rzuciła mu karcące spojrzenie spod długich rzęs.
-Oczywiście. Nie lubię plotkować.
-Noelle umarła okrutną, niepotrzebną śmiercią. Była partnerką
życiową Randa...
-}uż używałeś tego określenia. Co to właściwie znaczy?
-Dla nas to jak żona i mąż. Noelle urodziła dziecko zaledwie
dwa miesiące temu. Byłem za nią
odpowiedzialny. O Noelle nie będzie się plotkować, a my sami
znajdziemy jej zabójców.
-Nie sądzisz, że jeśli w takiej małej wiosce grasuje seryjny
zabójca, to ludzie mają prawo
wiedzieć?
Michaił uważnie dobierał słowa.
-Rumunom nic nie grozi. A to nie jest robota pojedynczego
napastnika. Zabójcy chcą
wyeliminować naszą rasę. Karpatian już prawie nie ma. Mamy
zagorzałych wrogów, którzy
chcieliby nas wszystkich wyeliminować.
-Dlaczego?
Wzruszył ramionami.
-Różnimy się od reszty, mamy pewne przywileje, talenty. Ludzie
boją się tego, co jest inne.
Powinnaś sama to wiedzieć.
-Może mam w sobie karpat i ańską krew, w jakiejś rozrzedzonej
wersji powiedziała
Raven z nutką
tęsknoty. Miło byłoby pomyśleć, że ktoś z jej przodków miał
taki sam dar.
Serce wyrywało mu się do niej. Jej życie w samotności musiało
być bardzo smutne. Zapragnął
objąć ją mocno, chronić przed wszystkim, co zle. On sam sobie
narzucił izolację, aJe Raven nie
miała wyboru.
-Nasze prawo do wydobywania ropy naftowej i złóż
mineralnych w kraju, gdzie większość ma
bardzo mato, rodzi kłopoty i zazdrość. Ja sam stanowię prawo
dla swojego ludu. Rozprawiam się z
zagrożeniami dla naszej pozycji i naszego życia. To przez moją
złą ocenę sytuacji Noelle znalazła
się w niebezpieczeństwie i moim obowiązkiem jest teraz
wytropić zabójców i wymierzyć im
sprawiedliwość.
-Dlaczego nie zgłosiłeś się do miejscowych władz? Usiłowała
zrozumieć, ostrożnie dobierała
słowa.
-Dla moich ludzi ja jestem jedyną władzą i ja stanowię prawo.
-Ty sam?
-Mam innych, którzy dla mnie polują, w sumie wielu, ale to ode
mnie wszystko zależy. Ponoszę
samodzielną odpowiedzialność za wszelkie decyzje.
-Jesteś sędzią, ławą przysięgłych i katem? Domyśliła
się i wstrzymała oddech, czekając na
odpowiedź. Jej zmysły nie mogły kłamać. Wyczułaby w nim
piętno zła, niezależnie jak skuteczne
bariery ochronne wznosił. Nikt nie mógł robić tego tale
sprawnie, żeby wcześniej czy później się
nie odsłonić. Nie zdawała sobie nawet sprawy, że przystanęła,
póki nie przesunął dłońmi po
ramionach, w dół i w górę, żeby ją rozgrzać.
-A teraz się mnie boisz... powiedział
cicho, ze znużeniem, jakby go czymś zraniła. I rzeczywiście,
zabolało go to. Chciał, żeby się go obawiała, specjalnie
prowokował jej strach, a jednak teraz,
kiedy osiągnął cel, zrozumiał, że wcale nie tego pragnie.
Jego głos poruszył jakąś strunę w sercu Raven.
-Nie boję się ciebie, Michaił zaprzeczyła
łagodnie, unosząc twarz, żeby spojrzeć na niego w
świetle księżyca. Obawiam
się o ciebie. Zbyt wielka władza prowadzi do korupcji. Zbyt
wielka
odpowiedzialność do
destrukcji. Podejmujesz decyzje dotyczące życia i śmierci, które
powinien
podejmować wyłącznie Bóg.
Pogładził dłonią jej jedwabistą skórę, obrysował palcem pełną
dolną wargę. Jej duże oczy
wydawały się niesamowite w drobnej twarzy, pod jego
hipnotyzującym wzrokiem uczucia Raven
wydawały się zupełnie obnażone. Widział troskę, współczucie,
zaczątki miłości i tę słodką, słodką
niewinność, która wstrząsnęła nim do głębi. Martwiła się o
niego. Martwiła się.
Jęknął głośno, odwrócił się od niej. Nie miała pojęcia, co to
znaczyło dla kogoś takiego jak on.
Wiedział, że nie ma dość siły, żeby się temu oprzeć i sam siebie
nienawidził za własny egoizm.
-Michaił. Dotknęła
jego ramienia, budząc języki ognia, które liznęły jego skórę,
rozgrzały krew.
Nie pożywił się dziś jeszcze, a połączenie, miłości, pożądania i
głodu, poruszało, uderzało do
głowy, było też bardzo, bardzo niebezpieczne. Jak mógłby jej
nie kochać, kiedy tkwił w jej umyśle,
znał myśli, kiedy rozumiał ją tak intymnie? Stanowiła światło
dla jego mroku, jego drugą połowę.
Chociaż może ten związek był niedozwolony, choć
prawdopodobnie był pomyłką natury, nie mógł
nic poradzić na to, że ją pokochał.
-Pozwól sobie pomóc. Chcę dzielić z tobą te straszne kłopoty.
Nie odcinaj się ode mnie. Sam
dotyk jej ręki, troska w oczach, czystość i prawda w głosie
wywoływały w nim nieznaną dotąd
łagodność.
Przyciągnął ją do siebie, aż za bardzo świadomy naglących
potrzeb swojego ciała. Z niskim,
zwierzęcym warknięciem podniósł ją, wyszeptał ciche polecenie
i ruszył przed siebie z największą
prędkością, na jaką było go stać.
Raven aż zamrugała, bo nagle znalazła się w ciepłym wnętrzu
biblioteki domu Michaiła, gdzie
ogień z kominka rzucał cienie na ścianę; nie wiedziała, jak tu
trafiła. Nie przypominała sobie
momentu wejścia do środka. Rozpięta koszula Michaiła
ukazywała twarde mięśnie torsu. Nie
spuszczał oczu z jej twarzy, obserwował ją nieruchomym
wzrokiem z czujnością drapieżnika. Nie
próbował ukrywać pożądania.
-Dam ci jeszcze ostatnią szansę, maleńka. Wypowiedział
te słowa ochrypłym, zduszonym
głosem, z trudem. Znajdę
w sobie siłę, żeby cię wypuścić, jeśli o to poprosisz. Teraz.
Natychmiast.
Rozdzielała ich długość pokoju. Powietrze znieruchomiało.
Nawet gdyby dożyła setki, tej
chwili miała już nigdy nie zapomnieć. Stał i czekał na decyzję,
czy odda mu siebie, czy skaże go na
wieczną samotność. Głowę trzymał dumnie, wysoko, był spięty,
agresywnie męski, wyglądał
groźnie. Czekał.
Nie mogła przytomnie myśleć. Jeśli go skaże na samotność, czy
nie skaże także siebie na taki
los? Ktoś powinien kochać tego mężczyznę, dbać o niego. Jak
żyć tak samotnie? Wciąż czekał.
Żadnego przymusu, żadnego uwodzenia, tylko te jego oczy, jego
potrzeba, jego całkowita izolacja
od reszty świata. Inni polegali na jego sile, wykorzystywali
umiejętności, ale nie okazywali mu
uczucia, nie dziękowali za tę niekończącą się czujność. Ona
mogła zaspokoić jego głód tak, jak nikt
inny tego nie potrafił. Wiedziała to instynktownie. Dla niego nie
będzie już żadnej innej kobiety.
Chciał jej. Potrzebował jej. Nie mogła od niego odejść.
~ Zdejmij sweter powiedział
cicho. Teraz nie pozostała mu już żadna inna ścieżka. Wyczytał
decyzję w jej oczach, w delikatnym drżeniu warg.
Cofnęła się o krok, jej błękitne oczy się rozszerzyły. Bardzo
powoli, niemal niechętnie zdjęła
sweter, jakby gdzieś w środku wiedziała, że oddaje mu coś
więcej niż swoją niewinność. Oddawała
mu swoje życie.
-Bluzka.
Dotknęła językiem warg, zwilżyła ich atłasową powierzchnię.
jego ciało zareagowało ostrym
wstrząsem, gwałtownym, prymitywnym. Kiedy zdejmowała
pólgolf, sięgnął dłońmi do guzików
swoich spodni. Napięty materiał ograniczał go, czuł ból przy
każdym ruchu. Pamiętał, żeby
zdejmować z siebie ubranie tak, jak to robią ludzie, nie chciał
przestraszyć Raven jeszcze bardziej.
Jej naga skóra jaśniała w świetle ognia na kominku. Cienie
omiatały zarys ciała. Klatkę
piersiową miała wąską, talię szczupłą, co podkreślało pełne
piersi. Mężczyzna w jego ciele głęboko
zaczerpnął tchu; bestia, którą też miał w sobie szarpnęła się,
domagając uwolnienia.
Cisnął koszulę na podłogę, nie mógł już znieść dotyku materiału
na swojej niezwykle wrażliwej
skórze, Z jego gardła zaczął się wydobywać zwierzęcy, groźny
warkot dzikiego pożądania.
Konwulsyjnie przełknął, kiedy zsuwała koronkowe ramiączka
stanika, zanim go zdjęła i rzuciła
na podłogę. Piersi wyprężyły się zachęcająco, sutki zmysłowo
stwardniały.
Całą długość pokoju pokonał jednym płynnym skokiem; nie dbał
o późniejsze wyjaśnienia.
Prastary instynkt wziął go we władanie. Zdarł z niej dżinsy i
odrzucił na bok.
Raven coś wykrzyknęła, a błękitne oczy pociemniały zmęczone
lękiem przed jego
gwałtownością. Uspokoił ją dotykiem, gładząc dłońmi; pragnął
poznać i zapamiętać każdą linię jej
ciała.
Nie
bój się mojego głodu, maleńka szepnął
cicho. Nigdy
bym ciebie nie skrzywdził. Nie
mógłbym czegoś takiego zrobić. Kości
miała drobne, delikatne, skórę jak jedwab. Wścibskimi
palcami rozluźnił włosy, które otarły się o jego bok, sprawiając,
że gorące ukłucia pożądania
przeszyły jego lędźwie. Boże, jak on jej potrzebował.
Chwycił ją za kark, kciukiem odchylił głowę tak, że pokazała
szyję, a piersi uniosły się wyżej.
Powoli przesuwał dłonią po ich wypukłości, zatrzymał się na
śladzie pozostawionym na szyi, aż
poczuia ból, a potem znów objął dłonią aksamitną krągłość.
Obrysował dłonią linię każdego żebra,
sycąc swój głód. Przeciągnął palcem po płaskim brzuchu aż do
zarysu kości biodrowej i położył
dłoń na trójkącie jedwabistych włosów u zbiegu ud.
Czuła jego dotyk już wcześniej, ale teraz działał na nią tysiąc
razy silniej. Jego ręce budziły
dojmującą potrzebę, Raven
wydawało się, że tonie w świecie niczym niezmąconych
fizycznych
doznań. Warknął coś cicho w rodzimym języku i ułożył ją na
podłodze przed kominkiem.
Przyciskał ją całym ciałem do drewnianej podłogi tak mocno, że
przez moment miała wrażenie, że
tak samiec zmusza samicę do uległości. Michaił do tej chwili nie
zdawał sobie sprawy, jak blisko
przemiany się znalazł. Emocje, namiętność i pożądanie kłębiły
się w nim, aż zaczął się obawiać o
ich oboje.
Światło płomieni rzucało na niego demoniczny cień. Wydawał
się olbrzymi, nie do pokonania,
klęcząc nad nią, przypominał niebezpieczne zwierzę.
-Michaił. Wypowiedziała
to imię miękko, wyciągniętą dłonią wygładziła napięte mięśnie
jego
twarzy, prosząc, żeby się nie spieszył.
Zamknął w dłoni jej nadgarstki, docisnął ramiona nad głową do
podłogi i przytrzymał.
-Potrzebuję twojego zaufania, maleńka. Chrapliwy
głos łączył w sobie żądanie i czarną,
aksamitną magię. Okaż
mi je. Proszę cię, okaż.
Była przestraszona, taka bezradna, rozciągnięta na podłodze jak
poganka przed spaleniem na
stosie, jak ofiara składana jakiemuś dawno zmarłemu bóstwu.
Wodził po niej spojrzeniem gorącym,
rozpalonym, parzącym skórę. Leżała pod nim nieruchomo,
wyczuwając jego nieustępliwe
postanowienie, świadomo tej jego okropnej wewnętrznej walki.
Błądziła wzrokiem po liniach
wyrytych na twarzy Michaiła; po zmysłowych ustach zdolnych
do takiego okrucieństwa; patrzyła w
rozognione potrzebą oczy. Poruszyła się, jakby chciała
sprawdzić jego siłę, wiedząc, że nie zdoła go
powstrzymać. Obawiała się połączyć z nim, bo nie była pewna
siebie i nie wiedziała, czego
oczekiwać, ale wierzyła w niego.
Czując pod sobą jej giętkie, obnażone ciało, Michaił rozpalił się
jeszcze bardziej. Wyjęczał jej
imię, przesunął dłonią po udzie, znajdując rozgrzane sedno.
Zaufaj
mi, Raven. Potrzebuję twojego zaufania. Jego
palce poszukały aksamitu, zagłębiły się
i wzięły go we władanie, wywołały napływ gorącej wilgoci.
Pochylił głowę, chcąc spróbować jej
skóry, jej smaku, jej zapachu.
Cicho krzyknęła, kiedy ustami pieścił jej piersi, kiedy palce
zanurzył głębiej w samą jej istotę.
Prężyła się z rozkoszy. Przesunął się niżej, językiem obrysował
tę samą ścieżkę, którą wcześniej
odbyły ręce. Przy każdej pieszczocie czul jak jego ciało
sztywnieje, serce się otwiera, a tkwiąca na
uwięzi bestia zyskuje na sile. Jego partnerka, jego własna.
Głęboko wciągnął jej zapach,
wchłaniając ją całym sobą, językiem długo smakował skórę. Nie
mógł się nasycić.
Znów się poruszyła, wciąż niepewna, ale poddała się, kiedy
uniósł głowę i spojrzał na nią
oczami, w których płonęła żądza. Pewnym ruchem rozchylił jej
kolana; ostrzegawczo patrząc jej w
oczy, pochylił głowę i raczył się słodyczą czystej kobiecości.
Gdzieś w głębi ducha wyczuwał, że jest zbyt niewinna na ten
szczególny rodzaj dzikiej
pieszczoty, ale uparł się, że ona zazna z ich związku
przyjemności, którą da jej naturalnie, nie w
drodze hipnotycznej sugestii. Zbyt długo czekał na partnerkę
przez te wlokące się stulecia głodu,
mroku i całkowitej samotności. Nie mógł być łagodny i
troskliwy teraz, kiedy cała jego istota
domagała się, żeby ona należała do niego całkowicie i na
zawsze. Wiedział, że jej ufność jest
wszystkim. Zaufanie, które w nim pokładała było jej
zabezpieczeniem.
Kiedy zadrżała i krzyknęła, uniósł się i nawet pochylił nad nią,
ciesząc się dotykiem jej skóry,
jej miękkością, jej zapachem. Każdy, najmniejszy szczegół,
wyrył się w jego myślach, stał się
częścią tej szaleńczej przyjemności, w której zatonął.
Puścił jej nadgarstki, obsypał twarz pocałunkami.
-Raven, jesteś taka piękna. Bądź moja. Tylko moja. Ogarnął
ją mocniej ramionami, drżąc z
pożądania.
Nikogo
innego nie mogłoby być, Michaił powiedziała
cicho. Chłodziła jego rozpaloną skórę;
wygładziła mu na twarzy bruzdy głębokiej rozpaczy. Ufam
tobie i tylko tobie.
-Będę tak delikatny, jak tylko zdołam, maleńka. Nie zamykaj
oczu, nie chowaj się przede mną szeptał,
unosząc jej biodra.
Cała była gorącą wilgocią, gotową na jego przyjęcie, ale kiedy
wsunął w nią twardą męskość,
wyczuł ochronną barierę. Wstrzymała oddech, zesztywniała.
-Michaił... Z
jej głosu przebijał strach.
-To tylko chwila, maleńka, a potem zabiorę cię do nieba. Czekał
na jej zgodę, czekał i płonął
w agonii oczekiwania.
Spojrzała na niego z cudowną ufnością. Nikt, przez te wszystkie
stulecia, nie spojrzał na niego
nigdy w taki sposób, w jaki ona teraz na niego patrzyła. Pchnął,
zanurzył się głęboko w jej ciasne,
gorące wnętrze. Jęknęła cicho, a on pochylił głowę, żeby
odnaleźć jej usta, pocałunkami złagodzić
ból. Zastygł nieruchomo; czuł zgodne uderzenia ich serc, krew
żywo płynącą w ich żyłach, gdy
ciała poruszały się w jednym, cudownym rytmie.
Pocałował ją czule, otworzył swój umysł na tyle, na ile śmiał;
pragnął podzielić się z nią samym
sobą. Jego miłość była dzika, obsesyjna, opiekuńcza, z
pewnością nie oferowana łatwo, ale teraz
dawał ją całą Raven. Zmieniał rytm, wpatrując się w jej twarz,
obserwował reakcję partnerki,
poznawał potrzeby.
Wymogi ciała Michaiła zaczęły dochodzić do głosu. Ogień
muskał skórę, zapłonął w brzuchu.
Mięśnie napięły się, wyprężyły, na skórze zbierały się krople
potu. Przygarnął ją do siebie mocniej,
jak swoją własność; zatapiając się w jej ciełe znów i znów,
zaspokajał nienasycony głód.
Raven przesunęła dłonie na jego tors, zadrżały, jak w odruchu
protestu. Warknął ostrzegawczo,
pochylił głowę nad lewą piersią. Miękka aksamitna skóra,
ogniście gorące wnęrze. Spalał się,
poruszał gwałtowniej, szukając ulgi w jedyny dostępny sobie
sposób. Stali się jednością, była jego
drugą połową. Odsunęła się nieco od niego, zdyszanym,
niewyraźnym okrzykiem wyraziła niejasną
obawę przed rozkoszą, która zaczęła pochłaniać ją falami. Znów
warknął i zatopił silne zęby w
zagłębieniu jej ramienia, przygwaźdżając do podłogi.
Ogień zamienił się w pożogę, wzburzoną, która wyrywała się
spod kontroli. Uderzył piorun,
jeden, drugi, raz za razem wstrząsając domem, błyskawice
rozdzierały powietrze. Krzyknął w
stronę niebios, porwał ją za sobą poza ziemię. I tak to trwało i
trwało, a rozkosz graniczyła z bólem,
coraz bardziej upragniona. Upływ nasienia wywołał w jego ciele
wilczy, zmysłowy głód, bestia,
którą miał w sobie, się rozbudziła.
Przesunął ustami po jej ramieniu i odnalazł ścieżkę prowadzącą
do miejsca, gdzie miarowo bił
puls i do pełnej, zapraszającej piersi. Językiem przesunął po
stwardniałym sutku, zawrócił,
obrysował krągły wzgórek, raz, drugi. Głęboko wbił zęby i
pożywił się, znów biorąc jej ciało we
władanie, w gorącej i szybkiej, nienasyconej seksualnej
gorączce. Smakowała słodko i naturalnie, i
bardzo uzależniająco. Chciał wciąż więcej i więcej, poruszał się
coraz szybciej, zanurzał się w niej
głęboko, pchając w stronę kolejnego wstrząsającego spełnienia.
Raven nie poznawała już Michaiła w bestii, której emocje
ograniczały się do namiętnego głodu
i nienasyconego apetytu. Oddała mu swoje ciało, ta potrzeba
wciąż żądała zaspokojenia. Jego usta
paliły skórę, wywoływały niekończący się orgazm. Czuła, że
zaczyna słabnąć, że ogarnia ją dziwna
euforia, że omdlewa. Przycisnęła do siebie jego głowę, poddając
się temu straszliwemu głodowi, a
ciałem Michaiła wstrząsał spazm za spazmem.
Właśnie jej akceptacja przywróciła mu jasność umysłu. Tk
kobieta nie była w transie;
poddawała mu się z własnej wołi, bo czuła jego szaleńczą
potrzebę, bo ufała, że się powstrzyma,
zanim ją skrzywdzi, zanim ją zabije.
Przesunął językiem po skórze jej piersi i zamknął rankę. Uniósł
głowę. W jego oczach było
widać bestię, wciąż czuł smak swojej kobiety w ustach, na
wargach. Zaklął cicho. Przecież miał ją
chronić. Jeszcze nigdy nie czuł takiej nienawiści do siebie.
Oddała mu się z nieprzymuszonej woli,
a on brał tak samolubie, bestia w nim była tak silna, że
zapomniał się w ekstazie połączenia ze
swoją życiową partnerką.
Przygarnął do siebie jej bezwładne ciało, tulił w ramionach.
-Raven, nie umrzesz. Był
na siebie wściekły. Zrobił to celowo? Czy w jakimś mrocznym
zakamarku umysłu nie pojawiło się pragnienie, żeby to się stało?
Spróbuje sobie na to
odpowiedzieć kiedyś. Teraz Raven potrzebowała krwi. I to
szybko.
-Zostań ze mną, maleńka. Nie rozstałem się z tym światem ze
względu na ciebie. Będziesz
musiała być silna za nas dwoje. Raven, słyszysz mnie? Nie
odchodź. Ja cię uszczęśliwię. Wiem,
że potrafię.
Na własnym torsie jednym cięciem otworzył ranę. Docisnął jej
usta do ciemnej, powiększającej
się szybko szkarłatnej plamy. Pij, bądź mi w tym posłuszna.
Wiedział, że nie powinien pozwalać jej
pić ze swojego ciała, ale musiał czuć jej bliskość, musiał poczuć
te miękkie usta na swojej skórze,
sycące jej wyczerpane ciało samą esencją jego życia, jego krwią.
Zgodziła się niechętnie, jej organizm groził odrzuceniem
życiodajnego płynu. Zakrztusiła się,
usiłowała odwrócić głowę. Przycisnął ją mocno do siebie.
-Będziesz żyła, maleńka. Pij do syta.
Miała niesłychanie silną wolę. Kogoś z jego rodu łatwiej byłoby
zmusić do posłuszeństwa.
Oczywiście, jego lud mu ufał, chciał być posłuszny. Chociaż nie
była świadoma, do czego ją
zmuszał, jakiś głęboko zakorzeniony instynkt przetrwania
walczył z jego rozkazami. To nie miało
znaczenia. Jego wola i tak zwyciężyła. Zawsze zwyciężała.
Michaił zaniósł Raven do swojej komnaty. Wokół łóżka
rozkruszył słodkie, uzdrawiające zioła,
zasypał ją nimi i pogrążył w głębokim śnie. Za godzinę znów da
jej się napić. Patrzył na nią, ledwie
powstrzymując łzy. Wyglądała tak pięknie, jak rzadki, cenny
klejnot; potraktował ją okrutnie, a
powinien był strzec przed bestią kryjącą się w nim samym
Miłość Karpatian bywała niesłychanie
dzika. A Raven była młodą, niedoświadczoną śmiertelniczką.
Ogarnięty płomieniem pożądania nie
potrafił utrzymać na wodzy nowo odnalezionych emocji.
Drżącymi palcami dotknął jej twarzy w delikatniej pieszczocie, a
potem pochylił się i pocałował
w usta. Z przekleństwem odwrócił się na pięcie i wyszedł z
komnaty. Strzegły jej najsilniejsze
znane mu zaklęcia ochronne, zamykały ją w środku i nie
dopuściłyby do niej nikogo.
Na zewnątrz szalała burza, tak gwałtowna i niepowstrzymana jak
jego dusza. Trzema krokami
wziął rozbieg i wzbił się w powietrze, szybując w stronę wioski.
Wiatr wył i targał nim. Dom,
którego szukał, był tylko zwyczajną małą chatą Stanął przed
drzwiami. Z twarzy przypominał
upiora.
Edgar Hummer cicho otworzył drzwi i odsunął się na bok, żeby
zrobić mu przejście.
-Michaił. To
był łagodny głos. Edgar Hummer miał osiemdziesiąt trzy lata.
Większość z nich
spędził w służbie bożej. Był dumny, że Michaił Dubriński
zaliczał go do niewielkiego grona
swoich prawdziwych przyjaciół.
Michaił swoją obecnością wypełnił niewielki pokój. Był
niespokojny i głęboko poruszony.
Zaczął przechadzać się nerwowo, a szalejąca burza na zewnątrz
domu wzmogła się jeszcze.
Edgar usiadł w fotelu, zapalił fajkę i czekał. Nigdy nie widział,
żeby Michaiłem targały jakieś
emocje. To był niebezpieczny mężczyzna, taki, którego Edgar
jeszcze nie znał.
Dubriński uderzył dłonią o kamienną obudowę kominka, aż
kamień pokrył się siatką drobnych
rys.
Dziś
wieczorem o mały włos zabiłbym kobietę wznał
chrapliwym tonem z bólem w ciemnych
oczach. Mówiłeś
mi, że Bóg stworzył nas nie bez przyczyny, że to on nas powołał
do istnienia.
Edgarze, jestem bardziej potworem niż człowiekiem i nie mogę
już dłużej żyć złudzeniami.
Poszukałbym wiecznego odpoczynku, ale nawet i to zostało mi
odmówione. Ktoś napada na moich
braci. Nie mam prawa opuścić ich, dopóki się nie upewnię, że są
bezpieczni. A teraz moja kobieta
znalazła się w niebezpieczeństwie, nie tylko z mojej strony, ale i
moich wrogów.
Edgar spokojnie pykał z fajki.
-Powiedziałeś, moja kobieta. Kochasz tę kobietę?
Michaił zbył go machnięciem ręki.
-Należy do mnie. To
było stwierdzenie, wyrok. Jak mógłby powiedzieć, że kocha? To
mdłe
słowo nie opisywało tego, co czuł. Ona była czystością. Dobrem.
Współczuciem. Wszystkim,
czym on sam nie był.
Starzec pokiwał głową.
-Jesteś w niej zakochany.
Michaił się skrzywił.
-Potrzebuję jej. Chcę. Pragnę. Jest moim życiem. Wypowiedział
te słowa szybko, jakby sam
chciał uwierzyć, że to prawda
-Więc czemu odczuwasz ból, Michaił? Pragnąłeś jej, być może
jej potrzebowałeś. Zakładam, że
ją posiadłeś. Odczuwałeś głód, zakładam, że go zaspokoiłeś.
Dlaczego się szarpiesz?
-Wiesz, że nie wolno nam pić krwi kobiet, wobec których
odczuwamy też inne apetyty.
-Mówiłeś, że od stuleci nie odczuwałeś seksualnych potrzeb. Że
w ogóle nic nie czujesz.
-Do niej coś czuję przyznał
Michaił; w jego oczach krył się ból. W
każdej chwili dnia jej
pragnę. Potrzebuję. Boże, ja muszę ją mieć. Nie tylko jej ciało,
ale jej krew. Jestem uzależniony
od tego smaku. Pragnę jej, jej całej, a jednak jest to zabronione.
-Ale i tak to zrobiłeś?
-O mało jej nie zabiłem.
-Ale nie zabiłeś. Żyje. Niemożliwe, żebyś po raz pierwszy zbyt
łapczywie pożywił się akurat na
niej. Czy przy tamtych innych ogarniał cię taki niepokój9
Michaił się odwrócił.
-Nie rozumiesz. Chodzi o to, jak to się stało, o to, co odczułem
potem. Bałem się tego od
pierwszej chwili, kiedy usłyszałem jej głos.
-Jeśli to się nigdy wcześniej nie zdarzyło, dlaczego się bałeś?
Michaił zwiesił głowę, dłonie zacisnął w pięści.
-Bo jej pragnąłem, chciałem. Nie umiałbym z niej zrezygnować.
Chciałem, żeby mnie poznała,
żeby wiedziała o mnie najgorsze. Żeby zobaczyła mnie całego.
Chciałem ją ze sobą związać,
żeby nigdy już nie mogła mnie opuścić.
-Ona jest człowiekiem.
-Tak. Ma pewne zdolności, możemy porozumiewać się
telepatycznie. Potrafi współczuć. Jest
uosobieniem piękna. Powiedziałem sobie, że tego nie zrobię, że
to byłoby złe, ale wiedziałem,
że się nie powstrzymam.
-I wiedząc, że zrobisz coś, co twoim zdaniem było złe, i tak to
zrobiłeś. Musiałeś mieć ważny
powód.
-Egoizm. Nie słuchałeś mnie? Ja, ja, ja. Wszystko tylko dla
siebie. Znalazłem sobie powód,
żeby żyć dalej, wziąłem sobie to, co nie należało do mnie i
nadal, nawet teraz, rozmawiając z
tobą, wiem, że z niej nie zrezygnuję
-Michaił, przyjmij swoją naturę. Zaakceptuj siebie takim, jakim
jesteś.
Śmiech Michaiła zabrzmiał goryczą.
-Dla ciebie wszystko jest takie proste. Mówisz, że jestem jednym
z dzieci bożych. Że moje
istnienie ma cel. Że mam przyjąć własną naturę. Moją naturą jest
brać sobie to, co uważam za
własne, chronić tego i strzec. Przykuć do własnego boku, jeśli to
będzie potrzebne. Nie mogę
pozwolić jej odejść. Nie mogę. Ona jest jak wiatr, wolna i
nieokiełznana. Gdybym skuł
kajdanami wiatr, czybyni go zabił?
-Więc nie więź wiatru, Michaił. Zaufaj, że z własnej woli
zostanie z tobą.
-Jak ja mam chronić wiatr. Edgarze?
-Powiedziałeś, że nie możesz, Michaił. Nie, że nie chcesz
pozwolić jej odejść. Nie, że nie
pozwolisz. Powiedziałeś, że nie możesz, to różnica.
-Dla mnie. A dla niej? Jaki wybór pozostawiam jej?
-Zawsze w ciebie wierzyłem, w twoją dobroć i siłę. Bardzo
możliwe, że ta młoda dama
potrzebuje ciebie w równym stopniu. Słuchałeś legend i kłamstw
związanych z twoją rasą już
tak długo, że zaczynasz wierzyć w te bzdury. Dla zawziętego
wegetarianina, ktoś kto je mięso
może być odrażający. A tygrys potrzebuje jelenia, żeby
przetrwać. Roślina potrzebuje wody.
Wszyscy czegoś potrzebujemy. Bierzesz sobie tylko to, czego
potrzebujesz. Uklęknij, przyjmij
boże błogosławieństwo i wracaj do swojej kobiety. Znajdziesz
jakiś sposób, żeby ochronić ten
swój wiatr.
Michaił posłusznie przyklęknął, pochylił głowę, pozwolił się
ukoić spokojowi starego
człowieka i jego słowom. Na zewnątrz wichura raptownie ustała,
jakby wyzbyła się już gniewu i
wreszcie mogła się uciszyć.
-Dziękuję ci, Edgarze.
-Michaił, zrób co musisz, żeby ochronić własną rasę. W oczach
Boga oni też są Jego dziećmi.
ROZDZIAŁ 4
Michaił objął ramionami Raven, przycisnął ją mocno do siebie.
Spała głęboko, jej ciało było
lekkie, twarz blada Pod oczami miała cienie.
Przepraszam
cię za to, maleńka, przepraszam, że znalałaś się w takiej sytuacji
szeptał
cicho.
Jestem
potworem i wiem, że znów to zrobię. Ale nie umrzesz, na to nie
pozwolę
Przesunął palcem wzdłuż linii żyły na swoim nadgarstku,
napełnił kielich stojący przy łóżku
ciemnoczerwonym płynem. Wysłuchaj mnie, Raven. Musisz to
wypić. Posłuchaj mnie natychmiast.
Przysunął szkło do jej bladych warg. wlał trochę płynu do
gardła, jego krew miała silne
właściwości uzdrawiające, zapewniłaby jej życie.
Raven zakrztusiła się, zakaszlała, próbowała odwrócić głowę,
tak jak przedtem. Posłuchaj mnie
natychmiast. Wypijesz to wszystko. Tym razem rozkaz zabrzmiał
bardziej stanowczo. Nie mogła
znieść tego smaku, całym ciałem usiłowała zaprotestować, ale
ostatecznie jego wola zwyciężyła,
jak zawsze.
Michaił! Usłyszał w głowie jej żałosne wołanie.
Raven, musisz wypić. Nie trać ufności we mnie.
Odprężyła się i zapadła głębiej w sen, niechętnie, ale spełniła
jego wolę.
Przechwycił błysk jej zagubionych myśli, zamęt pełnych lęku
emocji. Wydawało jej się, że
walczy z koszmarem sennym. Nabrała zdrowszych kolorów.
Zadowolony, położył się obok niej.
Raven zapamięta wymianę krwi tylko jako część złego snu.
Podparł się na łokciu i studiował jej
twarz; miała długie, gęste rzęsy, nieskazitelną cerę i wydatne
kości policzkowe. Wiedział, że nie
liczy się wyłącznie jej uroda, chodziło o to, co kryła w sobie, o
to współczucie i światło, które
pozwalało jej zaakceptować jego dziką, nieokiełznaną naturę.
Nie umiał objąć wyobraźnią tego cudu, który się wydarzył. W tej
samej chwili, gdy postanowił,
że wyjdzie na słońce, zesłano mu anioła. Wyraz jego ust
złagodniał w powolnym uśmiechu. Jego
anioł nie chciał robić nic z tego, co mu kazano. Reagował o
wiele lepiej, kiedy on pamiętał, żeby
nie żądać czy nakazywać, a poprosić. Zbyt długo był
przyzwyczajony do posłuszeństwa
wszystkich, których ochraniał. Musiał przypominać sobie, że
ona jest śmiertelniczką, że została
wychowana w innych czasach, poznawała inne wartości.
Karpatiański mężczyzna jeszcze przed
swoimi narodzinami miał zakodowany obowiązek ochraniania
własnej kobiety i dzieci. W ciągu
ostatnich stuleci, kiedy tak mało było kobiet i nie rodziły się
dziewczynki, tym ważniejsze stawało
się chronienie każdej kobiety, która im jeszcze pozostała.
Raven nie należała do jego świata. Gdyby odeszła, razem z nią
zniknęłyby wszystkie barwy i
uczucia. Zabrałaby ze sobą nawet powietrze, którym oddychał.
Skąd wziąłby siłę, żeby pozwolić jej
odejść? Miał jeszcze tyle do zrobienia przed świtem. Chciał z nią
zostać, tulić ją, mówić jej, że jest
w jego sercu, mówić, ile dła niego znaczy, że nie wolno jej go
zostawić, że bez niej mógłby nie
przetrwać. Że na pewno nie przetrwa.
Westchnął ciężko, wstał. Musiał uzupełnić siły, zabrać się do
działania. Znów rozkruszył
lecznicze zioła, a potem uśpił ją głęboko. Starannie sprawdził
strzegące domu zaklęcia i wydał
rozkaz stworzeniom w lesie. Gdyby ktokolwiek zbliżył się do
jego siedziby, gdyby jej w jakiś
sposób zagroził, dowiedziałby się natychmiast.
Przywołani przez Michaiła, Jacques i Byron spotkali się z nim
wśród drzew nad domem Noelle
i Randa. Ciało Noelle już znaleziono i zostało spalone, jak
nakazywał ich obyczaj.
-Dotykaliście czegokolwiek innego? spytał
Michaił.
-Nie. Wszystkie ich ubrania i rzeczy osobiste zostały tak, jak je
tam znaleźliśmy zapewnił
go
Byron. Rand
nie wrócił do domu. Wiesz, że zastawili na ciebie pułapkę.
Zostawiono tam ciało
Noelle specjalnie, jako przynętę.
-Och. Tego jestem pewien. Będą wykorzystywać wszelkie
nowoczesne technologie, użyją
aparatów fotograficznych i kamer... Michaił
miał ponurą minę. Wierzą
w te wszystkie legendy.
Kołki, czosnek, obcinanie głów. Są tacy przewidywalni i tacy
prymitywni. W
jego głosie pojawił
się warkot, cień pogardy dla napastników. Tyle
trudu sobie zadają, żeby się czegoś o nas nauczyć,
zanim skażą na śmierć.
Byron i Jacąues wymienili niespokojne spojrzenia. W takim
nastroju Michaił mógł być
śmiertelnie groźny. Spojrzał na nich spod opuszczonych powiek
oczami pełnymi gorejącej furii.
-Zostańcie tu i obserwujcie. Jeśli będę mieć kłopoty odejdźcie
stąd. Nie pokazujcie się. Zawahał
się. Gdyby
miało wydarzyć się coś złego, chcę was prosić o przysługę.
Zaczął mówić ze staroświecką oficjalnością. Byron i Jacques i
tak życie by za niego oddali. To
był rzadki przywilej móc spełnić prośbę księcia własnego ludu.
-Moja kobieta jest głęboko uśpiona. Odpoczywa w moim domu.
Zaklęcia ochronne są liczne i
groźne. Musicie bardzo uważać, żeby je starannie rozplątać.
Należy ją uzdrowić, nauczyć, w jaki
sposób ma sama siebie chronić, a jeśli będzie chciała, ma
pozostać pod waszą ochroną. Jacques,
zgodnie z prawem pokrewieństwa ty przejmujesz po mnie
władzę. Uważam, że na razie powinna
być przekazana Grigoriemu, bo potrzebujesz czasu, żeby
nauczyć się sprawowania przywództwa.
Gdyby Grigori odmówił, co najprawdopodobniej zrobi, moja
władza musi przejść na ciebie. Nie
będzie ci się to podobać, jak pewnie już się orientujesz, jeśli tak
się sprawy potoczą, będziesz
musiał zapewnić sobie lojalność Grigoriego wobec siebie i
wobec naszego ludu Zrobisz to dla
mnie. Byron, będziesz wspomagać Jacques'a tak jak Grigori
wspomagał mnie. Ale obaj
przysięgniecie posłuszeństwo Grigoriemu, jeśli zaakceptuje
władzę.
Mężczyźni odpowiedzieli mu w sposób formalny, wymawiając
słowa, które wiązały ich przysięgą.
-Czy ty... Byron
odchrząknął. To
znaczy, czy ona jest jedną z nas? Postawił
to pytanie z wielką
ostrożnością. Wiedzieli, że wampiry próbowały już przemieniać
kobiety ludzkiej rasy. Znajdując
się w beznadziejnej sytuacji, zdesperowani Karpatianie też już
dyskutowali, czy tego nie
spróbować. Ryzyko znacznie przeważało korzyści. Kobiety
przemienione popadały w obłęd,
mordowały małe dzieci i nie dawało się ich uratować.
Karpatianie rodzili się ze swoimi
umiejętnościami i uczono ich surowej samodyscypliny. Z
nielicznymi, którzy łamali ich prawa,
rozprawiano się szybko i bezlitośnie. Ich rasa szanowała
wszelkie formy życia. Ze względu na
niesamowite moce Karpatian, musiało tak być.
Michaił pokręcił głową.
-Wiem, że ona jest moją prawdziwą partnerką życiową. Rytuał
był dla niej trudny. Nie miałem
wyboru, musiałem ją napoić. Mówił
zwięźle, opryskliwie, jakby sprawdzał, czy ośmielą się
przepytywać go dalej i ostrzegał, że zrobią to na własne ryzyko.
Jeszcze
nie związałem jej ze
sobą. Jest śmiertelna i to byłoby niewłaściwe.
-Uszanujemy twoje życzenia. Byron
zerknął niepewnie na Jacques'a, który miał minę bardziej
rozbawioną niż zmartwioną.
Bez wysiłku rozpłynął się w powietrzu, przemknął między
gałęziami jodły. Na ziemi Michaił
przybrał postać wilka. Mgła nie miała węchu, a jemu były
potrzebne niezwykłe węchowe zdolności
jego futrzastych braci. Odnajdzie trop i ruszy za nim. Bądź co
bądź był drapieżnikiem. Bystry
umysł tylko wzmacniał jego umiejętności urodzonego
myśliwego.
Wilk z nosem przy ziemi czujnie okrążył polanę, badając
wszystkie drzewa w pobliżu domu.
Wyczuł śmierć. Napełniła mu nozdrza kwaśnym, ostrym
odorem. Zaczął przeszukiwać ziemię,
sprawdzał węchem każdy centymetr gruntu, szukał zapachu
Randa, Erica i Jacques'a. Znalazł
miejsce, z którego napastnicy podeszli pod dom. Czterech
mężczyzn. Zatrzymał się przy każdym
zapachu, aż wyrył je sobie głęboko w umyśle. Nie spieszył się,
próbując rozwikłać makabryczną
historię.
Ci mężczyźni zbliżyli się ukradkiem, czasem nawet czołgali się
od jednej osłony do drugiej.
Wilk szedł tym tropem, przystawał, żeby zbadać grunt, szukał
ukrytych zasadzek. Przy drzwiach
zawahał się, czujnie okręcił wokół własnej osi, cofnął. Nagłym
ruchem wybił się tylną łapą i
wskoczył do środka przez okno, roztrzaskując szybę; wylądował
dobre półtora metra w głąb
pomieszczenia. W wilczym ciele śmiech Michaiła był ponury i
pozbawiony radości. Czterech
napastników wróciło na miejsce zbrodni, żeby zamocować
kamery, które miały utrwalić zdjęcia
jego współbraci. Gdyby oprawcy mieli choć trochę odwagi,
zaczekaliby, aż ciało Noelle zostanie
znalezione. Ale to tchórze; załatwili swoje brudne sprawy i
uciekli.
Wilk poczuł w gardle smak żółci. Potrząsnął łbem, cicho
warknął. Trzy zapachy były mu
nieznane, czwarty rozpoznał bez trudu. Zdrajca. Ile dostał za to,
że wydał im Noelle? Wilk znów
skoczył, wybił szybę. Kamera zarejestrowałaby wyłącznie
wielkie zwierzę, poruszony obraz
tłukącej się szyby, a potem mgłę i znów wilka. Tylko Michaił i
kilku innych myśliwych, ]acques,
Grigori, Aidan i Julian byli zdolni do takiej szybkości przy
zmianie postaci.
Szedł tropem zabójców. Jeden ślad oddzielił się, powiódł krętą
drogą przez las i wychynął
spomiędzy drzew bardzo blisko domku Edgara Hummera i
gabinetu doktora Westhemera.
Wilk
został wśród drzew; czerwonymi, nieruchomymi ślepiami
obserwował mały domek przy gabinecie.
Nagle wilk zawrócił i pobiegł truchtem do miejsca, gdzie
rozdzielały się ślady napastników,
pochwycił trop pozostałej trójki. Prowadził prosto do gospody,
w której zatrzymała się Raven.
Michaił wrócił do Byrona i Jacques'a na szczyt drzewa.
Trzej
zatrzymali się w gospodzie. Rozpoznam ich, gdy znajdę się
blisko. Jutro odwiozę do
zajazdu moją kobietę, żeby zabrała swoje rzeczy. Kiedy tam
będę, uda mi się pochwycić ich
zapachy. Nie możemy stwierdzić, czy nie był w to zamieszany
ktoś inny. Dopóki się nie dowiemy,
musimy działać bardzo ostrożnie. W domu zainstalowali
kamery, włącznik jest przy drzwiach.
Wszyscy mają trzymać się stamtąd z daleka.
-Czy Celeste chodzi do doktora Westhemera? zapytał
na koniec cicho.
-Chyba odwiedza żonę Hansa Romanowa. Ona pracuje z
doktorem i pomaga odbierać porody odparł
Jacques.
-A Eleanor?
Jacąues poruszył się niespokojnie.
-Chyba też.
-Ta kobieta asystowała przy porodzie Noelle?
Byron odchrząknął.
-Noelle urodziła dziecko w domu, i owszem, pomagała jej Heidi
Romanow. Rand tam był;
przyszedłem na jego wezwanie. Kiedy położna wyszła, Noelle
dostała krwotoku. Rand musiał
dać jej krew. Zostałem z Noelle, kiedy on poszedł na polowanie.
No i, nie, pani Romanow nic
nie widziała. Nikogo nie było w pobliżu, bo wiedziałbym o tym.
-To Hans Romanow doprowadził tamtych do Noelle. Nie wiem,
czy jego żona była w to
zamieszana, ale ktoś dał znać napastnikom, że Karpatianie się
rozmnażają. Michaił
przekazywał
im informacje bezbarwnym, cichym tonem. Oczy mu płonęły,
jarzyły się, ale panował nad głosem.
Trzeba
dowiedzieć się, czy ta kobieta miała z tym coś wspólnego.
-Na pewno rzucił
Byron. Na
co czekamy?
-Nie jesteśmy zwierzętami, jak nazywają nas ci dranie. Musimy
wiedzieć, czy położna zdradziła.
Poza tym nie do ciebie należy wymierzanie sprawiedliwości,
Byron. Niełatwo żyć ze
świadomością, że się komuś odebrało życie. Michaił
czuł ciężar wszystkich tych istnień z całych
stuleci, ale w miarę jak rosły jego siła i władza, tak też i rosła
łatwość zabijania. W miarę jak
znikały uczucia, tylko jego silna wola i wyczucie dobra i zła
powstrzymywały go przed
zaprzedaniem duszy podstępnym podszeptom mroku, który
usiłował nim zawładnąć.
-Co mamy zrobić? spytał
Jacques.
-Eleanor i Celeste nie mogą zostać w domach. Żadnych więcej
odwiedzin u położnej. Zabierzcie
Celeste do mojego domu nad jeziorem. Erie będzie mógł tam
zająć się studiowaniem całej tajemnej
wiedzy, którą ostatnio zaniedbał. Tego miejsca łatwo jest bronić.
Eleanor tak daleko podróżować
nie może.
-Mogą skorzystać z mojego domu podsunął
Byron. Będę
blisko, gdyby potrzebowali pomocy. Eleanor
była jego siostrą, którą zawsze bardzo kochał. Mimo że dawno
już utracił emocje, pamiętał
jeszcze, jak to jest, kiedy się je odczuwa.
-To ryzykowne. Jeśli wasze pokrewieństwo wyjdzie na jaw i
jeśli padnie na nią podejrzenie,
albo jeśli widziano cię, kiedy pomagałeś Randowi... Michaił
pokręcił głową, nie podobał mu
się ten pomysł. Może
powinni przenieść się do mnie.
-Nie! wykrzyknęli
jednocześnie.
-Nie, Michaił, nie możemy wystawiać ciebie na żadne ryzyko.
W
głosie Jacques'a pojawił się
lęk.
-Nasze kobiety są najważniejsze, Jacques upomniał
go łagodnie Michaił. Bez
nich, nasza rasa
wymrze. Możemy uprawiać seks ze śmiertelniczkami, ale nie
możemy się z nimi rozmnażać. Nasze
kobiety są naszym największym skarbem. Koniec końców każdy
z was będzie musiał znaleźć
partnerkę i spłodzić dzieci. Ale musicie mieć pewność, że ta,
którą wybierzecie, to wasza
prawdziwa życiowa partnerka. Wszyscy wiecie, jakie są tego
oznaki: kolory, uczucia, pragnienie tej
jedynej. Więzy są silne. Kiedy jedno umiera, drugie też zwykle
decyduje się odejść. Albo śmierć,
albo los wampira. Wszyscy o tym wiemy.
-Ale Rand... Byron
urwał w pól zdania.
-Rand zniecierpliwił się czekaniem. Noelle miała na jego
punkcie obsesję, ale nie byli dla siebie
prawdziwymi życiowymi partnerami. Moim zdaniem
znienawidzili się, utkwiwszy w tym chorym
związku. Jakoś się upora z jej odejściem. Michaił
pilnował się, by nie ujawniać tonem głosu
pogardy. Prawdziwi partnerzy życiowi nie mogliby długo bez
siebie wytrzymać. To, w połączeniu
z wysoką śmiertelnością wśród dzieci, sprawiło, że Karpatian
było coraz mniej. Nie miał pewności,
czy jego rasa dotrwa nowego stulecia. Bardzo się starał, ale nie
potrafił zapewnić nadziei
potrzebnej mężczyznom, żeby nie przemienić się w wampiry.
-Michaił... Jacques
zastanawiał się nad każdym słowem. Tylko
ty i Grigori znacie sekrety naszej
rasy. Wiesz, że on nie zrezygnuje ze swojej samotniczej
egzystencji. Tylko od ciebie możemy się
uczyć, tylko ty możesz nas prowadzić. Jeśli mamy przetrwać,
jeśli mamy znów być silni jako rasa,
nie dokonamy tego bez ciebie. Twoja krew jest życiem naszego
ludu.
-Dlaczego mi to mówisz? rzucił
ostro Michaił, nie chcąc słyszeć prawdy.
Jacąues i Byron wymienili niespokojne spojrzenia.
-Już od jakiegoś czasu niepokoi nas to, że się od nas odcinasz.
-To było nieuniknione, a zresztą nie wasza sprawa.
-Zdecydowałeś się na kompletną samotność, nawet odcinasz się
od tych, których nazywasz
swoimi krewnymi.
-Co ty mi usiłujesz powiedzieć? Michaił
był rozdrażniony. Zbyt długo nie widział Raven.
Potrzebował zobaczyć ją, objąć, dotknąć jej umysłu swoim.
-Nie możemy ciebie stracić. Jeśli nie będziesz chciał żyć dłużej,
zaczniesz podejmować
niepotrzebne ryzyko, staniesz się nieostrożny mówił
powoli Jacąues.
Lodowate spojrzenie Michaiła powoli się ociepliło, kąciki ust
uniosły w uśmiechu.
-Wy młode diabły. Jak wam się udało śledzić mnie bez mojej
wiedzy?
-Para, która przewodzi stadu wilków, też się o ciebie niepokoi
przyznał
Jacąues. Ponieważ
jestem twoim krewnym i znajduję się pod twoją ochroną,
akceptują mnie i rozmawiają ze mną.
Obserwowały cię, kiedy chodziłeś na te swoje samotne spacery i
gdy biegałeś ze stadem.
Twierdziły, że nie ma w tobie radości.
Michaił roześmiał się cicho.
-Na tę zimę przyda mi się porządna wilcza kryjówka.
Niezależnie od moich uczuć, Noelle była
moją siostrą, jedną z naszej rasy. Nie spocznę, póki mordercom
nie zostanie wymierzona
sprawiedliwość.
Jacques odchrząknął, a jego ponurą twarz rozjaśnił zadziorny
uśmiech.
-Czyżby ta kobieta, którą ukrywasz, miała coś wspólnego z
twoją nagłą chęcią zrywania się ze
snu z początkiem każdej nocy?
Czubek buta Michaiła o mało nie strącił Jacques'a z gałęzi w
odwecie za zuchwałość.
Byron przytrzymał gałąź silnym chwytem.
-Eleanor i Vlad zatrzymają się u mnie. To będzie podwójna
ochrona dla niej i jej
nienarodzonego dziecka.
Michaił skinął głową. Chociaż nie popierał tej decyzji, wiedział,
że nie zaprzestaną protestów,
dopóki będzie się upierać, że sam poniesie jakąś część
osobistego ryzyka.
-Na kilka dni, dopóki nie znajdziemy bezpieczniejszego
rozwiązania.
-Bądź bardzo ostrożny, Michaił ostrzegł
Jacques.
-Wyśpijcie się jutro dobrze odparł.
Polują
na nas.
Byron zamilkł, nagle zaniepokojony.
-Jak będziesz mógł spocząć w ziemi, skoro masz przy sobie
śmiertelniczkę?
-Nie zostawię jej. Michaił
był nieprzejednany.
-Im głębiej w ziemi spoczywamy, tym trudniej dosłyszeć twoje
wołanie, w razie gdybyś miał
kłopoty zaprotestował
cicho Jacques.
Michaił westchnął.
-Jesteście tak nieznośni jak dwie niezamężne stare ciotki.
Naprawdę umiem zabezpieczyć własną
siedzibę. Jego
ciało zamigotało, zgięło się i przemienił się w sowę. Rozpostarł
wielkie skrzydła i
wzbił się w niebo, żeby polecieć do Raven.
Głęboko odetchnął, napełniając się jej czystym, ładnym
zapachem, usuwał z myśli brzydotę
odkryć dokonanych nocą. Ten zapach unosił się w bibliotece,
przemieszany z jego własnym.
Wdychał zachłannie dwa połączone zapachy, pochylił się, żeby
zebrać rozrzucone ubrania. Chciał
znaleźć się w niej, dotknąć jej, całować jej usta, chciał, żeby
łączyła ich ta sama krew, chciał
wyrecytować jej te rytualne słowa, które związałyby ich na
wieczność w taki sposób, jak to było im
przeznaczone. Sama myśl, że ona mu ten dar zaoferuje, że
przyjmie go od niego, tak go ożywiła, że
Michaił musiał na chwilę przystanąć i poczekać, aż nieco
uspokoją się gwałtowne żądania jego
ciała.
Wziął długi prysznic, zmywając z siebie pył i kurz, i zapach
tamtego zdrajcy. Wszyscy
Karpatianie bardzo starali się przestrzegać ludzkich zwyczajów.
Jedzenie w kuchennych szafkach,
ubrania w szafach. Lampy w całym domu. Kąpali się pod
prysznicem, chociaż wcale nie musieli, i
większość przekonywała się, że nawet to jest przyjemne. Nie
związał włosów i poszedł do Raven.
Po raz pierwszy odczuwał dumę z własnego ciała, z tego jak
gwałtownie twardniał na sam jej
widok.
Spała, z włosami rozsypanymi na poduszce jedwabną zasłoną.
Koc zsunął się i tylko włosy
zasłaniały jedną pierś. Obraz byt bardzo zmysłowy. Leżała,
czekając na niego, potrzebowała go
nawet we śnie. Łagodnie wyszeptał polecenie, które wybudziło
ją z narzuconego transem snu.
W świetle księżyca jej skóra połyskiwała miękko kolorem
brzoskwini. Michaił przesunął dłonią
po jej nodze. Poczuł wewnętrzny wstrząs. Pogładził jej biodra,
palcem obrysował szczupłą talię.
Raven poruszyła się niespokojnie. Położył się obok niej,
przyciągnął w bezpieczne schronienie
swoich ramion, brodę oparł na czubku jej głowy.
Pragnął Raven w każdy możliwy sposób, ale był też jej winien
jako taką uczciwość.
Przynajmniej tyle uczciwości, ile śmiał jej zaoferować. Powoli
wybudzała się, tuląc się do niego,
jakby to dawało jej pociechę w jakimś złym śnie. Możliwe. żeby
śmiertelna kobieta zrozumiała
potrzeby Karpatianina ogarniętego seksualną gorączką
prawdziwego rytuału godów? Przez stulecia
bał się niewielu rzeczy, ałe bardziej niż czegokolwiek bał się
teraz zobaczyć samego siebie jej
niewinnymi oczami.
Po oddechu poznał moment, w którym się przebudziła, a po
nagłym zesztywnieniu, że
zorientowała się, gdzie jest i z kim. Odebrał jej niewinność
brutalnie, o mało nie pozbawił jej życia.
Jak mogłaby mu coś takiego wybaczyć?
Raven przymknęła oczy, rozpaczliwie usiłując oddzielić
rzeczywistość od iluzji. Była obolała,
bolało ją w miejscach, z których istnienia wcześniej nawet nie
zdawała sobie sprawy. Miała
wrażenie, że się zmieniła, że jest wrażliwsza niż przedtem.
Przytulony do niej Michaił wydawał się
gorącym marmurem; był nieznośnie seksowny. Wyraźnie
słyszała różne skrzypienia i szelesty w
domu, poruszenia gałęzi drzew za oknami. Odepchnęła się od
Michaiła, usiłując stworzyć między
ich ciałami jakiś dystans.
Wzmocnił uścisk ramion, schował twarz w jej włosach.
-Raven, jeśli możesz dotknąć moich myśli, będziesz wiedziała,
co do ciebie czuję. Głos
miał
zduszony, bezbronny.
Mimo wszystko te słowa, ten głos, chwytały za serce.
-Nie chcę, żebyś mnie opuszczała, maleńka. Znajdź odwagę,
żeby ze mną zostać. Być może jestem
potworem. Już sam nie wiem. Naprawdę wiem tylko, że pragnę,
byś ze mną została.
-Mogłeś sprawić, żebym zapomniała. Wytknęła
to bardziej sobie samej niż jemu, ujęła raczej jak
pytanie niż stwierdzenie. Był nieopanowany, ale nie mogła
powiedzieć, że ją skrzywdził. Zabrał ją
aż do gwiazd.
-Zastanawiałem się nad tym przyznał
niechętnie ale
nie chcę, żeby między nami stanęło coś
takiego. Przykro mi, że nie uważałem bardziej na twoją
niewinność.
Dosłyszała w jego głosie ból, poczuła całym ciałem, że reaguje
podobnym.
-Zadbałeś, żebym poczuła przyjemność. Ekstazę.
Chrzest ogniem, wymiana dusz. Był
nieokiełznany i porwał ją za sobą w pożogę. A ona znów go
pragnęła, tęskniła za jego dotykiem, za
nieodpartą siłą jego ciała. Ale był też niebezpieczny, naprawdę
bardzo niebezpieczny. Teraz już to
wiedziała. Zrozumiała, że jest inny, że istnieje w nim coś
bardziej zwierzęcego niż ludzkiego.
-Michaił... Musiała
złapać oddech, pomyśleć, nie czując ciepła i gwałtownych żądań
jego ciała.
-Nie rób tego! Żądał.
Nie
odsuwaj się ode mnie.
-Mówisz o zaangażowaniu się w coś, co przekracza moje
wyobrażenia... Przygryzła
wargę. Mój
dom jest tak bardzo daleko stąd.
-Tam nie masz nic poza zgryzotą, Raven. Nie
zgadzał się na wyjście najprostsze dla nich obojga. Wiesz,
że sama nie dasz sobie rady, i chociaż postanowiłaś odmówić im
swoich talentów, w głębi
serca wiesz, że nie zdołasz powiedzieć nie, kiedy poproszę cię o
pomoc. To wbrew tobie, pozwolić
zabójcy grasować na wolności, kiedy mogłabyś uratować jego
następną ofiarę. Ujął
pukiel jej
jedwabistych włosów, jakby w ten sposób mógł ją przy sobie
zatrzymać. Oni
nie będą umieli
zadbać o ciebie tak jak ja.
-A co z różnicami między nami? Masz taką postawę wobec
kobiet, jakby były osobami drugiej
kategorii i to niezbyt bystrymi. Niestety, masz też zdolność
wymuszania swojej woli na tych
nieposłusznych. A ja bym nie była ślepo ci posłuszna. Nigdy.
Michaił, ja muszę być sobą.
Uniósł jej włosy znad karku i na obnażonej skórze złożył lekki
jak piórko pocałunek.
-Wiesz, że moja postawa wobec kobiet wyraża potrzebę
opiekowania się nimi, a nie to, że moim
zdaniem miałyby być gorsze. Sprzeciwiaj mi się, ile chcesz,
maleńka. Kochani w tobie wszystko.
Kciukiem pogładził miękką wypukłość piersi, rozgrzał krew,
wywołując dreszcz. Raven
pragnęła go, dzikiego i nieopanowanego, chciała, żeby jej
potrzebował. Zwykle tak dobrze panował
nad sobą; potężnym afrodyzjakiem było zdać sobie sprawę, że
może go zmusić, żeby to panowanie
nad sobą stracił.
Michaił pochylił głowę; delikatnie dotknął językiem
twardniejący sutek, pocałował aksamitny
czubek, wciągnął w wilgotną, gorącą czeluść ust. Raven cicho
westchnęła, przymknęła oczy.
Każdy nerw domagał się jego dotyku. Ciało miała jak z gumy,
giętkie, roztapiające się w jego
cieple.
Nie chciała tego. Pod powiekami i w gardle zapiekły ją łzy. Nie
chciała tego, a jednak
potrzebowała.
-Nie skrzywdź mnie, Michaił wyszeptała
te słowa z twarzą przytuloną do jego torsu. To była
prośba na ich wspólną przyszłość. Wiedziała, że fizycznie nigdy
by jej nie skrzywdził, ale ich
wspólne życie mogło być piekłem.
Uniósł głowę, przesunął się tak, że docisnął ją do posłania
własnym ciężarem. Ciemnym
spojrzeniem objął jej drobną, delikatną twarz. Powiódł kciukiem
po podbródku, po dolnej wardze.
-Nie bój się mnie, Raven. Czy nie czujesz siły moich uczuć,
mojego przywiązania do ciebie?
Życie bym za ciebie oddał. Chciał
między nimi prawdy, potwierdził więc to, co nieuniknione.
Nie
będzie ze mną łatwo, ale wszystko jakoś lię ułoży. Błądził
ręką po jej płaskim brzuchu,
schodząc coraz niżej, i położył ją na kręconych, czarnych jak
noc włosach.
Zatrzymała jego rękę.
Co
się ze mną stało? Czyżby
zemdlała? Wszystko było takie pomieszane. Wiedziała na
pewno, że Michaił zmusił ją, by wypiła jakąś paskudną leczniczą
miksturę. Potem zasnęła. A
potem zaczęły się koszmary. Przywykła do koszmarów, ale ten
był straszny. Ktoś ją przyciągnął do
obnażonego torsu, jej usta przywarły do jakiejś okropnej rany.
Krew, płynąca jak rzeka, spływała
jej do gardła. Krztusiła się, kaszlała, walczyła, ale w jakiś
sposób, w świecie tego koszmaru, nie
mogła się odsunąć. Próbowała wołać Michaiła. Podniosła oczy i
on tam był, patrzył na nią,
przyciskając siłą jej głowę do rany na swojej piersi. Czy to
dlatego, że znalazła się w samym sercu
kraju Drakuli, a Michaił przypominał jej tego mrocznego,
tajemniczego księcia?
Nie zdołała się powstrzymać; pogładziła palcami jego tors, nie
wyczuwając śladów żadnych ran
czy blizn. Coś jej się stało i wiedziała, że już na zawsze zmieniła
się, że w jakiś sposób stała się
częścią Michaiła, a on stał się częścią jej.
Kolanem łagodnie rozchylił jej nogi. Jeszcze raz przesunął się
nad nią, wszystko przesłaniając
szerokimi ramionami. Jego siła i moc, jego postać i piękno
zaparły jej dech w piersi. Bardzo
delikatnie, tak jak powinien był to zrobić za pierwszym razem,
wsunął się w nią.
Raven westchnęła. Nigdy nie przyzwyczai się do tego, w jaki
sposób ją wypełniał, jak ją
rozciągał, jak potrafił zamienić ciało w płynny ogień. Jeśli za
pierwszym razem był dziki, teraz stał
się delikatny i czuły. Z każdym głębokim pchnięciem rosło w
niej pragnienie czegoś więcej, jakiś
pośpiech kazał jej pieścić dłońmi jego plecy, ustami przesuwać
po szyi, po torsie.
Michaił starał się panować nad sobą, odwoływał się do swojej
niezwykłej samodyscypliny. Jej
usta, dotyk palców doprowadzały go do szaleństwa. Raven była
tak ciasna, gorące aksamitne
wnętrze ściskało go i podsycało ogień. Czul, że szarpał nim głód,
bestia usiłuje się uwolnić.
Poruszał się mocniej, szybciej, zatapiał się w niej, ich ciała, ich
serca zlewały się w jedno.
Otworzył swój umysł, poszukał jej myśli. Jej potrzeba
podniecała go coraz bardziej. Wbiła palce w
plecy, kiedy, fala za falą, zalewała ją rozkosz. Michaił poddał się
ogniowi, zanim bestia zdołała się
wyzwolić. Przyspieszył, i poczuł, jak jej ciasne, gorące wnętrze
ściska go. Wstrząsnął nim
gwałtowny spazm rozkoszy.
Opadł na nią i leżeli wciąż złączeni, syci spełnieniem. Poczuł na
klatce piersiowej jej łzy.
Uniósł powoli głowę i pochylił się spróbować tych łez.
-Dlaczego płaczesz?
-Skąd wezmę siłę, żeby kiedykolwiek ciebie opuścić?
wyszeptała
cicho, boleśnie.
Jego oczy niebezpiecznie pociemniały. Przetoczył się na bok,
wyczuł, że ją krępuje nagość i
przykrył Raven pledem. Usiadła, odsunęła ciężką falę włosów z
twarzy tym swoim dziwnie
niewinnym, seksownym gestem, który uwielbiał Błękitne oczy
były nieufne.
-Nie opuścisz mnie, Raven. Zabrzmiało
to ostrzej, niż zamierzał. Z wielkim wysiłkiem udało mu
się złagodzić ton. Była młoda i wrażliwa; musiał przede
wszystkim o tym pamiętać. Nie miała
pojęcia, jaką cenę zapłaciliby oboje, usiłując się rozdzielić. Jak
mogłabyś dzielić ze mną to, co
przed chwilą, i po prostu odejść?
-Wiesz dlaczego. Nie udawaj, że nie wiesz. Wyczuwani różne
rzeczy, domyślam się ich. To
wszystko jest dla mnie aż za dziwaczne. Nie znam praw tego
kraju, ale kiedy kogoś zabijają,
zawiadamia się organy ścigania i media. To tylko jedna sprawa,
Michaił nawet
nie będę wnikać w
te rzeczy, które umiesz robić prawie
udusiłeś Jacoba, na litość boską. Jesteś z zupełnie innej bajki
niż ja i oboje to wiemy. Ciaśniej
okryła pledem ramiona. Chcę
ciebie. Nie mogę sobie nawet
wyobrazić życia bez ciebie, ale nie wiem, co tu się właściwie
dzieje.
Pogłaskał dłonią jej włosy niepokojącą pieszczotą, przesuwał w
palcach jedwabiste pasma
opadające kaskadą na plecy. Od tego dotyku miękła w środku, aż
podwijała palce u nóg.
Przymknęła oczy, położyła głowę na kolanach.
Masował jej kark, jego palce były niesłychanie kojące.
-Już się ze sobą związaliśmy. Nie czujesz tego, Raven?
Wyszeptał
te słowa chropawą mieszankę
ciepła i zmysłowości. Wiedział, że walczy z jej instynktami, z jej
odruchem samozachowawczym.
Ostrożnie dobierał słowa. Wiesz,
kim jestem, co we mnie siedzi. Jeśli coś nas rozdzieli, i tak
będziesz potrzebować dotyku moich rąk, moich ust na twoich,
mojego ciała w tobie, bo jestem
częścią ciebie.
Już same te słowa rozgrzewały krew, zaspokajały ten odczuwany
głęboko w środku głód.
Zakryła twarz, zawstydzona, że aż tak bardzo potrzebuje kogoś,
kto przecież był dla niej kimś
zupełnie obcym.
-Michaił, wracam do domu. Jestem tak tobą zaabsorbowana, że
robię rzeczy, o które nigdy
wcześniej siebie nie podejrzewałam. To
nie było coś wyłącznie fizycznego, nawet trochę tego
żałowała. Nie chciała wyczuwać jego samotności, jego
wielkości, jego niesamowitej woli i dążenia
do otaczania opieką tych, którym przewodził. Ale to wszystko
odczuwała. Czuła jego serce, jego
duszę, jego umysł. Rozmawiała z nim, nie wymawiając słów na
głos, dzieliła jego myśli.
Wiedziała, że on wyczuwa ją.
Objął ją za ramiona, przyciągnął do siebie. Żeby pocieszyć czy
przytrzymać? Przełknęła palące
w gardle łzy. Czuła napływające go głowy dźwięki, szelesty,
skrzypienia. Zakryła dłońmi uszy,
żeby się od nich odciąć.
-Co się ze mną dzieje, Michaił? Co myśmy zrobili, że ja się tak
zmieniłam?
-Jesteś moim życiem, moją kobietą, tą połową mnie, której
brakowało. ~ Znów z nieskończoną
łagodnością pogładził ją po włosach. Moja
rasa łączy się w pary na całe życie. Jesteśmy związani
z ziemią. Mamy różne niezwykłe zdolności.
Obróciła głowę, wpatrując się w niego.
-Zdolności telepatyczne. Twoje są bardzo silne, silniejsze niż
moje. Zadziwiają mnie te rzeczy,
które umiesz robić.
-Maleńka, za te dary płaci się wysoką cenę. Jesteśmy przeklęci
potrzebą związania się z jedną
partnerką, podzielenia się z kimś własną duszą. Kiedy to się
zdarzy a
dla niewinnej kobiety rytuał
może być brutalny nie
możemy żyć w oddzieleniu od swoich partnerów. Dzieci
miewamy
niewiele, sporo z nich umiera w pierwszym roku życia, a
większość z tych, które się rodzą, to
chłopcy. Długowieczność jest naszym błogosławieństwem i
przekleństwem. Dla tych, którzy są
szczęśliwi, długowieczność to raj, dla samotnych i cierpiących to
udręka. Jedna długa wieczność
pełna mroku, jałowej, brutalnej egzystencji.
Ujął dłonią jej podbródek, żeby nie mogła uciec przed jego
mrocznym, wygłodniałym
spojrzeniem. Wziął głęboki wdech, powoli wypuścił powietrze.
-Maleńka, my nie uprawialiśmy seksu, nie kochaliśmy się. To
było coś tak bliskiego
karpatiańskiego rytuału łączenia się w pary, jak tylko to możliwe
z kimś, kto nie ma w sobie naszej
krwi. Jeśli mnie opuścisz... Urwał
i pokręcił głową. Potrzebował związać ją ze sobą w sposób
nieodwołalny. Te słowa tkwiły w jego myślach, w jego sercu.
Bestia aż się wyrywała, żeby je
wypowiedzieć. Raven już nigdy by nie uciekła, ale nie mógł jej
tego zrobić, nie mógł
wypowiedzieć tych słów do kobiety śmiertelnej. Nie miał
pojęcia, czym by to się dla niej
skończyło.
Miejsce nad lewą piersią bolało. Opuściła oczy i dostrzegła
ciemny znak, który tam zostawił,
dotknęła go czubkami palców. Przypomniała sobie to uczucie,
kiedy zębami przytrzymał ją na
ziemi, jego siłę, ostrzegawczy warkot w gardle, ten zwierzęcy
pomruk. Wziął jej ciało, jakby
należało do niego, dziko, brutalnie, a jednak coś w niej samej
zareagowało na ten jego gwałtowny
głód i potrzebę. Jednocześnie był czuły, zadbał o jej
przyjemność, zanim zaznał własnej, tak bardzo
uważał na jej delikatną budowę. Temu połączeniu łagodności i
dzikiej natury nie sposób się było
oprzeć i Raven wiedziała, że żaden inny mężćzyzna nie dotknie
jej w taki sposób jak on. Dla niej
istniał już tylko Michaił.
-Michaił, usiłujesz mi powiedzieć, że należysz do jakiejś innej
rasy? Próbowała
jakoś to sobie
poukładać.
-Tak. Jesteśmy inni. Dobrze to ukrywamy, musimy. Słyszymy
rzeczy, których ludzie nie mogą
usłyszeć. Rozmawiamy ze zwierzętami, potrafimy dzielić się
myślami, ciałami i sercami. Zrozum,
ta informacja w niewłaściwych rękach mogłaby oznaczać dla nas
wszystkich śmierć. Moje życie
dosłownie jest w twoich rękach. I to więcej niż w jednym
znaczeniu.
Pochwyciła echo tej jego myśli, zanim zdążył ją ocenzurować.
-Powstrzymałbyś się, gdybym spanikowała?
Przymknął oczy, zawstydzony.
-Chętnie bym ciebie okłamał, ale nie zrobię tego. Próbowałbym
cię ukoić, zadbać, żebyś mnie
mogła zaakceptować.
-Rozkazywałbyś mi?
-Nie! zaprzeczył
szczerze. Tak daleko by się nie posunął. Tego był pewien.
Wierzył, że
zdołałby ją przekonać, żeby go zaakceptowała.
-Te uzdolnienia... Potarła
brodą kolana. Jesteś
niezwykle silny fizycznie. Pamiętam twój skok
w bibliotece, przypominałeś jakiegoś wielkiego, drapieżnego
kota. To też część twojego
dziedzictwa?
-Tak. Znów
zaplątał dłoń w jej włosy, zagarnął ich kiść, żeby zanurzyć w
nich twarz, wdychać
zapach. Jego zapach, który unosił się z jej skóry, już w niej
pozostanie. Poczuł odrobinę
satysfakcji.
-Ugryzłeś mnie. Sięgnęła
najpierw do szyi, potem do piersi. Przepełniał ją słodki, gorący
ból
na samo wspomnienie, jak dziko szalał w jej ramionach, na
wspomnienie jego ciała
rozgorączkowanego potrzebą, jego myśli pełnych burzliwej,
dzikiej żądzy, jego głodnych ust
niecierpliwie ją chłonących.
Co się z nią działo, że pragnęła więcej? Słyszała o kobietach tak
opętanych seksem, że stawały
się dosłownie niewolnicami. Czy właśnie coś takiego ją
spotykało? Uniosła dłonie, jakby chciała
się nimi od niego odgrodzić.
-Michaił, to dzieje się tak szybko. Nie mogę zakochać się w parę
dni, podjąć decyzji na całe
życie w parę minut. Nie znam cię, trochę się nawet ciebie boję,
tego, kim jesteś, jakimi mocami
dysponujesz.
-Powiedziałaś, że mi ufasz.
-Bo ufam. Właśnie dlatego to wszystko jest takie dziwne. Nie
rozumiesz? Jesteśmy tak od siebie
różni. Robisz jakieś szalone rzeczy, a jednak chcę być z tobą,
słyszeć twój śmiech, sprzeczać się z
tobą. Chcę zobaczyć twój uśmiech, to, jak ci się oczy zapalają,
widzieć ten twój głód i potrzebę,
kiedy na mnie patrzysz. Chcę, żeby z twoich oczu znika! ten
chłód, to odległe, niedosięgłe
spojrzenie, kiedy zaciskasz usta, stajesz się okrutny i bezlitosny.
Tak, ufam ci, ale nie powinnam.
-Jesteś bardzo blada, jak się czujesz? Chciał
jej wyjaśnić, że już jest za późno, że posunęli się
za daleko, ale wiedział, że tylko zwiększyłby jej opór i strach.
-Dziwne, trochę mnie mdli w żołądku. Powinnam coś zjeść, ale
na samą myśl o jedzeniu robi
mi się niedobrze. Dałeś mi ten swój wywar ziołowy, prawda?
-Przez kilka dni pij wodę i soki owocowe, jedz trochę owoców.
Żadnego mięsa.
-Jestem wegetarianką. Rozejrzała
się wkoło. Gdzie
moje ubranie?
Uśmiechnął się nagle od ucha do ucha, typowo męskim
znaczącym uśmieszkiem.
-Trochę mnie poniosło i podarłem ci dżinsy. Zostań ze mną dziś
wieczorem, a jutro przywiozę
ci nowe ubrania.
Przecież
już jest jutro zauważyła,
nie chcąc znów kłaść się koło niego. Bo nie mogła leżeć obok
niego i nie zacząć go pragnąć. A
poza tym muszę wziąć prysznic. Zanim
zdążył zaprotestować,
wstała z łóżka, ściśle owinięta staroświecką pikowaną narzutą.
Zatrzymał swój uśmiech dla siebie. Niech się poczuje
bezpieczniejsza, nic go to nie kosztowało.
Nie ma mowy, żeby opuściła jego dom, na pewno nie, póki
zabójcy mieszkali w gospodzie. Żeby
nie wyobrażać sobie jej nagiego ciała pod strumieniem wody,
skoncentrował się na szczegółach jej
emocji z chwili, zanim siłą wyniósł ją z jadalni w gospodzie.
Co sprawiło, że tamtego wieczoru odczuwała aż tak wielki
niepokój? Była naprawdę chora,
głowa jej pękała. Uznała, że nie mogła znieść gwałtowności jego
emocji, ale przecież zareagował
ostro dopiero, gdy odkrył, że ona cierpi. Czuł je jeszcze, zanim
ten prostak ośmielił się dotknąć ją
łapą.
Michaił wejrzał do jej umysłu, bo musiał. Znalazł w nim to,
czego się spodziewał, łzy i lęk.
Ciało Raven zmieniało się, bo miała już w swoich żyłach jego
krew. Legenda głosiła, że
Karpatianin i człowiek muszą wymienić krew trzykrotnie, żeby
doszło do przemiany. Krew z
kielicha nie liczyła się, bo nie napiła jej się bezpośrednio z jego
ciała. Nie miał zamiaru jej
przemieniać, ryzykować, że stanie się obłąkaną wampirzycą. Już
i tak posunął się niebezpiecznie
daleko. I zrobi coś takiego jeszcze raz. To będzie musiało
potrwać wieki.
Raven usłyszała jego pełne prawdy słowa, ale wątpił, żeby
zrozumiała kryjącą się za nimi
rzeczywistość. Będzie słyszeć każdy szept z każdego pokoju
gospody, będzie wiedzieć, kiedy
pszczoła wleci do jadalni na dole. Słońce będzie ją razić w oczy i
parzyć skórę. Zwierzęta zaczną
jej powierzać swoje sekrety.
Od większości jedzenia będzie jej się robić niedobrze. Ale
przede wszystkim, będzie potrzebować
jego bliskości, będzie musiała dotykać jego umysłu, czuć jego
ciało, płonąć razem z nim. Już to
czuła i walczyła z tym w jedyny znany sobie sposób walczyła,
chcąc uwolnić się od niego,
walczyła o zrozumienie tego, co się z nią działo.
Raven oparła się o szklaną przegrodę prysznica. Wiedziała, że
nie może chować się w łazience
jak uciekające dziecko, ale on tak bardzo jej pragnął, miał w
sobie magnetyczną siłę. Chciała
uwolnić go od tych linii napięcia wkoło ust, chciała dokuczać
mu, sprzeczać się z nim, słyszeć jego
śmiech. Wciąż czuła się dziwnie osłabiona, trochę kręciło jej się
w głowie.
-Chodź, maleńka. Głos
Michaiła objął ją pieszczotą czarnego aksamitu. Sięgnął do
kabiny
prysznicowej, zakręcił wodę. Wziął Raven za nadgarstek i
wyciągnął z bezpiecznego schronienia,
potem owinął ją ręcznikiem.
Wytarła włosy, a jej ciało ogarnął delikatny rumieniec. Michaił
tak swobodnie, tak dobrze czuł
się z własną nagością. W jego żywiołowej sile było coś
nieopanowanego i wspaniałego, w tej
swobodzie, z jaką ją akceptował. Wytarł ją wielkim kąpielowym
ręcznikiem, aż skóra zaróżowiła
się i rozgrzała. Ręcznik otarł się o jej wrażliwe sutki, nieco
dłużej zatrzymał na pośladkach,
zanurkował w załom biodra.
Mimo wszelkich postanowień, jej ciało ożywało pod jego
dotykiem. Pochylił się, żeby musnąć
ustami jej usta, lekko jak piórko, kusząco.
-Wracaj do łóżka szepnął,
prowadząc ją w tamtą stronę.
-Michaił zaprotestowała
cicho, bez tchu.
Pociągnął ją za rękę tak, że straciła równowagę i oparła
się o niego całym ciałem. Zatonęła w jego objęciach, naparła
piersiami na jego mocny tors, poczuła
przy brzuchu twardy dowód jego pożądania. Jego uda były
dwiema silnymi kolumnami,
oplecionymi jej nogami.
-Mógłbym kochać się z tobą całą noc, Raven wymruczał
zmysłowo z ustami przy jej szyi.
Dłonie błądzące po jej ciele zostawiały za sobą czysty ogień.
Chcę
się z tobą kochać całą noc.
-No ale czy nie o to właśnie chodzi? Jest już świt. Jej
ręce kierowały się jakby własną wolą,
palcami odszukiwała każdy jego dobrze zarysowany mięsień.
-Więc będę się z tobą kochać przez cały dzień wyszeptał
te słowa tuż przy jej ustach, delikatnie
przygryzł kącik dolnej wargi. Potrzebuję
cię przy sobie. Odganiasz mrok i usuwasz ten okropny
ciężar, który grozi, że mnie przygniecie.
Obwiodła czubkami palców kontur jego ust.
-To posiadanie czy miłość? Pochyliła
głowę, żeby wtulić usta w zagłębienie szyi, żeby przesunąć
językiem po wrażliwej skórze tuż nad jego sercem. Żadnego
śladu, żadnej blizny, ale język
zakreślił dokładną linię tej wcześniejszej rany, z której musiała
pić życiodajną krew. Była z nim
złączona, czytała jego myśli, jego zmysłowe fantazje i
zapragnęła wprowadzić je w życie.
Żar w jego ciele buchnął płomieniem. Raven uśmiechnęła się,
poczuła jego twardą męskość.
Nie miała teraz żadnych zahamowań, owładnięta gwałtowną
żądzą spalania się razem z nim.
-Powiedz mi prawdę, Michaił. Jej
palce delikatnie musnęły aksamitny czubek, zacisnęły się wokół
masywnej grubości. Całe jego ciało przeszył głód. Igrała z
ogniem, ale nie miał siły jej
powstrzymać, nie chciał jej powstrzymywać.
Zanurzył ręce w jej wilgotnych włosach, chwycił je obiema
rękami.
-I jedno, i drugie sapnął
z trudem.
Zamknął oczy; poczuł jej usta na brzuchu, sunęły po nim,
pozostawiając za sobą ogniste ślady.
Gdziekolwiek go dotknęła, tam za chwilę pojawiały się jej usta,
aksamitnie miękkie i wilgotne.
Przyciągnął ją bliżej, przycisnął do siebie. Wnętrze jej ust było
ciasne, gorące i doprowadzało go do
szału. Wyrwał mu się niski, groźny dźwięk, bestia zadrżała z
rozkoszy, domagała się swojej
pierwotnej satysfakcji.
Zadrapała paznokciami twarde kolumny jego ud, lekko,
zmysłowo, podsycając w jego wnętrzu
ogień. Myśli zaczęły mu się mącić, umysłem połączył się z nią
jeszcze głębiej, w tej czerwonej
mgle pożądania i potrzeby, miłości i głodu Pragnął jej dotyku,
jej dłoni, jedwabistych ust, które
zamieniały go w żywy, oddychający płomień.
Podciągnął ją w górę, rękami jak żelazne obręcze, chociaż
bardzo się starał panować nad swoją
siłą. Zagarnął ją ustami, kochał ją nimi, wziął do tańca, a
pulsował takim głodem, że ją też ogarnął
podobny, przylgnęła do niego, ocieraki się, gorąca.
-Powiedz, że mnie chcesz. Przesunął
wargi na jej szyję, zamknęły się na bolącej piersi.
-Wiesz, że tak jest. Uniesioną
nogą oplotła jego nogę.
Ledwie mogła oddychać, tak go potrzebowała, chciałaby móc
wślizgnąć się w bezpieczne
schronienie jego ciała, jego umysłu, poczuć w sobie jego ciało,
gdy bierze ją w posiadanie, tak jak
to im było przeznaczone, poczuć jego usta na swojej piersi,
wciągające ją coraz głębiej w jego
świat.
-Powiedz, że chcesz. Głos
miał chrapliwy, pieszczotą palców badał zakątek pełny drobnych
loczków. Kochać
się ze mną na mój sposób.
Wychodziła naprzeciw jego dłoni jakby z cierpieniem.
-Tak, Michaił. Rozpaczliwie
pragnęła wyzwolenia, rozpaczliwie pragnęła dać mu ulgę.
Pochłonęła ją ta sama czerwona mgła, w której nie mogła
odróżnić miłości od żądzy, głodu od
potrzeby. Płonęła, wszystko ją bolało, dokuczało, ciało i umysł,
nawet jej dusza była obolała, nie
wiedziała, gdzie kończą się jego dzikie, niepohamowane emocje,
a gdzie zaczynają się jej własne.
Michaił uniósł ją z łatwością i wolno, zmysłowym ruchem,
pozwolił jej obsunąć się po jego
napiętym brzuchu, aż docisnął ją do aksamitnego, rozgrzanego
czubka. Jej gorąco rozpalało go,
kusiło. Oplotła ramionami jego szyję, nogami objęła biodra,
otwierając się przed nim. Powoli
opuścił ją na siebie, a ona otoczyła go tak wilgotnym ciasnym
wnętrzem, że aż zadygotał, doznając
czegoś, co wykraczało poza zwykłą rozkosz, co było erotycznym
niebem i piekłem.
Wbiła paznokcie w jego ramiona.
-Przestań! Tak jesteś dla mnie za duży! W
oczach miała lęk.
-Odpręż się, maleńka. Należymy do siebie, nasze ciała są dla
siebie stworzone. I
zaczął się
poruszać długim powolnym rytmem, a jego dłonie gładziły ją i
uspokajały.
Przesunął ramiona tak, by móc widzieć jej twarz, brał ją w
posiadanie całym ciałem, głębokimi,
pewnymi, zaborczymi pchnięciami. Bez udziału świadomości, z
głębi duszy, wyrwały mu się
słowa:
-Biorę sobie ciebie na życiową partnerkę. Należę do ciebie.
Zawierzam ci swoje życie. Przysięgam
ci lojalność, oddaję ci swoje serce, swoją duszę i swoje ciało.
Twoje życie, szczęście i dobro są dla
mnie najważniejsze. Zawsze będziesz chroniona i otoczona
opieką. Tak
prawdziwy Karpatianin
związywał się na wieczność ze swoją życiową partnerką. Słowa
zostały wypowiedziane, klamka
zapadła. Michaił nie miał świadomego zamiaru związywać jej ze
sobą, ale wiedziony instynktem,
musiał to powiedzieć, żeby ich serca biły w identycznym rytmie,
tak jak to było im przeznaczone.
Ich dusze i umysły wreszcie się połączyły, zlały w jedność.
Raven miała wrażenie, że jej ciało roztapia się wokół niego.
Porwał ją jeszcze wyżej, pochylił
się, żeby polizać jej sutek, przyciągając do siebie zaborczym
gestem za pośladki. Odrzuciła głowę
w tył, a fala włosów rozpłynęła się, przykrywając nagie ciała.
Czuła się dzika i wolna. Czuła, że
jest jego częścią, jego drugą połową. Nie mogło być już nikogo
innego poza tym mężczyzną, tak jej
wygłodniałym. Mężczyzną, który potrzebował jej tak
rozpaczliwie, który zaznał takiej samej jak
ona samotnej egzystencji.
Poruszył się mocniej, głębiej, obrócił tak, żeby móc położyć ją
na plecach i doprowadzić jeszcze
bliżej, aż na samą krawędź. Zadrżała, poczuł jak zaciska się, jak
go w siebie wciąga, raz, drugi,
trzeci. Krzyknęła z rozkoszy, przyjemność była tak dojmująca,
że Raven pomyślała, iż więcej już
chyba nie zniesie.
Pochylił się nad nią; gdyby chciała, swobodnie mogłaby go teraz
powstrzymać. Wciąż zatapiał
się w niej, trzymając jej błękitne spojrzenie w niewoli, nie
spuszczał z niej oczu. Błagalnych,
hipnotyzujących, spragnionych. Wygięła się w łuk, żeby jeszcze
się do niego zbliżyć, wypięła
piersi, oferując zaspokojenie jego głodu.
Michaił jęknął, a krew w żyłach Raven zawrzała. Uniósł jej
biodra i przyciągnął do siebie.
Poczuła, że bardzo delikatnie muska ustami pierś tuż nad
sercem. Przesunął językiem, zmysłowo,
po znaku, który na niej zostawił. Pchnął ją mocno, wypełniając
sobą. Zatopił zęby w delikatnym
ciele.
Raven krzyknęła, Przycisnęła do piersi głowę Michaiła,
ogarnięta ogniem jego pożądania,
pomyślała, że zaraz oboje spłoną. Nigdy przedtem nie zaznała
podobnego uczucia, nieokiełznanej
siły namiętności.
Słyszała, jak wykrzykuje jego imię z radości, pogrążona w
dzikim zapomnieniu, wbijając
paznokcie w jego plecy. Zawładnęła nią jakaś pierwotna żądza,
poszukała ustami jego sutków.
Eksplodowali razem, rozpadali się, wzlatywali w słońce. Michaił
uniósł głowę, warknął z głębi
gardła, a potem znów pochylił i jeszcze się pożywił.
Tym razem uważał, wypił tylko tyle, ile wymagała wymiana.
Ostatnim ruchem języka zamknął
rankę, ukoił nawet najlżejsze pieczenie. Przyjrzał się jej twarzy.
Blada. Senna. Wypowiedział
polecenie, spięty i podniecony tym, co robił.
Poddawała mu się, przyjmując jego posuwiste, zaborcze ruchy.
Przycisnął jej miękkie usta do
rozciętej gorącej skóry na torsie. To była ekstaza, aż do bólu,
drżał. Bestia w nim zaryczała z
rozkoszy, z zadowolenia, czując, że straszliwy głód chwilowo
został zaspokojony.
Przytulił Raven, gładził ją po szyi, ciesząc się tym uczuciem,
kiedy się nim żywiła. Była w tym
czysta zmysłowość, czyste piękno. Upewnił się, że już wypiła
dosyć dla wymiany, wystarczyło, by
uzupełnić krew, którą mu oddała. Głaskał jej włosy, pozwalając
oprzytomnieć.
Popatrzyła na niego, zamrugała, zmarszczyła brwi.
-Znów to zrobiłeś. Położyła
ze znużeniem głowę na narzucie. Albo
to, albo za każdym
razem, kiedy nas poniesie, będę mdlała. W
ustach miała lekko metaliczny posmak.
Zanim pojęła, co się właściwie stało, Michaił pocałował ją,
przesuwając językiem po jej zębach,
po podniebieniu, badał, szukał, tańczył z jej językiem. Powoli
wysuwał się z niej, pieścił dłońmi
delikatną skórę.
-Nie mogę się ruszyć. Raven
się uśmiechnęła.
-Zdrzemniemy się, a światu stawimy czoło później powiedział
tym głosem jak czysta czarna
magia. Przymknęła oczy. Ogarnął ją ramionami, ułożył na łóżku
prosto i przykrył pledem. Nie
odrywał od niej zachwyconego spojrzenia. Pogładził palcami jej
gardło, obrysował dolinę
między piersiami. Zadrżała pod jego dotykiem, a on poczuł w
sercu błogie ciepło.
-Gdybym chciała, żebyś naprawdę mnie pokochał, powinnam
bardziej ci się opierać. Zanurzyła
się głębiej w poduszkę. Strasznie
się potargałam.
Michaił usiadł na brzegu łóżka, ujął w ręce ciężkie jedwabiste
włosy i zaczął delikatnie splatać
grube pasma w luźny warkocz.
-Gdybyś bardziej opierała się, maleńka, serce by mi chyba nie
wytrzymało.
Palcami przeciągnęła po jego udzie, ale nie uniosła długich rzęs.
Patrzył, jak ona odpływa w
sen. Była taka drobniutka, była śmiertelniczką, a jednak w jedną
noc odmieniła jego życie. On
wziął w posiadanie jej życie. Nie chciał wypowiadać tamtych
rytualnych słów, zrobił to pod takim
samym przymusem jak jego ofiary, kiedy odsłaniały przed nim
gardła.
Mogła sobie mówić, że był dla niej kimś obcym, ale odnaleźli
się nawzajem w swoich
umysłach, i, pod przysięgą, jedno oddało własne życie drugiemu.
Wymiana krwi, kiedy kochali się,
stanowiła ostateczne potwierdzenie ich zaangażowania. Ten
piękny, zmysłowy rytuał mówił o
jedności dusz, serc, ciał... i krwi.
Karpatianie strzegli przed sobą miejsc, w których sypiali
Podczas snu, a także wtedy, gdy
zatracali się w seksualnej namiętności, byli bezbronni. Decyzji o
wzięciu sobie życiowego partnera
nie podejmowali świadomie; taką potrzebę wyczuwali
instynktownie. Wiedzieli. Rozpoznawali
swoją drugą połowę. On rozpoznał życiową partnerkę w Raven.
Próbował walczyć z rytuałem
związania, ale zwierzęcy instynkt pokonał cywilizacyjne
uwarunkowania. Prawie siłą wciągnął ją
we własny świat i zdawał sobie sprawę z konsekwencji.
Światło zaczynało przesączać się z pomieszczeń na górze.
Michaił dopełnił obowiązku
zabezpieczenia domu przed intruzami. Następna noc będzie
długa. Zadania piętrzyły się, musiał też
iść na polowanie. Ale ta chwila dawała mu spokój i
zadowolenie.
Wślizgnął się do łóżka, objął mocno Raven, chciał czuć ją każdą
komórką ciała. Sennie
wymruczała jego imię, przytulając się z niewinną ufnością
małego dziecka. Znów ogarnęło go
dziwne ciepło. Zamknął w dłoni krągłość jej piersi, ustami
musnął sutek, lekko jak piórkiem, tylko
raz. Całując szyję, wydał polecenie głębokiego snu i
wyregulował swój oddech tak, żeby pasował
rytmem do jej oddechu.
ROZDZIAŁ 5
Raven powoli przebijała się przez warstwy snu, czując się tak,
jakby brnęła przez lotne piaski.
Znów to zrobiłeś! Obudziła się rozdrażniona, usiadła szybko.
Była sama w jego łóżku.
W jej umyśle odbijał się echem męski, kpiący śmiech. Cisnęła
poduszką o ścianę, żałując, że
nie może nią rzucić w Michaiła Straciła kolejny dzień. Co się z
nią działo? Stawała się niewolnicą,
zaspokajającą jego seksualne potrzeby?
Ten pomysł ma swoje zalety, usłyszała.
Wynocha z mojej głowy! ucięła z oburzeniem, a potem wolno
przeciągnęła się, leniwym,
kocim ruchem. Ciało miała rozkosznie obolałe, każdy mięsień
przypominał o zaborczości
kochanka. Nie mogła się na niego gniewać; rozbawiał ją swoim
bezczelnym zachowaniem. Jak
mogłaby mieć pretensje skoro jej ciało reagowało tak, jak
reagowało?
Kiedy wstała, żeby wziąć prysznic, zobaczyła ubrania rozłożone
dla niej na krawędzi łóżka.
Michaił już zdążył zrobić zakupy. Uśmiechnęła się, absurdalnie
zadowolona z tego, że pamiętał.
Dotknęła spódnicy, szerokiej, z granatowego jak noc materiału i
pasującej w odcieniu bluzki. Nie
kupiłeś mi dżinsów. Nie mogła się powstrzymać, żeby mu nie
podokuczać.
Kobiecie nie przystoi męski strój. Wcale się nie przejął.
Poszła pod prysznic, rozpuściła gruby warkocz, żeby umyć
włosy. Nie podoba ci się, jak
wyglądam w dżinsach?
W jego śmiechu zabrzmiało głębokie, szczere rozbawienie.
Podchwytliwe pytanie.
Gdzie jesteś? Nie zdając sobie z tego sprawy, Raven wysłała w
przestrzeń zmysłowe
zaproszenie. Dotknęła lekko znaku na piersi, nad sercem. Krew
od razu zaczęła się roz grzewać,
znak po ugryzieniu zapiekł.
Twój organizm potrzebuje wypoczynku, maleńka. Trud no
powiedzieć, żebym byt
najdelikatniejszym z kochanków prawda? Wyczuła kpinę, ale w
jego myślach także poczucie winy.
Roześmiała się cicho. Nie bardzo mam cię z kim porównać, nie
wydaje ci się? To nie tak, że
przez moje życie przewinęła się armia mężczyzn. Jej łagodny
śmiech otulił go niczym kochające
ramiona. Jeśli chcesz, oczywiście mogę poszukać kogoś, z kim
mogłabym cię porównać,
zaproponowała słodko.
Poczuła muśnięcie palców na gardle, zanim zacisnęły się na szyi.
Jak on to robił? Okropnie się
przestraszyłam, mój drogi macho. Ktoś powinien wynieść cię na
kopach w XX stulecie.
Dotknął jej twarzy, pogładził dolną wargę. Kochasz mnie
takiego, jakim jestem.
Kochać. Przestała uśmiechać się, kiedy usłyszała to słowo. Nie
chciała go kochać. Już i tak miał
nad nią zbyt wielką władzę. Nie możesz mnie tu trzymać,
Michaił. Może lepszym słowem na
określenie tego czegoś byłaby obsesja, nie miłość.
Mały króliczku. W drzwiach nie ma żadnych zamków, telefon
sprawnie działa. A ty mnie
kochasz; nic na to nie poradzisz. Jestem dla ciebie idealny.
Pośpiesz się, czas coś zjeść.
Jesteś niemożliwy. Kiedy szczotkowała włosy, dotarło do niej, o
ile łatwiejszy stał się
telepatyczny kontakt. Praktyka? Skronie nie bolały jej od
wysiłku. Przechyliła głowę, nasłuchując
odgłosów domu. Michaił nalewał czegoś do szklanki, słyszała to
wyraźnie.
Ubierała się powoli, zamyślona. Jej telepatyczne umiejętności
wyostrzały się, zmysły stawały
się czujniejsze. Czy to za sprawą towarzystwa Michaiła, czy też
wywaru z ziół, którym ciągłe ją
poił? Tyle chciała się od niego nauczyć. Miał po prostu
niesamowite parapsychiczne zdolności.
Spódnica opłynęła kostki jej nóg z cichą, seksowną elegancją,
bluzka podkreślała figurę.
Musiała przyznać, że w tym stroju poczuła się kobieco, tak samo
jak w wybranych przez niego
przejrzystych koronkowych majteczkach i staniku.
Będziesz tam siedziała i marzyła o mnie przez całą noc?
Noc! Lepiej, żeby to nie była znózo noc, Michaił. Zamieniam się
w kreta. I nie pochlebiaj sobie,
wcale o tobie nie rozmyślałam. Z wielkim wysiłkiem zdobyła się
na to bezczelne kłamstwo; mogła
być z siebie dumna.
Sądzisz, że uwierzę w te nonsensy? Znów się roześmiał i Raven
też nie udało się zachować
powagi.
Zaczęła chodzić po domu, przyglądając się obrazom i rzeźbom.
Na zewnątrz słońce już znikło
za górami. Westchnęła z leciutką nutką rezygnacji. Michaił
przygotował niewielki, pięknie
rzeźbiony, zabytkowy stolik na tarasie przy kuchni. Odwrócił
głowę, kiedy podeszła, jego oczy
ocieplił uśmiech, odganiając cienie. Zrobiło jej się ciepło w
środku, poczuła przypływ energii w
całym ciele, gdy Michaił czułe musnął ustami jej usta.
Dobry
wieczór. Dotknął
włosów, przesunął palcami po policzku w długiej pieszczocie.
Pozwoliła mu posadzić się przy stoliku, podziwiając tę jego
pełną galanterii, staroświecką
uprzejmość. Postawił przed nią szklankę soku. Pomyślałem,
że zanim zabiorę się do pracy,
moglibyśmy pojechać do gospody po twoje rzeczy. Długimi
palcami wybrał mufinkę
z czarnymi
jagodami i położył na antycznym talerzyku. Wyglądało to
ślicznie, ale Raven tak była wstrząśnięta
jego słowami, że przez chwilę mogła tylko wpatrywać się w
niego z osłupieniem.
Jak to, pojechać po moje rzeczy? Nie
przyszło jej do głowy, że mógłby brać pod uwagę
mieszkanie z nią pod jednym dachem. Pod własnym dachem.
Jego uśmiech byt niespieszny, szelmowski, seksowny.
Mógłbym
stale ci kupować nowe rzeczy.
Ręka Raven zadrżała. Położyła dłonie na kolanach, poza
widokiem.
Nie
przeprowadzę się do ciebie, Michaił. Sam
pomysł ją przerażał. Przywykła do
prywatności, potrzebowała dużo czasu wyłącznie dla siebie. A
on był wyjątkowo absorbujący. Czy
w ogóle mogłaby się na czymś skupić, gdyby on nie odstępował
jej na krok?
Uniósł brwi.
Nie?
Przecież przyjęłaś nasze zwyczaje; przeszliśmy nakazany rytuał.
Jesteś moją życiową
partnerką, moją kobietą. Moją żoną. Czy to jakiś amerykański
zwyczaj, żeby kobieta żyła z dala
od swojego męża?
W jego głosie wyczuła tę działającą jej na nerwy, typowo męską
nutkę kpiny. Wydawało jej się,
że w głębi ducha on się z niej śmieje, rozbawiony jej
ostrożnością.
Nie
jesteśmy małżeństwem stwierdziła
stanowczo, ale trudno jej było zignorować radosny
podskok własnego serca przy tych jego słowach.
Pasma mgły dryfowały przez las, wiły się wokół grubych pni
drzew, snuły parę metrów nad
ziemią. Wyglądało to pięknie.
W
oczach mojego ludu, w oczach Boga, jesteśmy. Mówił
absolutnie pewien swoich racji. Ta
pewność siebie też działała jej na nerwy.
A
co z moimi oczami, Michaił? Moimi przekonaniami? Czy one
zupełnie się nie liczą? spytała
ostro, wojowniczym tonem.
Widzę
odpowiedź w twoich oczach, wyczuwam ją w twoim ciele. Twój
upór nie ma sensu,
Raven. Wiesz, że jesteś moja...
Wstała szybko, odsunęła z drogi krzesło.
Nie
należę do nikogo, a już na pewno nie do ciebie, Michaił! Nie
możesz tak po prostu
zarządzić, jak ma wyglądać moje życie i spodziewać się, że
zaakceptuję twoje plany. Zbiegła
po
trzech stopniach na ścieżkę wijącą się przez las. Potrzebuję
trochę powietrza. Do szalu mnie
doprowadzasz.
Roześmiał się cicho.
Tak
bardzo boisz się samej siebie?
Idź
do diabła, Michaił! Ruszyła
szybko przed siebie, zanim mógł zaczarować przestrzeń
wokół niej. A mógłby. Widziała to w jego oczach, w zarysie
warg, w tym uśmieszku, który rzucał,
kiedy ją do czegoś prowokował.
Mgła była bardzo gęsta, powietrze aż ciężkie od wilgoci.
Wyostrzonym słuchem odbierała
każdy szelest w krzakach, każde poruszenie gałęzi, uderzenia
skrzydeł na niebie.
Michaił szedł krok w krok za nią.
Może
jestem diabłem, maleńka. Wiem, że taka myśl przeszła ci przez
głowę.
Spiorunowała go wzrokiem, oglądając się przez ramię.
Nie
idź za mną!
Czy
dżentelmen nie odprowadza swojej damy do domu?
Przestań
się naśmiewać! Jeśli jeszcze raz to zrobisz, przysięgam, nie
odpowiadam za siebie. Raven
uświadomiła sobie wtedy obecność jakichś smukłych sylwetek;
spojrzenia płonących oczu
podążały jej śladem. Serce jej zamarło, a potem zaczęło bić
szybciej. Dobrze!
Odwróciła
się na
pięcie i spojrzała na niego groźnie. Po
prostu świetnie! Świetnie, Michaił. Zawołaj te swoje wilki,
żeby mnie zjadły żywcem. To do ciebie pasuje. Do twojej logiki.
Obnażył białe, błyszczące zęby jak wygłodniały drapieżnik i
roześmiał się cicho, zuchwale.
To
nie wilkom smakowałabyś najbardziej.
Podniosła odłamaną gałązkę i rzuciła w niego.
Przestań
się śmiać, ty draniu! To nie jest zabawne. Od samej twojej
arogancji robi mi się
niedobrze. Potwór,
był zbyt czarujący, by wyszło mu to na dobre.
Te
amerykańskie powiedzonka są szalenie barwne, maleńka.
Znów rzuciła w niego gałązką, a potem niewielkim kamieniem.
Ktoś
powinien dać ci porządną życiową nauczkę.
Wyglądała niczym piękny fajerwerk, cała się skrzyła i ciskała
iskry. Michaił powoli, ostrożnie
zaczerpnął powietrza w płuca. Należała do niego, z całym tym
ogniem i furią, całą swoją
niezależnością i odwagą, z całą tą pełną ognia pasją Roztapiała
mu serce, napełniała duszę swoim
delikatnym śmiechem. Czuł go w swoich myślach, wbrew jej
woli.
I
uważasz, że właśnie tobie to się uda? droczył
się z nią.
Kolejny kamyk uderzył go w pierś. Złapał go bez trudu.
Myślisz,
że boję się twoich wilków? Jedyny zły wilk w tej okolicy to ty.
Zwołaj je wszystkie.
No już! Udała,
że zerka w mroczny, pełny tajemnic las. Na
co czekacie, chodźcie po mnie!
Co wam powiedział?
Michaił wyjął jej z ręki gałąź, którą dzierżyła niczym maczugę, i
odrzucił. Zamknął Raven w
objęciach, tuląc czule.
Powiedziałem
im, że smakujesz jak płynny miód. Wyszeptał
te słowa aksamitnym głosem
specjalisty od czarnej magii. Obracając ją w ramionach, ujął w
obie dłonie jej drobną, piękną
twarz. I
gdzie jest szacunek, na jaki zasługuje mężczyzna o mojej
pozycji?
Kciukiem obrysował jej dolną wargę w zmysłowej pieszczocie.
Przymknęła oczy, świadoma
nieuniknionego. Chciało jej się płakać. To, co do niego czuła,
było tak silne, że zapierało dech.
Całując jej powieki, poczuł łzę, znalazł pociechę w słodyczy ust.
Dlaczego
miałabyś z mojego powodu płakać, Raven? wyszeptał
te słowa z ustami przy jej
gardle. Dlatego,
że ciągle jeszcze chcesz przede mną uciec? Jestem aż taki
straszny? Nigdy
nikomu nie pozwoliłbym ciebie skrzywdzić, nie jeśli mógłbym
temu jakoś zapobiec. Myślałem, że
nasze serca i umysły stanowią jedność. Myliłem się? Już mnie
nie chcesz?
Te słowa rozdzierały jej serce.
Nie
o to chodzi, Michaił, zupełnie nie o to zaprzeczyła
szybko, bojąc się, że go zraniła. Zbijasz
moje wszystkie rozsądne argumenty... Pogłaskała
go delikatnie po twarzy. Jesteś
najbardziej fascynującym mężczyzną, jakiego zdarzyło mi się
poznać. Czuję się tak, jakby moje
miejsce było tu, przy tobie, jakbym ciebie znała na wskroś. A
przecież nie mogłam cię poznać
przez ten krótki czas spędzony razem. Wiem, że gdyby udało mi
się wytworzyć między nami
trochę dystansu, myślałabym jaśniej. To wszystko stało się tak
szybko. Zupełnie jakbym dostała na
twoim punkcie obsesji. A nie chcę popełnić błędu, który nam
obojgu sprawiłby ból.
Położył dłoń na jej policzku.
Bardzo
bym cierpiał, gdybyś chciała mnie porzucić, zostawić samego po
tym, jak cię
znalazłem.
Michaił,
ja potrzebuję czasu, żeby wszystko przemyśleć. Przeraża mnie
to, co do ciebie czuję.
Myślę o tobie w każdej minucie; chcę cię dotykać, po prostu
wiedzieć, że mogę dotknąć, poczuć
cię pod palcami. Zupełnie jakbyś wkradł się do mojej głowy, do
mojego serca, nawet do ciała, a ja
w żaden sposób nie mogę cię wygonić wyznała
spuszczając oczy, zawstydzona zwierzeniem.
Wziął ją za rękę, chciał, żeby szli razem.
Tak
zdarza się między ludźmi mojej rasy, takie mamy odczucia
wobec naszych partnerów. To
nie zawsze przyjemne, prawda? Z natury jesteśmy namiętni,
bardzo zmysłowi i bardzo zaborczy.
Wszystko, co odczuwasz, ja też czuję.
Zacisnęła palce na jego dłoni i z niepewnym uśmiechem,
spytała:
Czy
mi się dobrze wydaje, że specjalnie mnie tu zatrzymujesz?
Wzruszył ramionami.
I
tak, i nie. Nie chcę cię zmuszać do akceptowania czegoś wbrew
twojej woli, ale ja wierzę, że
jesteśmy życiowymi partnerami, związanymi ze sobą mocniej
niż tą twojij ceremonią ślubu. Bez
ciebie, tu, czułbym się bardzo źle, na ciele i na umyśle. Nie
wiem też, jak zareagowałbym na twój
kontakt z jakimś innym mężczyzną i, szczerze mówiąc, trochę
się tego boję.
Tak
naprawdę pochodzimy z dwóch zupełnie innych światów,
prawda9 westchnęła
ze
smutkiem.
Podniósł jej dłoń do ust.
Maleńka,
istnieje coś takiego jak kompromis. Możemy poruszać się
między dwoma światami i
stworzyć nasz własny.
Spojrzała na niego, uśmiechając się lekko.
Michaił,
to brzmi tak ładnie, tak bardzo w stylu XX wieku, ale coś mi
mówi, że to ja miałabym
iść na kompromisy.
Z tą zadziwiająco staroświecką uprzejmością odsunął na bok
gałąź, żeby ułatwić Raven
przejście. Ścieżka sporym łukiem prowadziła z powrotem pod
jego dom.
Być
może masz rację znów
to męskie rozbawienie ale
z drugiej strony, w mojej naturze
zawsze leżało sprawowanie kontroli i opiekowanie się innymi.
Nie wątpię zresztą, że jesteś w tym
co najmniej tak samo dobra jak ja.
To
dlaczego znów znaleźliśmy się pod twoim domem, a nie w
gospodzie? Oparła
dłoń na
biodrze, a w błękitnych oczach zatańczył uśmiech.
Co
miałabyś tam robić tak późno w nocy? Jego
głos był jak czysty aksamit, jeszcze bardziej
kuszący niż kiedykolwiek. Zostań
ze mną dziś wieczorem. Możesz sobie poczytać, kiedy będę
pracował; nauczę cię, jak tworzyć lepsze bariery dla ochrony
przed niechcianymi emocjami tych,
którzy cię otaczają.
A
co z moim słuchem? Te różne lecznicze napary poprawiły mi
słuch do absurdalnego
poziomu. Spojrzała
na niego, unosząc brew. Masz
może pojęcie, co jeszcze ze mną się stanie?
Lekko przygryzł zębami jej kark, palcami musnął pierś
zaborczym gestem.
Maleńka,
o wielu rzeczach mam pojęcie.
Och,
nie wątpię. Michaił, jesteś maniakiem seksualnym. Wyślizgnęła
się z jego objęć. Chyba
coś dodałeś do tego wywaru, żeby i mnie uzależnić od seksu.
Usiadła
przy stoliku, spokojnie
wzięła do ręki szklankę z sokiem i popatrzyła na niego uważnie.
Zrobiłeś
to?
Pij
powoli rzucił
z roztargnieniem. Skąd
te pomysły? Tak bardzo przy tobie uważałem.
Poczułaś, żebym ci coś sugerował?
Nie bardzo chciało jej się pić.
Zawsze
mnie usypiasz. Z
wahaniem powąchała sok. Czysty sok jabłkowy. Od prawie
dwudziestu czterech godzin nic nie jadła ani nie piła, więc
dlaczego ją odrzucało?
Potrzebujesz
snu powiedział
Michaił bez śladu zawstydzenia. Patrzył na nią uważnie. Coś
nie tak z sokiem?
Nie,
nie, skądże. Podniosła
szklankę do ust i poczuła, że żołądek zaciska się, protestując.
Odstawiła szklankę na stolik, nawet nie spróbowawszy
zawartości.
Musisz
coś jeść. Michaił
przysunął się bliżej. Wszystko
byłoby bardzo proste, gdybyś
pozwalała mi sobie pomóc, ale jak powiedziałem, nie
powinienem tego robić. Czy to brzmi dla
ciebie sensownie?
Odwróciła wzrok, nerwowo dotknęła szklanki.
Może
po prostu łapie mnie jakaś grypa, Od paru dni dziwnie się czuję.
Robi mi się słabo, mam
zawroty głowy. Odsunęła
szklankę.
Michaił znów ją podsunął.
Maleńka,
potrzebujesz tego. Dotknął
jej szczupłego ramienia. Już
jesteś za wiotka. Moim
zdaniem to niedobry pomysł, żebyś chudła. Napij się trochę.
Odgarnęła dłonią włosy, chciała mu sprawić przyjemność i
wiedziała, że on ma rację. Żołądek
znów protestował.
Michaił,
nie mogę. W
oczach miała niepokój. Naprawdę
nie próbuję stwarzać trudności, ja
chyba jestem chora.
Jego twarz, mroczna i zmysłowa, wyglądała groźnie. Pochylił się
nad Raven, zacisnął dłoń na
szklance. Wypijesz to. Głos był niski i naglący, odmowa nie
wchodziła w grę. Płyn
zostanie w
żołądku, twoje ciało się nie zbuntuje dodał
łagodnie na głos, obejmując ją ramieniem.
Zamrugała, popatrzyła na niego, a potem na pustą szklankę.
Powoli pokręciła głową.
W
głowie mi się nie mieści, jak ty to robisz. Nie pamiętam, żebym
wypiła sok, i wcale mnie nie
mdli. Odwróciła
od niego twarz, wpatrzyła się w mroczny, tajemniczy las. Mgła
odbijała światło
księżyca, połyskiwała i się skrzyła.
Raven...
Pogładził
ją po karku.
Pochyliła się w jego stronę.
Nawet
nie wiesz, jaki jesteś niezwykły. Robisz rzeczy niewyobrażalne.
Przerażasz mnie,
naprawdę.
Michaił oparł się o słup tarasu, minę miał szczerze zdziwioną.
Przecież
to moja powinność i moje prawo dbać o ciebie. Jeżeli
potrzebujesz uzdrawiającego
snu, moim obowiązkiem jest ci go zapewnić. Jeśli twój organizm
potrzebuje piła, czyż mógłbym ci
nie pomóc? Dlaczego to miałoby cię przerażać?
Naprawdę
nie rozumiesz. Raven
utkwiła wzrok w jakimś szczególnie fascynującym paśmie
mgły. Jesteś
tu przywódcą. Jak widać, masz większe umiejętności niż ja.
Chyba nigdy nie
udałoby mi się dopasować do twojego życia. Jestem
samotniczką, a nie kandydatką na pierwszą
damę.
Mam
sporo odpowiedzialności, rzeczywiście. Moi ludzie polegają na
mnie, a chodzi o
zabezpieczenie interesów Karpatian, o odszukanie
prześladowców, którzy nas nękają. Uważają
nawet, że powinienem odkryć, dlaczego tak wiele naszych dzieci
tracimy w pierwszym roku życia.
Raven, we mnie nie ma nic szczególnego, poza żelazną wolą i
odwagą, nie boję się wziąć na swoje
barki obciążeń. Ale dla siebie nic z tego nie mam, nigdy nie
miałem. Ty mi dajesz powód do życia.
Jesteś moim sercem, moją duszą, powietrzem, którym
oddycham. Bez ciebie będzie tylko mrok i
pustka. To, że mam wpływy, że jestem silny, wcale nie znaczy,
że nie czuję bólu samotności.
Zimno i brzydko żyje się samemu.
Raven dławił żal, kiedy patrzyła na Michaiła. Stał tak spokojnie,
wyprostowany i dumny,
czekając, aż ona złamie mu serce. Musiała go jakoś pocieszyć i
on o tym wiedział. Wyczytał w
myślach, że nie może znieść tej samotności w jego oczach.
Podeszła bliżej. Nic nie powiedziała.
Co miała powiedzieć? Oparła po prostu głowę na jego sercu.
Michaił objął ją, i stali tak wtuleni w siebie. Zawładnął życiem
Raven bez jej wiedzy. Tak
bardzo starała się go pocieszyć, mówiła, że jest nadzwyczajny,
wyjątkowy, nie wiedziała o
popełnionej zbrodni. Była z nim związana, nie zniosłaby
długiego rozdzielenia. Nie wiedział, jak
jej to wyjaśnić, nie wdając się w szczegóły, kiedy opowiadał o
swojej rasie. Powiedział tyle, ile w
tej chwili wydawało mu się bezpieczne. Uważała, że nie dorasta
do jego wielkości. A sprawiała, że
czuł się upokorzony i wstydził się za siebie.
Ujął jej twarz, kciukiem gładząc delikatną linię brody.
Posłuchaj
mnie, Raven. Musnął
pocałunkiem czubek głowy. Wiem,
że na ciebie nie
zasługuję. Czujesz się jakby mniej warta ode mnie, a prawdę
mówiąc, to ja jestem mniej wart niż
ty. Dlatego nie mam prawa wyciągać po ciebie ręki.
Kiedy poruszyła się, chcąc zaprotestować, Michaił przytrzymał
ją mocniej.
Nie,
maleńka, to prawda. Widzę ciebie wyraźnie, podczas gdy ty nie
masz dostępu do moich
myśli i wspomnień. Nie potrafię z ciebie zrezygnować.
Chciałbym mieć więcej siły, być lepszym
człowiekiem, i umieć to zrobić, ale nie mogę. Mogę ci jedynie
obiecać, że uczynię wszystko, co w
mojej mocy, żebyś była szczęśliwa. Proszę tylko o czas, żeby
nauczyć się twoich zwyczajów, o
wyrozumiałość dla błędów. Jeśli potrzebujesz słyszeć
zapewnienia o miłości... przesunął
ustami
po policzku, aż dotarły do kącika jej ust to
mogę ci je z całkowitą szczerością powiedzieć. Nigdy
nie chciałem mieć dla siebie tej jednej kobiety. Nigdy nie
chciałem, żeby ktoś posiadł nade mną aż
taką władzę. Nigdy i z żadną kobietą nie dzieliłem tego, co z
tobą.
Jego pocałunek był nieskończenie czuły, był palącym,
dymiącym płomieniem, smakował
miłością i tęsknotą.
Jesteś
w moim sercu i w nim zostaniesz, Raven. Lepiej niż ty znam
dzielące nas różnice.
Proszę cię tylko o szansę.
Odwróciła się w jego ramionach, przytuliła z miłością.
Naprawdę
myślisz, że to się nam uda? Że znajdziemy jakąś płaszczyznę
porozumienia?
Nie zdawała sobie sprawy, jakie podejmowałby ryzyko. Gdyby z
nią zamieszkał, nigdy już nie
mógłby znaleźć w ziemi spokoju i ukojenia. Nawet na jeden
dzień nie mógłby jej zostawić bez
ochrony. Od chwili, kiedy by się do niego wprowadziła,
niebezpieczeństwa czyhające na niego
zwiększyłyby się dziesięciokrotnie, i to dotyczyło także jej. W
oczach tamtych ludzi byłaby
potępiona. Na dodatek do wszystkich innych swoich przewin,
wciągnąłby Raven w swój niebezpieczny
świat.
Położył dłoń na jej karku.
Nigdy
się tego nie dowiemy, dopóki nie spróbujemy. Zamknął
ją w ramionach tak, jakby jej
już nigdy nie chciał wypuścić.
Nagle uniósł głowę czujnym ruchem, wciągał powietrze, jakby
węszył, nasłuchując nocy.
Gdzieś w oddali ciche wycie wilków niosło się z wiatrem;
nawoływały się, i jakby nawoływały też
Michaiła.
Raven była zszokowana.
One
z tobą rozmawiają! Ale skąd ja to wiem? Dlaczego coś takiego
pomyślałam?
Lekkim, czułym gestem zmierzwił jej włosy.
Popadłaś
w szemrane towarzystwo.
Nagrodził go wybuch jej śmiechu. Ten śmiech chwycił go za
serce, uczynił otwartym i
bezbronnym.
Cóż
to? Zaczęła
dokuczać. Pan
na zamczysku podłapał
slang lat dziewięćdziesiątych?
Uśmiechnął się do niej chłopięcym, figlarnym uśmiechem.
Może
sam popadłem w szemrane towarzystwo.
Myślę,
że jest jeszcze dla ciebie jakaś szansa. Pocałowała
go w szyję, powiodła dłonią po
mocno zarysowanej szczęce pokrytej niebieskawym cieniem
zarostu.
Czy
ci już mówiłem, jak pięknie wyglądasz w tym stroju? Ujął
ją za ramiona, odwrócił w
stronę stolika. Zaraz
będziemy mieć towarzystwo. Bez
zbędnego pośpiechu nalał trochę soku do
szklanki stojącej po drugiej stronie stolika, między palcami
skruszył odrobinę ciasta i rozsypał
okruszki po obydwu talerzykach.
Michaił?
W
głosie Raven pojawił się niepokój. Uważaj,
jeśli będziesz chciał porozumieć się
ze mną telepatycznie. Wydaje mi się, że jest tu poza mną jeszcze
ktoś, kto posiada takie
umiejętności.
Wszyscy
ludzie mojej rasy je mają odparł
ostrożnie.
Nie
ktoś taki jak ty, Michaił. Zmarszczyła
brwi i potarła czoło. Ktoś
taki jak ja.
Dlaczego
mi o tym wcześniej nie wspomniałaś? Jego
głos zabrzmiał ostro. Wiesz,
że moich
ludzi ktoś napada, że zamordowano jedną z naszych kobiet.
Trzech napastników śledziłem do
samej gospody tej, w której się zatrzymałaś.
Bo
nie jestem tego pewna, Michaił. Staram się nie dotykać ludzi.
Przez te lata nauczyłam się,
żeby unikać kontaktu, żeby nie pozwalać się nikomu dotykać.
Przesunęła
dłonią po włosach, jej
czoło przecięła zmarszczka. Przepraszam.
Powinnam była powiedzieć ci o swoich podejrzeniach,
ale nie miałam pewności.
Delikatnie wygładził czubkiem palca linię na jej czole, z
czułością dotknął ust.
Maleńka,
wcale nie chciałem skakać ci do gardła. Musimy przy pierwszej
okazji o tym
porozmawiać. Słyszysz to teraz?
Nadstawiła ucha na odgłosy nocy.
Samochód.
Jakieś
półtora kilometra stąd. Wciągnął
nocne powietrze w płuca. Ojciec
Hummer i dwie
obce osoby. Kobiety. Jedna starsza. Używają perfum.
W
gospodzie oprócz mnie jest tylko ośmioro gości. Raven
oddychała z trudem. Przyjechali
tu na wycieczkę. Starsze małżeństwo ze Stanów, Harry i
Margaret Summersowie.
Jacob i Shelly
Evansowie są rodzeństwem z Belgii. Jest jeszcze czterech
mężczyzn, z różnych miejsc, ale stąd, z
Europy. Mało z nimi rozmawiałam.
Każdy
z nich mógłby być zabójcą, którego szukamy stwierdził
ponuro. W głębi ducha
ucieszyło go, że na tych innych mężczyzn nie zwracała większej
uwagi. Nie chciał, żeby jeszcze
kiedykolwiek miała spojrzeć na innego mężczyznę.
Chyba
bym się jednak zorientowała, nie sądzisz? Z mordercami miałam
do czynienia częściej,
niż chciałabym to móc powiedzieć. Tylko jedna osoba spośród
nich ma telepatyczne zdolności i na
pewno nie silniejsze niż moje.
Teraz już wyraźnie słyszała samochód, jeszcze niewidoczny w
gęstej mgle. Michaił ujął jej
brodę dwoma palcami.
Już
jesteśmy połączeni ze sobą zgodnie z tradycyjnym rytuałem
zawierania związków,
praktykowanym przez mój lud. Czy wymienisz ze mną przysięgę
odpowiadającą waszym
zwyczajom?
Błękitne oczy rozszerzyły się ze zdumienia. Oczy, w których
mężczyzna mógł zatonąć.
Pragnąłby wpatrywać się w nie przez całą wieczność. Kącik jego
warg uniósł się lekko. Udało mu
się zaszokować Raven.
Michaił,
ty mnie prosisz o rękę?
Nie
jestem pewien, czy wiem, jak to się robi. Powinienem uklęknąć?
Teraz
już uśmiechnął
się od ucha do ucha.
Oświadczasz
mi się, kiedy nadjeżdża samochód pełny zabójców?
Kandydatów
na zabójców. Z
nieznacznym, wzruszającym uśmiechem popisał się
znajomością potocznej angielszczyzny. Zgódź
się. Wiesz, że nie zdołasz mi się oprzeć. Powiedz:
„tak".
Michaił,
po tym, jak zmusiłeś mnie do picia tego obrzydliwego soku
jabłkowego? I jeszcze
nasłałeś na mnie te swoje wilki. Mogłabym wyrecytować długą
listę twoich grzeszków. W
jej
oczach skrzyły się wesołe iskierki.
Objął ją i przycisnął do bioder.
Widzę,
że trzeba będzie włożyć trochę wysiłku, żeby cię przekonać.
Przesunął
wargami po
twarzy, jakby chciał ją naznaczyć, a kiedy dotknął ust, ziemia
usunęła się Raven spod nóg.
Nikt
nie powinien umieć tak całować szepnęła.
Pocałował ją jeszcze raz, zwodniczo słodkim pocałunkiem,
zmysłowo drażniąc język. W tym
pocałunku była czysta magia i czysta obietnica. Powiedz:
„tak", Raven. Poczuj, jak bardzo cię
potrzebuję.
Przyciągnął ją jeszcze bliżej i dowód męskiego pożądania
poczuła na płaskim brzuchu. Wziął
ją za rękę i przycisnął dłoń, tak że zakryła bolesną obrzmiałość,
a potem zaczął powoli ocierać się
o dłoń, doprowadzając ich oboje do szaleństwa. Otworzył przed
nią myśli, żeby mogła poczuć siłę
jego głodu, potęgę namiętności, przypływ ciepła i miłości, jaką
otaczał ich oboje. Powiedz: tak,
Raven wyszeptał
w jej głowie, pragnąc, żeby ona też go potrzebowała, przyjęła na
dobre i na złe.
Nieczysto wykorzystujesz swoją przewagę. W jej odpowiedzi
była odrobina rozbawienia, słowa
jak rozgrzany miód otoczyły go miłością.
Samochód wyłonił się z mgły i zatrzymał pod baldachimem
koron drzew. Michaił odwrócił się
twarzą do przybyzów, instynkt opiekuńczy nakazał mu stanąć
pomiędzy Raven a trojgiem gości i
zasłonić ją własnym ciałem.
Ojcze
Hummer, co za miła niespodzianka. Wyciągnął
rękę do księdza gestem zaproszenia, ale
w jego głosie słyszało się ostrą nutę.
Raven!
Shelly
Evans przepchnęła się koło księdza i podbiegła do niej, chociaż
cały czas
pożerała oczami Michaiła.
Michaił zobaczył błysk niepokoju w oczach Raven, jeszcze
zanim Shelly zdążyła podbiec do
niej, chwycić ją w objęcia i mocno uściskać. Kobieta nie miała
pojęcia, że Raven, przejrzawszy jej
myśli, już wie o zazdrości i seksualnym podnieceniu na widok
Michaiła. On z kolei wyczuł
naturalny u Raven opór przed cudzym dotykiem, przed troską
egzaltowanej kobiety, przed jej
erotycznymi fantazjami, których stał się bohaterem. Raven udało
się jednak uśmiechnąć i
odwzajemnić uścisk.
Ale
o co chodzi? Czy coś się stało? spytała
cicho, delikatnie wyplątując się z objęć wyższej
od siebie kobiety.
No
cóż, moja droga... odezwała
się Margaret Summers. Zmierzyła wzrokiem Michaiła,
wyciągając rękę do Raven. Nalegałyśmy,
żeby ojciec Hummer nas tu przywiózł, bo nie
wiedziałyśmy, co się z tobą dzieje.
Kiedy tylko chuda, pomarszczona dłoń dotknęła jej ramienia,
Raven poczuła napierające na jej
umysł cudze myśli. Dopadł ją skurcz żołądka i zabolała głowa,
jakby czaszkę przeszyły niezliczone
odłamki szkła. Przez moment nie mogła złapać tchu i miała
wrażenie, że umiera. Odsunęła się
natychmiast i dyskretnie wytarła dłoń o bok spódnicy.
Michaił! Skupiła się wyłącznie na nim. Niedobrze mi.
Pani
Galvenstein nie poinformowała pań, że Raven jest bezpieczna,
pod moją opieką? Michaił
spokojnie, ale zdecydowanie stanął pomiędzy Raven a starszą
panią. Odczuł niezręczną
próbę sondowania swoich myśli, kiedy lekko otarła się o niego.
Błysnął bielą zębów w uśmiechu. Proszę
wejść do środka i rozgościć się. Robi się zimno.
Margaret Summers zerknęła na stolik, gdzie stały dwie szklanki i
talerzyki z okruszkami ciasta.
Potem wpiła wzrok w Raven, jakby usiłowała spojrzeniem
przebić materiał bluzki w okolicy szyi.
Michaił otoczył Raven ramieniem; schroniła się w jego
objęciach. Ukrył uśmiech, dostrzegłszy,
że pani Summers zatrzymuje Shelly i pozwala jej wejść do domu
dopiero, kiedy już wszedł tam
ojciec Hummer. Ci ludzie byli tacy przewidywalni. Pochylił
głowę. Nic ci nie jest?
Chyba zwymiotuję. To ten sok jabłkowy. Spojrzała na niego
oskarżycielsko.
Pozwól, pomogę ci. Oni się nie zorientują. Odwrócił się,
zasłaniając sobą Raven. Wypowiedział
cicho jakieś polecenie, pocałował ją łagodnie. Lepiej?
Dotknęła jego podbródka, palce przekazały wszystko, co czuła.
Dzięki. Razem znów zwrócili
się w stronę gości.
Margaret i Shelly z podziwem oglądały dom Michaiła. Miał
pieniądze i to wnętrze nimi
emanowało; marmury i drogie drewno; miękkie, ciepłe barwy,
dzieła sztuki i antyki. Widać było,
że Margaret jest zaskoczona i pod dużym wrażeniem.
Ojciec Hummer rozsiadł się wygodnie w swoim ulubionym
fotelu.
Zdaje
się, że przerwaliśmy jakąś ważną rozmowę? Zagadnął z
uśmiechem, zadowolony z
siebie; jego wyblakłe oczy błyszczały, ile razy natykały się na
czerń nieprzeniknio nego
spojrzenia Michaiła.
Raven
zgodziła się zostać moją żoną. Michaił
uniósł jej rękę do swoich ust. Nie
ma jeszcze
pierścionka. Nadje chali państwo, zanim zdążyłem włożyć jej go
na palec.
Margaret dotknęła podniszczonej, zaczytanej Biblii leżą cej na
stoliku.
Raven,
jakie to romantyczne. Planują państwo ślub kościelny?
To
dziecko musi wziąć ślub kościelny. Wiara Michaiła jest silna i na
pewno niczym
pomniejszym by się nie zado wolił oświadczył
ojciec Hummer tonem lekkiego wyrzutu
Raven i Michaił, trzymając się za ręce, usiedli na sofie Oczy
Margaret były ostre jak sztylety.
Gdzieś
ty się ukrywała, moja droga? Błądziła
spojrzeniem wszędzie, jakby usiłowała
wywęszyć jakiś sekret.
Michaił poruszył się, leniwie rozparł na kanapie.
Trudno
to nazwać ukrywaniem się. Dzwoniliśmy do właścicielki
gospody i daliśmy jej znać, że
Raven jest na razie u mnie. Na pewno paniom to mówiła.
Ostatni
raz miałam wiadomość o Raven, kiedy szła do lasu, spotkać się z
panem na pikniku zarzekała
się Margaret. Złe
się czuła, niepokoiłam się, dlatego sprawdziłam, jak się pan
nazywa i
poprosiłam ojca, żeby nas tu przywiózł. Jej
ostre spojrzenie spoczęło na starym, oprawnym w
srebrne ramy lustrze,
Przykro
mi, że pani denerwowała się przeze mnie odparła
słodko Raven. Dopadła
mnie
okropna grypa. Gdybym przypuszczała, że ktoś może martwić
się o mnie, sama bym zadzwoniła. Powiedziała
to znaczącym tonem.
Chciałam
przekonać się na własne oczy. Margaret
zacisnęła wąskie wargi. Jesteśmy
Amerykankami i czuję się za panią odpowiedzialna.
Serdecznie
pani dziękuję za troskę. Raven jest światłem mojego życia.
Michaił
pochylił się z
tym swoim Uśmieszkiem drapieżnika. Nazywam
się Michaił Dubriński. Chyba jeszcze nie
zostaliśmy sobie oficjalnie przedstawieni.
Margaret zawahała się, a potem, unosząc podbródek, podała mu
rękę i wymamrotała nazwisko.
Michaił zdawał się być uosobieniem dobroci i miłości,
przyprawionej frywolnie iporą dozą
pożądania okazywanego Raven.
Shelly natychmiast też się przedstawiła.
Pan
Dubriński?
Michaił,
bardzo proszę. jego
urok oszołomił Shelly, o mało nie spadła z krzesła.
Wierciła się na nim i założyła nogę na nogę, tak żeby pokazać
kawałek ud.
Awięc, Michaił. Rzuciła
mu kokieteryjny uśmiech. Ojciec
Hummer powiedział nam, że
jesteś w pewnym sensie historykiem i że wiesz wszystko o
folklorze i legendach tego kraju.
Właśnie piszę pracę na temat folkloru. Mógłbyś mi coś
powiedzieć o wampirach?
Raven zamrugała i niewiele brakowało, a wybuchnęłaby
ńmiechem. Michaił zawrócił Shelly w
głowie. Byłaby bardzo zażenowana, gdyby Raven zaczęła się
śmiać. Skupiła się na kciuku, którym
Michaił gładził wnętrze jej dłoni. Pomagało jej to opanować
rozbawienie.
Wampiry
zaczął
Michaił rzeczowym tonem. Oczywiście,
najpopularniejszym miejscem,
jeśli chodzi o wampiry, jest Transylwania, ale tu też mamy
swoje opowieści. Karpaty są pełne
niesamowitych legend. Można pojechać na wycieczkę śladem
podróży Jonathana Harkera po
Transylwanii. Jestem pewny, że bardzo by ci się spodobała.
Margaret pochyliła się w jego stronę.
Wierzy
pan, że w tych historiach jest prawda?
Pani
Summers! Raven
okazała zaskoczenie. Pani
chyba nie?
Twarz Margaret zastygła, wargi zacisnęły się wojow niczo
Zawsze
wierzyłem, że w prawie każdej historii prze kazywanej ze
stulecia na stulecie kryje się
ziarenko prawdy Być może pani Summers też jest tego zdania
powiedział
łagodnie Michaił.
Margaret pokiwała głową, odprężyła się i uśmiechnęła do
Michaiła życzliwie.
Cieszy
mnie, że się zgadzamy, panie Dubriński. Badacz kultury o pana
pozycji powinien
zachowywać otwarty umysł, jakim cudem przez setki lat ludzie
przekazywaliby podobne
opowieści, gdyby w legendzie nie tkwiła choć odro bina
prawdy?
No
ale żyjący nieumarli? Raven
uniosła brwi. Niewiele wiem o średniowieczu, ale
zauważyłabym, gdy by nieumarli zaczęli pojawiać się między
nami i porywać dzieci.
No
właśnie zgodził
się Michaił. W
ostatnich latach nie mieliśmy żadnych przypadków
niewyjaśnionych zaginięć, a przynajmniej ja nic o nich nie
wiem.
Ale
niektórzy z miejscowych opowiadają historie o różnych
dziwnych sprawach. Shelly
nie
chciała zrezygnować ze swojego pomysłu.
Oczywiście,
że tak. Uśmiechnął
się do niej uroczo To
może być świetny interes. Kilka lat
temu... Kiedy to było, ojcze? Pamięta ojciec, jak Swaney chciał
zwiększyć ruch turystyczny i parę
razy dźgnął się w szyję drutami do robótek, a potem jego zdjęcia
znalazły się w gazetach? Chodził
po miasteczku z wiankiem czosnku na szyi, twierdząc, że od
zapachu czosnku robi mu się
niedobrze.
A
skąd pan wie, że nie mówił prawdy? spytała
ostro Margaret.
Bo
ranki mu się zaogniły. Potem okazało się, że miai uczulenie na
czosnek i nie pozostało mu
nic innego, jak tylko wyznać prawdę. Uśmiechnął
się szelmowsko do obu kobiet. Ojciec
Hummer zadał mu pokutę. Swaney musiał trzydzieści siedem
razy z rzędu odmówić różaniec.
Duchowny odrzucił głowę i roześmiał się serdecznie.
Jednak
udało mu się skupić na sobie uwagę całej okolicy. Ludzie z
prasy zjeżdżali tu zewsząd.
To byl całkiem ciekawy spektakl.
Michaił się skrzywił.
O
ile pamiętam, musiałem tyle czasu spędzać poza biurem, że
potem przez tydzień pracowałem
dzień i noc, żeby wszystko nadgonić.
Nawet
ty miałeś dość poczucia humoru, żeby docenić to jego małe
przedstawienie przypomniał
ojciec Hummer. Moje
panie, żyję już dość długo, a jeszcze nigdy nie widziałem
chodzącego trupa.
Raven przeczesała dłonią włosy, potarła bolącą głowę. Te
okruchy szkła nie dawały jej spokoju.
Zawsze kojarzyła podobne dolegliwości ze zbyt długim
wystawieniem na kontakt z chorym
umysłem. Michaił uniósł dłoń i delikatnym ruchem musnął jej
skroń, przesunął palcami po gładkiej
skórze.
Robi
się późno, a Raven jeszcze nie doszła do siebie po grypie. Może
przełożymy dalszą część
tej rozmowy na jakiś inny wieczór?
Ojciec Hummer wstał z fotela.
Oczywiście,
Michaił, a poza tym przepraszam za najście. Panie bardzo się
denerwowały i
uznałem, że to będzie najprostszy sposób, żeby im oszczędzić
niepokoju.
Raven
może wrócić z nami zatroszczyła
się Margaret.
Raven wiedziała, że nie przetrwa wspólnej podróży
samochodem z tą kobietą. Shelly gorliwie
kiwała głową, uśmiechając się do Michaiła jak najpiękniej.
Bardzo
ci dziękuję. Z wielką chęcią porozmawiam jeszcze z tobą na ten
temat, może zrobię
przy okazji jakieś notatki?
Oczywiście,
Shelly. Podał
jej wizytówkę. Co
prawda jestem zawalony pracą, poza tym
chcemy pobrać się z Raven jak najszybciej, ale postaram się
znaleźć dla ciebie trochę czasu. Z
uśmiechem prowadził gości w stronę drzwi, całym sobą
powstrzymując wszystkich przed
dotknięciem Raven.
Pani
Summers, dziękuję że zechciała pani zająć się moją Raven, ale
jeszcze nie skończyliśmy
rozmowy, a ja zamierzam zadbać, żeby nie wyszła stąd bez tego
jakże ważnego pierścionka.
Kiedy Raven chciała już go wyminąć, zastąpił jej drogę ruchem
tak pełnym wdzięku i
subtelnym, że wydawał się niezauważalny. Przesunął dłoń
wzdłuż jej ramienia, zacisnął rękę na
kruchym nadgarstku silnym chwytem.
Dziękuję
za odwiedziny! zawołała
cicho zza jego pleców, obawiając się, że gdyby odezwała
się głośniej, głowa pękłaby jej z bólu na tysiąc kawałeczków.
Kiedy goście odjechali, Michaił wziął ją opiekuńczym gestem w
ramiona, a jego twarz nabrała
wyrazu mrocznej groźby.
Przepraszam,
maleńka, że musiałaś coś takiego znosić. Wniósł
ją do domu i skierował się do
biblioteki.
Do Raven dotarły ciche słowa, które wymruczał w swoim
własnym języku. Klął, i słysząc to, aż
się uśmiechnęła.
Ona
nie jest zła, Michaił, jest tylko pokręcona, to fanatyczka. Czułam
się tak, jakbym dotknęła
umysłu szalonego krzyżowca. Ona wierzy, że postępuje dobrze.
Czubkiem
głowy potarła o jego
podbródek.
Nie
mam dla niej dość słów pogardy warknął.
jest
obsceniczna. Troskliwie
usadził Raven w
wygodnym fotelu. Przyszła
tu, żeby mnie przetestować, wprowadziła do mojego domu
księdza i
usiłowała wywieść mnie w pole. Próbowała przejrzeć moje
myśli, ale robiła to niezdarnie i bez
wprawy. Wykorzystuje swój dar, żeby namierzać tych, którzy
potem mają zginąć. Ale przeczytała
tylko to, na co jej pozwoliłem.
Michaił!
Ona wierzy w wampiry. Przecież nie sądzisz, że wzięła cię za
chodzącego umarłego?
Posiadasz niezwykłemoce, ale jakoś nie widzę ciebie
mordującego dziecko, żeby samemu
utrzymać się przy życiu. Chodzisz do kościoła, nosisz krzyż. Ta
kobieta oszalała. Potarła
skronie,
usiłując złagodzić ból.
ROZDZIAŁ 6
Michaił pochylił się nad nią, mroczny cień trzymający w dłoni
jeden z tych swoich ziołowych
naparów.
A
co gdybym był jednym z tych mitycznych wampirów, maleńka, i
trzymał cię w niewoli w
swojej kryjówce?
Uśmiechnęła się do jego poważnej twarzy, do bólu w tych
zamyślonych oczach.
Michaił,
powierzyłabym ci życie, wampir nie wampir. I powierzyłabym
ci życie dzieci. Jesteś
arogancki i czasami apodyktyczny, ale zły nie mógłbyś być
nigdy. Jeśli jesteś wampirem, to
wampiry nie są takie jak w legendach.
Odsunął się od niej, nie chcąc, żeby zauważyła, ile te słowa dla
niego znaczyły. Taka całkowita,
bezwarunkowa akceptacja. Nie było dla niego ważne, że nie
miała pojęcia, o czym mówi. Wyczuł
w jej słowach prawdę.
Większość
ludzi ma swoje ciemne strony, Raven, a ja mam jeszcze bardziej
mroczne niż inni.
Jestem zdolny do niewyobrażalnej agresji, wręcz okrucieństwa,
ale nie jestem wampirem.
Drapieżnikiem, tak, ale wampirem nie. Głos
miał chrapliwy, zduszony.
Podeszła bliżej, chciała dotknąć kącika jego ust, wygładzić jakąś
głęboką zmarszczkę.
Nigdy
nic takiego nie pomyślałam. Brzmi to tak, jakbyś wierzył, że
takie potwory istnieją.
Michaił, gdyby coś podobnego mogło być prawdą, to ja wiem,
że ty nie byłbyś jednym z nich.
Oceniasz siebie zbyt surowo. A ja czuję w to bie dobro.
Naprawdę?
Uśmiechnął
się szeroko. Wypij
to.
Lepiej,
żeby mnie to nie uśpiło. Dziś wieczorem wra cam do gospody i
mojego własnego łóżka
zapowiedziała
stanowczo, biorąc od niego szklankę. Przekomarzała się z nim,
ale w jej
spojrzeniu był niepokój. Naprawdę
wy czuwam w tobie dobro, Michaił. Widzę to we
wszystkim, co robisz. Zawsze na pierwszym miejscu stawiasz
innych, nie siebie.
Przymknął oczy.
Tak
myślisz, Raven?
Przyjrzała się zawartości szklanki, zastanawiając się. dlaczego
jej słowa sprawiają mu ból.
Ja
to wiem. Robiłam rzeczy, których od ciebie teraz się oczekuje,
ale nie musiałam sama
stawiać zabójców przed wymiarem sprawiedliwości. To bardzo
obciążające.
Maleńka,
myślisz o mnie za dobrze, ale dziękuję ci za wiarę we mnie.
Dłonią
objął jej kark. Nie
pijesz. A to ei pomoże na ból głowy. Znalazł
palcami jej skronie magicznym, uzdrawiającym
dotykiem. Jak
możesz wrócić do tej gospody, skoro oboje wiemy, że tam
zatrzymali się zabójcy?
Ta stara kobieta napuszcza ich na naszych ludzi. Teraz
zainteresowała się tobą.
Przecież
nie może wierzyć, że jestem wampirem, Michaił. Dlaczego
miałoby mi coś grozić?
Mogłabym nawet w jakiś sposób ci pomóc. Wygięła
wargi w psotnym uśmiechu. Ostatnio
słuch
mi się wyostrzył... Uniosła
szklankę w toaście i wypiła napar.
Kiedy
w grę wchodzi twoje bezpieczeństwo, nie ma dyskusji. Nie
pozwolę, żebyś znalazła się
w samym środku sporu. Patrzył
na nią z troską.
Zgodziliśmy
się na kompromisy. Na twój i mój świat. Ja muszę być panią
siebie, Michaił
Muszę podejmować własne decyzje. Wiem, że nigdy byś mi nie
pozwolił samej przechodzić przez
koszmar poszukiwania zabójcy. Chcę ci pomóc, być tam dla
ciebie. Na tym polega partnerstwo.
Rozdzielenie
z tobą nawet w zwykłych okolicznościach byłoby dla mnie
torturą. Jak miałbym
znieść, że będziesz przebywać pod jednym dachem z tymi,
którzy zamordowali mi siostrę?
Próbowała się z nim przekomarzać, czekając, aż mrok zniknie z
jego oczu.
Sam
na sobie powinieneś zastosować ten numer z usypianiem, albo
naucz mnie, jak to się robi.
Z wielką przyjemnością bym cię teraz uśpiła.
Objął ją za szyję.
Założę
się, że byś chciała. A jak głowa, maleńka? Lepiej?
O
tak, dzięki. No więc, powiedz mi, czego dowiedziałeś się do tej
pory. Patrzyła,
jak chodzi z
kąta w kąt po drewnianym parkiecie, pełny niespożytej energii.
Michaił,
ja to już robiłam. Nie
jestem amatorką, i nie jestem głupia. Pani Summers wygląda
może jak słodka staruszka, ale jest
bardzo chora. Jeśli wystawia na atak ludzi, twierdząc, że to
wampiry, i ma skłonności do
fanatyzmu, to wiele osób może ucierpieć. A ci ludzie muszą jej
wierzyć. Skoro zabili tamtą
kobietę...
Noelle
powiedział.
Na
imię miała Noelle.
Musnęła spojrzeniem jego twarz, myślami przekazując
mu ciepło i pociechę.
Noelle
powtórzyła
cicho została
zabita w stylu jak z podręcznika dla łowców wampirów.
Kołek, odcięcie głowy, czosnek. To grupa chorych ludzi. Mamy
przynajmniej jakiś punkt
zaczepienia. Moim zdaniem można bezpiecznie założyć, że pan
Summers też jest w to zamieszany.
Więc to już dwoje.
Ta
głupia dziewczyna, Shelly, jest zupełnie ślepa. Korzystają z jej
pomocy, pozwalając, żeby
zadawała durne pytania. Nie jest bezpośrednio zaangażowana;
nie ufają, że trzymałaby buzię na
kłódkę. Brat namówił ją na to studiowanie folkloru i ta
wycieczka ma rzekomo pomóc jej w
zbieraniu materiałów do pracy. Ona łatwo poddaje się jego
wpływom. Michaił
przesunął dłonią
po gęstych włosach. Czul, że niedługo będzie musiał się
pożywić. Narastał w nim jakiś mroczny,
zimny gniew. Ogarniał całe ciało, niebezpieczny, śmiertelnie
groźny. Jacob był pozbawiony
skrupułów, nawet gdy chodziło o jego siostrę, jak się wydawało.
A na Raven patrzył z pożądaniem.
Uniosła
wzrok i zobaczyła wpatrzone w siebie, nieruchome oczy. Były
ciemne,
nieprzeniknione jak oczy myśliwego. Przeszedł ją dreszcz.
Zadrżała jej ręka, kiedy chciała
wygładzić spódnicę.
Co
się dzieje? Czasami
Michaił wyglądał jak ktoś obcy, nie jak ten ciepły mężczyzna o
spojrzeniu pełnym uśmiechu i gorącej czułości, ale jak ktoś
wyrachowany i zimny, ktoś bardziej
niebezpieczny i przebiegły, niż mogłaby to sobie wyobrazić.
Odruchowo spróbowała przeniknąć
jego myśli.
Nie! Gwałtownie zatrzasnął blokadę.
Zamrugała, chcąc odegnać łzy. Odrzucenie zawsze jest bolesne,
a ze strony Michaiła zabolało
ją okropnie.
Dlaczego,
Michaił? Dlaczego mnie odsuwasz? Potrzebujesz mnie, ja to
wiem. Tak bardzo
chcesz pomagać innym, stawać się wszystkim dla wszystkich.
Powinnam przecież być dla ciebie
partnerką, tym, czego potrzebujesz, po prostu wszystkim.
Pozwól mi sobie pomóc. Podeszła
do
niego powoli, ostrożnie.
Nie
wiesz, co się może zdarzyć, Raven. Cofnął
się o krok przed pokusą, przed jej bólem.
Uśmiechnęła się.
Zawsze
mi pomagasz, Michaił. Opiekujesz się mną. Proszę cię, zaufaj
mi. Przecież mogę stać
się dla ciebie tym, czego potrzebujesz. Pozwolił
swojej mentalnej blokadzie rozsypać się kawałek
po kawałku. Wyczuwała w nim żal i gniew z powodu
bezsensownej śmierci Noelle, i obawę o
bezpieczeństwo swojej kobiety. Miłość, silną i wciąż rosnącą,
głód, seksualny i fizyczny.
Żywiołową potrzebę. Ktoś naprawdę powinien pokochać i
pocieszyć tego mężczyznę.
Chcę,
żebyś zrobiła to, o co cię proszę powiedział,
desperacko walcząc z bestią, która
zaczynała w nim unosić łeb.
Roześmiała się miękko, kusząco.
Nie.
nieprawda. Zbyt wielu ludzi uznaje, że twoje słowo jest prawem.
Trzeba, żeby ktoś ci się
czasem sprzeciwił. Wiem, że mnie nie skrzywdzisz, Michaił.
Czuję twój strach przed samym sobą.
Wydaje ci się, że jest w tobie coś, czego pokochać bym nie
mogła, jakiś potwór, którego starasz się
chować przed moim wzrokiem. A ja znam cię lepiej niż ty
samego siebie.
Raven,
jesteś lekkomyślna, zupełnie nie zważasz na niebezpieczeństwo.
Złapał
za oparcie
krzesła z taką siłą, że drewnu groziło rozsypanie się na drzazgi.
Na razie jednak miało tylko już
na zawsze nosić ślad jego palców.
Niebezpieczeństwo,
Michaił? Przechyliła
głowę na bok, włosy ześlizgnęły się falą na ramię.
Dotknęła górnego guzika bluzki. Nigdy
nie stanowiłbyś dla mnie zagrożenia, nawet gdybyś był
na mnie wściekły. Jedyne niebezpieczeństwo grozi w tej chwili
mojemu ubraniu. Cofnęła
się o
krok, znów się roześmiała, pozwalając, żeby ogarnęło go ciepło
tego dźwięku, żeby zapaliło lont,
skryty głęboko w jego wnętrzu.
Gorąco pojawiło się, rozprzestrzeniło, potrzeba szarpnęła nim,
silna i nieustępliwa. Ogarniał go
głód, ślepa czerwona mgła.
Maleńka,
igrasz z ogniem, a ja zupełnie tracę nad sobą kontrolę. Zdobył
się na jeszcze jeden
wysiłek, żeby ją ochronić. Dlaczego nie chciała zobaczyć, jak
samolubny mógł się w gruncie
rzeczy okazać? Ze już zawładnął jej życiem i nigdy jej nie
uwolni? Był potworem, ale ona tego nie
dostrzegała. Dla reszty świata być może rządziła nim zimna
logika i poczucie sprawiedliwości, ale
nie przy niej. Przy Raven decydowały emocje tak dla niego
nieznajome, że nie umiał ich
kontrolować. Robił coś, co potem sobie wyrzucał, wydawało mu
się, że tylko ktoś pozbawiony
skrupułów może być do tego zdolny. Pozwolił jej dostrzec
gromadzącą się w jego myślach agresję,
podzielił się wizją, w której rozdzierał jej ubrania i brał ją
gwałtownie, na nic nie zważając.
Odpowiedziała mu swoimi myślami pełnymi ciepła i miłości,
ciała, które pragnęło jego ciała,
akceptując tę najbardziej agresywną stronę. Wierzyła w siłę jego
uczucia i ufała mu bezgranicznie.
Zaklął cicho, zrzucił ubranie i skoczył w jej stronę niczym
drapieżny kot.
Michaił,
ja bardzo lubię ten strój szepnęła
tuż przy jego gardle, wciąż przekazując mu
roześmiane myśli. Śmiech. Radość. Żadnego lęku.
Zdejmuj
te cholerne ciuchy wycedził
chrapliwie, nie zdając sobie nawet sprawy, że właśnie
potwierdza zaufanie, jakie w nim pokładała.
Nie spieszyła się, drażniła z nim, z ociąganiem rozpinała guziki,
sugerowała, że potrzebuje jego
pomocy przy rozpięciu haftki spódnicy.
Sama
nie wiesz, co robisz sprzeciwił
się urywanym głosem, ale jego dłonie były delikatne na
jej ciele, kiedy ostrożnie zdejmował z niej ubrania, aż stanęła
przed nim naga. Atłasowa skóra i
długie jedwabiste włosy.
Objął silnymi palcami jej kark. Była taka mała i taka krucha,
skórę miała ciepłą. Pachniała
kobieco i intensywnie, zupełnie jak dziki miód, jak tchnienie
świeżego powietrza. Pchnął ją na
regał z książkami, dłońmi obwiódł ciało, pogładził miękką
wypukłość piersi, całą skórą, całym
ciałem, całym swoim wnętrzem chłonąc jej obecność. Opuścił
głowę, znalazł językiem ciemny
czubek sutka. Demon wewnątrz niego przycichł, kiedy poczuł jej
delikatną skórę, jej akceptację dla
swojej natury. Nie zasługiwał na nią.
Raven osłabła już przy pierwszym dotyku jego ust, tak gorących
i pewnych, na jej piersi.
Oparła się plecami o regał. Drżała podniecona, spragniona i
oczekująca. Michaił objął ją wzrokiem
z takim głodem, tak zaborczo. Tak czule. Aż łzy jej się zakręciły
na myśl, że on ma dla niej tyle
uczucia. Wszędzie, gdzie docierało jego spojrzenie, skóra
reagowała rozpaleniem, spragniona
dotyku.
Sięgnęła do jego włosów, napełniła nimi swoje dłonie, delikatnie
pieściła skórę. Zadrżał, a ona
poczuła wyrywającą mu się spod kontroli dzikość. Nią też
owładnęła dzika namiętność. Chciała
poczuć go w swoich ramionach, chciała, żeby drżał pod jej
dotykiem, czuć jego twarde mięśnie pod
swoją miękką skórą, mieć go w sobie. Przesyłała mu myślami
erotyczne obrazy, które pojawiały
się przed oczami, gdy smakowała jego skórę...
Dłonie Michaiła błądziły wszędzie, tak samo jak jej. Jego usta
wzniecały ogień, tak samo jak
jej. Serce waliło mu mocno, jej też przyspieszyło. Krew płynęła
im w żyłach falą wrzącej lawy.
Wyczuł palcami jej wilgoć i gotowość. Pociągnął Raven na
podłogę, unosząc jej biodra, żeby
mogli się połączyć. Krew szumiała mu w uszach, a wszystkie
uczucia zlały się w tę jedną potrzebę,
potężną jak burza.
Głód niebezpiecznie się wzmagał. Tęsknił za jej słodkim
smakiem, za ekstazą obopólnej
rytualnej wymiany. Gdyby się pożywił... Aż jęknął od tej
pokusy. Nie zdołałby się zatrzymać,
zanim powstanie potrzeba nakarmienia i jej. Nie mógł tego
zrobić. Musiała świadomie podjąć
decyzję, czy zechce stać się częścią jego świata. Ryzyko było
zbyt wielkie. Gdyby nie przeżyła,
musiałby odejść za nią w nieznane. Rozumiał, co mieli na myśli
przodkowie, twierdząc, że
prawdziwy partner życiowy nie jest w stanie przetrwać odejścia
swojej drugiej połowy. Nie
chciałby żyć, gdyby zabrakło jego kobiety. Bez Raven już nie
byłoby Michaiła.
Jego ciało, jego potrzeby, dręczące go emocje znów brały górę,
pchając go na samą krawędź
utraty kontroli. Jeszcze nigdy nie zaznał takiej głębi uczuć,
jeszcze nigdy nikogo nic pokochał tak
ostatecznie i całkowicie. Była dla niego wszystkim. Powietrzem.
Oddechem. Sercem. Usta
Michaiła poszukały jej ust w długich, oszałamiających
pocałunkach, prze sunęły się na gardło, na
pierś, znalazły tamten znak. Tylko spróbować. Tfylko raz.
Raven poruszyła się, odwróciła głowę, żeby ułatwić mu dostęp,
dłonie zanurzyła w jego
włosach.
Lepiej
za ciebie wyjdę, Michaił. Rozpaczliwie mnie potrzebujesz.
Wpatrywał
się w jej twarz,
tak piękną, kiedy się kochali, pełną akceptacji dla niego i dla
jego potrzeb, jej serce wyrywało się
do niego, pełne miłości, jej myśli koiły jego umysł, karmiły jego
fantazje, dorównywały mu
szaleństwem. Ujął dłońmi jej twarz, patrzył w oczy, aż zatonął w
ich błękitnej głębi. Uśmiechnął
się.
Michaił
zaprotestowała,
gdy bardzo delikatnie wysunął się z niej.
Odwrócił Raven, przyciągając jej biodra do siebie. Kiedy znów
w nią wszedł, obejmując
dłońmi szczupłą talię, ogarnęła go radość. Była bezpieczna!
Radość go przepełniła i poddał się
czystej zmysłowej przyjemności. Zaczął się poruszać, ona też się
poruszyła. Ciasna, bardzo gorąca,
miękka jak aksamit. To była piorunująca mieszanka.
Wilki powiedziały kiedyś, że nie ma w nim radości, ale Raven ją
przywróciła. Jego ciało
śpiewało radością, jaśniało nią. Już dwa razy poczuł, jak jej ciało
napina się i pulsuje, a jednak
wciąż chciał, żeby byli połączeni na wieczność. Mroczny cień
przesłaniający jego duszę unosił się.
Ta drobna, piękna kobieta mu to podarowała. Budował łączący
ich rytm, napawał się sposobem, w
jaki dostosowywała się do narzucanego tempa. Poczuł, że jej
ciało zaciska się, coś wykrzykiwała,
cichymi, zduszonymi jękami, które doprowadziły go na sam
szczyt. Cały płonął, pociągnął ich
oboje w niebo, gdzie tylko Raven, krzycząc jego imię, stanowiła
kotwicę.
Dłonie Michaiła były delikatne, kiedy pomógł je] się położyć.
Pogłaskał jedwabiste włosy,
pochylił się, żeby ją czule pocałować.
Nie
masz nawet pojęcia, co dziś dla mnie zrobiłaś. Dziękuję ci,
Raven.
Oczy miała zamknięte, jej rzęsy jak dwa ciemne półksiężyce
kładły się cieniem na delikatną
skórę. Uśmiechnęła się.
Ktoś
musiał ci pokazać, czym jest miłość, Michaił. Nie posiadanie ani
władza, ale prawdziwa
bezwarunkowa miłość. Uniosła
rękę i chociaż nie otwierała oczu, pewnym ruchem odszukała
jego usta. Powinieneś
przypomnieć sobie, czym jest zabawa i śmiech. Musisz nauczyć
się być
bardziej sobą.
Twarde kąciki jego ust złagodniały, uniosły się w delikatnym
uśmiechu.
Przemawiasz
jak ksiądz.
Mam
nadzieję, że wyspowiadałeś się z tego, jak mnie wykorzystałeś –
zażartowała.
Michaił wstrzymał oddech. Odezwało się poczucie winy.
Przecież wykorzystał Raven. Może nie za
pierwszym razem, kiedy stracił nad sobą kontrolę po tak długiej
izolacji. Musiał wtedy dokonać
wymiany, żeby uratować jej życie. Ale za drugim razem to był
czysty egoizm. Pragnął seksualnego
szczytu, totalnego połączenia w rytuale. 1 wypowiedział rytualne
słowa. Zostali nimi związani.
Wiedział o tym i czuł, że tak miało być, czuł, że jego dusza goi
się pod wpływem, jaki mogła
zapewnić wyłącznie prawdziwa życiowa partnerka.
Michaił?
Ja tylko żartowałam. Długie
rzęsy zadrżały i uniosły się, jakby chciała spojrzeniem
potwierdzić zmarszczenie brwi, które wyczuły jej palce.
Chwycił zębami jej palec, polizał skórę. Usta miał gorące,
zmysłowe, oczy mu płonęły. W jej
oczach zabłysnął ogień. Raven zaśmiała się cicho.
Masz
wszystko, prawda? Urok. Jesteś tak seksowny, że powinno się
ciebie zamknąć, i
uśmiech, za który mężczyz ni mogliby zabijać. Albo kobiety,
zależy z której strony na In
spojrzeć.
Pochylił się, żeby ją pocałować, jedną ręką zaborczym gestem
nakrywając jej pierś.
Nie
zapominaj o tym, jakim jestem wspaniałym kochankiem.
Mężczyźni lubią słuchać takich
rzeczy.
Naprawdę?
Uniosła
brew. Nie
śmiałabym. Już jesteś tak zarozumiały, że ledwie da się to
znieść.
Szalejesz
za mną. Wiem. Przecież umiem czytać w myślach. Uśmiechnął
się psotnie jak mały
chłopiec.
Jak
sądzisz, kiedy następnym razem będziesz się ze mną kochał, uda
ci się pójść na ustępstwo
na rzecz wygody i znaleźć jakieś łóżko? Usiadła
energicznie.
Michaił podparł ją ramieniem.
Boli
cię teraz?
Roześmiała się cicho.
Żartujesz
sobie? Ale marzę o cieplej kąpieli.
Potarł brodą czubek jej głowy.
Chyba
można coś na to poradzić, maleńka. Powinien był pomyśleć, że
parkiet to nie jest jednak
najwygodniejsze miejsce. Przez ciebie wszystkie sensowne
myśli ulatują mi z głowy. Wziął

na ręce. Długimi krokami ruszył w głąb domu, w stronę głównej
łazienki.
Spojrzenie Raven ociepliło się, a jej uśmiech miał w sobie tyle
miłości, że aż mu dech w piersi
zaparło.
Michaił,
chwilami bywasz brutalny.
Warknął na nią, pochylił głowę i pocałował w usta. Była w tym
pocałunku mieszanka czułości i
pragnienia, aż serce jej się do niego wyrywało. Delikatnie
postawił ją na nogi i ujął w dłonie jej
drobną twarz.
Nigdy
się tobą nie nasycę, Raven, nigdy. Ale musisz wymoczyć się w
wannie, a ja muszę się
pożywić.
Najeść.
Pochyliła
się, żeby napełnić wannę gorącą, parującą wodą. Po
angielsku mówi się:
najeść. Nie jestem świetną kucharką, ale mogłabym coś dla
ciebie przygotować.
Zęby błysnęły w drapieżnym uśmiechu, kiedy zapalał dla niej
świece.
Nie
jesteś tu w roli mojej niewolnicy, maleńka. A przynajmniej nie
w sensie domowych
obowiązków. Patrzył
bez zmrużenia oka, jak spina włosy na czubku głowy. Siła jego
wzroku
budziła niepokój, a jednak Raven pod tym gorącym |
spojrzeniem poczuła, że ożywa. Wyciągnął
rękę, żeby pomóc jej wejść do wielkiej wanny. Kiedy tylko palce
zamknęły się wokół jej dłoni,
Raven doznała dziwnego wrażenia, jakby ktoś ją schwytał.
Odchrząknęła, a potem ostrożnie usiadła w wannie pełnej
gorącej wody. I Wierzysz
w coś
takiego jak wierność? Próbowała
powiedzieć to lekkim tonem. Twarz mu stężała.
Prawdziwy
Karpatianin nie odczuwa tego płytkiego, niepoważnego uczucia
ludzkiej miłości.
Gdybyś miała zadać się z innym mężczyzną, wyczuję twoje
uczucia i myśli. Palcem
obrysował
jej delikatną kość policzkową. Nie
chciałabyś wtedy zmierzyć się z demonem, który jest we mnie,
maleńka. Jestem zdolny do wielkiej przemocy. Nie będę się tobą
dzielić.
Nigdy
byś mnie nie skrzywdził, Michaił, nieważne, co wywoła twój
gniew powiedziała
Raven cicho, ale z pełnym przekonaniem.
Zawsze
będziesz przy mnie bezpieczna zgodził
się. Ale
nie mogę tego samego powiedzieć
o kimś, kto groziłby, że mi ciebie zabierze. Wszyscy Karpatianie
mają zdolności telepatyczne.
Takiej silnej emocji jak seksualna namiętność nie da się ukryć.
Chcesz
powiedzieć, że ci z was, którzy zawierają małżeństwa...
Biorą
sobie życiowego partnera poprawił
ją.
Że
oni nigdy się nawzajem nie zdradzają? dokończyła
pytanie z niedowierzaniem.
Nie,
jeśli są prawdziwymi partnerami. Zdarzało się... Michaił
zacisnął dłonie w pięści.
Biedna, słodka Noelle tak obsesyjnie pragnąca Randa. Ci
nieliczni, którzy dopuszczą się zdrady,
nie odczuwają tego, co powinni; w przeciwnym razie nie
mogliby tego zrobić. Właśnie dlatego jest
ważne, żeby wiedzieć to absolutnie, umysłem, sercem, duszą i
ciałem. Tak, jak wiem to ja, jeśli
chodzi o ciebie. Rytualne
słowa same nie mogły związać ze sobą dwojga, którzy nie
stanowiliby
jedności. Życiowe partnerstwo łączyło dwie połowy tej samej
całości, ale nie wiedział, jakich słów
użyć, by ująć to tak, żeby mogła zrozumieć.
Michaił,
ja do twojej rasy nie należę. Zaczynała
już zdawać sobie sprawę, że poza
zwyczajami, istniały między nimi jakieś inne różnice, które
powinna sobie uświadomić i brać je
pod uwagę.
Skruszył do miseczki trochę ziół, mieszankę wsypał do wody w
wannie. Miała pomóc na
zmęczenie mięśni.
Wiedziałabyś,
gdybym dotknął innej kobiety.
Ale
mógłbyś kazać mi zapomnieć zastanowiła
się na głos, ściągając kąciki ust. Wyczuł, że jej
serce przyspiesza, a w myślach nagle rodzi się jakaś wątpliwość.
Przykucnął obok wanny, delikatnie ujmując jej twarz
Nie
mógłbym cię zdradzić, Raven. Mógłbym wymuszać na tobie
posłuszeństwo ze względu na
twoje bezpieczeństwo, żeby ochronić ciebie, zadbać o twoje
życie i zdrowie, ale nie, żeby uszła mi
na sucho zdrada.
Czubkiem języka dotknęła dolnej wargi.
Nie
zmuszaj mnie do niczego, jeśli możesz mnie o to poprosić, tak
jak wtedy, kiedy czułam się
żle.
Michaił ukrył uśmiech. Próbowała wydawać się taka silna, ta
mała wiązka dynamitu, która
miała więcej odwagi niż rozsądku.
Maleńka,
ja żyję po to, żebyś ty była szczęśliwa. Ale teraz na trochę muszę
wyjść.
Nie
możesz sam iść na poszukiwanie morderców. Mówię poważnie.
To zbyt niebezpieczne.
Jeśli coś takiego chcesz zrobić...
Pocałował ją i roześmiał się serdecznie.
Interesy,
Raven. Poleź sobie spokojnie w wannie, obejrzyj dom, moje
książki, co tylko chcesz.
Uśmiechnął
się chłopięco. Obok
komputera leży stos papierów, jeśli miałabyś ochotę
poprzeglądać dla mnie oferty.
Dokładnie
tak planowałam spędzić wieczór.
I
jeszcze jedno. Michaił
znikł tak szybko, że niemal jego odejścia nie zauważyła, a potem
równie szybko znów znalazł się przy niej. Ujął jej lewą rękę.
Twoi
ludzie odczytają to jako
wyraźny znak, że jesteś zajęta.
Ukryła uśmiech. Miał takie zapędy jak dzikie zwierzę broniące
własnego terenu. Jak te wilki
buszujące na wolności po lasach. Dotknęła pierścionka pełna
podziwu. Był staroświecki, złoty.
Błyszczący rubin w otoczeniu brylancików.
Michaił,
jest taki piękny. Gdzie coś takiego znalazłeś?
Klejnot
rodzinny od pokoleń. Jeśli wolałabyś coś innego... Coś bardziej
nowoczesnego... Pierścionek
wyglądał na jej palcu tak, jakby był tam od zawsze.
Jest
idealny i ty to wiesz. Patrzyła
z zachwytem. Bardzo
mi się podoba. Idź już, ale wracaj
szybko. Kiedy cię nie będzie, odkryję wszystkie twoje
tajemnice.
Michaił był głodny, musiał się pożywić. Musnął jej czoło
ustami, serce aż go zabolało.
To
tylko na jeden dzień, maleńka. Chciałbym móc z tobą spokojnie,
swobodnie porozmawiać.
Starać się o ciebie tak, jak należy.
Przechyliła głowę i popatrzyła na niego oczami pociein niałymi
od emocji.
Starasz
się o mnie tak, jak trzeba. Idź teraz, zjedz cos, ja sobie poradzę.
Dotknął jej włosów, pogładził, a potem wyszedł.
Przechadzał się po miasteczku, wdychając wieczorne powietrze.
Gwiazdy wydawały się
jaśniejsze, księżyc świeeit połyskliwym srebrnym światłem.
Kolory były czyste i żywe. wiatr niósł
zapachy. Ulicą dryfowały pasma mgły. Chciało mu się śpiewać.
Znalazł ją po tak długim czasie, a
ona spni wiła, że ziemia się poruszyła, a jego krew rozgrzała.
Wniosła w jego życie śmiech i
nauczyła go, czym jest miłość.
Robiło się późno i pary powoli wracały do domów. Wybrał
trójkę młodych ludzi. Musiał
pożywić się i nabrać sil To mogła być długa noc. Miał
stanowczy zamiar potwierdzić albo
wykluczyć udział pani Romanow w tamtym napadzie Kobiety
potrzebowały położnej i uczciwa,
choć pogrążona w żałobie po mężu mogła być lepsza niż taka,
która gotowa byłaby zdradzić je przy
pierwszej okazji
Trójka mężczyzn poszła za nim po jego krótkim, milczącym
poleceniu, a on znów, jak mu się to
często zdarzało, dziwił się, jak łatwo jest kontrolować ofiary.
Włączył się do ich rozmowy,
żartował z nimi, zdradził im parę ciekawych biznesowych
sztuczek. Byli tuż po dwudziestce i
więcej myśleli o kobietach niż o robieniu pieniędzy. Zawsze
dziwiło go. jak niewiele szacunku
okazywali swoim kobietom mężczyźni ludzkiej rasy. Być może
nie mogli wyobrazić sobie, jak
wyglądałoby ich życie bez nich.
Zaprowadził ich w bezpieczne miejsce pod osłoną drzew i tam
napił się do syta, dbając, żeby
żadnego za bardzo nie opróżnić. Skończył tak jak wszystko, co
robił: starannie, nie zapominając o
niczym. Właśnie dlatego był najstarszym i najpotężniejszym
Karpatianinem. Nie zapominał o
nawet najmniejszych drobiazgach. Jeszcze przez kilka minut
szedł razem z nimi i upewnił się, że
żadnemu nic nie jest, a dopiero potem pożegnał się z nimi
swobodnie i rozstał w przyjaźni.
Kiedy Michaił odwrócił się od nich, uśmiech na twarzy zgasł.
Noc skrywała jego zapędy
myśliwego, mroczne, Straszne zdecydowanie w jego oczach,
okrutny grymas zmysłowych ust.
Mięśnie prężyły się potężną siłą, pulsowały wielką mocą. Ruszył
za róg ulicy i tam znikł. Jego
prędkość była niewiarygodna, z niczym nie dałaby się porównać.
Sięgnął myślami w stronę Raven, pragnął kontaktu. Co robisz
taka samiutka w dziwnym,
starym domu?
Ogarniający go chłód rozgrzało ciepło jej śmiechu. Czekam, aż
do domu wróci mój wielki zły
wilk.
Jesteś ubrana?
W odpowiedzi wysłała mu muśnięcie palców na skórze, dotknęła
go bardzo intymnie, gorąco
objęło jego ciało. Ciepło, śmiech, czystość. Niechętnie myślał o
oddzieleniu od niej, o tej
odległości między nimi. Oczywiście, że jestem ubrana! A co,
gdyby znów pojawili się nieproszeni
goście? Przecież nie mogę przywitać ich nago, prawda?
Przekomarzała się z nim, ale na samą myśl, że ktoś mógłby
zbliżyć się do domu, kiedy była
sama i pozbawiona opieki, serce ścisnął ból. Nie znał tego
uczucia i miał kłopot z nadaniem mu
jakiejś nazwy.
Michaił? Nic ci nie jest? Potrzebujesz mnie? Przyjdę do ciebie.
Zostań tam. Nasłuchuj wilków. Jeśli zaczną do ciebie
nawoływać, natychmiast mnie wezwij.
Odrobina wahania znaczyła, że znów ją zirytował swoim tonem.
Michaił, nie chcę, żebyś się o
mnie martwił. Już i tak zbyt dużo osób na ciebie lczy.
Być może masz rację, maleńka, ale tylko ty chociaż trochę się
dla mnie liczysz. Wypij jeszcze
szklankę soku, znajdziesz go w lodówce. Przerwał kontakt i
zorientował się, że po tej krótkiej
rozmowie się uśmiecha. Gdyby jeszcze chwilę zwlekał,
zaczęłaby się z nim sprzeczać, że nie
potrzebuje jedzenia. Czasami lubił się z nią drażnić. Podobało
mu się, kiedy błękitne oczy
ciemniały do odcienia szafiru i w starań nie opanowanym głosie
pojawiała się nuta irytacji.
Michaił? Zaskoczył go jej głos, niski, ciepły i pełny kobiecego
rozbawienia. Następnym razem
może zaproponuj albo spróbuj zwyczajnie poprosić. Idź i zrób
to, co masz do zrobienia, a ja
poszukam w twojej bogatej bibliotece jakie goś podręcznika
dobrych manier.
Prawie zapomniał o tym, że właśnie przykucnął pod drzewem
kilkaset kroków od domku Hansa
i Heidi Romanowów. Jakoś udało mu się zdusić śmiech. Takiego
tam nie ma.
Dlaczego mnie to nie dziwi? Teraz Raven urwała kontakt
Przez sekundę pozwolił sobie pławić się w jej cieple, w jej
śmiechu i w jej miłości. Dlaczego
Bóg wybrał akurat ten moment, kiedy Michaił znalazł się w
największych trudnościach, żeby
ofiarować mu dar, nie miał pojęcia. Tego, co miał do zrobienia,
odkładać się nie dało; w grę
wchodziło przetrwanie rasy. Przygnębiająca była myśl o tym, co
go czeka. Przejmowała odrazą.
Wróci do Raven, mając na rękach krew, będzie winny śmierci
kilkorga ludzi. Nie mógł tego
uniknąć, nie mógł zlecić zadania komuś innemu. Żałował nie
tyle tego, że będzie musiał pozbawić
życia zabójców Noelle, ile konieczności poproszenia Raven,
żeby żyła z tym jego czynem. Chociaż
nie zabiłby po raz pierwszy.
Westchnął i zmienił postać. Niewielki gryzoń z łatwością
przemknął wśród zaścielających
ziemię liści i przebył otwartą przestrzeń, która dzieliła go od
domku. Usłyszał łopot skrzydeł i na
moment zamarł. Potem wysyczał ostrzeżenie i szykująca się do
ataku sowa odleciała. Gryzoń
dotarł do bezpiecznego schronienia pod drewnianymi schodami,
poruszył ogonem i zaczął szukać
jakiejś szczeliny czy dziury w ścianie, żeby wejść do środka.
Michaił już wyczuł dwa znajome zapachy. Hans miał gości.
Przecisnął się przez szczelinę
między dwiema deskami i ruszył do sypialni. Tam zwierzątko
przebiegło przez pokój w stronę
drzwi. Pozwolił, żeby ciało gryzonia zbadało zapachy unoszące
się w domu. Poruszał się ostrożnie,
po kilka kroków, aż znalazł bezpieczne schronienie w mrocznym
kącie pomieszczenia.
Heidi Romanow siedziała z różańcem w dłoni na drewnianym
krześle na wprost niego i cicho
płakała.
Hans siedział naprzeciw trzech mężczyzn; na stole między nimi
leżała rozłożona mapa.
Hans,
nie masz racji. Pomyliłeś się, co do Noelle. Pani
Romanow szlochała. Oszalałeś
i
sprowadziłeś tu tych morderców. Na Boga, zamordowaliście
niewinną dziewczynę, młodą
matkę. Zaprzedałeś duszę.
Zamknij
się, starucho! krzyknął
Hans, z twarzą wykrzywioną grymasem złości. Fanatyzm aż
bił od niego, jak od krzyżowca wyruszającego na świętą wojnę.
Wiem,
co widziałem. Przeżegnał
się, rozglądał nerwowo na wszystkie strony, bo wydało mu się,
że za oknem przeleciał
jakiś dziwny, skrzydlaty kształt.
Przez chwilę wszyscy milczeli. Michaił wyczuwał ich strach,
dosłyszał nagłe i gwałtowne bicie
serc. W całym domu, przy drzwiach i oknach, Hans
porozwieszał wieńce czosnku. Wstał teraz
powoli, oblizując nagle spierzchłe wargi, chwycił zawieszony na
szyi krzyż i podszedł do okna,
żeby sprawdzić, czy wieniec czosnku jest na swoim miejscu.
I
co ty na to? Ten cień tam, przed chwilą? Jeszcze uważasz, że się
pomyliłem, bo ją
znaleźliśmy w łóżku, a nie uśpioną w ziemi?
Nie
było tam nic, żadnej ziemi, żadnych ochronnych zaklęć
powiedział
z ociąganiem
ciemnowłosy cudzoziemiec. Michaił rozpoznał jego zapach.
Zabójca. Jeden z tych z gospody.
Uwięziona w ciele gryzonia bestia wyprężyła się, wysuwając
pazury. Zamordowali Noelle, a nawet
nie mieli pewności, czy właśnie o nią chodziło.
Wiem,
co widziałem, Eugene powtórzył
z uporem Hans. Kiedy
Heidi wyszła, tamta kobieta
zaczęła krwawić.
Przyszedłem po Heidi, żeby ją odprowadzić, bo lasy tam są
niebezpieczne. Chciałem
powiedzieć jej mężowi, że przyprowadzę Heidi z powrotem,
jeśli pomoc będzie znów potrzebna.
Był bardzo zdenerwowany i nie zauważył mnie, kiedy zajrzałem
do środka. Widziałem to na
własne oczy. Wypiła tyle, że aż go osłabiło, aż zbladł. Uciekłem
stamtąd i natychmiast się z wami
skontaktowałem.
Eugene pokiwał giową.
Zrobiłeś,
co trzeba. Przyszedłem jak mogłem najszybciej i sprowadziłem
innych, jeśli oni
nauczyli się mnożyć, to te diabły nas zaleją.
Najwyższy z nich poruszył się nerwowo.
Nigdy
nie słyszałem, żeby wampiry się rozmnażały. Powiększają swoje
szeregi, zabijając ludzi.
Śpią w ziemi i strzegą swoich leż. Zadziałaliście, zanim
przebadaliśmy sprawę gruntownie.
Kurt
zaprotestował
Eugene dostrzegliśmy
okazję i skorzystaliśmy z niej. A poza tym
dlaczego jej ciało tak po prostu zniknęło? Po robocie uciekliśmy.
Jej męża ani dziecka od tamtej
pory nie widziano. Wiemy, że ta kobieta nie żyje, zabiliśmy ją, a
jednak nikt nie ogłosił żałoby po
jej śmierci.
Musimy
znaleźć jej męża i dziecko stwierdził
Hans. I
tych, którzy pozostali. Musimy ich
zlikwidować. Niespokojnie
wyjrzał przez zamazaną szybę w noc. Krzyknął z przestrachu.
Patrz,
Eugene... Wilk. Ten cholerny Dubriński chroni je na swojej
ziemi. Któregoś dnia opanują wioskę i
pozabijają nam dzieci. Sięgnął
do starej strzelby opartej o ścianę.
Eugene podskoczył.
Czekaj,
Hans! Jesteś pewien, że to wilk? Prawdziwy wilk? Ale dlaczego
wilk miałby
wychodzić z lasu i wpatrywać się w twój dom?
I
kim jest ten Dubriński, który trzyma wilki? spytał
ostro Kurt.
Jest
członkiem kościoła! syknęła
Heidi, zaszokowana aluzją. To
dobry człowiek, przychodzi
na mszę co niedziela. Ojciec Hummer jest jednym z jego
najbliższych przyjaciół. Często razem
jedzą obiad i grają w szachy. Widziałam na własne oczy.
Hans zbył ją machnięciem ręki.
Dubriński
to diabeł wcielony. Widzicie go tam? Tego wilka, tam w
krzakach, jak obserwuje
dom?
Mówię
ci, to nie jest naturalne. Eugene
ściszył głos. To
jeden z nich.
Nie
mogliby wiedzieć, że to my zaprotestował
Hans, ale jego drżące ręce zdradzały strach.
Uniósł strzelbę do ramienia.
Będziesz
musiał trafić go pierwszym strzałem, Hans ostrzegł
Eugene.
Gryzoń przebiegł przez podłogę sypialni i przecisnął się przez
szczelinę w ścianie. Michaił
wystrzelił z ciałka gryzonia, a jego myśl poszybowała przez noc
ostrzegawczo, kiedy biegł,
zmieniając się w postać wielkiego czarnego wilka, którego oczy
płonęły zemstą.
Z rozpędu, jednym skokiem zasłonił mniejszego wilka. Kiedy
uderzył w niego, Michaił poczuł
ogień eksplodujący w ciele. Mniejszy wilk schronił się w gęstym
lesie. Chociaż krew lała się
strumieniem z tylnej łapy, wielki czarny wilk nie wydał głosu i
wpatrzył się w dom; rozjarzone
węgle oczu niosły obietnicę. Zemsty. Kary. Mroczną obietnicę
śmierci.
Michaił! W jego głowie zabrzmiał ostry głos Raven.
Czarny wilk patrzył jeszcze chwilę, unieruchamiając Hansa
Romanowa siłą swojego wzroku, a
potem odwrócił się i zniknął w mroku nocy. Nie groziło mu, że
któryś z tych mężczyzn zdobędzie
się na odwagę i spróbuje go tropić. Ten wielki wilk pojawił się
znikąd i skoczył, żeby ochronić
mniejszego. To nie był żaden zwyczajny wilk i mężczyźni nie
mieli najmniejszej ochoty ruszać
jego śladem do lasu.
Michaił podreptał w bezpieczniejsze rejony gęstwiny i dopiero
tam ból i utrata krwi zmusiły go do
przybrania na powrót ludzkiej postaci. Zatoczył się, przytrzymał
grubej gałęzi i nagle usiadł.
Michaił! Proszę cię! Wiem, że jesteś ranny. Gdzie jesteś? Czuję
twój ból. Pozwól mi przyjść do
ciebie. Pozwól sobie pomóc.
Za jego plecami zaszeleściły krzaki. Nawet się nie odwrócił,
wiedząc, źe jest tam Byron,
zawstydzony, zażenowany, pełny poczucia winy.
Michaił.
Boże, przepraszam cię. Źle jest?
Nie
najlepiej. Michaił
rękoma docisnął ranę, żeby choć trochę zwolnić upływ krwi.
Byron,
co ty tam robiłeś? To było szaleństwo, lekkomyślność.
Michaił... Jego myśli przepełnił lęk i łzy Raven.
Uspokój się, maleńka. To tylko draśnięcie, nic więcej.
Pozwól mi przyjść do ciebie. Jej błaganie łamało mu serce.
Byron oddarł rękaw koszuli i zabandażował udo Michaiła.
Przepraszam.
Powinienem był ciebie posłuchać, powinienem był wiedzieć, że
pójdziesz
polować. Myślałem... Umilkł
z zażenowaną miną.
Co
myślałeś? spytał
Michaił znużonym tonem. Rana bolała go jak diabli. Było mu
słabo,
kręciło mu się w głowie, a w jakiś sposób musiał uspokoić
Raven. Starała się go pocieszyć,
odszukać; próbowała nawet „zobaczyć" coś jego oczami. Raven,
przestań. Rób, co mówię. Nie
jestem sam. Jeden z moich ludzi jest ze mną. Niedługo do ciebie
wrócę.
Myślałem,
że może będziesz zajęty tą kobietą i nie znajdziesz czasu na
polowanie. Byron
przechylił głowę. Czuję
się jak ostatni idiota, Michaił. Bardzo martwiłem się o Eleanor.
Nigdy
nie zaniedbuję obowiązków. Ochrona mojego ludu zawsze stała
na pierwszym miejscu.
Michaił
nie mógł nawet spróbować zaleczyć swojej rany przy Raven
wciąż obecnej w jego
myślach.
Wiem,
wiem. Byron
przesunął dłonią po kasztanowych włosach. Po
tym, co stało się z
Noelle, nie mógłbym znieść, gdyby coś podobnego miało
spotkać Eleanor. A to był pierwszy raz,
kiedy kogoś z nas ostrzegłeś, żeby nie ruszał twojej kobiety.
Michaiłowi udało się z trudem uśmiechnąć.
To
nowe dla mnie doświadczenie. Dopóki nie przestanie być takie
nowe i takie świeże, lepiej,
żebym trzymał ją jak najbliżej siebie. W tej chwili kłóci się ze
mną.
Byron był zszokowany.
Ona
się z tobą kłóci?
Miewa
własne zdanie. Pozwolił
Byronowi pomóc sobie wstać na nogi.
Jesteś
za słaby na zmianę postaci. A będziesz potrzebował krwi i
uzdrawiającego snu. Byron
wysłał wezwanie do Jacques'a.
Nie
śmiałbym zejść głęboko w ziemię. Zostałaby bez ochrony. Nosi
mój pierścionek i mój
znak. Jeden błędny ruch i mogliby ją zamordować.
Michaił,
musimy mieć cię w pełni sił. Liście
wirujące niczym małe tornada zapowiedziały
pojawienie się Jacques'a.
Zaklął pod nosem, klękając obok Michaiła.
Potrzebujesz
krwi powiedział
cicho, rozpinając guziki koszuli.
Michaił przerwał mu nieznacznym gestem. Zmęczonym
wzrokiem powiódł po okolicy. Byron i
Jacąues zamarli, wytężali zmysły, przeszukując las.
Nikogo
tam nie ma szepnął
Jacąues.
Jest
ktoś stwierdził
Michaił.
Z gardła Jacques'a wyrwał się cichy, ostrzegawczy warkot, kiedy
instynktownym ruchem
zasłonił własnym ciałem swojego księcia. Byron, zakłopotany,
zmarszczył brwi.
Michaił,
ja nic nie wyczuwam.
Ja
też nie, ale ktoś nas obserwuje. W
tym stwierdzeniu była taka pewność, że żaden z
Karpatian nie próbował z nim dyskutować. Michaił nigdy się nie
mylił.
– Przywołaj Erica z samochodem polecił
i oparł głowę o drzewo, żeby nie tracić sił.
Jacąues stanął na straży, Michaił ufał jego wyczuciu. Przymknął
oczy, zastanawiając się,
gdzie zniknęła Raven. Już go nie nagabywała. Żeby utrzymać
kontakt, musiałby zużywać
cenną energię, której nie miał w nadmiarze. A jednak milczenie,
tak do niej niepodobne,
niepokoiło go.
ROZDZIAŁ 7
Jazda samochodem do domu była nieznośnie bolesna. Organizm
Michaiła domagał się krwi
na miejsce tej utraconej Z każdą chwilą słabł, bruzdy na twarzy
pogłębiały się, wyostrzone bólem.
Był prastarą istotą i jak wszystkie istoty prastare, emocje i
fizyczne rany odczuwał intensywniej. W
zwykłej sytuacji po prostu zatrzymałby bicie serca i pracę płuc,
żeby krew przestała krążyć. Potem
zająłby się nim uzdrawiacz, a inni dostarczyliby mu tego, czego
potrzebował.
Raven to wszystko zmieniła. Raven i to coś czy
ktoś co
ich obserwowało. Czuł niepokój.
Wiedział, że ktoś przyglądał im się z oddali, nawet wtedy, kiedy
pokonywali te kilka kilometrów
dzielących ich od jego domu.
Michaił...
syknął
Eric, gdy podjechali pod dom. Pozwól,
że ci pomogę.
Raven stała przy drzwiach, wpatrując się w bladą twarz
Michaiła. Wyglądał na więcej niż
trzydzieści lat, na które go oceniała. Wokół ust zarysowały się
białe linie, ale umysł mial spokojny,
oddech wyrównany i swobodny. W milczeniu cofnęła się, żeby
im umożliwić wejście.
Zraniła ją odmowa Michaiła, który nie zgodził się, żeby mu
pomogła. Jeśli wolał towarzystwo ludzi
swojej rasy, to ona nie zamierzała tracić twarzy i pokazywać im,
że się tym przejmuje. Przygryzła
dolną wargę, zacisnęła palce, starała się opanować
zdenerwowanie. Musiała przekonać się na
własne oczy, że jemu nic nie będzie.
Znieśli Michaiła na dół, do jego sypialni. Szła ich śladem.
Mam
sprowadzić lekarza? spytała,
choć miała wrażenie, iż woleliby, żeby zniknęła, że w jakiś
sposób im przeszkadzała. Instynktownie wyczuwała, że Michaił
nie otrzyma pomocy, której
potrzebował, dopóki ona się nie wycofa.
Nie,
maleńka. Wyciągnął
do niej rękę.
Splotła palce z jego palcami. Zawsze był taki silny, w tak
świetnej fizycznej formie, a teraz
leżał blady i wycieńczony. Zbierało się jej na płacz.
Michaił,
potrzebujesz pomocy. Powiedz, co mam robić.
Oczy, tak czarne i zimne, ociepliły się, kiedy tylko zatrzymał
spojrzenie na jej twarzy.
Oni
wiedzą, co robić. To nie jest moja pierwsza rana ani cięższa od
poprzednich.
Na jej twarzy pojawił się nieznaczny, pozbawiony radości
uśmiech.
To
była ta sprawa zawodowa, którą musiałeś dziś się zająć?
Wiesz,
że tropię morderców mojej siostry. Głos
miał zmęczony, i wyczuła w nim napięcie.
Raven nie chciała się z nim kłócić, ale pewne rzeczy musiały
zostać powiedziane.
Twierdziłeś,
że po prostu wychodzisz, że nie ma żadnego niebezpieczeństwa.
Niepotrzebnie mnie
okłamywałeś co do swoich zajęć. Wiem, że w tej okolicy jesteś
wielkim ważniakiem, ale przecież
ja sama tym się zajmuję. Tropieniem morderców. Michaił,
mieliśmy być partnerami.
Byron, Eric i Jacques wymienili spojrzenia spod uniesionych
brwi. Byron bezgłośnie
powiedział: „ważniak", ale żaden nie odważył się uśmiechnąć,
nawet Jacques.
Michaił zmarszczył brwi, wiedział, że ją dotknął.
To
nie tak, że z premedytacją powiedziałem ci nieprawdę. Chciałem
tylko przeprowadzić małe
śledztwo. Niestety, zamieniło się w coś zupełnie innego. Wierz
mi, nie miałem najmniejszego
zamiaru dać się zranić. To wypadek spowodowany
nieostrożnością.
-Masz wyraźną skłonność do popadania w kłopoty, jeśli mnie
przy tobie nie ma. Uśmiech
Raven nie obejmował jej oczu. Bardzo
źle z twoją nogą?
-Zadrapanie, nic więcej. Nie powinnaś się tym przejmować.
Zamilkła, a błękitne oczy obrzuciły jego twarz nieobecnym,
zamyślonym spojrzeniem, jakby
wycofywała się w głąb siebie.
Michaił poczuł, że coś go w środku ściska. To spojrzenie
znaczyło, że znów za dużo myśli. Nie
miał ochoty tego roztrząsać w sytuacji, kiedy leżał ranny i przy
pierwszej możliwej okazji będzie
musiał zejść pod ziemię. Jednak w tym milczeniu było coś, co go
zaniepokoiło, wyczuwał, że ona
się oddala. Nie mogłaby go przecież zostawić. Rozumem to
wiedział, ale nie chciał, żeby ona
zastanawiała się, czy go opuścić, żeby w ogóle była w stanie o
tym myśleć.
-Jesteś na mnie zła. To
nie było pytanie.
Raven pokręciła głową.
-Nie. Zupełnie szczerze, nie. Może raczej tobą rozczarowana.
Minę
miała smutną. Powiedziałeś,
że między nami nie może być mowy o kłamstwie, ale przy
pierwszej lepszej okazji okłamałeś
mnie. Przez
moment przygryzała dolną wargę. Oczy zasnuła mgiełka łez, ale
odpędziła je
niecierpliwym mruganiem. Skoro
prosisz o tak wielkie zaufanie, Michaił, to moim zdaniem też
powinieneś mi ufać. Powinieneś mieć dla mnie więcej szacunku,
a przynajmniej dla moich
umiejętności. Tropię, korzystając z psychicznych połączeń, z
oczu innych ludzi. Niektórzy z
twoich pobratymców są niedbali i zbyt pewni siebie. Paru nawet
nie zadaje sobie trudu ustawiania
psychicznych barier. Wszyscy jesteście aroganccy, nawet nie
przyjdzie wam do głowy, że jakiś
człowiek, ktoś nienależący do waszej wyższej rasy, może
zakraść się do waszych umysłów. A tam
gdzieś jest ktoś podobny do mnie, kto donosi na was i sprowadza
śmierć. Jeśłi ja mam dostęp do
waszych myśli, to ta kobieta też. Radziłabym, o ile mogę coś
radzić, zachowywać większą
ostrożność.
Odsunęła się od dłoni, której dotykiem Michaił chciał ją
udobruchać.
-Próbuję chronić wasze życie, nie chodzi mi o zemstę. Jedynie
duma powstrzymywała ją od
załamania. Czuła, że go traci, że traci tę niepowtarzalną bliskość.
Wiedziała, że nigdy nie będzie w
jej życiu innego mężczyzny, nigdy nie będzie kolejnej okazji,
kiedy w taki sposób śmiała się i
rozmawiała, czując się totalnie akceptowana i swobodna. Nie
musisz mówić nic więcej, Michaił.
Widziałam to twoje draśnięcie na własne oczy. Miałeś rację, nie
byliście tam sami, patrzyłam na to.
A w moim języku uczciwość oznacza prawdę.
Wzięła głęboki oddech, zdjęła z palca pierścionek i ostrożnie,
ruchem pełnym żalu, odłożyła go
na mały stolik koło łóżka.
-Przepraszam cię, Michaił, naprawdę przepraszam. Wiem, że
sprawiam ci zawód, ale ja nie pasuję
do twojego świata. Ja go nie rozumiem, nie rozumiem jego
reguł. Proszę, zrób mi tę przysługę i nie
szukaj mnie, nie próbuj się ze mną kontaktować. Oboje wiemy,
że ja do ciebie nie dorastam.
Wyjadę pierwszym pociągiem.
Odwróciła się i ruszyła do drzwi. Zatrzasnęły się przed nią z
głośnym hukiem. Wpatrzyła się w
te drzwi, nie oglądając się. Powietrze aż zgęstniało od napięcia,
od jakiejś mrocznej atmosfery,
której nie umiała określić.
Moim
zdaniem nie ma sensu tego przeciągać. Teraz potrzebujesz
pomocy. Jak widać,
cokolwiek twoi ludzie zamierzają, jest to sekret, obcy nie
powinni nic widzieć. Ja jestem tu obca.
Michaił, pozwól mi wrócić do domu, tam, gdzie moje miejsce, i
pozwól, żeby oni teraz ci pomogli.
- Zostawcie nas powiedział
Michaił. Natychmiast go posłuchali.
-Raven, podejdź tu do mnie, proszę cię. Jestem słaby i
straciłbym resztę sil, gdybym sam miał
podejść do ciebie.
-W jego głosie była łagodność i szczerość, które łamały jej serce.
Zamknęła oczy, usiłując bronić się przed siłą jego głosu, przed
tym miękko pieszczotliwym
tonem, który niczym czarny aksamit muskał skórę, wkradał się
w głąb duszy, zaciskał wokół jej
serca.
-Nie tym razem. Michaił. Nie tylko żyjemy w dwóch
odmiennych światach, mamy też zupełnie
inne systemy wartości. Próbowaliśmy wiem,
że tego chciałeś ale
ja tak nie umiem. Może nigdy
bym nie umiała. To wszystko stało się zbyt szybko, i tak
naprawdę wcale się nie znamy.
-Raven... Samo
to imię przejęło ją gorącem. Podejdź
tu do mnie.
Przycisnęła palce do czoła.
-Nie mogę, Michaił. Jeśli pozwolę ci znów mnie przekonać,
stracę szacunek dla samej siebie.
-No to nie mam wyjścia, muszę sam podejść do ciebie.
Poruszył się na łóżku, dłońmi pomagając sobie przesunąć
zranioną nogę.
-Nie! Przestraszona,
się odwróciła. Michaił,
przestań. Zawołam z powrotem tamtych. Przytrzymała
go na poduszkach.
Chwycił ją za kark z niespodziewaną siłą.
-W tej chwili jesteś jedynym powodem, dla którego żyję.
Mówiłem ci, że będę popełniać błędy.
Nie możesz zrezygnować ze mnie, z nas. Znasz mnie, wiesz o
mnie wszystko, co jest
najistotniejsze. Możesz zajrzeć w głąb mojego umysłu i
przekonać się, jak jesteś dla mnie ważna.
Nigdy bym ciebie nie skrzywdził.
-Już mnie skrzywdziłeś. To boli. Ci ludzie, tam, na zewnątrz, to
twoja rodzina, twoje plemię. Ja
jestem z innego kraju, z innej rasy. To nie jest mój dom i to
nigdy mój dom nie będzie. Pozwól,
zawołam ich do ciebie, a sama już pójdę.
-Masz rację, Raven. Powiedziałem ci, że między nami nie będzie
kłamstw, a przecież mam tę
potrzebę ochraniania cię przed wszystkim, co groźne i
przerażające, przed wszystkim, co mogłoby
cię zranić. Przesunął
kciukiem po delikatnej kości policzkowej i niżej, dotknął
pieszczotliwie
jedwabistych warg. Nie
zostawiaj mnie, Raven. Nie niszcz mnie. Zginę, jeśli mnie
opuścisz. Patrzy!
jej w oczy bez zmrużenia powiek, nie próbując ukrywać prawdy
zawartej w jego słowach,
tej swojej całkowitej bezbronności.
-Michaił powiedziała
powoli, z rozpaczą. Patrzę
na ciebie i coś głęboko we mnie mówi. że
należymy do siebie, że ty mnie potrzebujesz i że ja nigdy bez
ciebie nie będą już sobą. Ale wiem,
że to nonsens, bo do tej pory byłam sama i całkiem szczęśliwa.
-Osamotniona i zbolała. Nikt ciebie nie dostrzegał, nie wiedział,
kim jesteś. Nikt nie umiał ciebie
docenić ani zadbać o twoje potrzeby tak jak ja. Nie rób tego,
Raven. Nie rób tego.
Trzymając ją za ramię, przyciągał do siebie coraz bliżej. Jak
mogła oprzeć się mężczyźnie
swojego życia, kiedy stawał się tak uwodzicielski? Było za
późno, głos rozsądku umilkł. Usta
Michaiła już jej szukały. Wargi miał chłodne, czułe, tak łagodne,
że poczuła łzy pod powiekami.
Oparła czoło o jego czoło.
-Zraniłeś mnie, Michaił, naprawdę mnie zraniłeś.
-Wiem, maleńka, przepraszam. Proszę cię, wybacz mi.
Kącik jej warg uniósł się w lekkim uśmiechu.
-To naprawdę takie proste?
Kciukiem starł łzę z jej policzka.
-Nie, ale tylko tyle mogę ci dać w tym momencie.
- Potrzebujesz pomocy i wiem, że ja nie mogę ci pomóc. Pójdę.
Możesz się ze mną skontaktować,
kiedy poczujesz się lepiej. Obiecuję, że nie zniknę, póki nie
wydobrzejesz.
- Włóż pierścionek na palec Raven – powiedział cicho.
Pokręciła głową, odsunęła się od niego.
- Chyba nie, Michaił. Zostwawmy to tak jak jest na jakis czas.
Pozwól mi wszystko przemyśleć.
Pogłaskał dłonią jej kark, potem ramię, wreszcie zacisnął palce
na nadgarstku.
- Jutro będę musiał spać, naprawdę mocno spać. Chcę, zebyś
miała ochronę przed tamtymi
ludźmi. Wiedział,
iż ona pomyśli, ze go oszołomią lekami.
Odsunęła z czoła kosmyk włosów w kolorze jawy.
- Poradzę sobie, tak jak zawsze. Jesteś tak zajęty chronieniem
całego swiata, że nie przyjdzie ci
do głowy, ze są tacy, którzy umieją sami o siebie zadbać.
Obiecuję ci, że nie wyjadę i obiecuję,
ze będę ostrożna. Nie będę się tym ludzion chować po szafach
ani czaić po ich łóżkami.
Stanowczym gestem ujął ją pod brodę.
- Raven, oni są niebezpieczni, to fanatycy. Dziś sam się o tym
przekonałem.
- Mogą cię zidentyfikować? Nagle
oddech zaczął jej sprawiać trudność. Zaczynała rozpaczliwie
pragnąć, żeby jego przyjaciele wreszcie zajęli się tą raną.
- Wykluczone. I nie ma mowy, zeby się dowiedzieli. Poznałem
dwa kolejne nazwiska. Eugene
taki ciemny brunet, mówi z węgierskim akcentem.
- To na pewno Eugene Slovensky. Przyjechał pociągiem zresztą
wycieczki.
- A ktoś o imieniu Kurt? Położył
głowę na poduszce nie mogąc dłużej blokować bólu uda.
Szarpnął zakończeniami nerwowymi, jakby ktoś przecinał mu
skórę zardzewiałmym ostrzem
piły.
- Kurt Von halen. Też należy do wycieczki.
- Był też trzeci mężczyzna. Ale nikt nie wymienił nazwiska.
Jego
głos powoli słabł. Koło
siedemdziesiątki, siwe włosy, cienki wąsik.
- To na pewno Harry Summers. Mąż Margeret.
- Ta gospoda to istne gniazdo zabójców. Najgorsze, że tamta
położna mówiła mężowi i im
wszystkim że Noelle nie należała do nieumarłych. Jak mogli
uwierzyć w taki nonsesn, skoro
urodziła żywe dziecko? Boże! Jakie bezsensowne marnowanie
życia. Ogarnął
go głęboki żal,
jeszcze tylko pogłębił ciążący mu ból.
Raven poczuła okrutne szaprnięcie tego bólu.
- Pójdę już, zeby mogli ci pomóc Michaił. Z minuty na minutę
słabiesz. Pochyliła
się, żeby
pocałowaćgo w czoło.Wyczuwam
ich niepokój.
Chwycił ją za rękę.
- Włóż pierścionek. Popieścił
kciukiem wnętrze jej dłoni. Chcę,
żebyś go nosiła. To dla mnie
ważne.
- Dobrze, Michaił, ale tylko po to, żebyś mógł odpocząć.
Porozmawiamy o wszystkim, kiedy
poczujesz się lepiej. Wezwij teraz swoich przyjaciół. Ja wrócę
twoim samochodem do gospody.
Dotknęła
jego skóry.
Był zimny, taki zimny. Wsunęła pierścionek na palec. Znów
chwycił ją za rękę. Nie
zbliżaj się
do tamtych ludzi. Zostań u siebie w pokoju. Będę spał cały
dzień. Ty odpocznij, a ja wieczorem
po ciebie przyjadę.
- Bardzo ambitny plan. Delikatnie
odsunęła mu z czoła pasmo włosów. Chyba
jednak przez
jakiś czas poleżysz w łóżku.
- Karpatianie szybko zdrowieją. Jacques odwiezie cię
bezpiecznie do domu.
- To naprawdę nie jest konieczne – zaprotestowała, nie mając
ochoty na towarzystwo obcej
osoby.
To konieczne dla mojego świętego spokoju – powiedział cicho, a
jego oczy prosiły, żeby
zgodziła się na to dla niego. Kiedy Raven skinęła głową
zaryzykował kolejną proźbę. Zanim
pojedziesz, proszę, spróbuj wypić jeszcze szklankę soku.
Naprawdę mi to pomoże nie martwić
się tak bardzo o ciebie. Czytając
w jej myślach, wiedział, że wcześniej próbowała się trochę
napić. Żołądek zbuntował się zanim wzięła w usta pierwszy tyk.
Michaił przeklął siebie
Odpowiadał za to, że jej ciało odrzucało teraz zwykłe ludzkie
pokarmy. Raven już była za
szczupła. Nie mogła sobie pozwolić na dalszą utratę wagi.
-Od samego zapachu robi mi się niedobrze przyznała,
chcąc go jakoś zadowolić, ale wiedziała, że
to niemożliwe. ja
chyba naprawdę mam jakąś grypę. Michaił, spróbuję trochę
później.
-Pomogę ci wyszeptał
te słowa cicho, patrząc na nią z troską. Muszę
to dla ciebie zrobić.
Proszę, maleńka, pozwól mi zrobić dla ciebie chociaż tyle.
Drzwi za jej plecami otworzyły się i do środka weszli trzej
mężczyźni. Jeden stanął
wyczekująco tuż przy drzwiach. Wyglądał jak łagodniejsza
wersja Michaiła.
-Ty pewnie jesteś Jacques. Raven
dotknęła chłodnej dłoni Michaiła jeszcze raz i skierowała
się do wyjścia.
-A ty jesteś Raven. Patrzył
na pierścionek na jej palcu i nawet nie usiłował ukryć złośliwego
uśmieszku.
Uniosła brew.
-Nie chciałam go denerwować. Pomyślałam, że to najszybszy
sposób, żeby stąd wyjść i żebyście
wy mogli się nim zająć. Nie
mogła wykorzystać Jacques'a, żeby sprawdzić, co się dzieje z
Michaiłem. Jego bariery były zbyt silne, by zdołała je
przeniknąć. Byron wydawał się łatwiejszym
celem.
Kiedy ruszyła do drzwi frontowych, Jacques pokręcił głową i
skinął na nią palcem.
-On chce, żebyś wypiła trochę soku.
-Och, daj spokój. Nie obiecałam, że spróbuję.
-Możemy tu siedzieć całą noc. Wzruszył
szerokimi ramionami i uśmiechnął się do niej
asymetrycznym, szybkim uśmiechem. Mnie
tam wszystko jedno. Dom Michaiła jest wygodny.
Spiorunowała go wzrokiem i próbowała zrobić groźny minę, ale
w głębi duszy pomyślała, że
wszyscy są trochę śmieszni. Mężczyźni uważają, że postępują
tak bardzo logicznie.
-Jesteś taki sam jak on. To nie komplement dodała,
widząc jego zadowoloną minę.
Znów uśmiechnął się tym asymetrycznym, rozbrajającym
uśmiechem, który na pewno łamał
damskie serca.
-Jesteście ze sobą spokrewnieni, prawda? domyśliła
się Raven, pewna, że dobrze zgaduje. No bo
niby jak to wytłumaczyć? Chłopak miał ten sam urok, te same
oczy, te same wyraziste, męskie
rysy.
-Może kiedyś mnie uzna. Nalał
świeżą szklankę soku jabłkowego i podał jej.
-Przecież by się nie dowiedział... Chybaby
ją to zabiło, gdyby miała wypić ten sok.
-Wiedziałby. On wszystko wie. A jeśli chodzi o ciebie, robi się
odrobinę drażliwy. Więc wypij.
Westchnęła z rezygnacją i spróbowała zmusić się do wypicia
soku, żeby nie zakłócać spokoju
Michaiłowi. Wiedziała. że Jacques się nie mylił. Michaił
wiedziałby, że nie wypiła soku, a jakoś
bardzo mu na tym zależało. Żołądek skurczył się, stawiając opór.
Raven zakrztusiła się, kaszlnęła.
-Wezwij go poinstruował
ją Jacąues. Pozwól
mu sobie pomóc.
-Jest taki słaby, naprawdę nie trzeba.
-Nie zaśnie, póki się nie zatroszczy o ciebie. Wezwij go, albo
nigdy stąd nie wyjdziemy.
-Ty nawet brzmisz tak jak on mruknęła.
Michaił. Przepraszam cię. Potrzebuję twojej pomocy,
chodzi o sok.
Przesłał jej ciepło i miłość. A potem łagodne polecenie, które
pozwoliło jej osuszyć szklankę i
utrzymać sok w żołądku. Wypłukała szklankę nad zlewem, a
potem postawiła na suszarce.
-Miałeś rację. Nie pozwolił zacząć się leczyć, póki nie wypiłam.
Jest taki uparty.
-Nasze kobiety zawsze stoją na pierwszym miejscu. Nio martw
się o niego, nigdy byśmy nie
pozwolili, żeby Michaiłowi stało się coś złego. Wyprowadził
ją z domu do samochodu
zaparkowanego pod drzewem.
Raven przystanęła.
-Posłuchaj ich. Posłuchaj wilków. One do niego, dla niego
śpiewają. Wiedzą, że jest ranny.
Otworzył drzwi samochodu. Spojrzał na nią ciemnymi oczami,
tak podobnymi do oczu
Michaiła.
-Jesteś niezwykła.
-Tak mówi Michaił. Moim zdaniem to piękne, że te wilki
nawołują do niego, żeby mu dodać
otuchy.
Jacques zapalił silnik.
-Wiesz, że nie możesz nikomu wspomnieć ani słowem o ranie
Michaiła? Naraziłoby go to na
niebezpieczeństwo. Zabrzmiało
to jak proste stwierdzenie, ale wyczuwała w nim głęboką
potrzebę chronienia Michaiła.
Jeszcze bardziej go za to polubiła, poczuła się z nim jakoś
związana, ale mimo wszystko
spojrzała na niego karcąco.
-Jesteście tacy aroganccy. Uważacie, że ludzie, niemający
telepatycznych zdolności, takich jak
wy, cierpią na niedorozwój intelektualny. Zapewniam cię, mam
własny rozum i doskonale potrafię
sama dochodzić do podobnych wniosków.
Uśmiechnął się szeroko.
-Na pewno doprowadzasz go do białej gorączki. Ten numer z
„ważniakiein" był znakomity.
Mógłbym się założyć, że jeszcze nikt nigdy tak się do niego nie
odezwał.
-I dobrze mu tak. Gdyby ludzie mu się przeciwstawiali, może
byłby... Zawahała
się, szukając
odpowiedniego określenia. Roześmiała się cicho. No
nie wiem. Uległy.
-Uległy? Tego słowa nie używaliśmy jeszcze nigdy w tym
samym zdaniu, w którym padało jego
imię. Ale nikt z nas jeszcze nie widział, żeby był taki szczęśliwy.
Dzięki ci za to powiedział
Jacques cicho.
Specjalnie zaparkował samochód w ciemnym miejscu.
-Bardzo na siebie uważaj, szczególnie dziś wieczorem i jutro.
Nie wychodź z pokoju, póki
Michaił się z tobą nie skontaktuje.
Raven przewróciła oczami.
-Dam sobie radę.
-Nie rozumiesz. Jeśli coś ci się stanie, stracimy go.
Zamarła z ręką na klamce.
-Oni zajmą się nim jak trzeba, prawda? Nie
chciała tego mówić, ale czuła się tak, jakby zabrakło
jej części samej siebie, jakby wyrwano jej kawał duszy. Jej
umysł spragniony był kontaktu z
Michaiłem, choćby muśnięcia. Czegoś, co by ją upewniło, że nic
mu nie jest i że nadal stanowią
jedność.
-Wiedzą, co robić. Szybko się wyleczy. Muszę teraz do niego
wracać. Po Grigorim jestem
najsilniejszy, najbliższy mu. Będzie chciał mieć mnie teraz przy
sobie.
Michaił był osłabiony, zmęczony bólem i głodem, który szarpał
nim na równi z poczuciem
winy. Niewiele brakowało, żeby utracił Raven. Jak to możliwe,
że popełniał tyle błędów, chociaż
była dla niego wszystkim? Zranił ją. Nie powinien kłamać,
zwłaszcza w tak błahej sprawie. Raven.
Potrzebował jej dosięgnąć, dotknąć jej umysłu, poczuć ją,
wiedzieć, że ona tam jest. Od bólu,
słabości i głodu gorsza była okropna, bolesna pustka w samym
środku duszy. Mógł sobie
tłumaczyć, że rytuał, który ich połączył, wywołał
wszechogarniającą potrzebę kontaktu, ale ta
świadomość w niczym nie zmniejszała pragnienia, żeby
połączyć się z Raven myślami.
-Michaił, pij! Jacques
chwycił starszego brata w ramiona; twarz wykrzywił mu grymas
złości.
Eric,
dlaczego nie udzieliłeś mu pomocy?
-Myślał tylko o swojej kobiecie tłumaczył
się Eric.
Jacques zaklął cicho.
-Michaił, ona jest bezpieczna u siebie w pokoju. Musisz się
napić, za was oboje. Nie możecie
istnieć jedno bez drugiego. Jeśli nie przeżyjesz, skarzesz ją na
śmierć, a przy najmniej na półżycie.
Opanował
gniew, oddychając głęboko. Weź
moją krew. Oddaję ci ją dobrowolnie,
bezwarukowo. Moje życie jest twoim życiem, razem jesteśmy
silni Użył
formalnego zwrotu, z
wiarą w każde słowo. Nie dbał o siebie, zrobiłby wszystko, żeby
uratować swojego przywódcę.
Ziomkowie śpiewali pieśń rytualnego uzdrawiania. Skandowali
słowa w hipnotycznym rytmie, w
swoim pięknym, prastarym języku.
Słyszał za sobą szmer głosów, czuł słodki zapach ziół. Ziemia
Karpat, tak bogata w lecznicze
składniki, została zmieszana z ziołami i śliną braci i przyłożona
do ran. Ja cques czuł jak jego siła
napełnia Michaiła, i dziękował Bogu, że może mu pomóc. To
dobry, wielki człowiek, ich lud po
trzebował takiego przywódcy.
Michaił czuł, jak ożywcza siła pobudza jego osłabłe mięśnie,
mózg i serce. Silne ciało
Jacques'a drżało; nagle usiadi na brzegu łóżka, ale nie wypuścił
Michaiła z ramion, wciąjż
podtrzymywał jego głowę, żeby ułatwić uzupełnienie tego, co
stracił.
Próbował stawiać opór, zdziwiony, że Jacques ma jeszcze tyle
siły; zauważył jednak, że
słabnie. Nie! To dla ciebie niebezpieczne. Wymówił te słowa w
myślach ostrym tonem.
Bracie,
to nie wystarczy. Bierz, co ci daję z własnej woli i myśl tylko o
swoim zdrowiu. Jacques
jak długo mógł, przekonywał go, potem dał znak Ericowi, że
słabnie.
Ten bez namysłu rozciął sobie nadgarstek, nawet nic krzywiąc
się z bólu, i podsunął rękę
Jacques'owi. Erie i Byron cicho, rytmicznie wymawiali rytualne
słowa, a Jacques pożywiał się, nie
przestając oddawać krwi Michaiłowi.
Pokój zdawał się zapełniać ciepłem i miłością, zapachem
czystości i świeżości. Leczący rytuał
sygnalizował nowy początek. Eric dał znak. że pora przerwać,
kiedy zobaczył, że Michaiłowi
wróciły kolory, kiedy usłyszał, że jego serce bije równo i
wyczuł, że krew w żyłach krąży
swobodnie i pewnie.
Byron podparł opiekuńczo Jacques'a, pomógł mu usiąść na
krześle. Bez słowa zajął miejsce
Erica przekazywał życiodajny płyn.
Michaił poruszył się, akceptując ból rany jako część procesu
leczenia, część mechanizmów
życia. Odwrócił głowę, spojrzał na ]acques'a.
-Nic ci nie jest? Głos
miał bardzo cichy, ale i tak nieznoszący
sprzeciwu. Michaił potrafił być
władczy niezależnie od okoliczności.
Jacques podniósł oczy, blady i wymizerowany, uśmiechnął się
szeroko i mrugnął.
-Braciszku, mnóstwo czasu spędzam, ratując ci tyłek z różnych
opresji. Można by pomyśleć, że
facet dobre dwieście lat ode mnie starszy będzie umiał sam o
siebie zadbać.
Michaił uśmiechnął się ze znużeniem.
-Robisz się zadziorny, kiedy leżę bez sił.
-Zostały cztery godziny do świtu odezwał
się z powagą Eric. Byron
i ja musimy się pożywić.
Niedługo rozdzielenie ze swoją kobietą zacznie ci doskwierać.
Nie możesz sobie pozwalać na
kontakt telepatyczny, to wytracanie energii. Musisz zejść do
ziemi teraz, zanim cierpienie stanie
się nie do zniesienia.
-Ustawię blokady i będę spać nad tobą, zapewnię ci ochronę
powiedział
cicho Jacques. Stracił już
siostrę w ataku zabójców; nie chciał stracić brata. Sam też
potrzebował ziemi. Nawet po
otrzymaniu krwi od Erica i Byrona był wciąż osłabiony,
organizm domagał się uzdrawiającego
snu.
Michaił uniósł brew.
-Pięć minut w jej towarzystwie, i już robisz problem.
Nieznaczny,
słaby uśmiech złagodził
surową linię jego ust.
Zamknął oczy, ogarnięty poczuciem winy. Raven czeka
koszmarna noc. On, głęboko w ziemi,
znajdzie się poza bólem, poza świadomością ich rozłąki, poza
własnym żalem i nienawiścią
tamtych do jego rasy. Raven będzie otoczona przez zabójców, w
każdej chwili narażona na
niebezpieczeństwo. Więcej nawet, to ona będzie musiała znieść
utratę łączącej ich telepatycznej
więzi. Maleńka. Włożył w to przywołanie całe bogactwo swojej
miłości.
Lepiej ci? Ulga.
Z każdą chwilą coraz bardziej. Leżysz już?
A ty jak zwykle o łóżku. Słyszałam cię wcześniej, twój lęk o
Jacques'a. W twoich myślach było
wiele uczucia. Co z nim?
Jest wycieńczony. Oddał mi krew. Z trudem podtrzymywał
kontakt, z trudem pokonywał
odległość, ale rozpaczliwie tego potrzebował ze względu na nich
oboje.
Słyszę, że jesteś zmęczony. Zaśnij teraz. I nie martw się o mnie,
przykazała cicho. Tak bardzo
tęskniła za dotykiem jego palców, za jego widokiem.
-Ty z nią rozmawiasz! huknął
Eric. Nie
wolno ci!
Jacques z rezygnacją machnął ręką.
-Mogłeś domyślić się, że to zrobi. Michaił, jeśli chcesz, któryś z
nas może ją uśpić.
Poczujesz się nieswojo. Nie będziesz mogła zasnąć, jeść.
Będziesz potrzebować kontaktu ze
mną. Szukając mnie myślami, nie zdołasz mnie dosięgnąć. Nie
mam siły, nie mogę dziś w nocy
pomóc ci zasnąć. Czy pozwolisz, by Eric albo Byron pomógł ci w
tym?
Michaiłowi nie podobał się ten pomysł. Raven uśmiechnęła się
wbrew sobie. Nie miał pojęcia,
jaki zrobił się dla niej czytelny. Chciał, żeby była bezpieczna,
chciał, żeby spała wtedy, kiedy i on
będzie spać, ale nie podobało mu się, żeby jakiś inny mężczyzna
zrobił coś tak intymnego, jak
wydanie jej polecenia zaśnięcia. Michaił, poradzę sobie. Prawdę
mówiąc, już i tak trudno mi jest
przyjąć podobną przysługę od ciebie. A tym bardziej od któregoś
z nich. Poradzę sobie, obiecuję.
Kocham cię, maleńka. To słowa twojej rasy, a płyną prosto z
mojego serca. Michaił ostatnim
zrywem energii wysłał prośbę do jedynego człowieka, który
mógł zadbać o bezpieczeństwo Raven.
Zamknęła oczy, wiedząc, że musi mu pozwolić odejść, zanim on
zupełnie opadnie z sił. Śpij,
Michaił. Słowami twojego ludu jesteś
moim partnerem na całe życie.
Kiedy zniknął, długo wpatrywała się w sufit. Jeszcze nigdy nie
czuła się taka samotna,
kompletnie jałowa i zimna. Objęła się ramionami, usiadła na
łóżku i kołysała się, chcąc jakoś się
odprężyć. Przez całe życie była sama, już w dzieciństwie
nauczyła się cieszyć tylko swoim
towarzystwem.
Westchnęła. To wszystko było niemądre. Michaiłowi nic się nie
stanie. Powinna skorzystać z
okazji i poczytać sobie książkę, pouczyć się trochę języka.
Języka Michaiła. Zaczęła chodzić na
bosaka po pokoju. Z kąta w kąt. Zrobiło jej się zimno i potarła
ramiona, próbując się rozgrzać.
Włączyła lampę, wyciągnęła z walizki najnowszą popularną
powieść, zdecydowana dać się
wciągnąć w skomplikowaną kryminalną aferę, pełną oszustw i
zbrodni przyprawioną romansami.
Wytrzymała godzinę, czytając ten sam akapit po dwa, albo i trzy
razy. Zatrzymywała się, ale
uparcie brnęła dalej, aż zdała sobie sprawę, że nic nie rozumie.
Zirytowana, cisnęła książkę w róg
pokoju.
Co ma zrobić? Wciąż myślała o Michaile. W Stanach nie
zostawiła żadnej rodziny, nikogo, kto
by przejął się, gdyby nie wróciła. Chciała być z Michaiłem,
potrzebowała go. Zdrowy rozsądek
nakazywał wyjechać, zanim będzie za późno. Ale nie znalazł
miejsca ani w sercu, ani w umyśle. Ze
znużeniem przeciągnęła dłonią po włosach. Nie miała
najmniejszej ochoty wracać do pracy, która
polegała na ściganiu seryjnych zabójców.
Nie umiała odmawiać Michaiłowi. Wiedziała przecież, czym jest
miłość. Poznała kilka par,
gdzie partnerów łączyło szczere uczucie. Ale jej uczucie do
Michaiła, przepełnione namiętnością i
ciepłem, było bliskie obsesji. W jakiś sposób zagnieździł się w
niej, płynął jak krew w jej żyłach,
mościł się we wnętrznościach, gdzieś koło serca. Dotarł do jej
umysłu i skradł jakąś tajemną część
duszy.
Nie chodziło o to, że jej ciało dła niego płonęło, że ją ranił swoją
obecnością. Czuła się jak
narkoman rozpaczliwe spragniony używki. To miłość czy jakaś
obsesja? Siła namiętności Michaiła
była niewyobrażalna. Pożądał Raven, to, jak na nią reagował,
sprawiało, że temperatura jej uczucia
wydawała się niska. Ten związek przerażał ją. Michaił byl
zaborczy, władczy, dziki i
nieokiełznany. Był niebezpieczny, rządził ludźmi i przywykł do
sprawowania niekwestionowanej
władzy. Miał autorytet. Sędzia, ława przysięgłych i kat w
jednym.
Ukryła twarz w dłoniach. Potrzebował jej. Tylko ona się liczyła.
Nie była pewna, skąd to wie,
ale wiedziała. Wyczytała to w jego oczach. Na innych patrzył
chłodno, bez emocji. Kiedy patrzył
na nią, oczy płonę ły stopioną lawą. jego usta potrafiły być
zacięte, miały rys okrucieństwa, i
łagodniały, gdy śmiał się z nią, rozmawiał z nią, całował ją. On
jej potrzebował.
Znów zaczęła chodzić po pokoju. Jego życie tak bardzo różniło
się od jej życia. Raven, ty się
boisz, skarciła siebie. Przycisnęła czoło do okiennej szyby. Boisz
się, że już nigdy nie zdołasz go
opuścić. Miał wielką siłę i potrafił to wykorzystać. Ale prawdę
mówiąc, chodziło o coś więcej. Ona
też go potrzebowała. Tęskniła za jego śmiechem, łagodnym
dotykiem, czułością. Przeszedł ją
dreszcz, gdy pomyślała, jak pochłaniał ją spojrzeniem głodnym,
zaborczym, i zaczynał przy niej
szaleć, ogarnięty pożądaniem. Lubiła z nim rozmawiać,
doceniała jego inteligencję, poczucie
humoru, które mieli podobne. Byli dla siebie stworzeni. Dwie
połowy tej samej całości.
Stanęła na środku pokoju, zszokowana. Dlaczego uważa, że są
dla siebie stworzeni? Miała w
głowie chaos. Zwykle zachowywała trzeźwość umysłu, myślała
racjonalnie, a w tej chwili zupełnie
się pogubiła. Wszystko w niej nawoływało Michaiła, chciało
choćby tylko poczuć jego obecność,
wiedzieć, że jest blisko. Podświadomie poszukała kontaktu z
nim i znalazła pustkę. Był albo zbyt
daleko, albo zbyt głęboko pogrążył się w śnie wywołanym
lekami, żeby mogła go dosięgnąć.
Poczuła się jeszcze bardziej samotna i roztrzęsiona. Opuszczona.
Nerwowo przygryzła kostki
palca.
Ruszała się, bo musiała coś robić. Chodziła po pokoju z kąta w
kąt, aż opadła z sił. Ciężar w
sercu zdawał się z każdym krokiem rosnąć. Traciła zdolność
logicznego myślenia, nie mogła
oddychać. Znów spróbowała poszukać Michaiła, żeby chociaż
wiedzieć, czy jest w jakimś
bezpiecznym miejscu. Znalazła pustkę.
Podciągnęła kolana pod brodę, przyciągnęła do siebie poduszkę.
Siedziała po ciemku, kołysząc
się w przód i w tył, przepełniona żalem. Mogła już myśleć tylko
o Michaile. Nie było go. Została
sama, pół człowieka, zwykły cień. Łzy zapiekły ją w oczach,
spłynęły po policzkach, ta pustka
szarpała wnętrzności. Czuła, że bez niego nie jest w stanie
istnieć.
Wszystkie jej myśli o wyjeździe, wszystkie staranne kalkulacje
przestały mieć znaczenie.
Rozsądek podpowiadał, iż to przecież niemożliwe, żeby tak się
czuć. Michaił nie mógł być jej
drugą połową, całe lata przetrwała bez niego. Nie może
dosięgnąć go za pomocą telepatycznego
kontaktu, ale to nie powód, by rzucić się z balkonu.
Wstała i znów zaczęła przemierzać pokój, powoli, krok za
krokiem, jakby ktoś ją do tego
zmuszał. Otworzyła na oścież drzwi prowadzące na balkon,
który okalał całe piętro. Do środka
wdarło się chłodne powietrze, nieco wilgotne. Mgła zasnuła góry
i las. Było bardzo pięknie, ale
Raven tego nie dostrzegała. Bez Michaiła nie było dla niej życia.
Położyła dłonie na drewnianej
balustradzie i w zamyśleniu obrysowywała głębokie rysy
znaczące drewno. Przesuwała po nich
palcami w nieobecnej pieszczocie, jakby stanowiły jedyną realną
rzecz w jałowym, pustym
świecie.
-Panno Whitney?
Zdjęta żalem i bólem, nikogo nie zauważyła. Odwróciła się,
obronnym gestem unosząc dłoń do
gardła.
-Przepraszam, że panią przestraszyłem. Głos
ojca Hummera brzmiał łagodnie. Podniósł się z
fotela w kącie bałkonu. Ramiona miał okryte pledem, ale
widziała, że drżał od zbyt długiego
siedzenia w wieczornym chłodzie. Kochanie,
tu nie jest dla pani bezpiecznie. Ujął
ją pod ramię i
jak dziecko zaprowadził do pokoju, starannie zamykając
balkonowe drzwi.
Raven odzyskała mowę.
-Na litość boską, co tam ojciec robił?
Uśmiechnął się, zadowolony z siebie.
-To nie było takie trudne. Pani Galvenstein należy do naszego
kościoła. Wie, że Michaił i ja
jesteśmy bliskimi przyjaciółmi. Powiedziałem jej, że Michaił
zaręczył się z panią, i że muszę
przekazać pani wiadomość. Jestem dość stary, żeby być pani
dziadkiem, więc uznała, iż może mi
pozwolić, bym poczekał tu na pani powrót. Poza tym nigdy by
nie przepuściła okazji, mogąc
wyświadczyć Michaiłowi przysługę. Jest bardzo szczodry i nie
prosi o wiele w zamian. To on
kupił gospodę, a potem pozwolił pani Galvenstein spłacać ją w
małych, możliwych do przyjęcia
ratach.
Raven stanęła plecami do niego, niezdolna powstrzymać łez.
-Przepraszam ojca. Nie mogę w tej chwili rozmawiać. Sama nie
wiem, co się ze mną dzieje.
Wyciągnął rękę nad jej ramieniem i pomachał trzymaną w niej
chusteczką.
-Michaił martwił się, że ta noc będzie... Trudna. I jutrzejszy
dzień. Miał nadzieję, że dotrzymam
pani towarzystwa.
-Okropnie się boję... przyznała
Raven. A
to przecież niemądre. Nie mam powodu, żeby się bać.
Nie wiem, dlaczego zachowuję się tak beznadziejnie.
-Michaiłowi nie stanie się nic złego. Jest niezniszczalny, moja
droga, jak wielki, drapieżny kot,
który ma dziewięć żywotów. Znam go od lat. Nic Michaiła nie
załamie.
Smutek. Przepełniał każdą komórkę jej ciała, wkradał się w
myśli, kładł ciężarem w duszy.
Straciła Michaiła. W jakiś sposób przez te parę godzin, kiedy był
daleko od niej, wyślizgnął się jej
Pokręciła głową, zdjęta bólem tak głębokim i dotkliwym, że
zgięta wpół, aż dusiła się, nie mogąc
złapać tchu.
-Raven, uspokój się! Ojciec
Hummer podtrzymał ją i pomógł usiąść na łóżku. Michaił
prosił,
żebym tu był. Powiedział, że wczesnym wieczorem po ciebie
przyjedzie.
-Ojciec nie rozumie...
-A po co wyrywałby mnie z łóżka o tak późnej porze? Dziecko,
jestem starym człowiekiem.
Potrzebuję snu, odpoczynku. A ty pomyśl, rusz głową.
-Ten ból jest tak realny, jakby on zginął i jakbym straciła go na
zawsze.
-Ale wiesz, że tak nie jest. Michaił wybrał ciebie na swoją
towarzyszkę. To, co cię z nim łączy, jest
właśnie tym, co ludzi jego rasy łączy z ich partnerkami. Uważają
takie fizyczne i duchowe więzi za
coś naturalnego. Cieszą się nimi, i wiem, że są one niezwykle
silne, jedno nie może przeżyć straty
drugiego. Ludzie rasy Michaiła są bardziej związani z ziemią,
dzicy i nieokiełznani, jak zwierzęta,
ale obdarzeni wyjątkowymi zdolnościami i mają sumienie.
Przyjrzał się jej zapłakanej twarzy, temu smutkowi w oczach. Z
trudem łapała oddech, ale płacz
ustawał.
-Czy ty mnie słuchasz, Raven?
Pokiwała głową, desperacko próbując uchwycić się jego słów,
odzyskać jasność umysłu. Znał
Michaiła od lat.
Wyczuwała w duchownym przywiązanie do niego i wiarę w jego
siłę.
-Z jakiegoś powodu Bóg obdarzył cię zdolnością nawiązania
zarówno duchowej, jak i fizycznej
więzi z Michaiłem. Łączy się z tym ogromna odpowiedzialność.
Dosłownie, jego życie spoczywa
w twoich rękach. Musisz uporać się z tym uczuciem i myśleć
trzeźwo. Wiesz, że on żyje.
Powiedział ci, że wróci. Wysłał mnie do ciebie, bojąc się, że
sobie zrobisz coś złego. Myśl. jesteś
rozsądną kobietą, a nie samicą płaczącą za swoim samcem.
Raven usiłowała zrozumieć, co do niej mówi. Miała wrażenie, że
spadła w przepaść, z której
nie sposób się wydostać. Czy naprawdę aż tak przepadła?
Koncentrowała się na każdym jego
słowie, zmuszała, żeby słuchać. Nabierała powietrza głęboko do
palących płuc. Czy to możliwe?
Niech go wszyscy diabli, naraził ją na takie cierpienie, w
dodatku świadomie.
Otarła łzy i postanowiła wziąć się w garść. Odepchnie od siebie
tę zgryzotę przynajmniej na
tyle, żeby móc racjonalnie myśleć. To ją zżera, niemal pozbawia
świadomości.
-Ale dlaczego ja nie mogę jeść, a pić wyłącznie wodę? Potarła
skronie, nie dostrzegając lęku na
zmęczonej twarzy księdza.
Ojciec Hummer odchrząknął.
-Jak długo to już trwa, panno Whitney?
Ta okropna pustka czaiła się w jej wnętrzu, w jej myślach, żeby
znów zaatakować z jeszcze
większą siłą. Raveu usiłowała jakoś dojść do siebie. Uniosła
hardo brodę.
-Raven, proszę do mnie mówić Raven. Zdaje się, że ksiądz mnie
świetnie zna. Spróbowała
zapanować nad drżeniem. Wyciągając przed siebie ręce,
obserwowała, jak dygoczą. Czy
to nie
głupota?
-Dziecko, zapraszam ciebie do domu. Już niedługo świt. Możesz
spędzić ten dzień ze mną.
Poczytam to sobie za wielki honor.
-On wiedział, że tak się będę czuć, prawda? Zaczynała
pojmować. Dlatego
księdza wysłał.
Bał się, że mogłabym sobie zrobić coś złego.
Ojciec Hummer powoli wypuścił powietrze z płuc.
-Oni się od nas różnią, dziecko.
-Próbował mi to tłumaczyć. Ale ja nie jestem taka jak oni.
Dlaczego miałabym tak się czuć?
Przecież to nie ma sensu. Dlaczego uznał, że tak będzie?
-Dopełniłaś z nim rytuału. Stałaś się jego drugą połową.
Światłem dla jego mroku. Jedno bez
drugiego nie może istnieć. Chodź ze mną, Raven, jedź do mnie
do domu. Posiedzimy sobie
razem i porozmawiamy, dopóki Michaił po ciebie nie przyjedzie.
ROZDZIAŁ 8
Raven się zawahała. Kusiło ją, żeby dowiedzieć się czegoś
więcej o Michaile. Bardzo kusiło.
-Chyba wiem, co się ze mną dzieje. Może jakoś sama sobie z
tym poradzę. Jest bardzo późno, już i
tak narobiłam kłopotu, wstydzę się, że z mojego powodu musiał
ojciec siedzieć na zimnie i mnie
pilnować.
Ojciec Hummer poklepał jej dłoń.
-Głupstwa opowiadasz, dziewczyno. Bawią mnie takie małe
przysługi. W moim wieku człowiek
tęskni za czymś niezwykłym. Mogłabyś przynajmniej zejść ze
mną na dół, posiedzimy razem. Pani
Galvenstein zawsze pali na kominku w salonie.
Energicznie pokręciła głową, w instynktownym odruchu
zadbania o dobro Michaiła. Tu czaiło
się wielu jego nieprzyjaciół. Nigdy by go nie naraziła na
niebezpieczeństwo.
Edgar Hummer westchnął cicho.
-Raven, nie mogę cię tak zostawić. Dałem słowo Michaiłowi.
Zrobił tyle dla mojej kongregacji, dla
ludzi z wioski, a o tak mało prosi w zamian. Potarł
z namysłem brodę. Muszę
zostać, dziecko,
być blisko, w razie gdybyś miała poczuć się gorzej.
Z trudem przełknęła ślinę. Margaret Summers spała gdzieś w
tym samym budynku. Raven
mogła strzec samej siebie, pogrążona nawet w
najintensywniejszym bólu, ale z łatwością
odczytywała całkiem naturalną troskę ojca Hummera A jeśli ona
mogła to zrobić, mogłaby też
zrobić Margaret. Podjęła decyzję; złapała żakiet, otarła łzy z
twarzy i ruszyła na dół po schodach,
zanim zdążyłaby zmienić zdanie. Musiała strzec Michaiła. To
najważniejsze. Tak mówiło jej serce.
Znalazłszy się na zewnątrz, zapięła kurtkę, podciągając suwak
po samą brodę. Przebrała się w
wytarte dżinsy i uniwersytecką bluzę, kiedy tylko wróciła do
swojego pokoju. Mgła zalegała
wszędzie, unosiła się, gęsta, parę centymetrów nad ziemią. Było
bardzo zimno. Zerknęła na
księdza. Nie posługiwał się płynną angielszczyzną, ale zmęczona
twarz i wyblakłe błękitne oczy
odzwierciedlały żywą inteligencję i wewnętrzną harmonię.
Zmarzł na balkonie. Miała wyrzuty
sumienia, że teraz, znów z jej powodu, ten stary człowiek
zarywa noc.
Odsunęła z twarzy kosmyki włosów, zmuszając się do
spokojnego kroku, kiedy szli przez
wioskę. Nie bała się, ale miała świadomość, że grupa fanatyków
morduje tu ludzi, których uważa
za wampiry. Serce ją bolało. Umysł tęsknił za ukojeniem, które
mógł przynieść kontakt z myślami
Michaiła. Zerknęła na idącego obok niej starca. Szedł rześkim
krokiem, pewny siebie i
zrelaksowany.
-Jest ksiądz pewien, że on żyje? Pytanie
wymknęło się jej, zanim zdążyła się powstrzymać i to
właśnie wtedy kiedy już sobie gratulowała, że zaczyna
zachowywać się normalnie.
-Absolutnie, dziecko. Dał mi do zrozumienia, że nie będzie z
nim kontaktu przez cały dzień aż do
zmroku. Uśmiechnął
się do niej porozumiewawczo. Zwykłe
sam kontaktuję się z nim na pager.
Te gadżety mnie fascynują. Kiedy go odwiedzam, jak
najczęściej gram sobie na jego komputerze.
Raz udało mi się zablokować draństwo i nieźle się nabiedził,
zanim odkrył, jak to zrobiłem. Ksiądz
był absurdalnie z siebie zadowolony. Oczywiście,
sama rozumiesz, mogłem mu
powiedzieć, ale to by nam zepsuło połowę zabawy.
Raven się roześmiała.
-Przynajmniej jest jedna osoba podobna w tym do mnie. Cieszę
się, że jeszcze ktoś czasem mu
podokucza. On tego potrzebuje. Ludzie mu się kłaniają i
podlizują. To mu naprawdę nie służy. Dłonie
jej marzły, więc wcisnęła je w kieszenie kurtki.
-Staram się jak mogę, Raven, ale nie trzeba mu tego mówić.
Lepiej, jeśli pewne sprawy
zatrzymamy dla siebie.
Uśmiechnęła się, trochę odprężona.
-Zgadzam się z ojcem w tej kwestii. Jak długo zna ojciec
Michaiła? Skoro
nie mogła go
dosięgnąć, dotknąć, może uda jej się zaleczyć bolesną ranę
pustki, przynajmniej o nim
rozmawiając. Tęsknota zaczynała ustępować miejsca złości.
Powinien był ją przygotować na takie
doświadczenie.
Duchowny spojrzał na las, w stronę domu Michaiła, a potem
uniósł oczy do nieba. Znał
Michaiła jeszcze z czasów swojej młodości, kiedy to jako świeżo
upieczony ksiądz przyjechał z
rodzinnych stron do tej maleńkiej wioski na krańcu świata.
Oczywiście, przenoszono go potem z
miejsca na miejsce, ale teraz, ze względu na podeszły wiek,
pozwolono mu wrócić tam, gdzie
chciał, do miejsca, które pokochał.
Przyglądała mu się z uwagą.
~ Ojcze, nie chciałabym stawiać ojca w takiej sytuacji, w której
musiałby ojciec kłamać. Sama
już i tak często robię to dla Michaiła, chociaż nawet nie jestem
pewna, dlaczego Bóg świadkiem, że
on mnie o to nie prosi. W
jej głosie moż na było wyczuć smutek, żal i zmieszanie.
-Nie skłamałbym.
-Czy niedopowiedzenie jest tym samym, co kłamstwo, ojcze?
Od
łez, które zawisły u długich
rzęs, jej oczy zabłys ły. Coś
się ze mną dzieje, coś, czego nie rozumiem i to mnie przeraża.
-Kochasz go?
W ciszy ustępującej już nocy rozlegało się echo ich kroków.
Mijając domy, słyszała chrapanie,
skrzypienia, szelesty, miłosne okrzyki jakiejś kochającej się
pary. Palcami poszukała pierścionka,
który dostała od Michaiła i nakryła go ostrożnie dłonią, jakby to
był jakiś talizman, jakby w ten
sposób mogła dotknąć Michaiła.
Czy go kochała? Miał w sobie coś, co ją zafascynowało, czuła
się odurzona. Z pewnością
łączyła ich chemia, niezwy kle silna, wręcz eksplozywna. Ale
Michaił stanowił zagadkę,
niebezpieczny mężczyzna żyjący w mroku tego
nawet nic próbowała zrozumieć.
-Jak można kochać kogoś, kogo się nie rozumie, kogo się
właściwie nie zna? Jeszcze
nie
dokończyła pytania, a już zobaczyła jego uśmiech, czułość w
oczach. Prawie słyszała swój i jego
śmiech, te ciągnące się godzinami rozmowy, to swobodne
milczenie, które czasem między nimi
zapadało
-Znasz Michaiła. Jesteś niezwykłą kobietą. Wyczuwasz jego
dobroć, jego współczucie.
-Jest zazdrosny i zaborczy. Wydawało
się jej, że go znała, i akceptowała go takim, jakim był. Ale
teraz zdała sobie sprawę, że chociaż otworzył przed nią swój
umysł, dopiero zaczęła go poznawać.
-Nie zapominaj, że jest opiekuńczy i ma silne poczuciu
obowiązku. Ojciec
Hummer się
uśmiechnął.
Wzruszyła ramionami, znów zbierało się jej na płacz Czuła się
upokorzona, że traci panowanie
nad sobą, chociaż wiedziała, że ksiądz ma rację. Michaił nie
umarł; był gdzieś tam, pogrążony w
śnie wywołanym lekami i skontaktuje się z nią, kiedy tylko
będzie mógł.
-Intensywność tego, co do niego czuję, przeraża mnie, ojcze. To
nie jest normalne.
-On by za ciebie oddał życie. Nie mógłby cię skrzywdzić.
Wchodząc z nim w związek, możesz być
spokojna, że nigdy cię nie zdradzi, nigdy na ciebie nie podniesie
ręki i zawsze będzie ciebie
stawiać na pierwszym miejscu. Edgar
Hummer wypowiedział te słowa z pełnym przekonaniem.
Wierzył, że to prawda, z równą siłą, z jaką wierzył, że w niebie
jest Bóg.
Otarła łzy grzbietem dłoni.
-Wiem, że by mnie nie skrzywdził. Ale to nie wszystko. On ma
tyle specjalnych uzdolnień, tyle
władzy. Jest mnóstwo okazji, żeby z takich talentów źle
skorzystać. Sprzeniewierzyć się swoim
zasadom.
Ojciec Hummer otworzył drzwi domku i gestem zaprosił ją do
środka.
-Naprawdę myślisz, że byłby do tego zdolny? On jest przywódcą
swojego ludu z racji prawa krwi.
Ta linia sięga daleko w przeszłość. Karpatianie nazywają go
księciem, chociaż tobie nigdy by się
do tego nie przyznał. Zwracają się do niego, jak do opiekuna i
przewodnika, tak samo jak moja
kongregacja zwraca się często do mnie.
Raven, żeby czymś się zająć, rozpaliła ogień w kamiennym
kominku, podczas gdy ksiądz
parzył ziołową herbatę.
-Naprawdę jest księciem? Z
jakiegoś powodu to ją przerażało. Więc na dodatek musi jeszcze
rozważać związanie się z kimś pochodzącym z książęcego rodu.
Takie sprawy nigdy się nie
kończyły dobrze.
-Obawiam się, że tak, dziecko przyznał
z żalem ojciec Hummer. Jest
największym autorytetem,
zawsze ma ostatnie słowo. Może właśnie dlatego czasem
wygląda i zachowuje się tak, jakby był
bardzo ważną osobą. Wziął na siebie wieliobowiązków,
i o ile go znam, nigdy nic nie zaniedbał.
Usiadła na podłodze, odsuwając włosy z mokrej od łez twarzy.
-Kiedy jesteśmy razem z Michaiłem, często mam wra żenie,
jakbyśmy stanowili dwie połowy
jednej całości. Potrafi być taki poważny, zamyślony, taki
samotny. Uwielbiam go i rozbawiać,
sprawiać, że oczy mu błyszczą. Ale wtedy robi takie rzeczy...
Umilkła.
Ojciec Hummer postawił koto niej filiżankę herbaty, a potem
usiadł na swoim zwykłym
miejscu, w fotelu
-Jakie rzeczy? spytał
łagodnie.
Powoli, z drżeniem, wypuściła oddech.
-Byłam samotna przez większość życia. Niezależna Kiedy chcę,
pakuję się i jadę dalej. Dużo
podróżuję i cenię sobie wolność. Nigdy nie musiałam z nikim się
liczyć.
-I wolisz takie życie od tego, które mogłabyś mieć z Michaiłem?
Dłonie jej drżały, kiedy obejmowała filiżankę, żeby je trochę
rozgrzać.
-Zadaje ojciec trudne pytania. Myślałam, że Michaił i ja zdołamy
wypracować jakiś kompromis.
Ale to wszystko stało się tak szybko i teraz już nie wiem, czy
moje uczucia są rzeczywiście moje.
On zawsze jest ze mną. Nagle, stało się tak, że nie ma go, a ja
szaleję! Proszę na mnie spojrzeć,
jestem wrakiem człowieka. Nie znał mnie ojciec wcześniej, ale
ja przywykłam do samotności, do
całkowitej swobody w dokonywaniu wyborów. Jak on mógł
sprawić, że coś takiego stało się ze
mną.
-Michaił nie zmuszałby cię do miłości. Przypuszczam, że nie
byłby do tego zdolny.
Przełknęła kojący łyk herbaty.
-Ja to wiem. Ale wciąż zastanawiam się, dlaczego nie mogę
znieść tego oddalenia? Przecież lubię
być sama. Cenię sobie swoją prywatność, a jednak bez jego
dotyku rozpadam się. Czy ojciec ma
pojęcie, jakie to upokarzające dla kogoś takiego jak ja?
Ojciec Hummer odstawi! filiżankę na spodek i patrzył z troską
na Raven. Nie
masz powodu
tak się czuć, dziecko. Michaił mówił, że kiedy mężczyzna jego
rasy spotyka swoją prawdziwą
życiową partnerkę, może wypowiedzieć do niej rytualne słowa,
które wiążą oboje, tak, jak im to
było przeznaczone. Jeśli wybranka nie jest tą właściwą kobietą,
żadne z nich nie odczuje wpływu
tych słów, ale jeśli nią jest, jedno nie może już żyć bez drugiego.
Raven obronnym gestem uniosła rękę do gardła.
-Powiedział księdzu, jakie to słowa?
Duchowny z żalem pokręcił głową.
-Wiem tylko, że kiedy zostaną wypowiedziane do właściwej
kobiety, wiążą ją z mężczyzną tak, że
nie może już od niego uciec. Te słowa przypominają naszą
przysięgę małżeńską. Karpatianie
kierują się innym systemem wartości, tego co dobre i złe. Nie
znają czegoś takiego jak rozwód;
takiego słowa w ich słowniku nie ma. Dwoje ludzi staje się
dosłownie dwiema połowami tej samej
całości.
-A jeśli jedno jest nieszczęśliwe? Nerwowo
zacisnęła palce. Przypomniała sobie, że Michaił
mówił coś, co dla niej brzmiało dziwnie. Wspomnienie było
zamglone, pamiętała to jak przez sen.
-Karpatiański mężczyzna zrobi wszystko, żeby zapewnić swojej
kobiecie szczęście. Nie wiem i nie
rozumiem, jak to działa, ale Michaił mówił mi, że ta więź jest
tak silna, że mężczyzna musi
dowiedzieć się, co jego kobietę uszczęśliwia.
Raven dotknęła szyi, jej dłoń zatrzymała się tam, gdzie bił puls.
-Cokolwiek zrobił, ojcze, to działa, bo ja nie należę do kobiet
skłonnych rzucać się z balkonu
dlatego, że przez parę godzin nie mogłam być z mężczyzną.
-Chyba oboje powinniśmy żywić nadzieję, że Michaił miał
podobne odczucia powiedział
ojciec
Hummer z nic znacznym uśmiechem.
Serce Raven mocniej zabiło, a jej ciało zakrzyknęło nie mym,
nagłym protestem. Sama myśl, że
Michaił miałby cierpieć była dla niej nie do zniesienia.
Próbowała w odpowiedzi się uśmiechnąć.
-Wydaje mi się, że jest teraz zabezpieczony przed od czuwaniem
czegokolwiek.
Ksiądz przyjrzał się jej zmęczonej bólem twarzy.
-Moim zdaniem Michaiła spotkało szczęście, że na ciebie trafił.
Jesteś silna tak jak on.
-Znaczy że nieźle umiem udawać... Otarła
kciukami oczy. Mam
wrażenie, jakbym w środku
rozpadała się na kawałki. To boli. I nie jest mi lżej na duszy,
kiedy Michaił może to czuć.
-Tak właśnie powinno być, bo twoim pierwszym odruchem jest
go chronić. Byłaś przerażona na
samą myśl, że mógłby tak cierpieć jak ty.
-Nie lubię, kiedy ktoś cierpi. A w Michaile jest cos smutnego,
jakby zbyt długo już nosił na swoich
barkach ciężar całego świata. Czasami patrzę na jego twarz i
widzę na niej, i w oczach taki
smutek... Raven
westchnęła. Chyba
plotę bez sensu, ale jemu potrzebny jest ktoś, kto odgoni te
cienie.
-Interesujące stwierdzenie, dziecko, i wiem, o co ci chodzi. Też
to zauważam. Odgonić cienie powtórzył
na głos właśnie
tak.
Raven pokiwała głową.
-Zupełnie jakby widział zbyt wiele przemocy, zbyt wiele
okropnych rzeczy, i jakby to coraz
bardziej wciągało go w mrok. Kiedy jestem blisko niego,
wyraźnie to czuję. Stoi niczym strażnik
przy drzwiach czegoś złego, strasznego, i powstrzymuje
potwory, żebyśmy mogli żyć normalnie,
nawet nie wiedząc, że coś nam zagrażało.
Ojcu Hummerowi aż dech zaparło.
-Tak go widzisz? Strażnik u bram?
-Ten obraz jest bardzo żywy w mojej wyobraźni. Pewnie w
uszach księdza takie słowa brzmią
melodramatycznie.
-Żałuję, że sam nie mogłem ich wypowiedzieć. Nieraz tu
przychodził szukać pociechy, a jednak
nigdy nie miałem zupełnej pewności, że przekazałem mu to, co
powinienem. Modliłem się, żeby
Bóg zesłał mu jakąś pomoc w uzyskaniu odpowiedzi, Raven, i
wygląda na to, że zesłał ciebie.
Drżała, miała zamęt w głowie, walczyła z potrzebą dotknięcia
Michaiła, z myślą, że znikł z
powierzchni ziemi. Wzięła głęboki, uspokajający oddech, pełna
wdzięczności dla księdza.
-Nie wydaje mi się, żebym była odpowiedzią na cokolwiek,
ojcze. W tej chwili mam ochotę
zwinąć się w kłębek i płakać.
-Raven. jeśli chcesz, możesz. Wiesz, że on żyje.
Napiła się herbaty. Była gorąca i pyszna. Rozgrzała ją, ale nie
mogła zapełnić tej okropnej pustki
ziejącej zimnem, która pożerała jej duszę. Powoli, centymetr po
centymetrze, ta przepaść rosła.
Próbowała skoncentrować się na innych rzeczach, cieszyć się
rozmową z duchownym, który
znał szanował, a może nawet kochał Michaiła. Napiła się jeszcze
herbaty, rozpaczliwie walcząc o
zachowanie jasności umysłu.
-Michaił to niezwykły człowiek mówił
ojciec Hummer z nadzieją, że jakoś odwróci jej uwagę.
Zrównoważony,
łagodny, niewielu takich zdarzyło mi się spotkać. Jego wyczucie
dobra i zła
jest niesamowite. Ma żelazną wolę.
-Widziałam to w nim.
-Nie wątpię. To człowiek o silnym charakterze, lepiej nie mieć w
nim wroga. Jest lojalny i
potrafi dbać o innych. Widziałem, jak niemal bez pomocy,
przywrócił do życia właśnie tę
wioskę po kataklizmie. Tu każdy jest dla niego ważny. Ma
wielkie serce.
Podciągnęła kolana pod brodę i zakołysała się w przód i w tyl.
Oddychanie sprawiało jej
trudność. Michaił! Gdzie jesteś? Ten krzyk wyrwał jej się prosto
z serca. Potrzebowała go chociaż
na moment, żeby odpowiedział, żeby jej dotknął Chociaż raz.
Czarna czeluść ziała przed nią. Raven przygryzła z całej siły
dolną wargę, cieszyła się bólem,
koncentrowała na nim Jest silna! Ma swój rozum! Cokolwiek ją
gnębi, wmawiając, że nie da sobie
rady bez Michaiła, ona to pokona. To nie było rzeczywiste.
Ojciec Hummer wstał, a potem posadził ją obok siebie.
-Dość tego, Raven. Chodźmy na dwór, do ogrodu. Gdy
weźmiesz trochę ziemi na dłonie,
odetchniesz świeżym powietrzem, poczujesz się lepiej. Jeśli
to nie pomoże, nie miałby innego
wyjścia, jak tylko rzucić się na kolana i zacząć modlić.
Raven udało się roześmiać przez łzy.
-Kiedy ojciec mnie dotyka, otwiera przede mną swój umysł. Czy
księdzu wypada myśleć z taką
niechęcią o klękaniu na kolana?
Odsunął się od niej, jakby parzyła, a potem zaczął się śmiać.
-W moim wieku, moja droga? Z moim reumatyzmem? Kiedy
klęczę, mam większą ochotę kląć,
niż się modlić. A ty odkryłaś jeden z moich największych
sekretów.
Mimo wszystko roześmieli się, wychodząc na poranne słońce.
Oczy Raven zaczęły łzawić,
protestując przeciw rażącemu światłu. Ból przeszył jej głowę,
przymknęła oczy. Zakryła je dłonią.
-Słońce jest takie jasne! Prawie nic nie widzę i strasznie mnie
boli, kiedy otwieram oczy. Ojcu
to nie przeszkadza?
-Możliwe, że Michaił zostawił tu jakieś szkła przeciwsłoneczne.
Pójdę sprawdzić. Często mu
się to zdarza, kiedy przegra w szachy.
Wrócił z parą ciemnych okularów specjalnie wykonanych dla
Michaiła. Były dla niej za duże,
ale ojciec zamocował je gumką. Powoli uniosła powieki.
Okulary, zadziwiająco lekkie, miały
bardzo ciemne szkła. Przyniosły oczom natychmiastową ulgę.
-Są rewelacyjne. Ale nie rozpoznałam marki.
-Przyjaciel Michaiła robi mu na zamówienie.
W ogrodzie Raven uklękła i zanurzyła dłonie w żyznej, ciemnej
ziemi. Zamknęła w palcach jej
bogactwo. Jakiś ciężar spadł jej z serca, pozwolił złapać więcej
powietrza zmęczonym płucom.
Miała ochotę położyć się na życiodajnej grządce, zamknąć oczy
i chłonąć siłę ziemi przez skórę.
Piękny ogród ojca Hummera pozwolił jej przetrwać długie
godziny poranka. Kiedy słońce
rozprażyło się w południe, wrócili do domu. Nawet pod osłoną
okularów oczy paliły ją, łzawiły i
bolały w silnym słońcu. Miała wrażenie, że jej skóra też się
uwrażliwiła, zaczynała się czerwienić,
chociaż Raven nigdy wcześniej nie spiekła się na słońcu.
W domu rozegrali dwie partie szachów, jedną przerwali, kiedy
Raven znów skupiła się na walce
z demonami. Była wdzięczna ojcu Hummerowi za obecność,
niepewna, czy bez niego przeżyłaby
rozstanie z Michaiłem. Bolesną rozłąkę. Popijała ziołową
herbatę, żeby jakoś przeciwdziałać
ogarniającej ją słabości, bo przecież nic nie jadła.
Godziny popołudniowe ciągnęły się bez końca. Raven starała się
trzymać dzielnie, ale nie
zdołała opanować paru napadów płaczu. Koło piątej po południu
była wykończona i zdecydowana,
że dla zachowania własnej godności powinna chociaż tych
ostatnich kilka godzin przetrwać sama.
Michaił powinien skontaktować się z nią za dwie godziny,
najdalej trzy, o ile mówił prawdę. Jeśli
Raven miała samej sobie spojrzeć w oczy, odzyskać choć
odrobinę godności i niezależności, te
ostatnie godziny musiała spędzić sama.
Nawet kiedy słońce zniżyło się nad horyzontem, mocno raziło ją
w oczy mimo ochronnych
szkieł. Bez nich. nie udałoby się jej wrócić uliczkami wioski do
gospody.
Pani Galvenstein i personel zajmowali się przygotowaniami do
obiadu i nakrywaniem w
jadalni. Na szczęście nikogo ze znajomych gości nie było i
Raven udało się niepostrzeżenie
przemknąć do swojego pokoju.
Wzięła długi prysznic, pozwalając, żeby gorąca woda uderzała o
jej ciało; miała nadzieję, że to
w jakiś sposób zmniejszy tęsknotę za Michaiłem. Wilgotne
włosy zaplotła w warkocz i położyła się
na łóżku zupełnie naga. Chłodne powietrze owiewało skórę,
cuciło. Przymknęła oczy.
Dotarł do niej brzęk porcelany przy rozkładaniu zastawy. Bez
żadnej świadomej myśli
skoncentrowała się na nim. Miała wrażenie, że to dobry sposób,
by utrzymała na wodzy niepokój i
smutek, badając swoją nową umiejętność. Przekonała się, że
przy odrobinie koncentracji potrafi
wyciszyć te odgłosy, albo odciąć się od nich zupełnie, ale mogła
też słuchać jak owady w spiżarni
uderzają skrzydełkami. Słyszała myszy, chroboczące za
ścianami, kilka było na strychu.
Kucharka i pokojówka pokłóciły się o obowiązki tej ostatniej.
Pani Galvenstein coś fałszywie
nuciła przy pracy w kuchni Uwagę Raven zwróciły jakieś
szepty, konspiracyjne szepty.
-Wykluczone, żeby Michaił Dubriński albo Raven Whitney
należeli do nieumarłych mówiła
z
przekonaniem Margaret Summers. On
może tych ludzi znać, ale wampirem nie jest.
-Musimy już iść. To
był Hans. Następnej
takiej szansy nie będzie. Nie możemy czekać na
innych. Nie mam zamiaru zwlekać aż do zmroku.
-Już jest za późno narzekał
Jacob. Zaledwie
parę godzin do zmierzchu. Sama droga zajmie
nam godzinę.
-Nie, jeśli się pospieszymy. Jest pod ziemią upierał
się Hans. Do
jutra zniknie.
-Powinniśmy zaczekać na Eugene'a i resztę ludzi marudził
Jacob. Mają
doświadczenie.
-Nie możemy czekać zdecydował
Harry Summers. Hans
ma rację. Wampiry wiedzą, że je
tropimy i pewnie codziennie przenoszą te swoje trumny w inne
miejsce. Nie możemy przepuścić
takiej okazji. Zbierzcie szybko narzędzia.
-Uważam, że Dubriński jest jednym z nich. Kompletnie
oczarował Raven. Shelly mówiła mi, że
się zaręczyli upierał
się Jacob.
-Jestem tego tak samo pewien jak kiedyś mój ojciec. Był
młodym człowiekiem już wtedy kiedy
urodził się mój tata powiedział
ponuro Hans.
-Mówię wam, że tak nie jest nie
ustępowała Margaret.
-To dziwne, jaki ma wpływ na kobiety; zrobiłyby chyba
wszystko, żeby go ochronić. Hans
skutecznie uciszył starszą panią.
Raven słyszała różne odgłosy, kiedy zabójcy zbierali
śmiercionośny sprzęt. Czyżby Hansowi i
Jacobowi udało się przekonać Hanyego Summersa do zabicia
Michaiła? Albo kogoś z jego ludu?
Zeskoczyła z łóżka i włożyła czystą parę spranych dżinsów.
Kiedy wkładała grube skarpety i
turystyczne buty, wysłała wezwanie do Michaiła. Znów
odpowiedziała jej czarna otchłań.
Rzuciwszy parę mocnych słów, Raven włożyła przez głowę
jasnoniebieską batystową bluzkę.
Nie znała miejscowej policji ani nie wiedziała, gdzie jej szukać.
Zresztą, kto by jej uwierzył w
pojawienie się łowców wampirów? Historia brzmiała
niedorzecznie. Ojciec Hummer? Człowiek w
tym wieku nie mógł wałęsać się po górach.
-Zaniosę to wszystko do samochodu mówił
Jacob.
-Nie! Szybciej będzie na piechotę. Możemy przejść skrótem
przez las. Włóżcie sprzęt do
plecaków nalegał
Hans. Szybko,
szybko, mamy mało czasu. Musimy iść, zanim się pobudzą
w pełni sił.
Raven rozejrzała się po pokoju, szukając czegoś, co można by
użyć jako broni. Nic. Kiedy
pomagała FBI w jakiej, sprawie, towarzyszący jej agenci mieli
broń palną. Wzięli głęboki oddech,
dostrajając się do grupy, która właśnie wy chodziła z gospody.
Margaret, Harry, Jacob i Hans. Powinna była już wczes niej
podejrzewać Jacoba. Tamtego
wieczoru, kiedy próbowa ła jeść z nimi obiad, poczuła się tak
źle; nie zorientowała się, że jej
organizm instynktownie zareagował na obecność morderczych
umysłów. Wtedy złożyła to na karb
przeciążę nia emocjami po tym wszystkim, co ją spotkało
wcześniej.
A jednak Jacob jej dotknął. Nie mógł brać udziału w za bójstwie
Noelle, bo Raven natychmiast
by to wyczuła. Może Harry i Margaret przekonali go, że w
okolicy są wampiry; to fanatycy,
niebezpieczni ludzie. Wiedziała, że Shelly nie brała w tym
udziału. Siedziała teraz na łóżku i pisała
pracę na zajęcia na uczelni. Może będzie jakaś szansa
zaapelować do Jacoba, uświadomić mu.
jakim szaleństwem jest to polowa nie na wampiry.
Chwyciła okulary przeciwsłoneczne i wyślizgnąwszy się z
pokoju, bezszelestnie zeszła na dół.
Musiała strzec swoich myśli i emocji, skoro Margaret Summers
była tak blisko. Odkąd poznała
Michaiła i zaczęła się z nim porozumiewać telepatycznie, Raven
coraz lepiej panowała nad swoimi
uzdolnieniami.
Zaczekała, aż grupa zniknie na ścieżce prowadzącej w las. Serce
jej podskoczyło, zatrzymało
się, a potem znów zaczęło walić. Ścieżka wiodła do domu
Michaiła; tędy szedł za pierwszym
razem, kiedy zabrał Raven do swojego domu. Teraz był
bezbronny, ranny i pogrążony w śnie
wywołanym lekami.
Biegła szybko, uważając, żeby nie dogonić napastników, ani
nawet za bardzo się do nich nie
zbliżyć. Będzie bronić Michaiła, oddałaby za niego życie, ale nie
miała ochoty na konfrontację,
póki można jej było jeszcze jakoś uniknąć.
Ciemniejsze, groźnie wyglądające chmury zasnuły błękitne
niebo. Nadchodziła burza.
Wzmagał się wiatr, nawiewał liście na ścieżkę stałym rytmem,
kiedy biegła.
Raven zadrżała w chłodniejszym powietrzu, zdjęta lękiem.
Michaił! Usłysz mnie! Zbliżała się
do jego domu l w rozpaczy wysłała to desperackie życzenie,
modliła się, żeby udało jej się przebić
przez blokady ustawione za pomocą leków.
Dosłyszała odgłos zdyszanego oddechu i przystanęła za grubym
pniem drzewa. Harry Summers
nie nadążał za resztą, został z tyłu i teraz odpoczywał; sapał i
stękał, z trudem chwytając powietrze
w płuca.
Wspinali się coraz wyżej w góry. Raven odetchnęła z ulgą, kiedy
na rozwidleniu ścieżki nie
skierowali się w stronę domu Michaiła. W milczeniu
podziękowała za to Bogu i szła w ślad za
Harrym. Podążała chyłkiem, zupełnie jak wilki Michaiła,
zaskoczona, że to potrafi. Pod jej stopami
żadna gałązka się nie złamała, nie potoczył żaden kamyk. Gdyby
jeszcze tylko miała ich siłę. Była
osłabiona, organizm potrzebował jedzenia i snu.
Raven uniosła hardo głowę. Ci ludzie nie popełnią kolejnego
bezsensownego morderstwa.
Nieważne, że zamierzoną ofiarą nie był Michaił musi
spróbować zapobiec temu, co chcą zrobić.
Harry ją spowalniał, odpoczywając co parę minut. Zastanawiała
się, czy nie wślizgnąć się między
drzewa i go nie wyprzedzić, ale wtedy miałaby wrogów i przed
sobą, i za plecami.
Pół godziny później nerwowo zerknęła w niebo. Rozejrzała się
dokoła, drzewa rosły gęsto, ale
były też spore polany. Musiała jeszcze zwolnić. Zbyt dużo
otwartej przestrzeni. Wiatr się wzmagał,
przeszywały ją lodowate podmuchy. Wychodziła z gospody w
pośpiechu, zapomniała o kurtce.
Słońce zajdzie dopiero za godzinę, ale gromadzące się chmury
już tłumiły światło. W tych górach
burze często nadchodziły szybko i szalały godzinami. Nagle
Raven stanęła jak wryta.
Zobaczyła polanę porośniętą zieloną trawą, kępami ziół i
polnych kwiatów. Wśród drzew,
otoczony gęstymi krzewami, krył się domek. Harry dołączył do
reszty, zatrzymali się metr przed
wejściem, otaczając kawałek ziemi. Harry trzymał w ręku
drewniany kolek. Hans ciężki
młot.
Śpiewali coś i spryskiwali ziemię wodą z jakiejś urny. Jacob
ściskał w dłoniach łopatę i oskard.
Poczuła mdłości, a potem bolesny skurcz w krzyżu, który
promieniował na brzuch, zaciskał
każdy mięsień. To nie był jej ból. Należał do kogoś innego. W
myślach, w ustach poczuła strach.
Rozpacz. Połączyła się z tamtym umysłem. Kobieta musiała
wydostać się na powierzchnię, żeby
urodzie dziecko.
Ta
ladacznica szatana zaczyna rodzić! wrzasnęła
Margaret z twarzą wykrzywioną
nienawiścią i odrazą. Czuję
jej strach. Wie, że tu przyszliśmy, i jest bezradna.
Jacob głęboko wbił oskard w miękką ziemię. Hans zaczął kopać.
Od okropnego zgrzytu metalu
o kamień Raven zrobiło się niedobrze. Ten dźwięk stawał się
podkładem muzycznym dla ich
zdeprawowanych fanatyzmem umysłów.
Miała wrażenie, że słyszy krzyk ziemi i krzyk bólu i oburzenia.
Musiała wymyślić jakiś plan.
Ta kobieta chyba utkwiła w jednym z gęsto przecinających ten
rejon kopalnianych korytarzy albo
w jakiejś podziemnej piwnicy. Rodziła, obawiała się o życie
swoje i dziecka.
Raven przechwyciła mentalny ślad, poszła za nim, blokując
wszystko inne i koncentrując się na
pomocy tej kobiecie w skupieniu się. Zaczekała, aż minął skurcz
i bardzo delikatnie wysłała
telepatyczną sondę. Kobieta, która jest z napastnikami, umie
podsłuchać twoje myśli, czuje twój ból
i strach. Uważaj na siebie i bądź ostrożna przy komunikowaniu
się ze mną, inaczej obie będziemy
w niebezpieczeństwie.
Szok a
potem cisza. Wreszcie kobieta odezwała się z wahaniem. Jesteś
jedną z nich?
Nie. Nie możesz się stamtąd wydostać? Oni kopią w głąb ziemi.
Panika, strach, a potem pustka, kiedy kobieta usiłowała
zapanować nad sobą. Nie chcę, żeby
moje dziecko umarło. Możesz mi pomóc? Nam pomóc? Proszę
cię! Skurcz chwycił ją w żelazne
kleszcze.
-Ona próbuje skontaktować się z kimś! krzyknęła
Margaret. Pospieszcie
się!
Michaił! Potrzebujemy cię! Raven bez większej nadziei wysłała
wołanie. Co mogła zrobić?
Była za daleko, żeby sprowadzić pomoc, jakiś zespół
ratowniczy. Potrzebowała kogoś,
kogokolwiek kto pomógłby w ratowaniu tej kobiety i jej
nienarodzonego dziecka.
Muszę wydostać się na powierzchnię, powiedziała kobieta z
rozpaczą. Nie mogę pozwolić
dziecku umrzeć. Mój partner życiowy spróbuje ich odgonić,
kiedy będę rodziła.
Zabiją was wszystkich. Musisz wytrzymać, pół godziny, może
godzinę. Będzie pomoc.
Przedtem dostaną się do nas. Czuję ich nad sobą, naruszają
ziemię. Mają śmierć w myślach.
Spróbuję kupić ci trochę czasu.
Kim jesteś? Kobieta poczuła się pewniej, wiedząc, że ktoś z
zewnątrz nad nią czuwa.
Raven wzięła głęboki oddech. Jaka odpowiedź będzie
najbardziej uspokajająca? „Raven
Whitney" nie wzbudzi zaufania. Jestem kobietą Michaiła.
Zalała ją fala ulgi tamtej, a Margaret znów wrzasnęła, popędzała
mężczyzn, żeby szybciej
kopali. Raven wyszła spomiędzy drzew i zaczęła powoli,
spokojnie iść przez polanę, podśpiewując.
Harry zauważył ją pierwszy. Usłyszała, jak zaklął, potem
wyszeptał jakieś polecenie. Jacob i Hans
przestali kopać, a Hans z niepokojem spojrzał w niebo.
Uśmiechała się i pomachała do całej grupy.
-Witam wszystkich. Co państwo tu robią? Pięknie jest na górze,
prawda? Obróciła
się wokół
własnej osi, rozrzucając ramiona. Te
kwiaty są prześliczne. Patrzyła
z zachwytem
-Strasznie jestem zła, że zapomniałam wziąć aparat.
Czwórka zabójców wymieniła nerwowe, pełne poczucia winy
spojrzenia. Margaret pierwsza
doszła do siebie i posła ła Raven spokojny, zachęcający
uśmiech.
-Jak miło tu panią widzieć, kochanie. Dość daleko ode szła pani
od gospody.
-Pomyślałam, że dłuższa przechadzka i świeże powie trze dobrze
mi zrobią. Państwo też się
wybrali na spacer'?
-Nie musiała udawać, że drży, pocierając ramiona, żeby choć
trochę się rozgrzać. Wygląda
na to,
że nadciąga burza. Właśnie już miałam zamiar zawrócić, kiedy
zauważyłam państwa. Spojrzała
na
niski, kamienny domek. Chciałabym
mieszkać tak wysoko w górach, otoczona naturą. Patrzyła
na Hansa, uśmiechając się niewinnie. Pięknie
tu u was. Na pewno kocha pan te góry.
Byli zażenowani. Miny mieli nietęgie, jakby zupełnie nie
wiedzieli, co teraz robić. Jacob
odłożył na ziemię oskard i ruszył zdecydowanym krokiem w jej
stronę. Raven wstrzymała oddech.
Też nie wiedziała, co zrobić. Nie mogła rzucić się do ucieczki i
w ten sposób zdemaskować, ale nie
chciała, żeby Jacob dostał ją w swoje ręce.
Cofnęła się, pozwalając uśmiechowi zblednąć.
-W czymś państwu przeszkodziłam?
Kobieta uwięziona gdzieś pod ziemią znów miała skurcze. Ból
zaczął z niej promieniować.
Margaret natychmiast spojrzała w oczy Raven, a ona mogła teraz
zrobić już tylko jedno i zrobiła to.
Podbiegła w stronę, gdzie wszyscy stali.
-O mój Boże! Jakaś kobieta jest uwięziona w kopalnianym
szybie. Ona rodzi! Margaret! O to
chodzi? Czy ktoś poszedł już po pomoc?
Szybko biegnąc, specjalnie wybrała drogę, która oddalała ją od
Jacoba i prowadziła w lewo, w
stronę drzew, które tamci mieli z boku. Przystanęła niepewnie na
skraju miejsca, gdzie kopali.
Powietrze było ciężkie, duszne, aż trudno było oddychać.
Rozpoznała słabszą wersję osłon, jakie
budował Michaił. Partner życiowy ciężarnej kobiety musiał je
stawiać w pośpiechu, z nadzieją, że
spowolnią działanie napastników.
-Wszystko będzie dobrze powiedziała
Margaret spokojnie, zupełnie jakby zwracała się do
dziecka. To
coś pod ziemią nie jest człowiekiem.
Raven uniosła głowę, oczy miała wielkie ze zdziwienia.
-Nie czuje jej pani? Margaret, mówiłam pani, że mam pewne
zdolności. Nie wymyśliłabym sobie
czegoś podobnego. Na dole utkwiła jakaś kobieta, rodzi dziecko.
W tej okolicy wszędzie są
kopalnie. Na pewno zabłądziła w szybie. Wyczuwam jej strach.
-To nie jest człowiek. Starsza
pani ostrożnie szła w jej stronę, omijając miejsce, gdzie kopali.
Raven,
jesteśmy do siebie podobne jak siostry, wiele nas łączy. Wiem,
ile panią kosztowało
tropienie seryjnych zabójców, których doprowadzała pani przed
oblicze sprawiedliwości, bo sama
zajmuję się tym samym.
Margaret mówiła tonem słodkim i spokojnym, ale aż śmierdziało
od niej kwaśnym odorem
fanatyzmu. Wyblakłe oczy diabolicznie nim płonęły. Raven z
trudem przełknęła ślinę. Może jakoś
udałoby jej się skontaktować z Jacques'em?
-Margaret, przecież na pewno czuje pani jej strach, jej ból.
Zaschło
jej w ustach, serce waliło. Wie
pani, kim jestem i co potrafię. W czymś takim nigdy bym się nie
pomyliła.
Hans sięgnął po łopatę, mrucząc coś pod nosem, jakby
instruował pozostałych. Wiatr szarpał
ich ubraniami, zmuszał do pochylania się. Chmury groźnie
pociemniały, przybrały odcień
antracytu. Niesione wiatrem, zaczynały się kłębić. Błyskawice
opisywały łuki między chmurami,
zadudnił ostrzegawczy grzmot.
-To jest nieumarła. Wampirzyca. Żywi się krwią naszych dzieci
cedziła
Margaret.
Raven pokręciła głową, przycisnęła dłonie do brzucha.
-Margaret, chyba pani w coś takiego nie wierzy. Wani piry to
czysta fikcja. Kobieta uwięziona pod
ziemią jest całkowicie realna. Wampiry nie mają dzieci. Dajcie
spokój! Nic możliwe, żeby
ktokolwiek wierzył w te bzdury.
-Raven, ona jest wampirem i my ją zabijemy. Jacob
wskazał leżący na ziemi otwarty plecak, w
którym były na ostrzone kołki. Oczy mu błyszczały. Jakby nie
mógł doczekać się swojego
zadania.
Zaczęła się wycofywać.
-Jesteście szaleni.
Proszę cię! Pomóż mi! Wezwij go! Rozpaczliwe wołanie
podszyte było przerażeniem i bólem.
Zareagowała natychmiast. Michaił! Jacąues! Pomóżcie nam.
~ Ta diablica komunikuje się z nią wysyczała
Margarel
Proszę cię, wezwij Michaiła. Dla ciebie tu przyjdzie, jęknęła
kobieta.
-Powstrzymajcie ją! wrzasnęła
Margaret. Wampirzyca
z nią rozmawia, błaga, żeby wezwała
pomoc. Nie rób tego, Raven. Ona cię zwodzi. Nie wzywaj
Dubrińskiego.
Raven rzuciła się do ucieczki, wysyłając w burzową aurę
gorączkowe wezwanie dla Michaiła,
dla kogokolwiek. Docierała już do drzew, kiedy dopadł ją Jacob,
złapał za nogi tuż pod kolanami i
runęła na ziemię jak długa.
W głowie jej zawirowało i przez moment leżała bez ruchu, z
twarzą na leśnej ściółce, nie
wiedząc, co się właściwie stało. Jacob brutalnie przewrócił ją na
plecy i usiadł na niej okrakiem,
rozpalony pożądaniem i chęcią dominacji. Poczuła odrażający
chemiczny odór kokainy
wydobywający się z porów skóry.
Michaił! Wysłała to wołanie jak modlitwę, wiedząc, że nie ma
dość sił, żeby powstrzymać
Jacoba.
Wiatr się wzmagał. W oddali zawył wilk, drugi mu
odpowiedział. Jeszcze dalej ryknął gniewnie
niedźwiedź.
-Myślisz, że jesteś taka sprytna, sprzedajesz się temu, kto da
najwięcej, taka niewinna i
niedotykalska? Szarpnął
i rozdarł jej bluzkę, obnażając piersi. Rzucił się na nią, dłonie
znaczyły
siniakami delikatną skórę.
Przepraszam. Okrzyk uwięzionej kobiety był podszyty
poczuciem winy, bo nie udało jej się
upilnować tych wewnętrznych krzyków i pozwoliła Margaret
Summers przechwycić jej wołania do
Raven.
Michaił! Proszę! Raven znów zaczęła bezradnie błagać. Musisz
mnie usłyszeć. Potrzebuję cię.
Boże, proszę cię, pomóż mi. Pomóż tej biednej kobiecie.
Jacob wrzasnął, uderzył ją w twarz raz, potem drugi.
-Naznaczył cię. Boże, jesteś teraz jedną z nich. Zacisnął
rękę na jej gardle. Zapłodnił
cię tak
samo jak te inne. Wiedziałem, że to on.
Uniósł rękę i Raven dostrzegła błysk metalu. Jacob z twarzą
wykrzywioną gniewem i
nienawiścią zamierzył się do ciosu. Poczuła ból w brzuchu,
zalała się gorącą krwią. Wyciągnął z jej
ciała ociekający krwią nóż, żeby znów go wbić.
ROZDZIAŁ 9
Ziemia zadrżała, zatrzęsła się, zakołysała. Nóż Jacoba po raz
drugi wbił się głęboko. Wichura
rozpętała swoją śmiercionośną moc, wystrzeliły w górę liście,
gałązki i co lżejsze gałęzie, zupełnie
jak powietrzne pociski. Nóż uderzył po raz trzeci. Śmigały
zygzaki błyskawic. Pioruny waliły,
huczały grzmoty, wstrząsając ziemię swoim nieziemskim
odgłosem. Nóż trafił w ciało po raz
czwarty. Niebiosa otworzyły się i lunął deszcz, jakby z
przerwanej tamy.
Jacob schlapany krwią odsunął się od niej, popatrzył na coraz
bardziej ciemniejące niebo. Słyszał
krzyk przerażenia
-A niech cię diabli! Z
wściekłością, zamierzył się nożem po raz piąty.
Jakaś niewidoczna ręka złapała go za nadgarstek, zaci skając
pałce w uchwycie niemożliwym
do rozerwania, zanim zdążył uderzyć. Nóż obrócił się w stronę
gardła Jacoba i przez jedną długą,
niekończącą się chwilę, Jacob z przerażeniem patrzył na
zakrwawione ostrze, które zbliżało się do
jego skóry A potem nóż uderzył nagle i zatopił się aż po
rękojeść.
Z lasu wypadły wilki, otoczyły polanę kręgiem i utkwiły
spojrzenia gorejących oczu w trojgu
ludziach, którzy uchylali się przed gałęziami przecinającymi
powietrze. Margaret wrzasnęła i
rzuciła się do ucieczki. Harry miotał się, biegł na oślep, a Hans
potknął się i upadł na kolana.
Ziemia znów zatrzęsła się i zadygotała.
-Raven. Michaił
zdarł z niej dżinsy, żeby obejrzeć ranę.
Ziemia znów zadrżała, polana się rozwarła. Michaił docisnął
dłonie do ziejących ran, usiłując
zatrzymać straszliwy krwotok. Jacąues zamigotał i
zmaterializował się, a potem Erie i Byron.
Pojawili się Tienn i Vlad.
Grigori runął z nieba na trójkę napastników, otoczoną przez
stado wilków. Na łące, gdzie świat
wyglądał tak, jakby właśnie się kończył, przybrał postać
wielkiego czarnego wilka; jego szalone,
głodne oczy płonęły żądzą zemsty.
-Mój Boże. Jacques
ukląkł obok Michaiła, chwytając pełne garście życiodajnej
ziemi. Byron,
idź po zioła. Śpiesz się!
Obłożyli rany kompresami. Michaił ignorował ich, tuląc Raven
w ramionach, zasłaniał ją sobą
przed deszczem.
Całą swoja istotą skoncentrował się na jednym. Nie zostawisz
mnie, rozkazał. Nie pozwolę ci
odejść. Śmignęła błyskawica, przecięła niebo. Za moment
rozległ się grzmot, który zatrząsł górami.
-Jacques! Eleanor będzie rodzić! zawołał
Vlad z rozpaczą.
-Zanieście ją do domu. Wezwijcie Celeste i Dierdre. Jacąues
z pogardą trącił stopą ciało
Jacoba, obaj z Michaiłem osłaniali Raven.
-Jeszcze żyje syknął
Michaił, widząc współczucie w oczach brata.
-Michaił, ona umiera. Jacques'a
aż coś zakłuło w piersi.
Michaił przygarnął ją do siebie, pochylił głowę tak, by móc
dotknąć policzkiem jej policzka.
Wiem, że mnie słyszysz; Raven, musisz pić. Napij się do syta.
Poczuł w głębi umysłu nieznaczny ruch. Ciepło, żal. Tyle bólu.
Pozwól mi odejść.
Nie! Nigdy! Nic nie mów. Po prostu pij. Dla mnie, jeśli mrtie
kochasz, dla mnie, dla mojego
istnienia, pij. Zanim Jacques zdążył odgadnąć jego intencje i go
powstrzymać, Michaił naciął sobie
głęboko żyłę szyjną.
Trysnęła ciemna krew. Przygarnął Raven do siebie, wykorzystał
całą swoją moc, żeby wymusić
na niej posłuszeństwo. Jej wola ugięła się, ale ciało było zbyt
słabe, żeby posłuchać. Przełknęła
tylko to, co wlewał jej do ust, sama nie mogła swobodnie ssać
krwi.
Uderzenie za uderzeniem pioruny waliły w ziemię. Jakieś
drzewo siało wkoło gorejącymi
iskrami. Ziemia znów zatrzęsła się, rozstąpiła w spojeniach. Nad
nimi zamajaczyła postać Grigoria,
najmroczniejszego Karpatianina. W jego bladych, zimnych jak
lód oczach czaiła się surowa
obietnica śmierci.
-Wilki zrobiły, co do nich należało poinformował
Erie. Pioruny
i trzęsienie ziemi dokonają
reszty.
Jacques nie zwrócił na niego uwagi, złapał Michaiła za ramię.
-Dość. Za bardzo tracisz siły. Ona bardzo się wykrwawiła. Ma
obrażenia wewnętrzne.
Michaiła ogarnęła ślepa furia. Odrzucił głowę i głośnym
krzykiem wyraził swój sprzeciw,
Krzyk wstrząsnął lasem i górami jak ryk grzmotu. Drzewa
buchnęły płomieniami eksplodując
niczym laski dynamitu.
-Michaił! Jacąues
nie puszczał ramienia Michaiła. Przestań.
-Dostała ode mnie krew, ona ją uzdrowi. Jeśli zdołamy utrzymać
w niej krew, złożyć Raven w
ziemi i odprawić lecz ni czy rytuał, przeżyje.
-Dość tego, do diabła! W
głosie Jacques'a był praw dziwy strach.
Grigori łagodnie dotknął ramienia Michaiła.
-Jeśli umrzesz, mój stary przyjacielu, nijak nam się nie uda jej
uratować. Musimy działać
razem, jeśli mamy to przeprowadzić.
Głowa Raven opadła do tyłu, ciało było bezwładne niczym
szmaciana lalka. Krew Michaiła
spływała niepowstrzymanie na jego tors. Jacques pochylił się
nad bratem, aie Grigori znalazł się
przy nim prędzej i jednym ruchem języka zamknął ziejącą ranę.
Michaił prawie nie zdawał sobie sprawy z tego, co się dokoła
niego dzieje, koncentrował się
całym sobą na Raven. Wymykała mu się, gasła powoli, ale
nieubłaganie. Serce biło jej nierówno,
uderzenie, chwila przerwy, uderzenie. Zapadła jakaś
złowieszcza, pełna grozy cisza.
Zaklął i położył Raven na ziemi. Zaczął jej robić sztuczne
oddychanie i masaż serca. Umysłem
usiłował ją odnaleźć i znalazł jakiś ślad; wątłe, blade światełko,
przyćmione i gasnące. Płynęła na
fali bólu. Była niewyobrażalnie słaba. Oddech, masaż. Żeby ją
przywołać, wzmocnił reanimację
poleceniem. A potem jeszcze raz.
Za nimi, w skalistej rozpadlinie płynął wartki nurt wody, jej
potężna ściana wzmagała prędkość i
siłę. Ziemia znów się zatrzęsła. Dwa drzewa eksplodowały
gwałtownym ogniem mimo ulewnego
deszczu.
-Pozwól, że pomożemy odezwał
się cicho Grigori.
Jacąues łagodnie odsunął brata i zajął się masażem serca,
podczas gdy Grigori stosował
sztuczne oddychanie. Raz za razem Grigori napełniał jej płuca
życiodajnym tlenem. Jacques
zmuszał serce do pracy. Michaił mógł skoncentrować się na
telepatycznym poszukiwaniu. Poczuł
jakieś leciutkie drżenie w głębi umysłu, dotyk niemal
niezauważalny, ale wiedział, że to ona i
podążył tym tropem. Nie opuścisz mnie.
Próbowała odsunąć się od niego, gdzieś w górę i dalej.
Wpadając w panikę, zawołał jej imię. Raven, nie możesz mnie
zostawić! Ja bez ciebie nie
przetrwam. Wróć do mnie, wróć do mnie albo pójdę tam, gdzie
prowadzisz.
-Mam puls powiedział
Jacąues. Jest
słaby, ale czuję go. Potrzebny nam transport.
W zbierających się ciemnościach pojawił się jakiś błysk. Obok
nich stanął Tienn.
-Eleanor urodziła i dziecko żyje oświadczył.
To
chłopiec.
Michaił wypuścił oddech długim, powolnym świstem.
-Zdradziła Raven.
Jacąues pokręcił głową ostrzegawczo, powstrzymując Erica,
który chciał coś powiedzieć,
bronić swojej kobiety. Michaił wpadł w śmiercionośny gniew.
Najmniejszy błąd mógł go
sprowokować. Jego furia już wywoływała szaleństwo pogody,
potężną burzę i drżenie ziemi.
Znów zatopił się w głębi swojego umysłu, przyciągał do siebie
Raven, przejmując tyle z jej
bólu, ile tylko mógł znieść. Droga do domu minęła mu jak we
śnie; deszcz tłukł o przednią szybę
samochodu, błyskawice przecinały niebo, uderzały pioruny.
Wioska wydawała się opuszczona i
ciemna, gwałtowna burza spowodowała awarię zasilania. Ludzie
siedzieli w domach, garnąc się do
siebie i modlili o przetrwanie tej srogiej burzy; nie rozumieli, że
ich życie mogło zależeć od odwagi
i nieustępliwości jednej, kruchej śmiertelniczki
Ciało Raven, bezwładne i pozbawione życia, ułożoim na łóżku
Michaiła. Zdjęli jej przesiąknięte
krwią ubranie Rozkruszyli lecznicze zioła, niektóre spalili.
Zmienili kom presy, zastąpili świeżymi,
o silniejszym działaniu. Michaił drżącymi palcami dotknął
sińców na jej twarzy, ciemnych znaków
na białych pełnych piersiach w miejscach, gdzie Ja cob ściskał ją
brutalnie, owładnięty chorą żądzą.
Michaiła ogarnął gniew i pożałował, że nie może zacisnąć rąk na
jegn gardle.
-Ona potrzebuje krwi oświadczył
nagle.
-Ty też. Jacąues
zaczekał, aż Michaił okryje Raven pościelą i dopiero wtedy
podsunął mu
nadgarstek. Pij,
póki możesz.
Grigori dotknął jego ramienia.
-Wybacz, Jacąues, ale moja krew jest silniejsza. Ma ogromną
moc. Pozwól mi, żebym zrobił
przyjacielowi tę drobną przysługę. Kiedy
Jacąues skinął głową, Grigori jednym ruchem naciął
żyłę.
Zapadła cisza, gdy Michaił posilał się bogatą krwią Grigoria.
Jacques westchnął cicho.
-Wymieniła z tobą krew już trzykrotnie? Starał
się mówić spokojnie, żeby nie sprawiać
wrażenia, że karci swojego przywódcę i brata.
Ciemne oczy Michaiła zamigotały ostrzegawczo.
-Tak. Jeżeli przeżyje, prawdopodobnie stanie się jedną z nas. Nie
dopowiedział, że jeśliby
przeżyła, mogłaby zostać zniszczona przez tego, kto ją stworzył.
-Nie możemy szukać dla niej ludzkiej pomocy medycznej.
Gdyby nasze sposoby zawiodły,
lekarze i tak na nic się nie zdadzą ostrzegł
Jacąues.
-Cholera jasna, sądzisz, że ja nie zdaję sobie sprawy z tego, co
zrobiłem? Nie wiem, że nadużyłem
jej zaufania, że nie udało mi się jej ochronić? Że przez swój
egoizm naraziłem ją na
niebezpieczeństwo? ściągnął
zakrwawioną koszulę, zmiął i cisnął w kąt.
-Nie patrz wstecz powiedział
spokojnie Grigori.
Michaił rzucił na podłogę buty, potem skarpetki. Ułożył
się na łóżku obok Raven.
-Ona nie może przyjmować krwi po naszemu; jest za słaba.
Musimy zastosować tę ich
prymitywną technikę transfuzji.
-Michaił... odezwał
się Jacąues ostrzegawczo.
-Nie mamy wyboru. Nie przyjęła tyle, ile potrzebuje, za mało.
Nie możemy tracić czasu na
dyskusje. Proszę cię, bracie, i ciebie, Grigori, jako przyjaciela,
żebyście to dla nas zrobili. Położył
sobie na kolanach głowę Raven, a sam oparł się o poduszki i ze
znużeniem przymknął
oczy, kiedy oni zajęli się procedurą.
Nawet gdyby miał dożyć tysiąca lat, nigdy by nie zapomniał
tego pierwszego drgnienia
niepokoju w swoim umyśle, kiedy leżał niczym martwy pod
ziemią. Nagle w jego umyśle rozbłysła
świadomość, serce ogarnął strach, duszę przejęła furia. Poczuł
wielki lęk Raven. Ręce Jacoba na jej
ciele, te brutalne ciosy, rozdzierające uczucie, kiedy nóż
przecinał skórę i ranił delikatne ciało. Tyle
bólu i strachu. Tyle poczucia winy, że nie udało jej się ochronić
Eleanor i jej nienarodzonego
dziecka.
W jego myśli wkradł się delikatny dotyk Raven, bardzo słaby,
podszyty bólem i żalem.
Przepraszam, Michaił. Zawiodłam cię. Ostatnią przytomną myśl
poświęciła jemu. Z nienawiścią
pomyślał o sobie, o Eleanor, która nie miała dość
samodyscypliny, żeby nauczyć się telepatycznej
komunikacji, czystej i skoncentrowanej.
W tej jednej sekundzie zrozumienia, kiedy leżał bezradny,
zamknięty w głębi ziemi, zatrzęsły
się fundamenty jego życia, jego przekonań. Kiedy wystrzelił z
ziemi, a razem z nim Jacques,
sięgnął telepatycznie w stronę Jacoba i zatopił splamiony krwią
nóż aż po rękojeść w gardle
mordercy.
Burza pozwoliła Vladowi wyrwać z ziemi Eleanor, a on też mógł
się wyłonić, nie obawiając się
oślepnięcia ani tego momentu kompletnej dezorientacji, który
dałby napastnikom czas zabić jego
żonę.
Michaił poszukał umysłu Raven, wślizgnął się do środka, niosąc
jej ciepło i miłość, opiekuńczo
ogarniał ją ramio nami. Igła przebiła skórę jego ramienia, druga
jej. Nie mial wątpliwości, że brat
dopilnuje, by transfuzja przebiegała jak należy. Jacques miał
teraz w swoich rękach życie i
Michaiła, i Raven. Gdyby umarła, Michaił poszedłby za nią.
Wiedział, że straszliwa furia, która w
nim rosła, mogła zagrozić każdemu, kto się do niego zbliży,
Karpatianom tak samo jak ludziom.
Mógł tylko żywić nadzieję, że Grigori poradzi sobie z zadaniem
wymierzenia mu karpatiańskiej
sprawiedliwości szybko i sprawnie, jeśli Raven umrze.
Nie. Nawet nieprzytomna, jeszcze usiłowała go ocalić.
Pogładził jej włosy powolną pieszczotą. Śpij, maleńka.
Potrzebujesz uzdrawiającego snu.
Wykorzystując swój umysł, oddychał za nich oboje, raz za
razem, siłą nabierał tlenu w swoje
płuca, w jej płuca. Utrzymywał wspólny rytm serc. Przejął na
siebie tyle funkcji jej ciała, ile tylko
mógł, żeby mogła się zaleczyć.
Jacąues wiedział, że brat nie zmieni zdania. Gdyby ta kobieta
umarła, straciliby Michaiła. Teraz
wykorzystywał swoją moc, żeby utrzymywać krążenie krwi w
żyłach Raven, żeby jej serce biło,
płuca pracowały. To był wycieńczający proces.
Grigori spojrzał Jacques'owi w oczy nad głową Michaiła. Nie
miał zamiaru pozwolić, żeby ta para
umarła. Muszą żyć.
-Ja to zrobię, Jacąues. To
nie była prośba.
Powietrze zamigotało, pojawili się Celeste i Erie.
-Zdecydował się podążyć za nią powiedziała
cicho. Aż
tak ją kocha.
-Już wszyscy wiedzą? spytał
Jacques.
-On wycofuje się w siebie odparł
Eric. Karpatianie
to czują. Jest jakaś szansa, żeby ich
uratować?
Jacąues uniósł wzrok, miał zmęczoną twarz, ciemne oczy, tak
podobne do oczu Michaiła,
zmrożone żalem.
-Ona dla niego walczy. Wie, że będzie chciał za nią pójść.
-Dość! syknął
Grigori. Nie
mamy innego wyboru, musimy ich uratować. Tylko o tym wolno
nam teraz myśleć.
Celeste podeszła do Raven.
-Jacques, pozwól mi to dla niej zrobić. Jestem kobietą, noszę w
sobie dziecko. Nie popełnię
żadnego błędu.
-Grigori jest uzdrawiaczem, Celeste. Ty musisz się oszczędzać.
-Obaj im oddajecie krew. Jesteście zmęczeni, moglibyście zrobić
coś nie tak jak trzeba. Celeste
odsunęła prześcieradło z brzucha Raven. Westchnęła, z
widocznym przestrachem. Cofnęła się
odruchowo. O
mój Boże, Jacques. Nie ma żadnej szansy.
Odsunął ją ze złością. Grigori stanął między nimi, a jego blade
oczy objęły Celeste wzrokiem
jak płynna rtęć, połyskującym spokojną, zimną groźbą i straszną
naganą.
-Nie ma żadnej dyskusji co do tego, że to ja ją uzdrowię.
Zostanie uzdrowiona. Chcę pomocy tylko
tych, którzy są całkowicie przekonani. Jeśli nie możesz mi
okazać takiej pomocy, odejdź... Muszę
mieć w swoich myślach i w myślach tych, którzy będą przy
mnie, wyłącznie całkowitą pewność.
Ona będzie żyć dlatego, że nie ma innego wyjścia.
Grigori położył dłonie na ranach, zamknął oczy, wnikając w to
tak straszliwie zmasakrowane
ciało, nieruchome jak śmierć.
Michaił poczuł, że Raven poruszyła się pod wpływem bólu.
Drgnęła, spróbowała się odsunąć,
spróbowała zniknąć, żeby nie mogło jej dotknąć to nowe,
bolesne doznanie. Ogarnął ją, utrzymał
nieruchomo, żeby Grigori mógł zająć się skomplikowanym
zadaniem uzdrawiania poranionych
organów. Poddaj się temu, maleńka, jestem cały czas przy tobie.
Nie mogę. To było bardziej odczucie niż słowa. Tyle bólu.
Wybierz zatem za nas dwoje, Raven. Nie odejdziesz stąd sama.
-Nie! krzyknął
Jacąues. Wiem,
co robię, Michaił. Pij teraz albo przerwę transfuzję.
Gniew spiętrzył się i wyrwał Michaiła z otępienia Jacąues
odpowiedział na furię z
wystudiowanym spokojem Jesteś
teraz za słaby, żeby mi się sprzeciwiać.
-Więc daj mi się pożywić. W
tych słowach była zimna wściekłość, czarna jak noc. Czysta
groźba, obietnica śmierci
Brat bez wahania obnażył gardło i udało mu się po wstrzymać
jęk bólu, kiedy Michaił zatopił
zęby, a potem zaczął pić łapczywie, gwałtownie, jak dzikie
zwierzę. Jacques nie próbował walczyć
ani nie wydał żadnego dźwięku, oferując mu i Raven swoje
życie. Eric podszedł do nich, kiedy pod
Jacques'em ugięły się nogi i usiadł obok ciężko, ałe ten ruchem
dłoni go powstrzymał.
Michaił uniósł nagle głowę, twarz miał ściągniętą bólem, był tak
znękany, że Jacques!owi żal
ściskał serce.
-Wybacz mi, Jacąues. Nie ma żadnego wytłumaczenia dla
sposobu, w jaki cię potraktowałem.
-Nie ma nic do wybaczania, skoro oferta padła z wolnej woli
szepnął
urywanym głosem
Jacques. Erie natychmiast znalazł się przy nim, wspierając
własną krwią.
-Jak ktoś mógł jej coś podobnego zrobić? Jest taka dobra, taka
odważna. Ryzykowała życiem,
żeby pomóc komuś obcemu. Jak ktoś mógł chcieć ją
skrzywdzić? Wzniósł
oczy do nieba.
Odpowiedziała mu cisza.
Odszukał spojrzeniem Grigoriego. Patrzył, jak przyjaciel z
niesłychaną koncentracją wykonuje
uzdrawiający rytuał. Cicha melodia brzmiała uspokajająco w
jego uszach, przynosiła pewną ulgę
umęczonej duszy. Czuł, że Grigori jest z nimi, jest w jej ciele, że
magia działa, w boleśnie
powolnym procesie leczenia ciała.
-Dość krwi szepnął
Jacąues chrapliwie. Zapalił aromatyzowane świece i zaczął nucić
kolejną
cichą melodię.
Grigori poruszył się, oczy wciąż miał zamknięte, ale pokiwał
głową.
-Usiłuje podjąć przemianę. Nasza krew krąży w jej organach i
pracuje, naprawia tkanki. To potrwa
jakiś czas. Znów
wrócił do głębokich, ziejących ran. Macica
została uszkodzona, przywrócenie
normalnego stanu jest trudne, ale musi się udać.
-Jej serce bije zbyt wolno powiedział
słabo Jacąues. Ześlizgnął się z łóżka na podłogę. Zrobił
taką minę, jakby się zdziwił, że się tam znalazł.
-Ciało potrzebuje więcej czasu, żeby zagoić się i przemienić
dodała
Celeste, obserwując
Grigoriego przy pracy. Wiedziała, że jest świadkiem cudu.
Jeszcze nigdy nie przebywała tak
blisko legendarnego Karpatianina, o którym wszyscy szeptali.
Niewielu widziało go z bliska.
Emanował mocą.
-Masz rację zgodził
się Michaił. Będę
dla niej oddchać, zadbam o rytm jej serca. Eric,
musisz zająć się Jacques'em.
-Spokojnie, Michaił, zajmij się swoją kobietą. Jacques'owi nic
się nie stanie. Jest tu Tienn, gdyby
był jakiś problem. Grigori ma przed sobą jeszcze wiele godzin
pracy odparł
Eric. W
razie
potrzeby możemy wezwać na pomoc innych.
Jacąues wyciągnął rękę do brata. Michaił ją ujął.
-Musisz opanować gniew, Michaił. Burza się rozszalała. Twoja
furia ogarnęła całe góry. Zamknął
oczy i oparł czoło o krawędź łóżka, nadal mocno trzymając
Michaiła za rękę.
Raven czuła się oddalona od tego, co działo się z jej ciałem.
Miała mglistą świadomość, że jest
poddawane zabiegom, ale to docierało do niej przez Michaiła. W
jakiś sposób był z nią, w jej ciele,
oddychał za nią. I był jeszcze ktoś inny, nieznany, kto naprawiał
krzywdy wyrządzone jej
organizmowi, wewnętrznym organom, szczególną uwagę
zwracając na te kobiece. Chciała, żeby to
wszystko skończyło się, żeby ból ją pochłonął, żeby zaniósł ją
gdzieś. Daleko poza odczuwanie
czegokolwiek. Chciała po prostu się poddać. Była zmęczona. To
by było takie łatwe. Tego chciała,
za tym tęskniła.
Odrzuciła kuszący spokój. Walczyła, czepiała się życia, życia
Michaiła. Chciała palcami
zetrzeć ślad tych linii znużenia, o których wiedziała, że są tam
wokoło jego ust. Chciała jakoś
złagodzić jego poczucie winy, gniew, zapewnić, że to wszystko
stało się z jej własnego wyboru,
Jego miłość, całkowita, wszechogarniająca, bezwarunkowa,
nieskończona była dla niej trudna do
zniesienia. No i te dziwne zmiany zachodzące w jej ciele.
Była mocno, troskliwie otuloną kokonem miłości Michaiła. On
oddychał, ona też oddychała.
Jego serce biło, jej też biło. Śpij, maleńka. Będę na nas uważać.
Po kilku długich, wyczerpujących godzinach Grigori
wyprostował się. z włosami mokrymi od
potu, twarzą znużoną i poznaczoną bruzdami, całym ciałem
obolałym od wysiłku.
-Zrobiłem, co mogłem, jeśli przeżyje, będzie mogła mieć dzieci.
Krew Michaiła i lecząca ziemia
powinny wspomóc proces. Zmiana zachodzi gwałtownie. Ona
tego nie rozumie i nie walczy z tym.
Przesunął
po włosach dłonią splamioną cenną krwią. Walczy
tylko o życie Michaiła, myśli
wyłącznie o jego życiu i o tym, jak jej śmierć mogłaby na niego
wpłynąć. Moim zdaniem to lepiej,
że ona nie rozumie, co się z nią dzieje. Nie wie, jak poważnych
doznała obrażeń. Odczuwa silny
ból. Bardzo cierpi, ale nie poddaje się, ona nie z takich.
Jacques już szykował nowe kompresy na miejsce
przesiąkniętych krwią.
-Możemy dać jej jeszcze krwi? Wciąż dużo traci, i jest taka
słaba. Obawiam się, że nie przeżyje
nocy.
-Tak odparł
Grigori ze znużeniem i namysłem. Ale
nie więcej niż pół litra. Musimy robić to
powoli, inaczej ją wystraszymy. Tego, co bez zastrzeżeń
akceptuje u Michaiła może nie
zaakceptować u siebie. Dajcie jej moją krew. Silnie działa, jak
krew Michaiła, a on zmęczył się,
przecież oddychał za nią, podtrzymywał pracę serca.
-Też jesteś zmęczony, Grigori zaprotestował
Jacąues. Są
jeszcze inni.
-Ale nie mają mojej krwi. Róbcie, co mówię. Grigori
usiadł i patrzył spokojnie, jak w jego żyle
umieszcza igłę. Nikt się z nim nie spierał; sam w sobie stanowił
tu prawo. Tylko Michaił mógł
swobodnie nazywać go swoim przyjacielem.
Celeste wzięła głęboki oddech, chcąc powiedzieć
uzdrowicielowi coś, czym wyraziłaby swoje
głębokie uznanie, ale w jego oczach pojawiło się coś, co ją
powstrzymało. Grigori zachowywał
spokój w samym oku cyklonu; jego chłód był śmiertelnie
groźny.
Jacques pozwolił cennemu płynowi z żył Grigoriego płynąć
bezpośrednio do żył Raven. Nie był
to najlepszy ani najszybszy sposób uzdrawiania, ale liczył się z
jego zdaniem. Dopiero kiedy
upewnił się, że krew płynie jak należy, Jacques znów usiadł.
Musieli się jakoś zorganizować, mieć
absolutną pewność, że zadbano o wszystkie szczegóły. Michaił
wierzył, że szczegóły potrafią
decydować o przeżyciu.
-Ocenimy sytuację. Wszyscy napastnicy zginęli, żaden nie
uciekł?
-Hans, ta para z Ameryki i człowiek, który zaatakował Raven
wyliczył
Erie. Tylko
oni tam byli.
Żaden śmiertelnik nie przeżyłby tak intensywnej burzy i
morderczego ataku zwierząt. Jeśli ktoś by
to wszystko obserwował, Michaił albo zwierzęta wiedzieliby o
tym.
Grigori popatrzył na nich ze znużeniem, osłabł od
niekończącego się wysiłku
-Nie było innych. Powiedział
to władczym tonem, jakby miał pewność, że nikt mu się nie
sprzeciwi, i rzeczywiście, nikt się nie sprzeciwił.
Jacąues poczuł, że po raz pierwszy w czasie tego długiego
wieczoru jego usta wykrzywił lekki
uśmieszek.
-Sprawdziłeś dokładnie cały teren, Eric?
-Oczywiście. Ciała zostały spalone. Przygniotło ich drzewo,
jakby chcieli się pod nim schronić,
a potem trafił je piorun. Nie ma żadnych śladów ran.
-Jutro zaczną się poszukiwania zaginionych turystów i Hansa.
Byron, twój dom jest niedaleko, inni
napastnicy będą cię podejrzewać. Nie zbliżaj się do swojego
domu. Vlad musi zabrać Eleanor i
dziecko gdzieś daleko poza tę okolicę
-Będą mogli podróżować? spytał
Grigori.
-Samochodem.
-Jest noc. Mam dom, z którego korzystam w zimie, niezbyt
często, Jest dobrze strzeżony, trudno
dostępny. Uśmiech Grigoriego nie ocieplił srebrzystych oczu.
Lubię
swoją prywatność. Teraz
dom stoi pusty. Ze szczerego serca pragnę, żeby był
schronieniem dla kobiety i dziecka, jak dłu go
będzie trzeba. Dom znajduje się sto sześćdziesiąt kilometrów
stąd, a ja buszuję po świecie, więc
nikt nie będzie wam przeszkadzać.
Zanim Vlad zdążył zaprotestować, Jacques wpadł mu w słowo.
-Znakomity pomysł. Jeden problem rozwiązany. Byron ma
swoje kryjówki. Vlad, ruszaj od razu
Dobrze strzeż Eleanor. Jest dla nas cenna, tak samo jak dziecko.
-Muszę porozmawiać z Michaiłem. Eleanor bardzo martwi się,
że naraziła Raven na
niebezpieczeństwo.
-Michaił nie jest teraz sobą. Jacąues
usunął igły z bezwładnego ciała Raven i z ramienia
Grigoriego. Jej oddech był tak lekki, tak płytki, że zupełnie nie
wiedział, jak Michaił zdoła
utrzymać ją przy życiu. Porozmawiacie
przy innej okazji. Teraz dla niego jest najważniejsze
uratowanie Raven. Jeszcze nie oddycha sama.
Vlad zmarszczył brwi, ale posłuchał, kiedy Grigori odprawił go
machnięciem ręki. Może i
zostałby, żeby sprzeczać się z Jacques'em o to, jak ulżyć
sumieniu swojej życiowej partnerki, ale
Grigoriego wszyscy słuchali. Był prawą ręką Michaiła, mistrzem
wśród myśliwych, prawdziwym
uzdrowicielem ich ludu i sam strzegł Michaiła jak największego
skarbu.
-Nikt nie pożywi się dzisiejszej nocy stwierdził
Erie, przyglądając się bladej twarzy żony. Żaden
człowiek nie wyjdzie dziś z domu.
-Ryzyko wzrasta, kiedy musimy wejść do czyjegoś domu.
Jacques
westchnął, żałował, że nie
może naradzić się z Michaiłem.
-Nie przeszkadzajcie mu powiedział
Grigori. Ona
potrzebuje go teraz bardziej niż my. Jeśli
umrze, stracimy go, i szanse na jakąś przyszłość dla naszej rasy.
Noelle była ostatnią kobietą, która
przetrwała, i to ponad pięćset lat temu. Kobiety są nam
niezbędne, by nie dopuścić do biologicznej
zagłady Karpatian. Musimy odzyskać siły. To jeszcze nie
koniec.
Michaił poruszył się i spojrzał ze znużeniem.
-Tak, to nie koniec. Zostało chyba czworo turystów. Eugene
Slovensky, Kurt von Halen. Nie znam
tożsamości dwóch pozostałych, nawet nie wiem, czy są w to
zamieszani. Ich nazwiska powinny
być w gospodzie, pani Galvenstein może je nam podać.
Przymknął
oczy. Wsunął palce we włosy
Raven, jakby mógł w ten sposób zawrócić ją z krawędzi śmierci.
Jacąues patrzył, jak z miłością gładzi jej włosy.
-Możemy ją na kilka godzin umieścić w ziemi, Grigori?
-To powinno przyspieszyć proces gojenia.
Erie i Jacąues zeszli na dół przygotować piwnicę, jednym
zaklęciem otworzyli ziemię,
przygotowali miejsca tak, żeby dwa ciała mogły lec obok siebie.
Ostrożnie przenieśli tam Raven.
Michaił nie odstępował jej na krok, nie mówił ani słowa, całą
uwagę skupił na jej sercu, płucach,
na podtrzymaniu tego wątłego światełka, które zawierało jej
wolę życia.
Opuścił się głęboko w ziemię, poczuł lecznicze właściwości
żyznej gleby, która otuliła go jak
miękka pościel. Przytulił Raven.
Poruszył dłońmi i nad ich głowami stworzył niewidki tunel, a
potem rozkazał ziemi, żeby się
nad nimi zamknęła. Ziemia szczelnie zapełniła przestrzeń wokół
jego nóg, jej nóg, zakryła ich
ciała, skrywając głęboko w sobie.
Serce Raven nagle przyspieszyło, na moment wypadło z rytmu,
zaczęło bić nierówno mimo
spokojnego rytmu jego serca. Żyję! Oni mnie grzebią za życia!
Nie ruszaj się, maleńka, jesteśmy stworzeniami ziemi Ona nas
uzdrawia. Nie jesteś tu sama.
Jestem przy tobie.
Nie mogę oddychać.
Oddycham za nas oboje.
Nie zniosę tego. Niech oni przestaną.
Ziemia ma lecznicze właściwości. Pozwól im działać Jestem
Karpatianinem, związanym z
ziemią. Nie trzeba się bać. Ani wiatru, ani ziemi, ani wody.
jesteśmy jednością.
Nie jestem Karpatianką. Wpadła w panikę.
Jesteśmy jednością. Nic nie może ci się stać.
Odcięła się od niego, zaczęła rozpaczliwie walczyć, co dla niej
mogło się skończyć fatalnie.
Zdał sobie sprawę, że nie ma sensu siłować się z nią. Nie mogła
znieść myśli, że jest zakopana w
ziemi. Natychmiast pozwolił im wyłonić się spod ziemi, zmusił
jej serce, żeby zaczęło bić
zwyczajnym rytmem, wychynął na powierzchnię z Raven w
ramionach.
-Tego się obawiałem powiedział
do Jacques'a, który był w piwnicy. Karpatiańska
krew krąży z
mocą w jej żyłach, ale umysł narzuca jej ludzkie ograniczenia.
Pogrzebanie w ziemi oznacza
śmierć. Ona nie jest w stanie tolerować głębokiej ziemi.
-Więc musimy ziemią ją obłożyć.
-Jacques, jest taka słaba. . Michaił
tulił Raven, przepełniony bólem. To,
co jej zrobiono,
zupełnie nie ma sensu...
-Owszem, nie ma zgodził
się Jacąues.
-Byłem wobec niej samolubny. I jestem samolubny. Powinienem
był pozwolić jej odnaleźć
spokój, ale nie mogłem.
Poszedłbym za nią, Jacąues, ale nie wiem, czy umiałbym odejść
z tego świata tak spokojnie, jak
powinienem
-A co z nami? Ona jest dla nas szansą, nadzieją. Musimy mieć
nadzieję, Michaił. Bez niej nikt
długo nie wytrwa. Wierzymy w ciebie; wierzymy, że znajdziesz
odpowiedź dla nas wszystkich. Jacąues
zatrzymał się przy drzwiach piwnicy. Pojdę
po materac. Z Byronem i Erikiem
pokryjemy go najbardziej życiodajną ziemią, jaką uda nam się
znaleźć.
-Oni się pożywili?
-Noc jeszcze trwa, mamy dużo czasu.
Przygotowali w piwnicy lecznicze posłanie, używając ziół i
kadzideł, pokryli materac
dziesięciocentymetrową warstwą ziemi. Michaił ułożył się obok
Raven, z jej głową na swojej
piersi, obejmował ją ramionami. Jacąues obłożył ją z boków
ziemią tak ściśle, że podkreślała
kształty jej ciała. Potem uformowali z ziemi lekkie okrycie, a z
wierzchu dodali cienki pled, żeby
mogła czuć przy twarzy i na szyi uspokajającą miękkość
bawełny.
-Nie pozwól jej się ruszać, Michaił powiedział
Jacques. Rany
zamykają się, ale wciąż traci
krew. Możemy dać jej trochę za parę godzin.
Michaił przytulił policzek do jej jedwabistych włosów i
przymknął oczy.
-Idź, Jacques, pożyw się, zanim padniesz mruknął
ze znużeniem.
-Pójdę, kiedy wrócą inni. Nie zostawimy ciebie i twojej kobiety
bez ochrony.
Michaił poruszył się, jakby chciał protestować, ale potem kąciki
zaciętych ust uniosły mu się w
szerokim uśmiechu.
-Przypomnij mi, że mam się za ciebie wziąć i dać ci nauczkę,
kiedy już będę w lepszej formie. Kiedy
zapadał w sen, trzymając Raven w ramionach, jeszcze dźwięczał
mu w uszach śmiech
Jacques'a.
Na zewnątrz deszcz osłabł i zmienił się w lekką mżawkę, a wiatr
oddalił się, zabierając ze sobą
burzowe chmury.
Ziemia uciszyła się po serii wstrząsów. Koty, psy i żywy in
wentarz uspokoiły się i zaczęły
zachowywać normalnie.
Raven budziła się powoli, boleśnie, w ramionach Michaiła.
Zanim otworzyła oczy, oceniła
sytuację. Została ranna, powinna już nie żyć. Ich telepatyczna
więź była jeszcze silniejsza niż
dotąd. Zawrócił ją znad skraju śmierci, a potem stwierdził, że
pozwoli jej odejść ale
odejdzie
razem z nią. Słyszała teraz różne odgłosy domu, który skrzypiał
jej nad głową, uspokajający
dźwięk deszczu wybijał rytm na dachu, na oknach. Ktoś chodził
po domu. Gdyby się skupiła, wie
działaby, kto i gdzie w domu był, ale nie wydawało jej się warte
zachodu.
Powoli przypominała sobie to, co przeżyła. Horror. Uwięzioną
kobieta, która zaczynała rodzić,
obrzydliwy fanatyzm, który doprowadził do szaleństwa i
brutalnego morderstwa, twarz Jacoba,
kiedy ją uderzył, rozdarł ubranie.
Cichy okrzyk strachu Raven sprawił, że ramiona Micha iła
objęły ją ściślej. Przytulił brodę do
jej głowy.
-Nie myśl o takich rzeczach. Pozwól, że znów cię uśpię
Przycisnęła palce do jego gardła, musiała poczuć ten
uspokajający, miarowy puls.
-Nie, chcę pamiętać, jakoś się z tym uporać.
Zaniepokoił się.
-Raven, jesteś słaba. Potrzebujesz więcej krwi, więcej snu.
Miałaś bardzo poważne rany.
Poruszyła się, leciutko przeniosła ciężar ciała. Szarpnął nią ból.
-Nie mogłam cię dosięgnąć. Próbowałam, Michaił, ze względu
na tamtą kobietę.
Uniósł jej palce do swoich ciepłych ust, przytrzymał je tam.
-Nigdy więcej, Raven, cię nie zawiodę.
W jego sercu i umyśle było więcej bólu niż w jej ciele.
-To ja zdecydowałam się iść za nimi, Michaił. Zdecydowałam
się w to wtrącić i pomóc tej
kobiecie. Dobrze wiedziałam, do czego są zdolni tamci ludzie.
To nie tak, że wpakowałam się w
tę sytuację na oślep. Nie obwiniam cię i proszę, nie myśl, że
mnie zawiodłeś.
Pozwól
mi się uśpić szepnął
cicho, pieszczotliwym głosem, muskając ustami palce, żeby
wzmocnić prośbę.
Zgodziła się, nie chciała tchórzyć. Jak to możliwe, że w ogóle
jeszcze żyła? Pamiętała tę
straszną chwilę, kiedy dłonie Jacoba zacisnęły się na jej
piersiach. Nieczyste. Skóra aż ją
zamrowiła na to wspomnienie. Miała ochotę szorować ją, aż całą
zedrze. Jego twarz wykrzywiona
złością, szaleństwem w oczach. Śmiertelne ciosy nożem.
Burza, trzęsienie ziemi, błyskawice, grzmoty. Wilki rzucające
się na Summersów, na Hansa.
Skąd to wiedziała, dlaczego widziała to tak wyraźnie oczyma
duszy? Twarz Jacoba zmieniona
strachem, oczy wytrzeszczone z przerażenia, nóż sterczący mu z
gardła. Dlaczego jeszcze żyła? I
skąd to wszystko wiedziała?
Wściekłość Michaiła. Była niewyobrażalna, przekraczała zwykłe
cielesne ograniczenia. Nic nie
mogło powstrzymać tak gwałtownego gniewu. Wylewał się z
niego, napędzał burzę, aż ziemia
zatrzęsła się, bita piorunami, a z nieba lunął deszcz.
To wszystko prawda czy jakiś koszmar senny? Ale wiedziała, że
to nie sen, i że ona znalazła się
blisko jakiejś straszliwej prawdy. Było tyle bólu; czuła się
okropnie zmęczona, a Michaił stanowił
jej jedyną pociechę. Chciała znów zanurzyć się w nim i pozwolić
mu opiekować się nią, chronić ją,
dopóki znów nie stanie się silna. Michaił po prostu czekał,
pozwalając jej podjąć decyzję. Dawał
jej ciepło, miłość i bliskość, ale coś skrywał, czegoś nie chciał
przed nią ujawnić.
Zamknęła oczy, skoncentrowała się. Nagle przypomniała sobie
Michaiła tuż obok siebie, ból i
lęk w jego oczach, kiedy przykazywał jej zostać, kiedy trzymał
ją przykutą do ziemi, a jej ciało
umierało. Jego brat był tam i jeszcze jacyś inni ludzie. Coś
położono jej na brzuchu, to coś jakby
wślizgnęło się w głąb jej ciała, ciepłe i żywe. Cichy, kojący
śpiew naprl nił powietrze wkoło niej.
Bliscy Michaiła byli w szoku. Krew, gorąca i słodka ożywcza,
sączyła się do jej ciała,
naprawiając mięśnie, tkań ki. Nie płynęła żyłami, ale...
Raven zesztywniała. Zaparło jej dech. To nie był pierwszy raz.
Wróciły inne wspomnienia:
Michaił gwałtownie pijący z niej, jej głodne usta przywierają do
miejsca nad jej sercem.
-O Boże! Słowa
wyrwały jej się ze zduszonym szło chem zaprzeczeniem.
To była prawda, nie żadne halucynacje. Ale jej ludzki umysł nie
zgadzał się na tę prawdę. To
niemożliwe, nie moj; ło być możliwe. Śnią się jej koszmary i za
moment się obudzi. Wszystko jej
się pomieszało, fanatyczna wiara zabójców w wampiry i
niezwykłe moce Michaiła. Ale wyczulone
zmy sły mówiły teraz coś innego, mówiły jej prawdę. Leżała w
ja kiejś podziemnej komnacie, pod
sobą miała ziemię, ziemia ją przykrywała. Usiłowali ją w niej
zakopać. Żeby zasnęła, żeby się
uleczyła.
Michaił po prostu czekał i pozwalał jej umysłowi uporać się z tą
informacją, nic nie ukrywał,
nawet gdy zanurzyła się w jego wspomnieniach. Kiedy wreszcie
zareagowała, zaskoczyła go
kompletnie. Spodziewał się krzyków, łez, histerii.
Poderwała się na materacu, cicho coś wykrzyknęła niskim,
zwierzęcym odgłosem bólu.
Odsunęła się od niego, nic zważając na konsekwencje dla
swojego śmiertelnie poranionego ciała.
Odezwał się ostro, o wiele ostrzej, niż zamierzał, bo lęk o jej
bezpieczeństwo przeważył nad
współczuciem. Polecenie sparaliżowało ją, zamarła. Tylko oczy
były żywe i pełne strachu, kiedy
przykucnął obok niej, przesunął dłońmi po jej ranach,
sprawdzając, czy nie zrobiła sobie coś złego.
-Maleńka, uspokój się. Wiem, że ta wiedza cię szokuje szepnął,
marszcząc brwi na widok cennej
krwi, która sączyła się z trzech na jej cztery rany. Otoczył ją
ramionami, przycisnął do serca.
Puść mnie. Jej błaganie rozległo się w jego myślach, obbiło
echem w sercu.
-Nigdy. Ostre
rysy Michaiła zamieniły się w nieporuszoną kamienną maskę.
Spojrzał na drzwi
ponad ich głowami. Zareagowały, otwierając się na oścież, bo
tak chciał.
Raven zamknęła oczy. Michaił, proszę cię. Błagam cię. Nie
mogę być taka jak ty.
-Nie masz pojęcia, kim jestem powiedział
łagodnie, przenosząc się na jeszcze wyższy poziom,
żeby nic nie mogło wpłynąć źle na jej ciało. Ludziom
myli się prawda o mojej rasie z historiami o
nieumarłych, o porywaniu dzieci, zabijaniu, znęcaniu się nad
ofiarami. Nie zdołałbym ciebie
ocalić, gdybyś umarła. Jesteśmy po prostu rasą ludzi związanych
z ziemią, z niebem, z wiatrem i z
wodą. Jak wszyscy inni ludzie mamy swoje talenty i
ograniczenia. Nie
wdawał się w szczegóły,
skąd się biorą wampiry. Potrzebowała prawdy, ale może nie od
razu całej.
Zabrał ją do pokoju gościnnego, delikatnie położył na łóżku.
-Nie jesteśmy wampirami z tych twoich horrorów, ani żadnymi
chodzącymi nieumarłymi, na litość
boską. Kochamy, modlimy się, pracujemy, służymy swojemu
krajowi. Brzydzi nas, że mężczyzna
ludzkiej rasy potrafi uderzyć żonę lub dziecko, że matka potrafi
porzucić potomstwo. Napawa nas
niesmakiem, że ludzie potrafią żywić się mięsem zwierząt. Dla
nas krew jest życiodajna, jest
święta. Nigdy nie zbezcześcilibyśmy człowieka, a tym byłoby
zranienie go lub zabicie. Zakazane
jest uprawianie seksu z kimś ludzkiej rasy, a potem picie jego
krwi. Wiem, że nigdy nie
powinienem był pić twojej krwi, źle postąpiłem, ale postąpiłem
źle dlatego, że nie powiedziałem
ci, co się może zdarzyć. Wiedziałem, że jesteś moją prawdziwą
życiową partnerką i że nie będę
mógł żyć bez ciebie. Powinienem był zachować większą
samokontrolę. Będę za to placil przez
całą wieczność, ale już się stało. Nie można tego cofnąć.
Michaił przygotował nowe kompresy i umieścił je starań nie na
ranach. Jej strach, jej odraza,
poczucie zdrady szarpały jego wnętrznościami, sprawiając, że
chciało mu się płakać nad nią, nad
obojgiem.
-To, co z tobą zrobiłem, nie było tym samym co wy korzystanie
śmiertelnej kobiety do seksu. My
nie uprawialiśmy seksu; po prostu moje ciało rozpoznało w tobie
życiową partnerkę. Nie mógłbym
zignorować takiego zewu. Musiał bym odebrać sobie życie. To
nie jest taki głód, który można
nasycić pożywieniem; to czysto zmysłowa wymiana, piękne,
erotyczne potwierdzenie miłości i
zaufania. Za pierwszym razem, kiedy wziąłem od ciebie krew,
niechcący wypiłem zbyt wiele,
oszołomiony ekstazą. Straciłem panowanie nad sobą. Źle, że
związałem cię z sobą, kiedy jeszcze
nie rozumiałaś, co to dokładnie oznacza. Ale pozwoliłem ci
dokonać wyboru. Nie możesz temu
zaprzeczyć.
Uniosła głowę i zobaczyła w jego ciemnych oczach żal i
zatroskanie o nią. Chciała go dotknąć,
zetrzeć te bruzdy znużenia, zapewnić, że poradzi sobie z tym, o
co ją prosił, ale mózg nie umiał
jednak przyjąć tego, co on do niej mówił.
-Wybrałbym śmierć, gdybyś mi pozwoliła odejść ze sobą.
Odsunął
włosy z jej twarzy łagodnie,
pieszczotliwie. Wiesz
o tym, Raven. Mogłem cię uratować, tylko czyniąc nas jednym.
Ty
wybrałaś życie.
Nie wiedziałam, co robię.
-Gdybyś wiedziała, czy wybrałabyś dla mnie śmierć?
Wpatrywała się w niego bez zdumienia, oszołomiona i
zmartwiona. Wypuść mnie, Michaił. Nie
chcę tu leżeć, taka bezradna.
Przykrył jej ciało cienkim prześcieradłem.
-Odniosłaś poważne rany, potrzebujesz krwi, leczenia i snu. Nie
ruszaj się.
Skarciła go wzrokiem. Dotknął delikatnie jej podbródka. A
potem puścił ją, tylko obserwował
uważnie.
-Odpowiedz mi, maleńka. Wiedząc, kim jesteśmy, skazałabyś
mnie na wieczny mrok?
Z wielkim wysiłkiem zapanowała nad sobą. Jakąś częścią siebie
nie mogła uwierzyć w to, co
się działo. Inna część usiłowała wszystko zrozumieć i ocenić
sprawiedliwie.
-Powiedziałam już, że akceptuję ciebie i mogę kochać takim,
jakim jesteś, Michaił. 1 mówiłam
wtedy szczerze. Teraz też. Była
taka słaba, że mówiła z trudem. Wiem,
że jesteś dobrym
człowiekiem; nie ma w tobie zła. Ojciec Hummer powiedział, że
nie wolno mi oceniać ciebie
naszymi standardami, i nie będę tego robić. Nie, wybrałabym dla
ciebie życie. Kocham cię.
W jej oczach było zbyt wiele żalu, żeby mógł poczuć ulgę.
-Ale? spytał
cicho.
-Mogę zaakceptować to w tobie, Michaił, ale nie w sobie. Nigdy
nie mogłabym pić krwi. Na samą
myśl robi mi się niedobrze. Dotknęła
językiem spierzchniętych warg. Możesz
odwrócić to, co
się ze mną stało? Może za pomocą transfuzji?
Z żalem pokręcił głową.
-Więc pozwól mi umrzeć. Tylko mnie. Jeśli mnie kochasz,
pozwól mi odejść.
Oczy Michaiła pociemniały, zapłonęły.
-Nie rozumiesz. Jesteś moim życiem. Moim sercem. Bez Raven
nie ma Michaiła. Jeśli chcesz
poszukać wiecznej ciemności, muszę odejść z tobą. Nigdy nie
znałem bólu i ekstazy miłości ludzi
mojej rasy, dopóki nie znalazłem ciebie. Jesteś powietrzem,
którym oddycham, krwią w moich
żyłach, moją radością, moimi łzami, wszystkimi moimi
uczuciami. Nie chciałbym wieść jałowego,
pustego życia. To byłoby niemożliwe. Katusze, jakie
przechodziłaś przez tych kilka krótkich
godzin, kiedy nasze umysły nie mogły się zetknąć, byłyby
niczym w porównaniu z piekłem, na
które chcesz mmc skazać.
-Michaił wyszeptała
jego imię z bólem. Ja
nie jestem Karpatianką.
-Jesteś, maleńka. Proszę, daj sobie czas na wyzdrowienie, na
przyjęcie tego wszystkiego i
przyzwyczajenie się do tego. Prosił
ją cichym, ale pewnym głosem.
Zamknęła oczy, broniła się przed wzbierającymi w nich łzami.
-Chcę spać.
-Raven potrzebowała więcej krwi. Przemiana byłaby dla niej
łatwiejsza, gdyby nie miała pojęcia,
co się z nią dzieje Leczniczy sen w ziemi mógłby jej dać
ukojenie; w każdym razie wzmocniłby
organizm. Michaił miłosiernie wysłuchał jej prośby i zesłał
głęboki sen.
ROZDZIAŁ 10
Raven obudziła się z płaczem, obejmowała Michaiła za szyję,
przyciągała do siebie, gorącymi
łzami mocząc mu tors. Przygarnął ją opiekuńczym gestem i
przytulił mocno, jak tylko umiał,
ale delikatnie, żeby nie zrobić krzywdy. Wydawała się taka
krucha i lekka, gotowa od niego gdzieś
odlecieć. Pozwolił jej płakać, głaszcząc czule włosy.
Kiedy zaczęła się uspokajać, mruczał cicho, pieszczotliwie w
swoim rodzimym języku, słowa
otuchy i nadziei. Wreszcie rozluźniła się, znużona i
wycieńczona, w jego ramionach.
Maleńka,
to potrwa, ale daj naszym zwyczajom jakąś szansę. Możemy
robić takie cudowne
rzeczy. Skoncentruj się na tym, co może być dla ciebie
przyjemne. Zmienianie postaci, latanie
razem z ptakami, bieganie z wilkami.
Zatkała drobną piąstką lista, żeby powstrzymać odgłos lęku
przemieszanego z histerycznym
śmiechem. Michaił patarł czubek jej głowy brodą.
-Nigdy bym cię nie zostawił, żebyś sama musiała się z tym
wszystkim zmierzyć. Oprzyj się na
mojej sile.
Zamknęła oczy, usiłując nie dopuścić do ataku histerii.
-Nie rozumiesz potworności tego, co zrobiłeś. Odebrałeś mi
moją tożsamość. Nie, Michaił!
Czuję, jak twój protest wdziera się w moje myśli. Co by było,
gdybyś nagle ocknął się jako
człowiek, nie Karpatianin. Gdybyś już nie mógł biegać z
wilkami ani latać. Żadnych niezwykłych
mocy, żadnej uzdrawiającej ziemi, żadnej zdolności słyszenia i
rozumienia zwierząt. Wszystko, co
stanowiło twoją istotę, nagłe znika. A żeby przetrwać, musisz
jeść mięso. Poczuła
jego
natychmiastową odrazę. No
widzisz, dokładnie to, co Karpatianom wydaje się odrażające.
Boję
się. Spoglądam w przyszłość i jestem przerażona. Nie jestem w
stanie myśleć. Słyszę różne rzeczy,
wyczuwam je. Ja... Ucichła,
nie mówiąc już nic więcej. Czy
ty nie rozumiesz, Michaił? Nie
mogę tego zrobić, nawet dla ciebie.
Pogłaskał ją po włosach, musnął policzek.
-Przez krótką chwilę rozumiałaś. Spałaś głęboko i spokojnie. Nie
powiedział jej, że podczas
snu dwukrotnie dostała krew, że jej ciało przeszło drastyczną
przemianę, pozbywając się
wszelkich ludzkich toksyn. Czuł, że pewne aspekty ich życia
będzie musiała przyjmować do
wiadomości powoli. Chcesz,
żebyśmy poszukali wiecznego odpoczynku?
Uderzyła go pięścią w tors.
-Nie my, Michaił, ja!
-Nie ma żadnego ty albo ja. Jesteśmy tylko my.
Wzięła głęboki, uspokajający oddech.
-Nawet już nie wiem, kim ani czym jestem.
-Jesteś Raven, najpiękniejszą i najodważniejszą kobietą, jaką
kiedykolwiek spotkałem. Powiedział
to szczerze, gładząc jej jedwabiste włosy.
Zesztywniała, prawie zamarła, kiedy usiłowała oprzeć się
spokojnemu przekonaniu jego słów.
Nie
mogłabym żyć bez krwi? Żywić się sokami i ziarnem zbóż?
Poszukał dłonią je] ręki, splótł ich palce razem.
Chciałbym,
żeby tak mogło być. ale to niemożliwe. Musisz dostawać krew,
żeby żyć.
Wyrwał jej się jakiś cichy odgłos protestu, odsunęła się od
niego, zamknęła w sobie. To
wszystko poszło za daleko, było zbyt przerażające, żeby mogła
to pojąć. Chciała uwierzyć, że to
jakiś koszmar.
Michaił usiadł, wypuścił ją z ramion, żeby zdjąć z niej cienkie
prześcieradło, jej umysł
blokował wszelkie wyjaśnienia, odmawiał przyjęcia informacji,
które przekazywał. Chcąc ją jakoś
od tego oderwać, zaczął przyglądać się brzuchowi, zaborczym
gestem muskał palcami skórę,
ostrożnie dotykał każdej blizny.
Rany
prawie się zagoiły.
O mało nie zerwała się na nogi.
To
niemożliwe.
Odsunął dłonie, żeby zobaczyła długie blizny. Wpatrywała się w
nie ze zdumieniem. Oczy
Michaiła pociemniały, zapłonęły, gorące spojrzenie omiotło jej
piersi. Przygryzła dolną wargę, a po
całym jej ciele rozlała się fala gorąca. Złapała prześcieradło i
przyciągnęła bliżej.
Uśmiechnął się do niej uśmiechem drapieżcy, pełnym czystej
męskiej drwiny. Nachylił się tak,
że musnął ucho ustami, kiedy się odezwał.
Całowałem
każdy centymetr twojego ciała. Byłem w każdym tajemnym
zakamarku twojego
umysłu. Lekko
skubnął zębami ucho, a ją od razu przeszedł dreszcz. Przyznaję,
do twarzy ci z
rumieńcem.
Raven, wstrzymując oddech, poczuła, że gdzieś w głębi ogarnia
ją płomień. Dla własnego
bezpieczeństwa przycisnęła czoło do torsu Michaiła, wiedząc, co
może wyczytać z jej oczu. Michaił
ostrzegła.
Nie
zmienisz tego, co czuję, uwodząc mnie. Ja wiem, że nie mogę się
z tym
uporać.
Maleńka,
słyszę twoje myśli. Zamknęłaś swój umysł na wszelkie
możliwości. Wyszeptał
te
słowa jak jakąś okropną pokusę. Dam
ci to, czego pragniesz. Nie mogę już dłużej znieść twojego
nieszczęścia. Przesunął
dłoń na swój tors, tuż koło jej brody, położył na swoim sercu.
Żołądek ścisnął jej się, kiedy nagle zorientowała się w zamiarach
Michaiła. Słodki aromat
gorącej krwi zmieszał się z jego ostrym, męskim zapachem.
Zanim zdołała go powstrzymać,
zaprotestować, jego życiodajna krew płynęła wartko po klatce
piersiowej. Instynktownie obiema
dłońmi zakryła ranę.
Przestań,
Michaił. Nie rób tego! Policzki
miała mokre od łez. Proszę,
powiedz mi, co mam
zrobić, żeby cię ratować.
Możesz
to zatrzymać.
Nie
umiem, Michaił. Przestań, przerażasz mnie! Docisnęła
dłonie tak mocno, jak mogła, ale
krew wciąż płynęła pomiędzy palcami.
Twój
język może powstrzymać upływ, tak samo jak ślina w twoich
ustach. Głos
miał
mroczny, hipnotyzujący. Odchylił się w tył, jakby opuszczały go
siły. Ale
nie sprzeciwiaj się
mojemu wyborowi, chyba że też chcesz żyć, bo odmawiam
powrotu do świata ciemności.
Pochyliła głowę nad jego torsem, przesunęła językiem po
brzegach rany zamykając ją
całkowicie. W myślach odczuwała obrzydzenie, ale nie było go
w jej ciele. Coś dzikiego
rozbudziło się w niej. Jej oczy zrobiły się zamglone i zmysłowe.
Ciało poczuło głód, zapragnęło.
Ten wewnętrzny zew miał niezwykłą moc. Chciała więcej,
potrzebowała tej erotycznej ekstazy,
którą tylko Michaił mógł jej dać.
Zanurzył dłonie we włosy, odchyliły jej głowę do tyłu,
obnażając gardło. Usta dotknęły
delikatnej skóry, oszalałego pulsu.
Jesteś
pewna, Raven? Szepnął
tak zmysłowo, że jej ciało się roztopiło. Chciałbym,
żebyś
była zupełnie pewna. Musisz mieć pewność, że to twój wybór.
Objęła go za szyję.
Tak.
Wspomnienie
jego ust na ciele, tej rozpalonej do białości rozkoszy
przeszywającej duszę
sprawiło, że serce Raven zaczęło ciężko i boleśnie walić.
Pragnęła tego, wręcz tego potrzebowała.
Oddajesz
mi się z własnej woli? Językiem
smakował skórę, przemknął nad pulsującą żyłką,
prześledził szlak wiodący w dół, w dolinę piersi.
Michaił.
Zabrzmiało
jak błaganie. Obawiała się, że zbyt długo zwlekał, że nie
przeżyje, nie
będzie mógł oddychać, stać się z nią jednym.
Uniósł ją z łatwością, objął ramionami. Liznął sutek, raz, drugi.
Jęknęła, przylgnęła do niego,
czuła, że w nim też budzi się taka sama dzikość, dzikość, którą
mogła okiełznać swoją własną.
Miała wrażenie, że unosi się w powietrzu, każdym nerwem
spragniona i zgłodniała. Nawoływał do
niej słodki zapach krwi.
Poczuła świeże powietrze i otwierając oczy, odkryła noc. Noc
szeptała do niej z taką samą
zmysłową siłą jak przypływy i odpływy krwi Michaiła. Nad
głową szumiały drzewa, wiatr chłodził
jej ciało, ale wzmagał potrzebę.
Poznawaj
nasz świat, maleńka. Poczuj jego piękno, dosłysz wezwanie.
To wszystko było jak oszałamiający sen, zupełnie jakby
dryfowali w bladej mgle, jakby sami
stanowili część tej nocy. Gwiazdy nad ich głowami bawiły się w
chowanego, kryjąc się za
przepływającymi chmurami. Raven zewsząd słyszała odgłosy
życia. Było w sokach drzew, w
chrobocie małych zwierząt, w trzepocie skrzydeł, w echu, w
dzikim krzyku jakiegoś nocnego
łowcy, któremu umknęła zdobycz.
Michaił uniósł głowę i zakrzyknął dzikim, radosnym wołaniem.
Doczekał się odpowiedzi.
Raven usłyszała radość w glosach odzywających się wilków. Ta
radość napełniła jej serce i rosła,
nieokiełznana.
Niósł ją przez plątaninę ścieżek głęboko w góry, aż znaleźli się u
wejścia do schodzącej w głąb
jaskini.
Posłuchaj
przykazał
jej, zanurzając się w mrok. Posłuchaj,
jak ziemia do ciebie śpiewa.
Choć to niemożliwe, widziała bogate żyły minerałów, wiły się
po obu stronach wąskiego
korytarza zupełnie tak, jakby tunel zalany był światłem słońca.
Słyszała szelest wody odbijający się
echem w podziemnych komnatach. Nietoperze nawoływały do
siebie, a ziemia witała wszystko z
wdzięcznością.
Michaił szedł pewnie przez labirynt tuneli, bez wahania schodził
w głąb ziemi, aż dotarli do
wielkiej, pełnej pary wodnej groty. Woda spływała pieniącą się
strugą i tworzyła baseny. Kryształy
lśniły jak klejnoty.
W basenie najbliżej wodospadu woda bąbelkowała, na skórze
wydawała się ciepła i musująca.
Zanurzył się w niej, tuląc Raven w ramionach, otoczyła ich
zewsząd para.
Bąbelki drażniły wrażliwą skórę, tańczyły i łaskotały jak
niezliczone palce, pieściły jak
liźnięcia językiem. Leniwymi, spokojnymi ruchami Michaił
zaczął myć Raven, stopy, kostki, uda.
Poruszała się pod jego dłońmi, przymykając oczy, poddawała się
swobodnie tym doznaniom. Miała
w żyłach gorącą karpatiańską krew. Karpatiańskie potrzeby i
żądze wałczyły z ludzkimi
ograniczeniami i tabu wyznaczanymi przez jej umysł.
Przesuwał dłońmi czule po jej płaskim brzuchu, opuszkami
delikatnie obrysowywał blizny,
zmywając ostatnie ślady kompresów i krwi. Zajął się każdym
żebrem, plecami, a wreszcie jej
twarzą i włosami. Michaił był taki delikatny, że Raven chciało
się płakać. Nie dotknął jej w
żadnym intymnym miejscu, a i tak już poczuła w ciele żar, jakby
się roztapiała. Pragnęła tego
mężczyzny. Potrzebowała go.
Otworzyła oczy, były senne, seksowne, pociemniałe od
pożądania. Przechyliła głowę,
popatrzyła na niego, a potem zaczęła opłukiwać jego ciało.
Wcale nie chciała być dla niego czuła.
Każde dotknięcie miało go rozdrażnić, rozpalić. Zanurzyła palce
w ciemne, gęste włosy na torsie,
przyciągnęła dłonią zmysłowo po twardych mięśniach,
zmywając krople krwi ze skóry. Tyle ich
było. Martwiła się o niego i chciała, żeby się pożywił, odzyskał
to, co stracił.
Jakąś niewielką częścią siebie rozpoznawała tę myśl jako coś, co
powinno budzić w niej
obrzydzenie, ale kiedy jej ciało potrzebowało go tak desperacko
i tęskniła za jego ustami na
swoich, tez szarpał nią głód. Zsuwała dłonie niżej, aż zbłądziły
za krawędź kości biodrowych.
Michaił oddychał szybko, czuła, jak napina mięśnie. Chrapliwy
jęk przeszył jej żyły ognistymi
ostrzami. Odszukała palcami twardy dowód jego podniecenia,
zaczęła go pieścić i drażnić, czubki
palców intrygująco tańczyły, dłoń przesuwała się i ściskała, żeby
poczuć cały jego ciężar.
Starał się nie stracić nad sobą kontroli. Tym razem chciał, żeby
sama wzięła udział w rytuale.
Nie będzie mogła twierdzić, że nie wiedziała, co robi. Dotknęła
językiem jego ramienia, a potem
kroplę wody puściła mu na szyję tak, że spłynęła na tors.
Raven też miała mięśnie napięte, obolałe ciało płonęło. Krew
żywiej w niej zaczęła krążyć,
śpiewnie nawołując jego krew. Liznęła miejsce nad jego sercem,
kreśląc leniwy, zmysłowy wzór.
Dłonie nie przestawały pieścić, dokuczały, obiecywały. Okryła
go płaszczem włosów, kiedy
szlakiem kropel wody posuwała się coraz niżej i niżej. Poczuła,
jak zadrżał, gdy go posmakowała.
Odczucie mocy było niesamowite. Zanurzył dłonie w jej
włosach, jęcząc cicho. Podrapała go lekko
paznokciami po udach, pragnęła, żeby dla niej oszalał, stracił
rozum z pożądania.
Michaił przyciągnął ją do siebie, podniósł i zaczął masować
pośladki.
Biorę
sobie ciebie na życiową partnerkę. Wyszeptał
te słowa jak liczące sobie setki lat
zaklęcie czarnej magii. Jego dłoń powędrowała wyżej,
przesunęła na pierś i w dół po atłasowej
skórze, aż znalazła gęstwinę czarnych jak noc loczków.
Raven krzyknęła, kiedy pod powierzchnią musującej wody
poczuła dotyk jego palców; znalazły
ją i rozpoczęły swoje powolne, rozkoszne do bólu poszukiwania.
Otwarte usta przycisnęła do jego
torsu, oddychała płytko, urywanie. Pragnienie rosło; ukryte w
niej coś dzikiego usiłowało wyrwać
się na wolność. Słyszała, że ich serca biją jak jedno, słyszała
szum krwi jego i swojej. Jej ciało
pulsowało życiem, pragnieniem, głodem tak wielkim, że
potrzebowała go całego, żeby je zaspokoił
i wypełnił sobą. Potrzebowała go w swoich myślach, tego jego
erotycznego, nienasyconego
apetytu, tej niewiarygodnej żądzy, która sprawiała, że płonął dla
niej i łaknął jej. Chciała, żeby
posiadł ją dziko, bez zahamowań. I potrzebowała jego... krwi.
Ujął ręką jej głowę, przesuwał ją w stronę tafli wody.
Należę
do ciebie, oddam za ciebie życie. Weź, czego potrzebujesz, weź,
czego chcesz. Te
słowa otworzyły drzwi, za którymi krył się ten straszny głód.
Raven na wpół zanurzona w wodzie, poczuła pod plecami
miękką ziemię, przyciśnięta jego
ciałem. Mroczna twarz Michaiła zastygła w bezlitosnym wyrazie
mocno zaciśniętych warg. Oczy
płonęły głodem. Dotknęła jego myśli i znalazła tam dzikie,
prymitywne podniecenie, zwierzęcą
żądzę posiadania, niepowstrzymaną, nieustępliwą determinację
karpatiańskiego mężczyzny,
biorącego w posiadanie swoją kobietę. Była też miłość tak
wielka, że Raven ledwie mogła ją
ogarnąć. Czułość. Uwielbienie mężczyzny dla tej jedynej, której
mógłby pragnąć.
Michaił zobaczył w oczach Raven nagłe przyzwolenie i oddanie;
rozchylił jej kolana. Była
gorąca, pulsowała pragnieniem, zaproszeniem swojego ciała.
Pchnął głęboko, wchodząc w nią jak
najmocniej, zatopił się w gorącym wnętrzu. Pikantny kobiecy
zapach mieszał się z jego męską
wonią, stając się częścią ich wzajemnego pożądania. Językiem i
zębami przesuwał po jej gardle, w
dół, aż pochwycił czubek spragnionej piersi. Pieścił każdy
centymetr jej ciała, wzniecając płomień.
Zęby kąsały delikatną skórę, język łagodził ból. Brał ją
zachłannie, jakby czuł, że nie może się do
niej dość zbliżyć, Ciasne gorąco objęło go ściśle, zacisnęło się,
rozpalając jego szaleństwo.
Wchodził w nią głęboko, wypełnił sobą całkowicie, wzmagał
tarcie, a potem z premedytacją
zwalniał rytm. Jęczała cicho, ciało błagało o spełnienie,
aksamitne mięśnie ściskały go gorącem.
Poruszała się pod nim gwałtownie, chciała go poczuć jeszcze
głębiej, mocniej. Krew buzowała
w niej jak wrząca lawa. Potrzebowała go coraz bardziej. Całego,
Była wygłodniała jakiegoś
głębszego połączenia, wygłodniała tych ust, które żywiły się nią,
spalały, naznaczały piętnem,
scalały ich ze sobą na wieczność.
Michaił.
Uniósł głowę, a jego ciemne oczy płonęły.
Należę
do ciebie, Raven. Weź ode mnie, czego potrzebujesz, tak jak ja
wezmę to od ciebie. Przycisnął
jej głowę do swojego torsu i poczuł gorąco w środku, kiedy
językiem musnęła jego
skórę. Potem nastąpiła chwila intymnego, zapierającego dech w
piersi wahania, gdy lekko
przygryzała skórę. Rozpalony do białości ból, błękitna fala
zmysłowej przyjemności. Nabrzmiał
jeszcze bardziej, stał się wielki, twardy i rozpalony, a ona mocno
wbiła zęby.
Michaił w ekstazie odrzucił głowę, przyspieszył rytm, a jej ciało
owinęło go spiralą, prężyło się
i zamykało w uścisku, szczytując raz, i znów. Nie tracił kontroli
nad sobą. Chciał dokończyć rytuał,
chciał, żeby wymiana dokonała się z nieprzymuszonej woli.
Chwycił ją za włosy, powtórzył słowa,
które miały ich związać ze sobą.
Daję
ci moją ochronę, moją lojalność, mój umysł, moje serce, duszę i
ciało. Biorę w posiadanie
to wszystko, co twoje. Twoje życie, twoje szczęście, twoje dobro
zawsze będę szanować i stawiać
nad swoim. Jesteś moją życiową partnerką, związaną ze mną na
wieczność i zawsze będę o ciebie
dbać.
Odsunął jej głowę, obserwując zmrużonymi oczami, głodnymi i
uważnymi, jak zamyka ślady
po ugryzieniu; język budził płomyki tańczące na rozgrzanej
skórze. Pocałował ją. Gorące usta
sparzyły jej szyję, zatrzymały się nad gwałtownie bijącym
pulsem. Dłonie Raven zacisnęły się na
biodrach. Michaił spoczywał w niej. Czekał.
Odwróciła głowę, podsuwając mu gardło.
Weź,
co należy do ciebie, Michaił. Weź, czego potrzebujesz
wyszeptała
te słowa bez tchu w
agonii oczekiwania i potrzeby. Drżała z niecierpliwości, targana
karpatiańskim erotycznym
głodem.
Mocno pchnął biodrami, zatopił głęboko zęby. Krzyknęła,
oplotła go ramionami, wyginając się
w łuk, kiedy pił z niej do syta, kiedy zagłębiał się w niej, kiedy
brał ją dziko w posiadanie,
potwierdzał swoje do niej prawo i unosił ich oboje poza granice
ziemi. Przestał udawać, że nad
sobą panuje i brał ją tak, jak tego chciał, nie hamując zwierzęcej
dzikości. Ona też dała jej upust,
rozszalała się, domagając spełnienia. Jej ciche jęki i słodki smak
krwi doprowadziły go na sam
szczyt. Napełnił ją sobą, po raz pierwszy w życiu czuł całkowite
zaspokojenie, całkowite
zadowolenie. Leżeli połączeni, serca im waliły, z trudem
chwytali powietrze, wciąż jeszcze drżeli.
Michaił przesunął się na bok tak, że podpierał sobą Raven. Czuł
na torsie jej miękkie, ciepłe piersi.
Głaskał ją po włosach, ogarniał swoim uczuciem. Wyczuwał
ulotność tej chwili i nie ufał
słowom. Jego myśli były ciepłą, bezpieczną przystanią pełną
miłości, i nią dzielił się chętnie.
Intensywna rozkosz przesłoniła całą rzeczywistość. Raven
upajała się niezwykle silną reakcją
swojego ciała. Każda komórka była ożywiona i aż krzyczała z
radości. Po takich doznaniach wciąż
nie mogła wyjść z oszołomienia.
Poruszyła ręką, żeby odgarnąć włosy. Ten niewielki ruch
sprawił, że jej mięśnie znów zacisnęły
się wokół niego. Michaił. Kim był ten mężczyzna, który tak
łatwo zagarnął całe jej życie? Uniosła
głowę, żeby przyjrzeć się jego twarzy. Piękna. Mroczna i
tajemnicza. W oczach kryło się wiele
sekretów, a zmysłowe usta, były stworzone do pieszczot i
pocałunków
Powiedz
mi, co zrobiłam, Michaił.
Spojrzenie miał nieprzeniknione, ostrożne.
Zawierzyłaś
mi swoje życie. Nie niepokój się, maleńka, jesteś w moich
rękach bezpieczna.
Czubkiem języka dotknęła nagle spierzchniętych warg Serce jej
zabiło, kiedy zdała sobie
sprawę z wagi tej decyzji. Czuła jego smak w ustach, czuła jego
zapach na skórze, jego nasienie
spływało jej po nodze, i wciąż trwali złączeni, a jej ciało znów
go zapragnęło.
Jak
smakuję? Głos
był niski i pieszczotliwy, jak muśnięcie palców, dotknął ucha.
Muśnięcie
marzenia.
Mocno zamknęła oczy, tak reaguje dziecko, które chce się od
czegoś odciąć.
Michaił...
Zadrżała,
podniecona brzmieniem jego głosu, zmysłowością tego pytania.
Wysunął się z niej, ale nie wypuszczał z objęć.
Powiedz
mi, Raven. Obsypał
ją szybkimi, lekkimi pocałunkami, które uderzały do głowy
niczym wino.
Objęła go ramieniem za szyję, dotknęła gęstej grzywy włosów.
Smakujesz
jak las, jesteś dziki, nieokiełznany i tak zmysłowy, że
doprowadzasz mnie do
szaleństwa. Zabrzmiało
to tak, jakby wyznała na spowiedzi ciężki grzech.
Bąbelki pękały i musowały w kontakcie ze skórą, pieniły się w
najbardziej intymnych
miejscach. Michaił odchylił się w tył, biorąc na siebie jej ciężar,
posadził ją sobie na kolanach.
Krew zawrzała im w żyłach.
A
ty smakujesz jak słodkogorzka
przyprawa, drażnisz zmysły i uzależniasz. Zębami
lekko
ukąsił ją w kark, wywołując rozkoszny dreszczyk.
Raven leżała w jego ramionach. W głowie jej się kręciło nie
mogła zebrać myśli, dręczona
niepokojem, po tym, co zrobiła. Nigdy nie będzie miała dość
Michaiła. Łączyła ich czysta
namiętność, żądza dzika, której nie dawało się zaspokoić. Nie
potrafiła tego wszystkiego ogarnąć,
umysł zdecydowanie odmawiał przyjęcia do wiadomości tego,
czym się stała. Nie miała pojęcia, co
Michaił miał na myśli, mówiąc o „pożywianiu się". Coś jej się z
tym kojarzyło, ale tak naprawdę
rozumiała tylko to, co Michaił dzielił z nią. Czy zawsze
wchodził w grę seks? Twierdził, że nie, ale
ona nie mogła sobie tego wyobrazić z kimkolwiek innym.
Zacisnęła powieki. Nie mogłaby tego
zrobić z nikim innym. Nie mogła sobie wyobrazić, że pije krew
człowieka.
Przytulił jej głowę, uspokajająco gładził po włosach. Szeptał
czułe słowa, głosem niskim i
uwodzicielskim. Potrzebowała czasu, żeby przywyknąć do
swojej karpatiańskiej krwi, do tych
intensywnych emocji i gwałtownych potrzeb. Z własnej woli
wzięła udział w rytuale połączenia.
Dokonała wymiany krwi bez jego milczącego nalegania. Zostali
nierozerwalnie związani i nie było
żadnego powodu, dla którego miałaby znosić niepotrzebne
ludzkie ograniczenia i obawy o
przyszłość. Niech jej umysł przywyknie do nowej sytuacji
powoli.
Michaił był ze sobą brutalnie szczery. Po tym, jak czekał na tę
kobietę przez kilka ludzkich
pokoleń, nie chciał, żeby miała do czynienia z kimkolwiek
innym. Nigdy przedtem pożywiania się
nie uważał za czynność intymną, widział w tym zwykłą
potrzebę. Ale sama myśl, że Raven wgryza
się w szyję innego mężczyzny, czerpie z jego ciała życiodajną
siłę, była nie do zniesienia. Za
każdym razem, kiedy dawał jej krew, ogarniało go seksualne
podniecenie, przemożne pragnienie,
żeby ją ochraniać i o nią dbać. Nie miał pojęcia, co inni
karpatiańscy mężczyźni odczuwali wobec
swoich partnerek, ale wiedział, że każdy mężczyzna, który
zbliży się do Raven, znajdzie się w
poważnym niebezpieczeństwie. To dobrze, że ludzki umysł nie
pozwalał jej zaakceptować myśli o
żerowaniu na ludziach.
Raven poruszyła się w jego ramionach, przeciągnęła leniwie.
Myślałam
o czymś nieprzyjemnym, ale ty to zabrałeś, tak? W
jej głosie pojawiła się nutka
uśmiechu.
Puścił ją, patrzył jak znika pod powierzchnią bąbeikującej
wody i wynurza się parę kroków
dalej. Przyglądała mu się z rozbawieniem.
Wiesz,
Michaił, mam wrażenie, że nie pomyliłam się, co do twojego
charakteru. Jesteś
arogancki i zaborczy.
Podpłynął do niej leniwymi, swobodnymi ruchami.
Ale
jestem seksowny.
Cofnęła się, schyliła i wyrzucając w górę ręce, ochlapała go
wodą.
Trzymaj
się ode mnie z daleka. Za każdym razem, kiedy się do mnie
zbliżasz, dzieje się coś
szalonego.
Może
to i dobry moment, żeby przywołać cię do porządku, bo narażasz
swoje życie na
niebezpieczeństwo. Nie powinnaś była iść za napastnikami z
gospody. Wiedziałaś, że cię nie
usłyszę, gdybyś wolała pomocy. Płynął
w jej stronę, nieustępliwy jak rekin.
Raven zachowała się jak tchórz i uciekła z sadzawki, wskakując
do następnej, większej. Woda
przyjemnie chłodziła rozgrzaną skórę. Wysunęła palec w jego
stronę, uśmiechnęła się.
Przecież
wiesz, że chciałam ci pomóc. W każdym razie, jeśli ośmielisz się
prawić mi kazania,
nie będę miała innego wyjścia, jak przypomnieć, ci, jakim
nieetycznym postępkiem było związanie
mnie z tobą bez mojej zgody. Powiedz mi.
Gdybym nie poszła za napastnikami i Jacob nie zaatakowałby
mnie nożem, nadal pozostałabym
człowiekiem, prawda?
Michaił wyszedł z sadzawki, woda spływała po jego ciele.
Raven aż dech zaparło w piersi.
Wyglądał rewelacyjnie, taki męski i potężny. Zgiął się wpół i
zanurkował do głębokiego basenu.
Poczuła, że jej serce bije coraz mocniej, że krew zaczyna go
przyzywać. Wyłonił się z wody tuż za
nią, objął ją w talii i przyciągnął do siebie, utrzymując oboje na
powierzchni ruchami silnych nóg.
Pozostałabyś
człowiekiem zgodził
się, a jego głos był zaklęciem czarnej magii, która potrafiła
przeszyć ją gorącem mimo zimna wody.
Gdybym
się nie zmieniła, mógłbyś zostać ze mną jako swoją życiową
partnerką? Otarła
się
pośladkami o jego biodra, i od razu wyczuła nabrzmiałą
męskość. Odchyliła głowę i oparła na
jego ramieniu.
Zdecydowałbym
się z tobą zestarzeć i umrzeć wtedy, kiedy ty umrzesz powiedział
cicho. Jej
włosy muskały go jedwabistym dotykiem, wywołując
podniecający dreszcz.
Raven nagle uniosła głowę, odwróciła się, i spojrzała mu
głęboko w oczy.
Mówisz
poważnie, Michaił? Zostałbyś ze mną, kiedy bym się starzała?
Przesunął palcami po jej policzku.
Razem
byśmy się starzeli. Kiedy twój oddech ustałby, mój ustałby
razem z nim.
Pokręciła głową.
Jak
ja mogę ci się oprzeć, Michaił, skoro skradłeś mi serce?
Uśmiechnął się, a serce Raven podskoczyło w piersi.
Maleńka,
kto powiedział, że masz mi się opierać? Jestem twoją drugą
połową. Położył
dłonie
na jej szyi i przyciągnął ją do siebie tak blisko, że ich usta
spotkały się i stopili się w jedno,
zanurzając pod wodę.
Pół nocy minęło, zanim Michaił zaniósł ją z powrotem do domu.
Raven narzuciła na siebie jego
koszulę.
Zdajesz sobie sprawę, że ja tu nie mam żadnych ubrań?
Rumieniła
się za każdym razem, kiedy
tak bezceremonialnie obejmował ją spojrzeniem. Wciąż czuła
jego ciało przy sobie, całą siłę, z jaką
ją brał. Muszę
wrócić do gospody. Zostawiłam tam wszystkie rzeczy.
Uniósł brwi. To nie był najlepszy moment, by mówić, że
naprawdę nie potrzebuje żadnych
ubrań. Może osobiste rzeczy ułatwią jej przejście przez tę
zmianę. Leniwie sięgnął po swoje
ubranie.
Jestem
pewien, że pani Galvenstein dostarczy nam twoje rzeczy.
Zadzwonię i dopilnuję, żeby
zrobili to natychmiast. Raven, niedługo na trochę wyjdę. Jest
jeszcze parę drobiazgów, którymi
muszę się zająć. Będziesz tu bezpieczna.
Uniosła brodę hardo.
Zarzucę
na siebie cokolwiek i pójdę z tobą. Nie chcę doświadczyć
takiego koszmaru jak wtedy,
kiedy nie mogłam cię dosięgnąć. To było piekło. Naprawdę,
Michaił.
Spojrzał na nią z troską, mówiąc łagodnie:
Nie
powiedziałem, że coś takiego może się zdarzyć. Grigori pogrążył
mnie w uzdrawiającym
śnie i nie mogłem odpowiedzieć na twoje wezwania. Nie tak
miało być. Wysłałem do ciebie ojca
Hummera, myślałem, że będę spał, ale jeśli zaistnieje potrzeba
kontaktu, uda mi się wychynąć ze
snu na tyle, żeby cię uspokoić.
Wyszło
inaczej.
Pokręcił głową.
Nie.
Raven. Grigori zesłał na mnie leczniczy sen. Nie sposób się
wybudzić, jeśli Grigori na to
nie zezwoli. On nie wiedział o tobie i o twojej potrzebie
kontaktu ze mną. To było moje
zaniedbanie, nie jego, i przepraszam za to.
Rozumiem.
Ale ty też zrozum, czemu nie mogę być teraz z dala od ciebie.
Boję się, Michaił,
boję się wszystkiego, siebie, ciebie, tego co tu zrobiłam.
Nie
tym razem, maleńka powiedział
bardzo łagodnie, żałując, że nie może być inaczej. To
bardzo ważna sprawa, trzeba znaleźć resztę napastników. Nie
mogę ciebie narażać na
niebezpieczeństwo. Tu będziesz bezpieczna. A ja nie śpię, w
każdej chwili mogę się z tobą
skontaktować myślami i ty też będziesz mogła z taką samą
łatwością mnie złapać, jeśli zajdzie
potrzeba. Nie ma się czego bać.
Ale
ja nie jestem taką osobą, która posłucha, jeśli jej się każe, żeby
siedziała w domu.
Odwrócił się, wysoki, potężny, z kamienną twarzą. Wyglądał
groźnie. Raven odruchowo
cofnęła się o krok, a jej błękitne oczy przybrały odcień
głębokiego szafiru. Michaił ujął ją za rękę i
podniósł do swoich ciepłych ust.
Nie
patrz na mnie w taki sposób. Prawie mi 'wydarto twoje życie.
Masz pojęcie, co czułem,
kiedy obudził mnie twój krzyk? Kiedy odbierałem twój strach,
kiedy wiedziałem, że Jacob, ta
żałosna namiastka mężczyzny, cię uderzył? Kiedy czułem, jak
ostrze noża raz za razem wbija się
w twoje ciało? O mały włos nic umarłaś mi w ramionach.
Oddychałem za ciebie,
podtrzymywałem bicie twojego serca. Podjąłem wtedy decyzję,
chociaż wiedziałem, że możesz mi
jej nigdy nic wybaczyć. Nie mam zamiaru ryzykować twojego
życia. Możesz to zrozumieć?
Drżał. Objął ją ramionami, przyciągnął blisko do siebie.
Proszę
cię. Raven, pozwól mi po prostu otulić cię kokonem,
przynajmniej do chwili, kiedy ten
obraz zniknie już z moich myśli. Wsunął
palce w jej włosy, tulił ją. trzymał przy sobie, jakby w
ten sposób mógł ją ochronić przed każdym niebezpieczeństwem.
Oplotła ramionami jego szyję.
Wszystko
będzie dobrze, Michaił. Nic mi się nie stanie. Pocałowała
go w szyję, chcąc jakoś
uspokoić, odsunąć ten lęk od niego i od siebie samej. Chyba
oboje mamy się do czego
przyzwyczajać.
Jego pocałunek był czuły i bardzo delikatny.
Musisz
na siebie uważać. Sześć dni snu i leczenia to za mało.
Sześć
dni? Nie do wiary. Czy ktoś kiedyś zrobił ci badanie krwi?
Michaił niechętnie wypuścił ją z objęć.
Nikt
z nas nie może nawet zbliżać się do ludzkich placówek
medycznych. Sami dbamy o
swoich.
Raven wzięła do ręki szczotkę i zaczęła z roztargnieniem,
przeciągłymi ruchami, rozczesywać
wilgotne włosy.
Kim
była ta kobieta uwięziona pod ziemią?
Twarz mu stężała, zniknęła z niej łagodność.
Na
imię ma Eleanor. Urodziła chłopca odparł
chłodnym tonem.
Usiadła na łóżku po turecku i przechyliła głowę na bok,
szczotkując włosy.
Nie
lubisz jej?
Zdradziła
cię. Pozwoliła, żeby ta diablica ją podsłuchała i przez to o mało
nie straciłem ciebie. Zapinał
guziki koszuli i widok tych długich, szczupłych palców
wykonujących tak prozaiczną
czynność ją fascynował. Byłaś
pod moją ochroną. A to znaczy, Raven, że wszyscy Karpatianie
mają obowiązek stawiać twoje bezpieczeństwo na pierwszym
miejscu.
Przygryzła dolną wargę. Wyczuwała w nim jakąś
niepohamowaną wściekłość, wręcz nienawiść
do tej kobiety. Uczucie Michaiła do Raven było tak silne, że
niemal go przerastało, zwłaszcza że
nigdy czegoś takiego nie doświadczył. On też, tak jak Raven,
miał kłopoty z przystosowaniem się
do sytuacji.
Ostrożnie dobierała słowa:
Widziałeś
kiedyś rodzącą kobietę, Michaił? Zmagając się z bólem i
strachem, niełatwo
zachować przytomność umysłu. Żeby taka kobieta mogła
panować nad sobą, musi czuć się
bezpiecznie. Ona bała się o życie swojego nienarodzonego
dziecka. Proszę, nie oceniaj jej tak
surowo. W podobnych okolicznościach ja bym wpadła w
histerię.
Ujął jej buzię swoją dużą dłonią, kciukiem pieszcząc miękką,
atłasową skórę.
Masz
w sobie tyle współczucia. A Eleanor o mało nie kosztowała cię
życie.
Nie,
Michaił. To jacob o mało nie pozbawił mnie życia. Eleanor
starała się jak tylko potrafiła.
Nie trzeba nikogo obwiniać, a jeśli już, to nas wszystkich.
Odwrócił się od niej.
Wiem,
że nie powinienem był zostawić cię nawet na chwilę. Nie
powinienem był szukać
ucieczki w leczniczych mocach ziemi. Za bardzo mnie to od
ciebie oddaliło. Grigori umie myśleć
wyłącznie o moim bezpieczeństwie.
W lustrze Raven widziała jego ściągniętą bólem twarz.
Maleńka,
był taki moment, kiedy obudził mnie twój krzyk, byłem w ziemi,
nie mogłem ci
pomóc. Tylko moja wściekłość napędzała burzę. Kiedy
usiłowałem wydostać się na powierzchnię,
czułem każdy cios tego noża i wiedziałem, że cię zawiodłem. W
tamtej chwili dostrzegłem w
sobie coś tak strasznego, tak dzikiego, że do tej pory nie jestem
w stanie bliżej przyjrzeć się temu
czemuś. Gdyby ciebie zabił, nikt nie byłby bezpieczny. Nikt.
Mówił
spokojnie, wyprostowany
jak struna. Ani
Karpatianin, ani człowiek. Mogę tylko modlić się, żeby Grigori
natychmiast mnie
zabił, jeśli kiedyś do czegoś takiego dojdzie.
Stanęła przed nim i ujęła jego twarz w dłonie.
Czasami
żal wydobywa z nas rzeczy, które powinny pozostawać w
ukryciu. Nikt nie jest
idealny. Ani ja, ani Eleanor, ani nawet ty.
Na jej twarzy zagościł ironiczny uśmieszek.
Żyję
od wielu stuleci, przetrwałem polowania na wampiry, wojny i
zdrady. Dopóki nie
pojawiłaś się w moim życiu, nigdy nie traciłem panowania nad
sobą. Nigdy nie miałem czegoś,
czego tak bardzo bym pragnął i nigdy nie miałem nic do
stracenia.
Przyciągnęła do siebie jego głowę, zaczęła delikatnie, kojąco
całować go po szyi, po
podbródku, w kąciki mocno zaciśniętych ust.
Michaił,
jesteś dobry. Uśmiechnęła
się psotnie, w oczach zamigotały wesołe iskierki. Tylko
masz za dużo władzy. Ale nie martw się, znam pewną
Amerykankę. Jest bardzo niegrzeczna i
pozbawi cię tej sztywnej arogancji.
Roześmiał się i wreszcie rozluźnił. Podniósł ją z ziemi, wziął w
ramiona i zakręcił wkoło. Jak
zwykle jej serce zaczęło dziko walić. Pocałował ją, szybko
wirując przez pokój i wylądowali na
łóżku.
Raven śmiała się cicho i zalotnie.
Chyba
nie uda nam się znowu...
Pochylił się nad nią, kolanem rozwarł uda, spragniony jej
ciepłego, zachęcającego ciała.
Powinnaś
tu zostać i czekać na mnie naga mruknął,
pieszcząc ją namiętnie.
Uniosła biodra.
Nie
jestem pewna, czy wiemy, jak to się robi w łóżku Ostatnie
słowo było westchnieniem
przyjemności, bo właśnie wsunął się w nią.
Znalazł ustami jej usta. Śmiech mieszał się ze słodkim smakiem
pożądania. Zaborczym gestem
pochwycił piersi, wsunął dłonie we włosy. W sercu Raven, w jej
myślach było tyle radości, tyle
współczucia i słodyczy. Cała wieczność Michaiła miała napełnić
się jej śmiechem i jej radością
życia. Roześmiał się głośno ze szczęścia na samą myśl o tym.
ROZDZIAŁ 11
Michaiła nie było przez długie dwie godziny i Raven
spacerowała po domu. Cieszyła się, że ma
trochę czasu dla siebie, żeby spokojnie o wszystkim pomyśleć.
To, co ją spotkało, wciąż
wydawało jej się mało realne. Tylko Michaił stanowił punkt
zaczepienia w rzeczywistości.
Jego krew płynęła w jej żyłach, czuła na sobie jego zapach,
nosiła jego znak na szyi i na piersi.
Przy każdym kroku, przy każdym ruchu przypominała sobie, jak
ją brał w posiadanie. Ściślej
otuliła się jego koszulą. Wiedziała, że on żyje i że nic mu nie
jest; często kontaktował się z nią
myślami, przesyłał ciepłe zapewnienia. Przekonała się, że
wyczekuje tego muśnięcia dotykiem, że
za nim tęskni, i była świadoma, że on dzielił z nią tę głęboką
potrzebę częstego łączenia się z nią.
Z westchnieniem owinęła się jego długą ciemną peleryną. Dom
nagle wydał jej się duszny jak
więzienie, a nie dom. Kusiło ją, żeby wyjść na werandę; miała
wrażenie, że noc nawołuje jej imię.
Złapała za gałkę drzwi, przekręciła. Owiało ją chłodne
powietrze, przepełnione intrygującymi
zapachami. Wyszła na werandę, oparła się o wysoką kolumnę i
wdychała w siebie noc. Czuła jakiś
zew, jakieś przyciąganie. Bez żadnej świadomej myśli zeszła z
werandy i ruszyła przed siebie
ścieżką.
Noc szeptała do niej i śpiewała, zapraszała do lasu. Sowa
zasyczała cicho, przecinając niebo,
trójka jeleni wyszła ostrożnie z ukrycia i zanurzyła miękkie
pyski w zimnej wodzie strumienia.
Raven wyczuwała ich radość życia, ich akceptację dla
codziennej wałki o przetrwanie. Słyszała
soki krążące w drzewach jak przypływy i odpływy morza.
Zdawało się, że jej bose stopy same
znajdują miękką ziemię, omijają gałązki, kolce i ostre kamienie.
Szum wody, powiew wiatru, każde
uderzenie serca ziemi nawoływało do niej.
Jak zaczarowana, szła bez celu, otulona długą czarną peleryną
Michaiła, włosy spływały jej
aż za biodra kaskadą kruczoczarnego jedwabiu. Wydawała się
eteryczna, błękitne oczy
pociemniały, przybrały odcień fiołkowy. Chwilami poły
peleryny rozchylały się, ukazując zarys
nagiej, zgrabnej nogi.
Coś poruszyło się w jej umyśle, zakłóciło spokojne piękno nocy.
Żal. Łzy. Zamrugała, próbując
rozeznać się w otoczeniu. Spacerowała, jakby w jakimś pięknym
śnie. Odwróciła się w stronę, z
której napływały intensywne emocje. Bez żadnej świadomej
myśli, stopy poniosły ją przed siebie.
Odruchowo zaczęła analizować napływające informacje.
Mężczyzna ludzkiej rasy. Tuż po dwudziestce. Pogrążony w
głębokiej, szczerej żałobie. Myślał
o swoim ojcu, czul gniew, dręczyły go wyrzuty sumienia.
Wyczuła jego rozpacz, potrzebował
wsparcia, pociechy. Skulił się przy grubym pniu drzewa, gdzieś
w pobliżu granicy górskiego lasu.
Kolana podciągnął pod brodę, twarz ukrył w dłoniach.
Specjalnie hałasowała, nadchodząc. Mężczyzna uniósł zalaną
łzami twarz, zrobił wielkie oczy
na jej widok. Zacząi niezgrabnie podnosić się na nogi.
Proszę,
nie wstawaj powiedziała
cicho, głosem tak łagodnym jak sama noc. Nie
chciałam ci
przeszkodzić. Nie mogłam spać i wyszłam na spacer. Wolałbyś,
żebym odeszła9
Rudy Romanow z podziwem wpatrywał się w postać jak ze snu,
która wyłoniła się z mgły.
Takiej kobiety, otoczonej tajemnicą jak mroczny las, nigdy w
życiu nie widział. Słowa u więzły mu
w gardle. Czy to jego żal przywołał zjawę? Prawie skłonny był
uwierzyć w te śmieszne, zabobonne
opowieści ojca. O wampirach i o kobietach mroku, o syrenach
sprowadzających nieszczęście na
mężczyzn.
Patrzył na nią tak, jakby była duchem.
Przepraszam
szepnęła
cicho i odwróciła się. chcąc odejść.
Nie!
Nie odchodź. Mówił
po angielsku z wyraźnym akcentem. Wyszłaś
nagle z mgły,
wyglądałaś jak zjawa.
Świadoma, że pod peleryną nie ma na sobie zbyt wiele, Raven
szczelniej się nią otuliła.
Nic
ci nie jest? Mam kogoś sprowadzić? Może księdza? Kogoś z
rodziny?
Nikogo
już nie ma. Nazywam się Rudy Romanow. Na pewno słyszałaś o
moich rodzicach.
W jej myślach pojawiła się jakaś potworna wizja. Zobaczyła
wilki wypadające z lasu, wilki o
czerwonych, rozognionych oczach; prowadzone przez wielkiego
czarnego samca, zaatakowały
Hansa Romanowa. W umyśle młodego człowieka odszukała też
wspomnienie o matce; Heidi leżała
na łóżku, mąż zaciskał palce na jej gardle. Na jedną okropną
chwilę Raven zaparło dech w
piersiach. Ileż ten chłopak wycierpiał! Stracił oboje rodziców w
odstępie kilku godzin. Jego
szalony ojciec zamordował mu matkę.
Chorowałam,
wyszłam po raz pierwszy od kilku dni. Podeszła
do niego bliżej pod gałęziami
drzew. Nie mogła przecież powiedzieć mu prawdy, była
zamieszana w tę straszliwą sprawę.
W oczach Rudy'ego wydawała się pięknym aniołem zesłanym
mu dla pociechy. Chciał dotknąć
jej skóry, żeby przekonać się, czy jest tak miękka jak się wydaje
w świetle księżyca. Jej głos był
cichym szeptem, zmysłowym, łagodnym, sięgającym w głąb
duszy, żeby uspokajać i koić.
Odchrząknął.
Mój
ojciec zamordował matkę kilka dni temu. Gdybym tylko wrócił
wcześniej... Matka do
mnie dzwoniła, opowiadała jakieś dziwne rzeczy, że ojciec zabił
jakąś kobietę. Uroiło mu się, że
wampiry żerują na ludziach z wioski. Zawsze był przesądny, ale
nigdy nie sądziłam, że kompletnie
oszaleje. Matka twierdziła, że on z grupą jakichś oszołomów
poszukiwali wampirów i wyznaczali,
kto z osób znanych w okolicy powinien zostać zabity.
Uważałem, że ojciec tylko tak gada. Zawsze
dużo mówił. Opuścił
wzrok na swoje dłonie. Powinienem
był jej posłuchać, ale powiedziała, że
o tym morderstwie chyba nikt nie wie. Pomyślałem, że okła mał
ją, że nikogo nie zamordował, że
to wszystko nieprawda Do diabła, może to i była nieprawda, ale
on kompletnie zwa riował. Udusił
moją matkę. Umarła z różańcem w dłoniach
Otarł oczy drżącymi palcami. Sam nie wiedział jak jak się stało,
że ta tajemnicza dama trafiała
do jego myśli, ofe rując mu ciepło i zrozumienie. Złudzenie było
tak realne, że jego ciało zaczęło
ożywać i nagle uświadomił sobie, jak bardzo sami są w tym
lesie. Przyszła jakaś nieproszona myśl
że przecież nikt nie wie, że oni są tu razem. W całym żalu, ta
myśl niepokojąco podniecała.
Zostałem
jeszcze jeden dzień na uczelni, żeby zdać egzamin. Uznałem, że
to naprawdę ważne.
Nie wierzyłem, że ojciec byłby zdolny kogoś zabić, a co dopiero
kobietę. Moja matka, położna,
sprowadziła tyle nowych istnień na ten świat, pomogła tylu
ludziom. Powiedziałem jej, że
przyjadę do domu i zajmę się wszystkim. Chciała porozmawiać
z księdzem, ale jej to
wyperswadowałem.
Szkoda,
że jej nie znałam powiedziała
Raven szczerze.
Polubiłaby
ją pani, wszyscy ją lubili. Na pewno próbowała jakoś
powstrzymać ojca. W noc
tamtej burzy poszedł gdzieś z ludźmi spoza wioski. To wtedy
musiał zabić moją matkę, tuż przed
wyjściem z domu. Pewnie dlatego, żeby nikomu nie powiedziała
i nie próbowała go powstrzymać.
Utknął pod jakimś drzewem, w które trafił piorun. On i inni,
zostali ciężko poparzeni, nie dawało
się go rozpoznać.
To
musiało być dla ciebie straszne. Raven
odgarnęła dłonią włosy, powoli przesunęła palce
przez długą jedwabną kurtynę, odsunęła je z twarzy. Seksowna.
Niewinna. Kombinacja uderzająca
do głowy
Przez las w stronę domu pod klifem płynęła mgła. Przesączyła
się przez żelazną bramę na
dziedziniec. Przybrała kształt wysokiej, solidnej kolumny,
zamigotała, scaliła się i Michaił, w
ludzkiej postaci, stanął przed drzwiami domu. Unosząc dłoń,
wymruczał ciche polecenie, zwolnił
blokadę i wszedł. Od razu poczuł, że jej tam nie ma.
Jego oczy pociemniały, miały odcień czarnego lodu. Błysnął
obnażonymi zębami. Z gardła
wydobyło się chrapliwe warczenie, Michaił zdusił je. Pomyślał,
że została porwana, znalazła się w
niebezpieczeństwie. Wysłał wezwanie do swoich strażników,
wilków, żeby pomogły w
poszukiwaniach. Spokojnie, głęboko oddychając, poszukał
Raven myślami. Łatwo ją wytropił. Nie
była sama. Jakiś człowiek. Mężczyzna.
Nie mógł złapać powietrza Serce przestawało bić. Zacisnął
dłonie w pięści. Tuż obok niego
eksplodowała lampa, rozpadła się w drobny mak Na zewnątrz
wiatr wzmógł się, tworzył wiry
wśród drzew. Michaił wyszedł przed dom i wzbił się w niebo, i
pomknął, rozpościerając szerokie
skrzydła. Nisko w dole wilki już tworzyły zwartą formację i
ruszyły biegiem.
Michaił w ciszy wylądował na grubym konarze nad głową
Raven. Odgarniała włosy z twarzy
tym swoim seksownym, bardzo kobiecym gestem. Wyczuwał jej
współczucie, potrzebę niesienia
pomocy. Była zmarznięta i zmęczona. Ten człowiek cierpiał, co
do tego nie miał wątpliwości. Ale
Michaił wyczuwał też podniecenie, słyszał coraz mocniejsze
bicie serca i czuł coraz szybsze
krążenie krwi. Łatwo mógł odczytać myśli tego mężczyzny,
wcale nie takie niewinne.
Wściekły, bardziej niż tylko trochę o nią zaniepokojony, Michaił
skoczył w powietrze, a potem
wylądował na ziemi parę metrów od nich, poza widokiem. Kiedy
zbliżył się do nich, jego wysoka,
potężna sylwetka nagle wyłoniła się z nocy, spomiędzy drzew.
Pochylił się nad nimi, groźny,
ogromny, z kamienną twarzą, zastygłą w gniewie. Czarne oczy
jarzyły się czymś ciemnym i
śmiercionośnym. Odbijające się w nich światło księżyca rzucało
dziwną czerwonawą poświatę.
Chłopak zrobił ruch, jakby chciał objąć towarzyszącą mu kobietę
w jakimś mglistym odruchu
chronienia jej. Ale chociaż Michaił stał parę kroków dalej od
Raven niż Rudy, skoczył z
zadziwiającą szybkością i był przy niej pierwszy Szarpnął Raven
za nadgarstek i postawił za sobą,
zasłaniając własnym ciałem.
Witam,
panie Romanow. Michaił
mówił głosem tak miłym, jedwabistym, że i Rudy i Raven
zadrżeli. Może
będzie pan tak uprzejmy i zechce mi wyjaśnić, co pan robi nocą
w lesie, w
towarzystwie mojej kobiety. Kiedy
wymówił ostatnie słowo, gdzieś w pobliżu złowrogo zawył
wilk, długą, przeciągłą nutą. która poniosła się ostrzegawczym
echem w wieczornej bryzie.
Raven poruszyła się, ale Michaił ścisnął jej rękę tak mocno, że
chwyt groził połamaniem kości.
Cicho, maleńka, jeśli chcesz, żeby ten człowiek dożył świtu,
wysłuchasz mnie. To syn Hansa
Romanowa. W głowie ma to, co wiele lat temu zaszczepił mu
ojciec.
Zbladła. Michaił, jego rodzice...
Z trudem nad sobą panuję. Nie prowokuj mnie!
Panie
Dubriński... Rudy
poznał go już, był osobistością wioski, bezlitosny wróg albo
oddany
przyjaciel. Mówił cicho, wręcz pogodnym tonem, a jednak miał
w oczach mord.
Nic
planowaliśmy tego. Przyszedłem tu, bo... Urwał.
Mógł przysiąc, że między drzewami
mignęły sylwetki wilków, a ich oczy połyskiwały tak samo
groźnie, jak spojrzenie Dubrińskiego.
Rudy zerknął na niego i zapomniał o swojej dumie.
Pogrążyłem
się w żalu. Była na spacerze i usłyszała mnie.
Wilki jak milczące cienie podeszły bliżej. Michaił wyczuwał ich
gotowość, zew krwi. Ogarnął i
jego, mieszając się z czarną zazdrością. Stado szeptało do niego i
nawoływało go jak brata. Bestia,
którą miał w sobie, uniosła głowę, domagała się uwolnienia. Ten
człowiek twierdził, że jest
niewinny, ale było w nim pożądanie, wyczul zapach seksualnego
podniecenia. Miał na sobie piętno
czegoś chorego, które wycisnął na nim ojciec.
Mroczne spojrzenie Michaiła przesunęło się na Raven. Trafiała
wprost do jego serca, była taka
dobra. Nigdy nie starała się zagłębiać w ludzi za bardzo,
nauczyła się tego nie robić. Wyczytał w
niej współczucie, smutek, wyczerpanie i jeszcze coś. Zranił ją.
Widział to w jej przepastnych
oczach. I odczuwała rzeczywisty strach. Wiedziała, że gdzieś
tam są wilki, słyszała ich głosy,
nawołujące go, żeby strzegł swojej samicy. Przeżyła szok, kiedy
zorientowała się, jak podatny był
na ich prymitywną logikę, ile tak naprawdę ma w sobie ze
zwierzęcia. Objął ją ramieniem,
przytulił, ogrzał swoim ciepłem. Wysłał wilkom ciche polecenie,
niezbyt dla nich zrozumiałe,
posłuchały z niechęcią. Wyczuwały jego wrogość wobec tego
człowieka, jego pragnienie krwi,
potrzebę zniszczenia wroga, który mógł zagrozić
bezpieczeństwu jego kobiety.
Słyszałem
o twojej stracie. Michaił
zmusił się do wypowiedzenia tych słów. Twoja
matka
była wspaniałą kobietą. Jej śmierć to wielka strata dla naszej
społeczności. Twój ojciec i ja
miewaliśmy nieporozumienia, ale nie życzyłbym takiej śmierci
żadnemu człowiekowi.
Raven drżała nie tylko z chłodu, przerażało ją, że Michaił mógł
wobec kogokolwiek żywić aż
taką wrogość. Była światłem dla jego ciemności i nie mogła
pojąć, że miał w sobie wiele z
drapieżnika. Delikatnie przesuwał dłonią w górę i w dół jej
ramienia, chciał ją w ten sposób
uspokoić. Powtórzył swój rozkaz dla wilków.
Panie
Romanow, lepiej już wracać do domu. Potrzebuje pan snu, a las
nie zawsze jest
bezpieczny. Zwierzęta po burzy są niespokojne.
Dziękuję
za pani dobroć zwrócił
się Rudy do Raven, z niechęcią zostawiając ją w
towarzystwie człowieka, który wyglądał na zdolnego do
przemocy.
Michaił patrzył, jak mężczyzna kieruje się w bezpiecz niejszą
stronę, na skraj miasteczka, za
polanę.
Maleńka,
zmarzłaś powiedział
bardzo łagodnie.
Raven mruganiem odgoniła łzy i zmusiła do ruchu drżące nogi,
krok po kroku. Nie mogła na
niego spojrzeć, nie śmiała. Przecież po prostu cieszyła się
pięknem nocy. Potem usłyszała
Romanowa. Pomaganie leżało w jej naturze. A teraz wywołała w
Michaile coś mrocznego i
niebezpiecznego, coś, co bardzo ją niepokoiło.
Szedł obok niej, przyglądając się jej twarzy.
Nie
w tę stronę, Raven Położył
dłoń na jej plecach żeby ją odpowiednio pokierować.
Zesztywniała, a potem odsunęła się od niego.
Może
ja wcale nie chcę wracać. Michaił. Może ja wcale nie wiem, kim
naprawdę jesteś.
W jej głosie było więcej żalu niż urazy. Westchnął ciężko i
sięgnął po jej rękę, chwytając ją
nierozerwalnym uściskiem
Porozmawiamy
o tym w cieple i wygodzie naszego domu, a nie tu,
zlodowaciałaś z zimna. Nie
czekając mi zgodę, wziął Raven na ręce i poruszał się z
niezwykłą prędkością. Przywarła do
niego, chowając twarz na jego ramieniu; drżała z chłodu, a
jeszcze bardziej ze strachu przed nim,
ze strachu o przyszłość, o to, czym ona sama się stała.
Zaniósł ją do sypialni, uniesieniem dłoni rozpalił ogień na
kominku i ułożył ją na łóżku.
Mogłaś
przynajmniej włożyć buty.
Obronnym gestem otuliła się peleryną, patrząc na niego spod
długich rzęs.
Dlaczego?
I nie chodzi mi o buty.
Zapalił świece i skruszył rozmaite zioła, żeby napełnić sypialnię
kojącą, leczniczą słodyczą.
Jestem
mężczyzną Karpatianinem. W moich żyłach płynie krew istoty
ziemskiej. Setki lat
czekałem na swoją partnerkę. Karpatiańscy mężczyźni nie lubią,
żeby inni mężczyźni zbliżali się
do ich kobiet. Walczę z nieznanymi mi emocjami, Kaven. Nie
tak łatwo nad nimi zapanować. A ty
nie zachowujesz się jak Karpatianka. Uśmiechnął
się nieznacznie. Leniwym gestem oparł o
ścianę. Nie
spodziewałem się, że wrócę do pustego domu. Narażasz się na
niebezpieczeństwo,
Raven, tego mężczyźni naszej rasy nie tolerują. A potem
znajduję cię w towarzystwie człowieka.
Mężczyzny.
On
cierpiał odparła
cicho.
Michaiłowi wyrwał się jakiś odgłos irytacji.
Pragnął
ciebie.
Zamrugała, spojrzała mu w oczy, zobaczyła w nich zaskoczenie i
niepewność.
Ale...
Nie, Michaił, mylisz się. Chciałam go tylko pocieszyć. Stracił
oboje rodziców. Była
bliska łez.
Uniósł rękę.
Chciałaś
jego towarzystwa. Nie mówię, że pociągał cię seksualnie, ale
zatęskniłaś za ludzkim
towarzystwem, nie zaprzeczaj temu. Wyczułem w tobie tę
potrzebę.
Nerwowym ruchem dotknęła językiem warg. Nie mogła
zaprzeczyć. To było zupełnie
podświadome, ale kiedy wypowiedział te słowa na głos,
przyznała mu rację. Potrzebowała jakiegoś
ludzkiego towarzystwa. Michaił reagował bardzo emocjonalnie,
wszystko w jego świecie było
nieznajome. Raven wyrzucała sobie, że go zraniła, że stała się
przyczyną, dla której o mało nie
stracił panowania nad sobą.
Przepraszam.
Miałam zamiar iść tylko na krótki spacer. Kiedy go usłyszałam,
poczułam, że
muszę upewnić się, czy nic mu nie jest. Nawet nie wiedziałam,
Michaił, że po prostu szukam
ludzkiego towarzystwa.
Nie
obwiniam ciebie, maleńka, nie o to chodzi. Głos
miał tak łagodny, że aż krajało się serce.
Z
łatwością mogę czytać w twoich wspomnieniach. I nigdy bym
cię nie obwiniał za
okazywanie współczucia.
Chyba
oboje mamy trudności z dostosowaniem się do sytuacji
powiedziała
miękko. Nie
mogę być tym, kim chcesz, żebym była, Michaił. Używasz
słowa „człowiek" jak obelgi, swój ród,
siebie stawiasz wyżej. Nie jesteś uprzedzony do mojej rasy?
Karpatiańska krew może sobie płynie
w moich żyłach, ale sercem i umysłem wciąż jestem
człowiekiem. Nie zamierzałam cię zdradzić.
Poszłam na spacer Nie ma w tym nic złego. Przykro mi, Michaił,
ale przez cale życie znałam smak
wolności. Wymiana krwi nie zmieni tego. kim jestem.
Przechadzał się po pokoju szybko, emanował energią i siłą
Nie
jestem uprzedzony.
Oczywiście,
że jesteś. Czujesz dla mojej rasy pogardę Byłbyś zadowolony,
gdybym pożywiła
się krwią Romanowa? To by było do przyjęcia? Mogę
wykorzystywać go jaku pożywienie, ale
nie mogę z nim zamienić paru życzliwych słów?
To
nie wygląda tak, jak obrazek, który dla mnie malujesz, Raven.
Michaił
przeszedł przez
pokój i wyciągnął rękę po pelerynę. W sypialni było ciepło,
pachniała naturą drzewami
i łąką.
Raven niechętnie zsunęła pelerynę z ramion. Zmarsz czył brwi,
kiedy dostrzegł, że miała na
sobie tylko jego białą, świeżą koszulę. Chociaż sięgała jej niemal
do kolan, rozcięcia z boków
odsłaniały spory kawałek uda, aż do bioder Wyglądała
niezwykle seksownie, gdy tak leżała z
włosami rozrzuconymi na łóżku. Michaił zaklął cicho w swoim
rodzimym języku; dobrze się stało,
że wcześniej nie wiedział, iż pod peleryną miała na sobie tylko
jego koszulę. Pewnie rozszarpałby
Romanowowi gardło. Sama myśl, że Raven zbliża się do
młodego człowieka, uśmiecha się do
niego, czaruje go tymi swoimi oczami syreny, nachyla głowę do
jego gardła dotyka go ustami,
językiem, zębami... Na samą myśl żołądek ścisnął mu się
gwałtownie.
Przeczesał dłonią włosy, odwiesił pelerynę do szafy i wlał do
staroświeckiej miednicy dzban ciepłej
wody. Kiedy już miał wyobraźnię pod kontrolą, mógł spokojnie
odpowiedzieć Raven.
Nie,
maleńka, po zastanowieniu nie mogę powiedzieć, że byłbym
uszczęśliwiony, gdybyś się na
nim pożywiła.
Ale
czy nie powinnam coś takiego robić? Karpatiańska kobieta
żeruje na niczego
niespodziewających się ludziach. W
głosie było napięcie wywołane płaczem, na który jej się
zbierało.
Michaił postawił miednicę przy łóżku.
Raven,
próbuję zrozumieć swoje uczucia, a one nie mają najmniejszego
sensu. Zaczął
delikatnie obmywać jej stopy. Najbardziej
ze wszystkiego zależy mi na twoim szczęściu. Ale
czuję też potrzebę, żeby cię chronić. Jego
dłonie były łagodne, a dotyk czuły, kiedy zmywał
każdą odrobinę ziemi.
Pochyliła głowę i masowała skronie.
Ja
wiem, że tak to czujesz, Michaił, i nawet do pewnego stopnia
rozumiem twoją potrzebę, ale
rzecz w tym, że ja zawsze będę sobą. Jestem impulsywna, robię
różne rzeczy. Kiedy uznam, że
chcę puszczać latawce, zaraz zaczynam to robić.
Dlaczego
nie zostałaś w domu? Prosiłem cię o czas, żebym mógł dojść do
siebie, po tym, co się
wydarzyło; o mało nie umarłaś. Jego
głos brzmiał tak łagodnie, że ledwie hamowała łzy.
Pogładziła go po włosach, ból ścisnął ją za gardło.
Chciałam
wyjść na zewnątrz, na werandę, zażyć świeżego powietrza. O
niczym więcej nie
myślałam, ale ta noc jakoś do mnie przemówiła.
Objął ją gorącym spojrzeniem.
Popełniłem
błąd. Powinienem był ustawić zapory, żeby cię chroniły.
Michaił,
umiem troszczyć się o siebie. Wpatrywała
się w niego, jakby chciała zapewnić, że to
prawda. Musi jej uwierzyć; nie powinien się o nią martwić.
Powstrzymał uśmiech. Była zbyt dobra, zawsze przypisywała
innym co najlepsze. Objął palcami jej
szczupłe kostki nóg.
Raven,
w tobie nie ma ani odrobiny zła, prawda?
Zrobiła oburzoną minę.
Oczywiście,
że jest. Nie uśmiechaj się, Michaił, jest. Mogę być niedobra, jeśli
sytuacja tego
wymaga. Ale jaki to ma związek z naszą rozmową?
Pod cienkim jedwabiem koszuli przesunął dłoń wzdłuż jej żeber.
Mówimy
o tym, że mam potrzebę chronienia ciebie, jedynej osoby, która
się dla mnie liczy i
tej, która w innych dostrzega tylko dobro.
Nieprawda.
Była
zszokowana, że on tak właśnie myśli. Wiedziałam,
że Margaret Summers
jest nawiedzona.
Posunął dłoń wyżej, pieszcząc miękką pierś od spodu, żeby
poczuć w dłoni jej ciężar. Oczy mu
pociemniały, przepełnione uczuciem.
Broniłaś
jej, o ile pamiętam.
Swoimi leniwymi pieszczotami drążył jej zmysły. To było coś
więcej niż czysta fizyczność;
czuła go w sobie, czuła jego uwielbienie, chociaż jednocześnie
chciał ją zmusić, żeby poddała się
jego woli. Czuła go w swoim ciele, jak pieści jej myśli, pieści
serce. Czuła, jak jego uczucia do niej
rosną i rosną, aż zupełnie go pochłonęły.
Michaił westchnął cicho.
Nigdy
nie dojdę z tobą do ładu, prawda? Masz swoje sposoby, żeby
mnie rozbroić. Raven,
jestem przywódcą swojego ludu. Nie mogę na to pozwolić. Nie
mam innego wyjścia, tylko
uciekać się do rozkazów.
Uniosła brwi.
Rozkazów?
Uważasz, że będziesz mi wydawać rozkazy?
Jak
najbardziej. To jedyne wyjście, jeśli nie chcę być
pośmiewiskiem wśród swoich. Chyba że
masz lepszy pomysł. W
głębi jego oczu dostrzegła śmiech.
To
jak mam rozwieść się z tobą?
Bardzo
mi przykro, maleńka powiedział
spokojnie. Nie
rozumiem tego słowa. Wyjaśnij mi
to jakoś po mojemu.
Wiesz
doskonale co mam na myśli, mówisz po angielsku lepiej niż ja
twoim językiem. W jaki
sposób życiowi partnerzy się rozstają. Są w separacji. Zrywają
ze sobą. Już nie są ze sobą razem.
Ta odrobina humoru w głębi jego oczu zamieniła się w
rozbawienie.
Nie
ma czegoś takiego, a nawet gdyby było, Raven... pochylił
się tak blisko, że oddechem
musnął jej policzek nigdy
bym nie pozwolił ci odejść.
Zrobiła niewinną minę. Dłoń na jej piersi, która pieściła sutek,
utrudniała oddychanie.
Chciałabym
tylko ci pomóc. Książęce rody mają w obecnych czasach tak
niewiele możliwości.
Musisz liczyć się z opinią publiczną. Możesz na mnie polegać,
chętnie pomogę ci rozważać takie
kwestie.
Zaśmiał się cichym, drażniąco męskim śmiechem.
Chyba
powinienem cieszyć się, że trafiła mi się taka bystra życiowa
partnerka. Palcami
rozpiął guzik koszuli. Żeby powiększyć dekolt i móc sięgać dalej
i głębiej.
Raven oddech uwiązł w gardle. Przecież nie robił nic takiego, po
prostu jej dotykał, i z taką
miłością, że czuła, jak się roztapia.
Michaił,
naprawdę staram się zrozumieć twój sposób życia, ale moje
serce chyba jeszcze nie
umie się z tym uporać. Chciała
być szczera. Nic
nie wiem o waszych prawach ani zwyczajach.
Nawet nie wiem, kim tak naprawdę jesteś, kim ja się stałam.
Uważam się za człowieka. Przecież
nawet w oczach Boga i ludzi nie jesteśmy małżeństwem.
Michaił odrzucił głowę i roześmiał się głośno, serdecznie.
Myślisz,
że ta blada ludzka ceremonia wiąże głębiej niż prawdziwy
karpatiański rytuał?
Przyznaję, jeszcze mało wiesz o naszych zwyczajach.
Przygryzła dolną wargę.
Nie
przyszło ci do głowy, że mogę nie czuć się związana prawami i
rytuałami karpatiańskim?
Masz mało szacunku dla tych rzeczy, które dla mnie są święte.
Raven!
Zszokowała
go. Naprawdę
tak myślisz? Że nie mam żadnego szacunku dla twoich
przekonań? Mylisz się.
Pochyliła głowę tak, że jedwabiste włosy zasłoniły twarz
Tak
mało wiemy o sobie nawzajem. Jak mam zaspokoić twoje
potrzeby, a ty moje, jeśli nawet
nie wiem, czym ani kim jestem?
Przyglądał się z troską jej znużonej twarzy, zasmuconym oczom.
Być
może jest w twoich słowach trochę prawdy, maleńka. Gładził
kontury jej ciała,
obrysowywał klatkę piersiową, talię, potem objął dłońmi twarz.
Patrzę
na ciebie i wiem. że jesteś
cudem. Czuję twoją skórę, miękką i zachęcającą, widzę, jak się
poruszasz, jak płynąca woda,
dotyk twoich włosów jest jak jedwab; czuję, jak się wokół mnie
zaciskasz, jak mnie dopełniasz,
dajesz mi siłę, której potrzebuję, żeby dalej robić to, co wydaje
się konieczne, chociaż skazane na
porażkę. Patrzę na to, w jaki sposób zostałaś stworzona, twoje
ciało jest idealne, dokładnie na
miarę mojego.
Poruszyła głową niespokojnie, ale silne dłonie ją unieruchomiły,
przytrzymując tak, że nie
miała wyjścia, musiała mu spojrzeć w oczy.
Ale
to nie twoje ciało mnie wiąże, Raven, nie twoja nieskazitelna
skóra ani idealne połączenie
naszych ciał, kiedy się kochamy. To wtedy, kiedy łączę się z
tobą i widzę, kim naprawdę jesteś,
zaczynam sobie zdawać sprawę, czym jest prawdziwy cud.
Widzę, kim jesteś. Uosobieniem
współczucia. Samą łagodnością. Kobietą tak odważną, że stać
cię na ryzykowanie życia dla kogoś
zupełnie obcego; jesteś skłonna wykorzystywać dar
przyprawiający cię o wiele cierpienia dla
dobra innych. Tyle z siebie dajesz, bez wahania, bo taka właśnie
jesteś. Masz w sobie światło, ono
świeci w twoich oczach i promienieje przez twoją skórę, i każdy,
kto na ciebie spojrzy, może
dostrzec twoją dobroć.
Mogła tylko patrzeć na niego bezradnie, zatopiona w
hipnotyzujących ją oczach. Ujął jej dłoń,
pocałował w środku zagłębienia, wsunął jej rękę pod swoją
koszulę i położył na spokojnie bijącym
sercu.
Raven,
nie patrz na pozory. Zajrzyj mi w serce i w duszę. Stop swój
umysł z moim, zobacz
mnie takim, jakim jestem. Zrozum mnie takiego, jakim jestem.
Czekał w milczeniu. Jedno uderzenie serca. Dwa. Wyczuł jej
nagłe postanowienie, że zrozumie,
z czym tak naprawdę się związała, pozna tego, z kim splotła
swój los. Łącząc się z jego myślami,
zawahała się, jej dotyk był delikatny i lekki jak muśnięcie
skrzydeł motyla. Ostrożnie poruszała się
wśród jego wspomnień, jakby obawiała się odkryć w nich coś,
co sprawiłoby mu przykrość.
Poczuł, że wstrzymała oddech, kiedy dotarła do gęstniejącej
ciemności. Do potwora, który żył w
nim. Zobaczyła skazę na jego duszy. Śmierć i bitwy, za które
czuł się odpowiedzialny. Nagą
brzydotę jego egzystencji, zanim ich drogi się przecięły.
Samotność, która go zżerała jak
wszystkich męskich osobników jego rasy, jałową pustkę, którą
znosili stulecie po stuleciu.
Zobaczyła jego postanowienie, że nigdy jej. Raven, nie straci.
Jego zaborczość, jego zwierzęce
instynkty. Pozwolił jej się przyjrzeć wszystkiemu, czym był. Nic
przed nią nie ukrywał ani
dokonanych przez siebie zabójstw, ani tych, które odbyły się na
jego zlecenie, ani swojego
absolutnego przekonania, że nikt, kto spróbuje mu ją odebrać,
nie ujdzie z życiem.
Raven, wpatrując się w Michaiła, wycofała się z jego umysłu.
Nagle poczuł, że serce wali mu
coraz mocniej. W jej oczach nie było śladu potępienia, tylko
pogodny spokój.
Widzisz
bestię, z jaką związałaś się na wieczność powiedział.
Maleńka,
przede wszystkim
jesteśmy drapieżnikami i ciemność, która kryje się w nas,
zrównoważona jest tylko światłem
naszych kobiet.
Objęła go rękoma za szyję, łagodnie i z miłością.
Musicie
toczyć w sobie okropne walki, a ty bardziej niż wszyscy. Tyle
razy decydowałeś o
czyimś życiu lub śmierci, niszczyłeś czyichś przyjaciół, a nawet
rodzinę, to musi być
niewyobrażalny ciężar. Jesteś silny, Michaił, a twój lud ma rację,
pokładając w tobie wiarę. Ten
potwór, z którym codziennie walczysz, jest częścią ciebie, tą złą,
jak mówisz, ale być może
właśnie dzięki niej jesteś taki zdecydowany; daje ci moc, tę
zdolność i siłę do robienia tego, co
musisz robić dla swojego ludu.
Pochylił głowę, nie chcąc, żeby dostrzegła wyrazu jego oczu, i
to, ile jej słowa dla niego
znaczyły. Coś go ścisnęło za gardło. Nie zasługiwał na nią,
nigdy na nią nie zasłuży. Nie było w
niej cienia egoizmu, podczas gdy on okazał się samolubem,
uwięził ją i zmusił, żeby jakoś nauczyła
się z nim żyć.
Michaił...
Głos
Raven zabrzmiał cicho. Byłam
sama, póki nie pojawiłeś się w moim życiu. Znalazła
ustami kącik jego ust. Nikt
mnie nie znał... Nie wiedział, kim jestem... Ludzie obawiali
się mnie, bo wiedziałam o nich rzeczy, których oni o mnie nigdy
dowiedzieć się nie mogli. Objęła
go ramionami i tuliła, jak dziecko. Czy
to coś złego, że chciałeś mnie mieć dla siebie,
wiedząc, że to odmieni twoje życie? Naprawdę uważasz, że
musisz siebie za to potępiać? Kocham
cię. Wiem to na pewno, kocham cię bez żadnych zastrzeżeń.
Akceptuję ciebie takiego, jaki jesteś.
Przesunął dłonią po włosach.
Tym
razem nie umiem panować nad swoimi emocjami, Raven. Nie
mogę cię stracić. Nie masz
pojęcia, jak to wyglądało bez
światła dziennego, bez śmiechu, całe stulecia kompletnej
samotności. Wiem, że drzemie we mnie bestia. Im dłużej się
żyje, tym staje się potężniejsza.
Obawiam się o Grigoriego. Jest zaledwie jakieś dwadzieścia pięć
lat młodszy ode mnie, ale od
stuleci para się polowaniem na nieumarłych. Izoluje się od
swojego ludu. Czasami nie widzimy
go, ani nie wiemy, co się z nim dzieje, przez pół setki lat. Jego
moc jest wielka, a ciemność w nim
rośnie. To zimna, ponura egzystencja, twarda i bezlitosna, a ten
wewnętrzny potwór ciągle chce
się wyrwać na zewnątrz. Jesteś moim zbawieniem. Na razie to
wszystko jest dla mnie takie nowe,
a lęk, że cię utracę, zbyt świeży. Nie wiem, co zrobiłbym komuś,
kto próbowałby mi ciebie
odebrać.
Znalazła jego dłoń, przeplotła palce z jego palcami.
Noelle
urodziła syna. Eleanor też. Nie ma już żadnych kobiet, które
mogłyby rozjaśnić
mężczyznom tę straszliwą czarną czeluść. Grigori cierpi
najmocniej. Przemierza ziemię, poznaje
jej sekrety i przeprowadza eksperymenty, w które nikt z nas nie
ośmiela się wnikać. Nikomu tego
nie mówiłem, ale on ma więcej wiedzy i siły niż ja. Nigdy nie
mieliśmy powodów do
nieporozumień, on zawsze pomaga mi w razie nagłej potrzeby,
ale trzyma się na dystans. Potarł
ze znużeniem oczy. Co
mam zrobić? Wcześniej czy później dokona swojego wyboru.
Tak czy
inaczej, stracimy go.
Nie
rozumiem.
W
odbieraniu życia wtedy, kiedy się pożywiamy, tkwi ostateczna
siła, a tak łatwo jest nam
przyciągnąć do siebie ofiarę. Nikt nie jest w stanie znieść tysiąca
lat ciemności i rozpaczy. Grigori
przeżył od czasów krucjat do spaceru człowieka po księżycu,
zawsze zwalczając w sobie tę
wewnętrzną bestię. Naszą jedyną nadzieją na zbawienie jest
znalezienie życiowej partnerki. I jeśli
Grigori szybko życiowej partnerki nie znajdzie, poszuka świtu
albo przejdzie na drugą stronę.
Obawiam się najgorszego.
Czym
jest przejście na drugą stronę?
Zabijaniem
dla przyjemności, władzą, przemianą w wampira takiego,
jakiego boją się ludzie.
Wykorzystywaniem kobiet przed pożywieniem się, zmuszaniem
ich, żeby zostały twoimi
niewolnicami. Michaił
i Grigori często polowali na przedstawicieli swojej rasy i
wiedzieli, jak
bardzo zdeprawowany może stać się Karpatianin przemieniony
w wampira.
Musiałbyś
Grigoriego jakoś powstrzymać? Lęk
prze szył ją jak ognista strzała. Zaczynała
rozumieć, jak bardzo skomplikowane jest życie Michaiła.
Mówisz,
że on jest silniejszy.
Bez
wątpienia. Ma swobodę przemieszczania się i więcej
doświadczenia w tropieniu i
polowaniu na nieumarłych Nauczył się tak dużo, zna każdy
zakątek ziemi. Jego ogromną moc
przewyższa tylko całkowita izolacja. Grigori jest dla mnie
bardziej bratem niż przyjacielem.
Jesteśmy razem od samego początku. Nie chciałbym go zawieść
ani na niego polować, ani musieć
zmierzyć się z nim. Walczył w wielu bitwach dla mnie, po mojej
stronie. Dzieliliśmy się krwią,
leczyliśmy jeden drugiego, strzegliśmy się nawzajem w
potrzebie.
A
co z Jacques'em? Już
zaczynała się przywiązywać do tego mężczyzny, który tak
bardzo
przypominał Michaiła.
Michaił wstał.
Mój
brat jest ode mnie dwieście lat młodszy. Jest odważny i mądry, i
potrafi być bardzo
niebezpieczny. Krew naszych przodków jest w nim silna.
Podróżuje, uczy się, gotów jest przejąć
odpowiedzialność za nasz lud, gdyby zaszła taka potrzeba.
Teraz
ty odpowiadasz za wasz lud, sam dźwigasz to brzemię, wiem, że
nie jest ci łatwo. Jej
głos był bardzo cichy. Pogłaskała go delikatnie po głowie.
Michaił usiadł, wpatrując się w nią, znużonymi oczami.
Maleńka,
stanowimy wymierającą rasę. Obawiam się. że tylko spowalniam
to, co nieuniknione.
Dwóch znanych nam napastników uciekło. Dwóch innych coś
podejrzewa. Anton Fabrezo i Dieter
Hodkins też wyjechali pociągiem. Rozesłałem wieści po górach,
ale oni zniknęli. Słyszałem plotki
o jakiejś zorganizowanej grupie łowców, która sformowała się
niedawno. Jeśli ci ludzi
kiedykolwiek wejdą w kontakt z prawdziwymi naukowcami,
staną się jeszcze bardziej
niebezpieczni.
Wiem,
że Karpatianie są związani z ziemią, że leczą się ziemią i że to
wszystko dotyczy sił
przyrody. Ale, Michaił, może twoje uprzedzenie wobec ludzkiej
rasy kazało ci przeoczyć niektóre
dobre strony tej sytuacji.
Upierasz
się, żeby myśleć o mnie jak o kimś z uprzedzeniami. Lubię wielu
ludzi. Michaiła
korciło, żeby rozpiąć więcej guzików koszuli, która zakrywała
jej nagie ciało. Gdzieś głęboko w
nim kryło się coś, jakaś prymitywna potrzeba chciał
na nią patrzeć i wiedzieć, że może to zrobić
kiedy zechce.
Uśmiechnęła się do niego, odsunęła włosy z twarzy tym swoim
seksownym gestem. Ruch
spowodował, że koszula rozchyliła się zachęcająco; jej pełne
piersi wyprężyły się ponętnie, a
potem skryty pod chmurką jedwabiu w odcieniu kości słoniowej.
Dech mu zaparło.
Posłuchaj
mnie, kochanie powiedziała.
To,
że masz kilku przyjaciół i lubisz kilka osób nie
znaczy, że nie jesteś wobec tej rasy uprzedzony. Tak długo już
żyjesz ze swoimi zdolnościami, że
traktujesz je jak coś oczywistego. Bo umiesz kontrolować
ludzkie umysły i traktujesz ludzi jak
bydło...
Westchnął, zszokowany, że mogła coś takiego pomyśleć. Objął
dłonią kostkę nogi, którą
podwinęła pod siebie na łóżku.
Nigdy
nie traktowałem tak ludzi. Wielu uważam za swoich przyjaciół,
chociaż Grigori, i nie
tylko, uważają mnie za wariata. Patrzę, jak rasa ludzi rozwija się,
i żałuję, że nie mogę odczuwać
różnych rzeczy tak jak oni. Nie, maleńka, nie sądzę, żebym
traktował ludzi jak bydło.
Uniosła brodę, przyglądając mu się uważnie.
Może
nie jak bydło, ale czuję to, co sam czujesz, Michaił. Ukrywasz to
sam przed sobą, ale ja
widzę wyraźnie. Uśmiechnęła
się, chcąc złagodzić swoje słowa. Wiem,
że nie chcesz czuć tej
wyższości, ale tak łatwo jest nas kontrolować.
Parsknął, nie zgadzał się z nią.
Za
każdym razem, kiedy chciałem cię kontrolować, nie udawało mi
się. Nie masz pojęcia, ile
razy chciałem siłą zmusić cię do posłuszeństwa, kiedy narażałaś
się na niebezpieczeństwo.
Powinienem był kierować się instynktem... Ale nie, pozwoliłem
ci wrócić do gospody.
Twoja
miłość do mnie sprawiła, że się powstrzymałeś Wyciągnęła
rękę, żeby dotknąć jego
włosów. Czy
nie tak powinno być między dwojgiem ludzi? Jeśli naprawdę
kochasz mnie taką,
jaką jestem, i chcesz, żebym była szczęśliwa, to wiesz, że muszę
robić to, co przychodzi mi
naturalnie, co w moim odczuciu jest słuszne.
Palcem obrysował jej gardło, przesunął nim przez głęboką dolinę
między piersiami, sprawiając,
że zadrżała od nagłego gorąca.
Zgoda,
maleńka, ale prawdziwe są też i moje potrzeby. A ty nie masz
innego wyjścia, niż
chcieć mnie uszczęśliwiać. Moje szczęście zależy całkowicie od
tego, czy jesteś bezpieczna, czy
nie.
Raven nie mogła powstrzymać uśmiechu.
Myślę,
że to przejaw twojej pokrętnej natury. Może trzeba, żebyś
przyjrzał się z bliska ludzkiej
pomysłowości. Michaił, ty w dużym stopniu polegasz na swoich
mocach, ale ludzie muszą
znajdować inne sposoby. My łączymy oba te światy. Jeśli
zdecydujemy się na dziecko...
Poruszył się niespokojnie, oczy mu zabłysły.
Wyłapała władczy karpatiański nakaz, zanim zdążył
ocenzurować własne myśli Musisz.
Jeżeli
zdecydujemy się na dziecko powtórzyła
uparcie, ignorując jego stanowczość to,
jeśli
będzie chłopiec, zostanie wychowany w obu światach. A jeśli
dziewczynka, to będzie nauczona
kierować się własną wolną wolą i umysłem. Mówię serio,
Michaił. Nigdy, przenigdy nie będzie
klaczą rozpłodową dla jednego z tych mężczyzn. Pozna swoją
moc i sama wybierze, jak chce żyć.
Nasze
kobiety decydują o sobie powiedział
spokojnie.
O,
jestem pewna, że jest jakiś rytuał, który zapewnia, że chcą
wybrać tego właściwego
mężczyznę domyśliła
się Raven. Dasz
mi słowo, że zgadzasz się na moje warunki, albo nie
urodzę dziecka.
Musnął czule jej twarz czubkami palców.
Przede
wszystkim zależy mi na twoim szczęściu. Chciałbym też, żeby
moje dzieci były
szczęśliwe. Mamy całe lata na podjęcie decyzji, całe pokolenia,
ale owszem, kiedy już nauczymy
się balansować między dwoma światami, i będziemy wiedzieć,
że nadeszła właściwa pora, zgodzę
się na twoje warunki.
Trzymam
cię za słowo ostrzegła.
Roześmiał się cicho, przykładając dłoń do jej policzka.
Twoja
siła i moce będą rosły. Już i tak mnie przerażasz, Raven. Nie
wiem, czy moje serce
wytrzyma te nadchodzące lata.
Roześmiała się, jej śmiech zabrzmiał jak muzyka. Objął jej
piersi, poczuł w dłoniach ich miękki
ciężar, pochylił głowę nad tym, co miała do zaoferowania. Usta
miał gorące i wilgotne, spragnione,
zęby lekko ją kąsały. Włosy ocierały się o nią jak języki liżące
skórę. Objęła go.
Michaił wyciągnął się na łóżku, położył głowę na jej kolanach.
Wywrócisz
mój porządnie poukładany świat do góry nogami, prawda?
Wsunęła dłonie w jego włosy, napawając się przyjemnym
dotykiem jedwabistej gęstwy na
swoich biodrach i udach.
Na
pewno się postaram. Popadliście w rutynę. Czas wprowadzić
was w obecne stulecie.
Czuł, jak jego ciało odpręża się i napełnia spokojem, jak opada
napięcie. Otoczyło go wewnętrzne
piękno jej duszy. Jak mógłby krytykować odruch wyciągania
ręki do kogoś pogrążonego w bólu,
skoro właśnie jej współczucie wydobyło go z głębi ciemności i
przeniosło do świata radości i
światła? Mógł teraz odczuwać ból i gniew, ale przynajmniej
wreszcie coś czuł. Intensywne emocje
Radość. Pożądanie. Apetyt na seks. Miiość.
Maleńka,
jesteś moim życiem. Poprosimy ojca Hummera. żeby dal nam
ślub w zgodzie ze
zwyczajami twojego ludu. Uśmiechnął
się do niej ciepło. Uznam
ten ślub za wiążący, a ty
wymażesz z pamięci słowo rozwód i wszystkie jego znaczenia.
Wtedy będę zadowolony. Roześmiał
się. z męskim zadowoleniem, które zawsze ją drażniło.
Palcami czule pogładziła linię jego podbródka.
Jak
ci się udaje obrócić wszystko na swoją korzyść?
Przeciągnął dłonią po gładkim jak atłas udzie.
Nie
znam odpowiedzi na to pytanie, maleńka. Może to talent.
Rozsunął
nosem poły koszuli,
wtulając twarz między uda.
Raven krzyknęła, kiedy ją polizał. Rozsunęła nogi, żeby było mu
wygodniej, żeby zrobić mu
miejsce. Zanurzyła palce w jego gęstych włosach.
Michaił sięgnął niżej, a ona zadrżała z rozkoszy. Czuł, jak
buzuje krew, podsycana gwałtownym
podnieceniem, radość śpiewała mu w żyłach. Ramionami objął
jej biodra, przyciągając bliżej do
siebie, żeby mógł przytulić się mocniej. Nie zamierzał się
spieszyć, chciał dawkować przyjemność.
Była jego kobietą, jego partnerką na całe życie i nikt nie umiałby
dać jej takiej rozkoszy jak on.
ROZDZIAŁ 12
Sypialnia w podziemiach była cicha i ciemna jak grobowiec.
Michaił i Raven leżeli na wielkim
łóżku, spleceni ze sobą. W komnacie panowała kompletna cisza,
nie było słychać nawet oddechów.
Sprawiali wrażenie martwych.
Sam dom też wydawał się pogrążony we śnie, cichy, jakby
wstrzymywał oddech i czekał na
zapadnięcie nocy. Światło słońca wdzierało się przez okna,
rysowało kręgi na wielusetletnich
dziełach sztuki i oprawnych w skórę książkach. Płytki mozaiki
połyskiwały na posadzce u wejścia
do domu, słońce wydobywało z parkietu z ciemnego drewna
jaśniejsze odcienie.
Bez żadnego ostrzeżenia Michaił nagle zaczął oddychać
powolnym, długim, syczącym
oddechem jak wąż szykujący się do uderzenia. Otworzył oczy
groźne,
połyskujące drapieżnym
głodem, pełne furii uwięzionego wilka. Ciało miał jeszcze
ociężałe, był osłabiony, potrzebował
głębokiego snu. Żyjący w harmonii z cyklem dnia i nocy,
wiedział, że jest południe i że ostre,
bezlitosne słońce znajduje się w najwyższym i najbardziej
śmiercionośnym punkcie.
Coś było nie tak. Coś zdołało wybudzić go ze snu. Zgiął palce,
paznokciami niczym pazurami
zadrapał materac pod sobą. Zbyt wiele godzin do zmierzchu.
Rozejrzał się wkoło, badając
otoczenie. Dom zawibrował nagłym napięciem, powietrze
wypełniło się niepokojem. Zdawało się,
że fundamenty drżą z lęku przed jakimś niewidzialnym
zagrożeniem.
Na zewnątrz, za ogrodzeniem z kutego żelaza, tam i z powrotem
chodził Rudy Romanow; jego
serce i umysł przepełniał gniew. Co cztery kroki walił z
wściekłością w ogrodzenie, a kij
bejsbolowy odbijał się od grubych, spiralnie zwiniętych
żelaznych prętów.
Zło!
Nieumarli! Rzucał
te słowa w stronę domu.
Michaił, z ciałem wciąż pogrążonym w sennej mgle, ale
całkiem rozbudzonymi instynktami, warknął chrapliwie.
Rozwarł wargi w cichym grymasie,
pokazał kły. Znów wyrwał mu się przeciągły syk.
W jego głowie echem odezwały się rzucane przez Rudy'ego
oskarżenia.
Znalazłem
u ojca dowody. Zbierał je przez lata. Wszystko tam jest! Lista
twoich sługusów.
Jesteś złem, głową tych potworów. Morderco! Nieczysty!
Zamieniłeś tę piękna kobietę w swoją
perwersyjną niewolnicę! Wykorzystałaby mnie, żebym dołączył
do szeregów twoich ofiar.
Szaleństwo jego żalu i gniewu mieszało się z fanatyczną żądzą
mordu. Rudy Romanow
uwierzył w zapiski swojego ojca i przyszedł zabić przywódcę
wampirów. Michaił zdał sobie
sprawę z niebezpieczeństwa; powietrze było nim przepełnione.
Wezwał Raven, dotknął jej umysłu
długą, czułą pieszczotą. Obudź się, ukochana. Jesteśmy w
niebezpieczeństwie.
Zaczęła oddychać, powoli i spokojnie. Kiedy ostrzeżenie
wypełniło jej myśli, odruchowo
rozejrzała się po sypiał ni. Miała wrażenie, że jej ciało jest
bezwładne i pozbawione życia, potrzeba
snu była niezwykle silna. Raven była otumaniona,
półprzytomna.
Romanow jest za ogrodzeniem.
Zamrugała, usiłując odpędzić tę mgłę. Hans Romanow nie żyje.
Ale żyje jego syn. On tam jest, czuję jego wściekłość i nienawiść.
Może być niebezpieczny.
Słońce stoi w zenicie, jesteśmy słabi. On nie może tu wejść, ale
my me możemy wyjść.
Musiała bardzo skoncentrować się i zdobyć na wielki wysiłek,
żeby go pogłaskać. Spróbowała
przynajmniej odchrząknąć.
Mogę
otworzyć drzwi, zobaczyć, czego chce. Powiem mu, że jesteś w
pracy. Zrobi mu się
głupio i da nam spokój
Przytulił do siebie jej głowę. Nadal rozumowała ludzkimi
pojęciami, nieświadoma straszliwej
ceny nieśmiertelności. Jesteś na razie tak zaspana, że jeszcze go
nie słyszysz. On jest w bardzo
niebezpiecznym stanie umysłu. Nie miała pojęcia, jaką cenę
zapłaciła za to, że go pokochała. Słońce
zniszczyłoby ją, gdyby w ogóle udało jej się zebrać siły i wstać.
Raven skuliła się przy nim jak kotka ogarnięta przemożnym
pragnieniem snu.
Posłuchaj mnie, maleńka. Nie wolno ci teraz zasnąć! Polecenie
zabrzmiało władczo. Otoczył ją
ramionami z całą siłą swojej miłości, swojej potrzeby chronienia
jej.
Uniosła się z trudem, żeby rozejrzeć się po otoczeniu. Czerń
wściekłości Rudy'ego Romanowa
wydawała się wręcz jakimś żywym stworzeniem domagającym
się krwi. Siła tego uczucia aż
pulsowała w jej umyśle. Michaił, on oszalał. Powolnym ruchem,
z wielkim wysiłkiem, spróbowała
odgarnąć włosy. Powietrze było gęste, a ona taka słaba, każdy
ruch wymagał niesamowitej
koncentracji. Wczoraj dziękował za dobroć. A teraz jest
przekonany, że jesteśmy jego wrogami.
Michaił, przecież to wykształcony człozińek. Naraziłam nas na
niebezpieczeństwo? Może zrobiłam
albo powiedziałam coś takiego, co wzbudziło w nim podejrzenia.
Umysł Raven zasnuło poczucie
winy.
Potarł brodą czubek jej głowy. Nie, on znalazł coś w papierach
ojca. Wczoraj w nocy nie byt
podejrzliwy; był pogrążony w żalu. Coś musiało go przekonać,
że oskarżenia jego ojca mają
podstawy. Uważa, że jesteśmy wampirami.
Moim zdaniem nikt mu nie uwierzy, nawet jeśli pokaże im
dowody, które podobno posiada.
Pomyślą, że jest w szoku. Bała się o bezpieczeństwo Rudy'ego
niemal tak samo jak
0swoje.
Michaił musnął palcami jej policzek. Cała Raven, miała tyle
współczucia nawet dla człowieka,
który postanowił ich zamordować. Nagle zadrżał. Dom się
zatrząsł, zanim usłyszeli pierwszą
eksplozję. Nad nimi, na parterze, posypało się szkło z okien,
antyczne meble rozlatywały się na
kawałki. Jedno uderzenie serca, potem drugie. Eksplozja znów
zatrzęsła domem, burząc ścianę od
północnej strony.
Kły Michaiła zalśniły w mroku; syk jego oddechu zapowiadał
okrutną zemstę. Dym przedostał się
przez podłogę do sypialni, rozszedł się śmierdzącą chmurą,
wciskał w oczy i nozdrza. Nad ich
głowami trzaskały płomienie, liżąc łapczywie książki i obrazy,
przeszłość Michaiła, jego
teraźniejszość.
Pomarańczowe i czerwone języki chciwie pochłaniały rzcr/y
które gromadził przez stulecia
swojego życia. Rudy chciał hi wszystko zniszczyć, nie miał
pojęcia, że Michaił ma więcej domów,
więcej skarbów.
Michaił! Poczuła jego smutek, gdy ulubiony dom płonął
Wstrętny odór nienawiści i strachu
mieszał się z dymem.
Musimy zejść niżej. Dom się zawali.
Próbowała unieść się do pozycji siedzącej, ale jej rut iiv były
spowolnione. Musimy wydostać
się z domu. Schodząc jeszcze niżej, utkwimy między ziemią a
pożarem.
Słońce stoi za wysoko. Musimy zejść pod ziemię. Wznm» nił
uścisk ramion, jakby chciał dodać
jej odwagi w tym, co musieli zrobić. Nie mamy wyboru.
Michaił, ty idź. Ogarnął ją strach. Była zupełnie bezradna. Nawet
gdyby udało jej się ruszyć,
nigdy nie zgodziłaby się schować w ziemi, dać pochować się
żywcem. Oszalałaby, zanim
przyszedłby czas wychynięcia na powierzchnię Nie zdobędzie
się na coś takiego, ale musiała
namówić Mi chaiła, żeby sam to zrobił. Był przywódcą, jego lud
go potrze bował.
Ukochana, zejdziemy razem. Napełniał swój głos silą, której w
tej chwili nie miał. Ręce i nogi
miał jak z ołowiu. Ze strasznym wysiłkiem zwlókł się z łóżka, i
padł na posadzkę Chodź, damy
radę.
Dym gęstniał, komnata nagrzewała się jak piec. Sufit za czął
niepokojąco ciemnieć. Dym
szczypał w oczy.
Raven! To było stanowcze polecenie.
Zsunęła się z łóżka, wylądowała na ziemi tak ciężko, w straciła
oddech. Ogień błyskawicznie
się rozprzestrzenia W jej głowie odezwały się dzwonki
alarmowe. Było coraz więcej dymu; nad
ich głowami dom skrzypiał złowieszczo.
Powoli, z bólem, centymetr po centymetrze, zaczęła wlec się
śladem Michaiła przez pokój. Byli tak
osłabieni, że czol gali się, podpierając rękami, nie mogli nawet
unieść się do pozycji na
czworakach. Wreszcie znaleźli się przy ukrytych drzwiach
piwnicy. Raven zrobiłaby wszystko,
byle tylko Michaił wydostał się stamtąd bezpiecznie.
Żar wysysał powietrze z pokoju, ciała mieli pokryte potem,
płuca oddychały z wysiłkiem i
płonęły. Nawet wspólnymi siłami mieliby kłopot z otworzeniem
klapy. Skoncentruj się, polecił
Michaił. Zrób to silą woli.
Wyparła wszystko inne; swój strach, ten dym, ogień, cierpienie i
gniew Michaiła. Skupiła myśli
wyłącznie na ciężkich drzwiach, skoncentrowała się,
wymierzyła. Nieskończenie powoli klapa
poruszyła się, jęk i skrzypienie drewna i metalu, drzwi które nie
chciały ustąpić, jednak się
poddały. Michaił podsycał jej silę własną. Kiedy drzwi stanęły
otworem, zobaczyli ziejącą czeluść;
wyczerpani oparli się o siebie, na moment przytulili, serca im
waliły, płuca domagały się tlenu.
Jakieś szczątki spadały z góry na powałę. Ogień ryczał jak dzika
bestia, burzliwą pożogą,
głośną i straszliwą. Raven
wsunęła dłoń w rękę Michaiła. Zacisnął palce wokół jej dłoni.
Dach
zawalił się, sklepienie nad nami też długo nie wytrzyma.
Michaił, idź, ja tu poczekam jak długo zdołam. Czeluść pod nimi
przerażała ją tak samo jak
ogień.
Zejdziemy razem. Decyzje Michaiła nie podlegały dyskusji, z
mocy prawa. Raven wyczuła, że
to już nie jest zwykły mężczyzna, ale prawdziwy Karpatianin,
bestia zbierająca całą swoją siłę, w
oczekiwaniu na coś. Wróg niszczył jego dom, jego stan
posiadania, zagrażał życiu jego partnerki. Z
gardła Michaiła wydobywał się powolny, cichy syk. Od tego
dźwięku aż serce jej zamarło. Wobec
niej zawsze był czuły i delikatny, kochający. Teraz odezwał się
w nim drapieżnik.
Opanowała strach, zamknęła oczy i oczyściła umysł. Musiała
znaleźć jakiś sposób, żeby zejść w
głąb mrocznej ziemi do piwnicy. Dla Michaiła. Wirował w jej
myślach, silny jak zawsze..
Poradzisz sobie z tym, ukochana. Jesteś lekka jak piórko, taka
leciutka, że unosisz się w powietrzu.
Budował dla niej to wrażenie. Raven wydało się, że jej ciało jest
pozbawione ciężaru, jest lekkie jak
samo powietrze Nie otwierała mocno zamkniętych oczu nawet
wtedy, kiedy poczuła łagodny
powiew, chłodzący skórę. Czuła Michaiki w myślach, a jednak
jej ciało było jak niesiona wiatrem
ga łązka, oplatane wokół jego ciała.
Ogarnął ich swoją pieszczotą mrok, znaleźli się blisko żyznej
ziemi. Otworzyła oczy,
zdumiona, że znalazła się w piwnicy. Płynęła przez powietrze z
sercem przepełnionym radością.
Nie czuła strachu ani przerażenia pożarem. Udało jej się
poruszyć ciężki przedmiot siłą umysłu, a
teraz płynęła przez powietrze, unoszona wiatrem. Prawie jakby
latała. Ze znużeniem oparła się o
Michaiła. W głowie mi się nie mieści, że nam to się udało.
Naprawdę lecieliśmy. Na mgnienie oka
odsunęła od siebie koszmar zniszczenia i cieszyła się cudem
tego, czym się stała.
Przyciągnął ją bliżej siebie, objął ramionami, jak zawsze dając
do zrozumienia, że przy nim jest
bezpieczna. Tak samo, jak on czytał w niej, ona czytała w nim, i
wyczuła teraz lodowate zimno
jego gorzkiego, bezlitosnego postanowienia. Nie przypominało
mrocznej, rozpalonej do białości
furii; zobaczyła coś gorszego. Ten Michaił był na wskroś
Karpatianinem, tak śmiertelnie
niebezpiecznym jak każdy mityczny wampir. Zupełny brak
emocji, żelazna siła woli i niesamowita
determinacja ją przerażały. Zemściłby się szybko i bezlitośnie.
Żaden kompromis nie wchodził w
grę. Romanow jest wrogiem i zostanie zniszczony.
Michaił. Jego umysł napełniło współczucie i łagodny spokój.
Utrata domu w taki sposób...
Rzeczy, które otaczały ciebie i dawały pociechę... To tak, jakbyś
tracił część samego siebie. Potarła
twarzą o jego tors, takim nieznacznym, pocieszającym gestem.
Kocham cię, Michaił. Zbudujemy
inny dom. We dwoje. Przeżyliśmy koszmar, ale możemy wyjść z
tego silniejsi niż kiedykolwiek.
Trzymając brodę na czubku jej głowy, przesyłał fale miłości i
ciepła. Ale gdzieś w środku
pozostawał ten straszliwy chłód, mimo jej słów. Tylko wobec
Raven był łagodny; całej reszcie
świata przeciwstawiał się siłą; mógł tylko zginąć albo przetrwać.
Spróbowała jeszcze raz. Żal i rozpacz mogą doprowadzić ludzi
do szaleństwa. Rudy Romanow
stracił rodziców. Matka została brutalnie zamordowana przez
jego własnego ojca. To, co znalazł,
sprawiło, że winą obciążył ciebie. Pewnie ma wyrzuty sumienia,
że nie zapobiegł tragedii.
Wyrządził ci straszną krzywdę, ale nie gorszą niż to, co ty
zrobiłeś ludziom, którzy zamordowali ci
siostrę.
Nie myślałem wtedy o siostrze. Tych dzaóch spraw nie da się
porównać. Tamci napastnicy
zaatakowali nas pierwsi. Zostawiłbym ich w spokoju, gdyby nie
rzucili się na moich ludzi. Już raz
ciebie zawiodłem, maleńka. Dziś nie zaniedbam niczego, żeby
cię ochronić.
Tu jesteśmy bezpieczni. Ludzie z wioski ugaszą ogień. Pewnie
zabiorą Rudy'ego do szpitala
albo do więzienia. Uznają, że oszalał. I nie martw się, że ludzie
pomyślą, iż zginęliśmy w pożarze.
Nie znajdą naszych ciał. Możemy powiedzieć, że byliśmy w
odwiedzinach u Celeste i Erica, że
planowaliśmy nasz ślub.
Nie rozumiała, a on nie miał serca jej tego tłumaczyć. Nie byli
bezpieczni. Ogień szalał nad ich
głowami, ogarniając szybko posadzkę piwnicy, jak tę piętro
wyżej. Niedługo będą zmuszeni
poszukać schronienia w ziemi. Nie wiedział, czy ich połączone
siły wystarczą, żeby ziemia się
rozstąpiła. A nawet gdyby tak się stało, nie mógłby zesłać na
Raven głębokiego snu. Jego siły były
poważnie nadwątlone, o tej porze dnia prawie ich nie miał.
Przeżyją razem albo zginą razem. Jeśli skryją się w ziemi, będzie
musiała przetrwać
pochowanie żywcem przez wszystkie godziny, które jeszcze
zostały do zmierzchu, a zostało ich
sporo. Romanow skazał Raven na niewyobrażalne tortury.
Michaił znał jej największy lęk przed
uduszeniem. Jego usta wykrzywiły się, warknął cicho. Śmierć
swojego domu, ukochanego, mógł
wybaczyć, ale żeby leżeć bezradnie, kiedy Raven będzie cierpieć
pochowana żywcem to
już
przekraczało jego zdolność wybaczania.
Myślała tylko o nim, o jego stracie. Wobec Romanowa
odczuwała współczucie; martwiła się
też, że dowody chłopaka mogą innych narazić na
niebezpieczeństwo. Gdyby Michaił mógł zebrać
dość energii, pocałowałby ją. Skoro nic miał, zrobił to w
myślach. Całą swoją miłość, podziw dla
jej współczucia, dla jej bezwarunkowej miłości, dla jej
altruizmu, włożył w telepatyczny
pocałunek.
Oczy Raven rozszerzyły się, przybrały odcień fiołkowy, a potem
zrobiły się senne, jakby upajał
ją pocałunkami. Wsunął dłoń w jej włosy. Tyle jedwabiu, tyle
miłości. Przymknął powieki,
napawając się tą chwilą. Umiała sprawić, że czuł się kochany,
otoczony troską. Przez całe długie
stulecia swojego życia nigdy tak się jeszcze nie czuł. I cieszył
się, że wytrwał dość długo, by
dowiedzieć się, co znaczy prawdziwa życiowa partnerka.
Odgłosy pożaru się wzmogły. Michaił, kocham cię. Słowa były
przepełnione smutkiem i
rezygnacją. Zgodą nie na pogrzebanie w ziemi, ale na śmierć.
Chciała zrobić dla niego wszystko,
ale ta jedna rzecz przekraczała jej możliwości. Ziemia nie mogła
pochłonąć jej żywcem.
Michaił nie tracił czasu na dyskusje. Wzmocnij moje polecenie
całą siłą, która ci jeszcze
została. Pozwól jej przelać się z ciebie we mnie. inaczej nie uda
mi się otworzyć ziemi.
Zrobiłaby wszystko, byle go uratować. Jeśli ma mu przekazać
resztki własnej energii, niech i
tak będzie. Bez zastanowienia, z całkowitą miłością i
szczodrością, wsparła jego wolę.
Ziemia obok niego otworzyła się, rozwarła, jakby usunięto z niej
wielki sześcian gruntu. Grób,
świeży i chłodny, przyzywał Michaiła obietnicą ukojenia, ale ta
jama ziejąca wilgotną ciemnością
przerażała Raven.
Dzielnie próbowała zachować spokój umysłu. Idź pierwszy.
Wiedziała, że nie zdoła podążyć
jego śladem. Wiedziała także, iż on musi uwierzyć, że za nim
pójdzie, inaczej nie udałoby się go
uratować.
W mgnieniu oka Michaił, ściskając Raven mocno w ramionach,
przetoczył się przez krawędź i
oboje wpadłi w oczekujące ich objęcia ziemi. Poczuł w myślach
cichy krzyk. Opancerzył serce na
jej potworny strach i skoncentrował się na zamknięciu ziemi nad
nimi. Wciąż obecny cieniem w jej
myślach, bez trudu odczytał intencje Raven. Nigdy by tu nie
zeszła z własnej woli.
Krzyczała i krzyczała, ten krzyk był dziki, nie do opanowania.
Czysty, prymitywny lęk. Błagała
go, prosiła. Michaił mógł tylko trzymać ją, przejmując na siebie
kolejne fale przerażenia. Jej umysł
stanowił plątaninę paniki i chaosu, a on był wyczerpany, bo
zużył ostatni okruch siły, żeby im
zapewnić bezpieczeństwo.
W całym swoim życiu, w ciągu tych długich stuleci, nigdy nie
dowiedział się, czym jest
nienawiść. Leżąc tu. gdy nie mógł zesłać na Raven otępiającego
snu, gdy czuł, jak dom nad nim
płonie, poznał to uczucie. Po raz drugi wybrał dla nich życie, i
czyniąc to, skazał ją na
niewyobrażalne katusze. Jeśli miał jej jakoś pomóc, musiał
odzyskać siły. Jedyny sposób na
zebranie straconej mocy polegał na odcięciu się od niej, na
odmłodzeniu się nieśmiertelnym snem
swojej rasy, na pozwoleniu ziemi, żeby uzupełniła niedobory.
Szarpnęła nim nowa fala nienawiści.
Raven. Nawet ta ich silna mentalna więź stawała się teraz
zakłócona. Maleńka, zwolnij bicie
serca do rytmu mojego. Nie ma potrzeby oddychać. Nie próbuj
oddychać.
Nie słyszała go, rozpaczliwie walcząc o powietrze tam, gdzie już
go nie było. Do paniki i
histerycznego strachu dołączyło poczucie zdrady; wymusił na
niej swoją decyzję.
Michaił nie zdecydował się usnąć, pozostał przytomny, trzymał
dłonie w jej włosach, odprężał
ciało i absorbował lecznicze bogactwo gleby. Nie chciał, żeby
Raven musiała sama zmierzyć się z
tym, co uważała za pochówek. Ona cierpiała, chciał dzielić z nią
ból. Wydawało się, że chaos w jej
myślach trwa całą wieczność. Kiedy zmęczyła się, nie mogła
krzyczeć z wyczerpania, zaczęła się
dusić, z gardła wydobywał się okropny charkot.
Raven! Powiedział głosem władczym, stanowczym. Jej strach i
histeria były nie do
opanowania, a jego siły bezpostaciowym cieniem. Michaił czuł,
że gardło Raven zwiera się, czuł
niemal tak samo, jakby to było jego gardło, usłyszał to straszliwe
przedśmiertne rzężenie.
Na moment wyłączył swój umysł, żeby pozwolić ziemi objąć
się, poczuć jej kojący, leczniczy
balsam. Ziemia śpiewała do niego szeptem, cichą kołysanką.
Przenikała do jego ciała, odżywiała je
i napełniała energią. Dała mu spokój konieczny do zmierzenia
się z jej katuszami. Poczuj mnie,
maleńka, poczuj mnie.
W myślach nadal miała chaos, wciąż się dusiła.
Raven, poczuj mnie, sięgnij w moją stronę. Był cierpliwy,
spokojny, opanowany. Raven, nie
jesteś sama. Poczuj mnie w swoich myślach. Uspokój się i
połącz ze mną chociaż na moment.
Zablokuj wszystko poza mną.
Poczuł pierwsze drgnienie, jej pierwszy wysiłek. Ziemia
śpiewała przez jego ciało,
przepełniając jego komórki tak, że stawały się niczym żagle
wypełnione wiatrem. Raven, poczuj
mnie. W tobie, wokół ciebie, obok ciebie, Poczuj mnie.
Michaił. Była rozdarta wewnętrznie, wymęczona, rozkojarzona.
Nie mogę tego znieść, pomóż
mi. Naprawdę tego nie wytrzymam, nawet dla ciebie.
Poddaj się mnie. Miał na myśli poddanie się leczniczej i żyznej
glebie, ale nie chciał
wspominać o miejscu, w którym się znaleźli. Pozwolił jej poczuć
siłę napływającą do jego ciała, tę
obietnicę odpoczynku i pomocy. W swoich myślach utrzymywał
ciepło, miłość i wrażenie siły.
Musiała w niego uwierzyć, musiała się z nim zjednoczyć, żeby
mogła poczuć moce ziemi tak samo
jak on.
Raven czuła, że oszaleje. Zawsze bała się zamkniętych
pomieszczeń. Michaił powiedział, że nie
będzie potrzebować powietrza, ale ona wiedziała, że go
potrzebuje. Dopiero po kilku próbach
opanowała paniczny strach, że leży pochowana pod ziemią.
Ostatnim, znużonym wysiłkiem woli
dotknęła myśli Michaiła i odsunęła się od świadomości tego,
czym się stała i co musi zrobić, żeby
przetrwać.
Z trudem podtrzymywał kontakt z nią. Była w jego mślach
lekka, niematerialna. Cicha, w ogóle
nie poruszała się, nie przyjmowała leczniczych mocy ziemi ani
nie walczyła z sytuacją. Na jego
łagodne pytania nie reagowała. Czuł ją tylko jako niewielki,
stłumiony płomyczek gdzieś na skraju
świadomości.
Dopiero po jakimś czasie uświadomił sobie lekką zmianę mocy,
drgnienie świadomości,
zupełnie niczym poszukujący kryształ, niczym oko otwarte w
ziemi obok nich. Nie byli sami. Ta
obecność dotknęła go, wniknęła w jego umysł. Mężczyzna.
Potężny. Grigori. Nic ci nie jest,
przyjacielu. Poczuł jego chłodne opanowanie. Znali się tak
dobrze po stuleciach stawania ramię w
ramię przeciw wszelkim przeciwnościom losu.
Grigori nie ujął tego w formie pytania i Michaił zdziwił się,
naprawdę się zdziwił, że udało mu
się nawiązać kontakt. Znajdowali się w głębi w ziemi. Słońce
stało wysoko na niebie i wszyscy
Karpatianie czuli się słabi. Jak Grigori zdołał czegoś takiego
dokonać? To było coś niesłychanego,
nawet w legendach i mitach przeszłości.
Michaił, twoja kobieta potrzebuje snu. Pozzvól żebym wam
pomógł.
Grigori znajdował się gdzieś daleko, Michaił to wyczuwał, a
jednak kontakt między nimi był
silny. Uśpienie Raven dawałoby mu jakąś władzę nad nią.
Wahanie. Czy powinien mu zaufać?
Miał niesamowitą moc.
Cichy, pozbawiony radości śmiech. Michaił, ona nie przeżyje
tego dnia. Nawet zamknięta
razem z tobą. Ludzkie ograniczenia przeważą nad chęcią
niesienia ci pomocy.
Możesz to zrobić? Z dużej odległości bezpiecznie zesłać na nią
sen? Odsunąć od niej
cierpienie?Nie popełnisz błędu?
Michaił sam chciał w to uwierzyć. Grigori był ich
uzdrowicielem. Jeśli powiedział, że Raven nie
zniesie pogrzebania razem z nim w ziemi, to tylko potwierdzał
jego obawy.
Tak, z twoją pomocą. Jesteś jedyną osobą na tej ziemi. której
obiecałem swoją lojalność.
Zawsze ją miałeś. Liczę na ciebie jak na członka rodziny i
przyjaciela. Dopóki twoja kobieta, lub
jakaś inna, nie obdaruje mnie partnerką życiową, jesteś jedyną
osobą, która stoi między
ciemnością, a mną.
Grigori nigdy by się do czegoś podobnego nie przyznał, chyba
że w sytuacji wyższej
konieczności. Podawał Michaiłowi jedyny argument, który mógł
go zapewnić, że warto mu ufać.
Poczuł serdeczność przemieszaną z żalem. Grigori, dziękuję ci,
jestem twoim dłużnikiem.
Chciałbym, żebyś został ojcem mojej życiowej partnerki. W jego
głosie pojawiła się nutka
czegoś, czego Michaił nie umiał nazwać, jakby Grigori już miał
pewność, że jego życzenie się
spełni.
Przypuszczam, że córka Raven może być niesforna. Michaił
szedł za głosem intuicji.
Nie wątpię, że poradzę sobie z takim wyzwaniem. Odpowiedź
była świadomie wymijająca.
Ześlę na twoją kobietę sen naszego ludu, żeby nie musiała już
dłużej męczyć się ludzkimi
uprzedzeniami.
Ciche polecenie było wyraźne, władcze, niemożliwe do
zignorowania. Oddech, z głębokim
westchnieniem, zatrzymał się. Serce zwolniło rytm, opuściło
jedno uderzenie, ustało. Umysł
zamknął się na pochłaniający ją strach, a ciało otworzyło na
lecznicze działanie ziemi.
Zaśnij teraz, Michaił, będę wiedział, jeśli coś warn przeszkodzi.
Nie musisz mnie strzec, Grigori. Już bardzo dużo zrobiłeś dla
naszych ludzi, rzeczy, o których
nigdy się nie dowiedzą. Nigdy nie zdołam spłacić tego długu
wobec ciebie.
Nie mógłbym postąpić inaczej, Michaił, ani nie chciabym.
Grigori się wycofał.
Michaił zapadał w sen, pozwolił ziemi przywrócić sobie pełnię
sił. Będzie potrzebować mocy,
którą ona daje, żeby się zemścić. Otulił Raven mocniej
ramionami, biorąc ostatni oddech, pewien,
że bezpośrednie niebezpieczeństwo zostało zażegnane.
Zdawało się, że długo trwa, zanim słońce zsunęło się z nieba,
zabarwionego krwistą czerwienią
obrzeżoną odcieniami pomarańczy i różu. Kiedy pojawił się
księżyc, przysłaniał go welon chmur.
Wokół księżyca jaśniała cienka obrączka, jak jakiś złowrogi
omen. Las był mroczny i dziwnie
cichy. Pasma mgły snuły się nisko nad ziemią. Łagodny wiatr
leniwie popychał chmury, muskał
liście drzew i bezskutecznie próbował usunąć swąd
pogorzeliska, który roznosił się po lesie;
rozwiewał czarne popioły, omiatał spalone belki i poczerniałe
kamienie, wszystko, co zostało z
domu Michaiła Dubrińskiego.
Dwa wilki przebiegły wkoło poczerniałych ruin, uniosły pyski
do nieba i żałośnie zawyły. Z
lasu odpowiedziały im inne wilki, wyśpiewując swój żal. Po
kilku minutach echo ich zewu ucichło.
Wilki okrążyły zwęglone rumowisko i zaczęły węszyć w stronę
strażników przy bramie z kutego
żelaza, którzy stali w mroku, czujni i uważni. Szybko oddaliły
się, znikając w ciemnych gęstwinach
lasu; wyczuły w dwóch postaciach jakąś groźbę.
Cisza znów zaległa góry jak całun. Leśnie stworzenia kuliły się
w swoich norach i jamach, nie
chciały patrzeć na śmierć domu kogoś, kto do nich przynależał.
Pod ziemią dwa ciała spoczywały nieruchomo, bez życia. Jedno
serce zaczęło bić. Pewnie,
równo. Krew napłynęła i odpłynęła. Długi, cichy syk
zasygnalizował wracający oddech. Michaił
otworzył oczy i zaczął badać grunt. Było już dobrze po północy.
Ogień już dawno zagasł, strażacy,
policja i gapie odeszli.
Wyczuł nad ziemią obecność Jacques'a i Grigoriego. W pobliżu
nie widział nikogo innego, ani
ludzi, ani Karpatian. Popatrzył na Raven. Kusiło go, żeby kazać
Grigoriemu ją obudzić, ale
wiedział, że to nie przyniosłoby nic dobrego. Dopóki nie znajdą
się nad powierzchnią ziemi, lepiej,
żeby spała. Nie trzeba jej w żaden sposób przypominać o tych
okropnych przejściach. Zacisnął
ramiona wokół nieruchumego, zimnego ciała Raven i tulił ją
mocno do serca.
Przebił się przez warstwę ziemi, doświadczając dziwnego
poczucia braku orientacji, kiedy
wychynął na nocne powietrze. Wzbił się w niebo, żeby móc
lepiej chronić Raven,
jeśli to okaże
się konieczne. Powietrze napełniło mu płuca, owiało jego ciało.
W smudze światła księżyca
zabłysły pióra; rozpostarły się olbrzymie, dwumetrowe skrzydła
i zaczęły młócić powietrze,
unosząc w niebo wielką sowę, która krążyła nad ciemnym lasem
wypatrywała
wrogów, którzy
mogliby okazać się na tyle głupi, żeby chcieć mu zagrozić.
Michaił potrzebował tej wolności nieba, żeby zagłuszyć dźwięki
wydawane w panice przez
Raven; wciąż je słyszał. Zanurkował w stronę ziemi, zszedł
nisko, i dopiero wtedy przybrał postać
mgły. Strumień kropel przelał się przez drzewa, zebrał się pod
nimi i utworzył postać wielkiego
wilka. Swobodnie przemykał wśród drzew, przebiegł przez
polanę i znów ruszył pędem przed
siebie.
Kiedy jego umysł był znów jasny i spokojny, Michaił podbiegł
do poczerniałych ruin,
przybierając człowieczą postać, i podszedł do brata. Miał
świadomość, że cała natura, wszystko to,
czego był częścią, odczuwa jego lodowatą furię. Wrzała gdzieś
pod powierzchnią, wibrowała w
powietrzu, zakłócając harmonię lasu. Jego wrogowie nie umkną.
Jacąues wyprostował się powoli, jakby czekał tu już godzinami.
Uniósł dłoń i rozmasował
zesztywniały kark. Popatrzyli na siebie ze smutkiem. Jacąues
podszedł bliżej i nieczęstym u niego
gestem serdeczności przytulił brata.
Uścisk był krótki i mocny, jakby wymieniały go dwa wielkie
dęby. Michaił wiedział, że Raven
zaśmiałaby się na widok ich dwóch.
Grigori nie zmienił pozycji, skulony tuż przy ziemi. Jego
masywna sylwetka mogła
konkurować z potężnymi pniami drzew. Pozostał w kompletnym
bezruchu, mroczna twarz nie
zmieniła wyrazu. Oczy rzucały srebrzyste błyski, drobiny rtęci w
twarzy wykutej z granitu. Powoli
podniósł się na nogi; uosobienie siły i czystej groźby. Grigori,
jego najstarszy przyjaciel. Jego
prawa ręka. Ich największy uzdrowiciel, nieubłagany łowca
nieumarłych.
Dziękuję,
że przyszliście powiedział
z prostotą Michaił.
Romanowa
zabrali do szpitala, podali mu środki uspokajające mówił
cicho Jacques. W
miasteczku myślą, że wyjechaliście z Raven na parę dni.
Wszyscy ci współczują, są oburzeni na
to, co się stało.
Możemy
jakoś zneutralizować zło, które spotkało naszych ludzi? spytał
Michaił.
Możemy
je zminimalizować odparł
szczerze Grigori. Ale
Romanow już rozesłał obciążające
nas dowody do kilku osób. Musimy przygotować się na
oblężenie. Nasz sposób życia zmieni się
na zawsze.
Jakie
ma dowody?
Odciski
palców, fotografie. Już był otumaniony lekami. Zdaniem lekarzy
oszalał, jest
niebezpieczny dla siebie i otoczenia. Wrażenia, które udało mi
się wyłapać z jego myśli były
bezładne. Myślał o rodzicach, głównie o matce. On odkrył jej
zwłoki. Twój dom. Poczucie winy.
Pożar. Grigori
przyjrzał się niebu nad ich głowami powolnym, uważnym
spojrzeniem bladych,
srebrzystych oczu. Jego twarz nie zmieniła się ani na jotę,
pozostała chmurna.
Wyglądał groźnie. Jakby ostrzegał. Chociaż minę miał obojętną,
Michaił wyczuwał w nim tego
potwora, dzikiego, nieokiełznanego, który usiłował zerwać się z
uwięzi.
Wymienili spojrzenia w bezradnym porozumieniu. Kolejna
wojna. Jeszcze więcej śmierci. Im
częściej mężczyzna musiał zabijać, tym bardziej niebezpieczne
stawały się podszepty mocy wzywały
do stania się wampirem. Przemoc stanowiła jedyną rzecz, która
żyjącemu od stuleci
mężczyźnie pozwalała przez chwilę coś poczuć. Już samo to
stanowiło straszliwą pokusę w
ciemnym, beznadziejnym świecie.
Grigori odwrócił wzrok, nie chcąc widzieć współczucia
wypisanego na twarzy Michaiła.
Nie
mamy wyboru, musimy jakoś podważyć jego wiarygodność.
Najpierw
trzeba zadbać o bezpieczeństwo Raven, musi być strzeżona,
potem zajmiemy się tym
problemem powiedział
stanowczo Michaił.
Twoja
kobieta jest bardzo delikatna ostrzegł
cicho Grigori. Sprowadź
ją na powierzchnię i
ubierz, zanim ją obudzę.
Michaił pokiwał głową. Grigori przejrzał jego intencje Nic nie
może przypominać Raven
zimnego grobu. Jacąues i Grigori poszli głębiej w las, żeby
zapewnić Michaiłowi trochę
prywatności. Dopiero kiedy Raven znalazła się bezpiecznie w
jego ramionach, Michaił pomyślał o
tym, żeby ją ubrać w amerykańskie ciuszki. Wyczarował
niebieskie dżinsy i koszulę z długimi
rękawami, rzeczy z naturalnych włókien, łatwych do
manipulowania przez Karpatianina. Grigori.
Raven obudziła się niechętnie, miała zaciśnięte gardło, usiłowała
zaczerpnąć powietrza w
rozpalone płuca. Była zdezorientowana, spanikowana,
rozpaczliwie walczyła.
Poczuj
powietrze na swojej skórze rozkazał
cicho Michaił z ustami tuż przy jej uchu. Poczuj
noc, poczuj wiatr. Jesteś bezpieczna w moich ramionach. Noc
jest piękna, kolory i zapachy
przemawiają do nas.
Raven mrugała jak oszalała, nic nie widziała, nic nie
rejestrowała. Głęboko zaczerpnęła
powietrza. Chłodne nocne powietrze zdziałało cuda, pozwalając
jej rozewrzeć ten potworny uścisk
na gardle. Na jej rzęsach łzy lśniły jak klejnoty.
Michaił przytulił Raven mocniej, żeby mogła poczuć jego wielką
siłę. Powoli, bardzo powoli,
jej ciało odprężało się, aż wreszcie przywarła do niego,
rozluźniona. Dotknął jej umysłu
delikatnym, ciepłym muśnięciem i zobaczył, że usiłuje odzyskać
panowanie nad sobą.
Jestem
tu z tobą, Raven. Wymówił
te słowa specjalnie głośno, żeby wydawać jej się jak
najbardziej człowiekiem. Noc
do nas woła, wita nas, słyszysz to? Tyle piękna jest w pieśni
owadów, stworzeń nocy. Pozwól to sobie usłyszeć. Używał
rytmicznego, niemal
hipnotyzującego tonu.
Raven podciągnęła kolana pod brodę, oparła o nie czoło.
Kołysała się w tył i w przód, jej
kontakt z rzeczywistością wisiał na włosku. Po prostu wdychała
i wydychała powietrze, szczęśliwa,
że może to robić, koncentrowała się tylko na tym.
Chciałbym
cię zabrać w jakieś bezpieczniejsze miejsce, gdzieś daleko stąd.
Szerokim
gestem
objął poczerniałe ruiny niegdyś pięknego domu
Nie podnosiła głowy. Po prostu oddychała. Znów dotknął jej
umysłu. Nie obwiniała go o
zdradę. W jej myślach panował zamęt, była wstrząśnięta,
rozpaczliwie usiłowała przetrwać.
Ubranie, które lubiła, i obecność Michaiła dały Raven nieco
pociechy. Jego lodowata furia,
pragnienie krwawej zemsty pomogły jej wrócić do życia.
Siostrzyczko...
Jacques
i Grigori wyszli spomiędzy drzew. Kiedy Raven nie podniosła
wzroku, Jacques usiadł obok niej, kładąc dłoń na ramieniu.
Wilki
są dziś zupełnie spokojne.
Słyszałaś je przedtem? Opłakiwały zniszczenie domu Michaiła.
Teraz ucichły.
Zamrugała, usiłowała skupić wzrok na twarzy Jacques'a. Nic nie
mówiła, jakby go nie
poznawała. Drżała, otoczona przez trzech potężnych mężczyzn.
Mógłbyś usunąć jej wspomnienia, zasugerował Grigori; nie
rozumiał, dlaczego Michaił nie
zrobił czegoś tak oczywistego.
To by się jej nie spodobało.
Nie wiedziałaby o tym. Grigori nie krył irytacji. Westchnął. nie
doczekawszy się odpowiedzi
Michaiła. Pozwól mi chociaż ją uzdrowić. Michaił, ona jest
ważna dla nas wszystkich.
Niepotrzebnie cierpi.
Na pewno wolałaby uporać się z tym sama. Grigori na pewno
pomyśli, że zwariował, ale nie
znał Raven tak jak on Miała odwagę i własny sąd o tym, co jest
złe, a co dobre. Nic
podziękowałaby mu, gdyby dowiedziała się, że usunął coś z jej
pamięci. Między partnerami
życiowymi nie mogło być niedopowiedzeń, a Michaił
postanowił już. że da jej czas. żeby
przywykła do tego, przez co razem przeszli.
Dotknął miękkiej jak płatki róży skóry na jej twarzy, łagodnie
przeciągnął palcem po kości
policzkowej.
Miałaś
rację, maleńka. Zbudujemy nasz dom razem, bezpieczniejszy niż
kiedykolwiek.
Wybierzemy miejsce, gdzieś w giębi lasu, i napełnimy miłością
tak, że nawet wilki ją odczują.
Oczy przybrały niebieskofiołkowy odcień, gdy wpatrywała się w
twarz Michaiła. Czubkiem
języka dotknęła dolnej wargi. Udało jej się niepewnie
uśmiechnąć.
Chyba
nie nadaję się na Karpatiankę. Jej
głos był zaledwie cieniem normalnego tonu.
Jesteś
dokładnie taka, jaka powinna być karpatiańska kobieta
powiedział
dwornie Grigori,
tonem niskim i melodyjnym, w balsamicznej, uzdrawiającej
kadencji. Michaił i Jacąues byli
zafascynowani jego głosem. Nadajesz
się na partnerkę życiową naszego księcia i z wolnej woli
przyrzekam ci swoją lojalność i ochronę, tak jak przysiągłem to
Michaiłowi. Z
premedytacją
mówił cicho, tonem, który zdawał się przenikać do jej
rozedrganych myśli, przynosił ukojenie.
Niespokojne spojrzenie Raven powędrowało w stronę
Grigoriego. Oczy jeszcze pociemniały.
Pomogłeś
nam Poszukała
palcami ręki Michaiła, ścisnęła ją, ale nie odrywała wzroku od
Grigoriego. Byłeś
tak daleko. Słońce stało wysoko, a jednak umiałeś nam pomóc.
Nie miałaś
łatwego zadania, wyczułam, kiedy skontaktowałeś się ze mną,
żeby odsunąć ode mnie to, co było
nie do zniesienia.
Grigori zmrużył srebrzyste oczy, tak że stały się cienkimi
kreskami rtęci. Hipnotyzującymi.
Nieodpartymi. Obniżył głos o oktawę.
Losy
Michaiła i moje splotły się; łączą nas długie, mroczne lata pustki
i braku nadziei. Być
może jesteś nadzieją dla nas obu.
Patrzyła na niego z uwagą.
Chciałabym,
żeby tak było.
Michaił poczuł nagły przypływ miłości do niej i dumę. Raven
miała w sobie tyle empatii.
Chociaż jej umysł był znużony i wyczerpany, a umysł
Grigoriego przed nimi starannie zamknięty,
zrozumiała, że Grigori walczy o przetrwanie, że trzeba go jakoś
wciągnąć w krąg światła i nadziei.
Michaił mógł jej powiedzieć, że Grigori był niczym woda
przepływająca przez palce niemożliwy
do uchwycenia, niedający się kontrolować. Sam o sobie
decydował, ten mroczny, niebezpieczny
mężczyzna na skraju ziejącej otchłani szaleństwa.
Michaił ją objął.
Zabierzemy
cię gdzieś, gdzie jest bezpiecznie przemówił
łagodnie jak do dziecka.
Spojrzenie Raven przylgnęło do Michaiła na długą, przeciągłą
chwilę. Jej uśmiech tym razem
był szczery, dosięgnął oczu i po raz pierwszy je rozjaśnił.
Gdybyście
tylko mogli na siebie spojrzeć, wy trzej. Bardzo to miłe z waszej
strony, że mnie
traktujecie jak kruchą porcelanową laleczkę, zwłaszcza kiedy
trochę tak się czuję, ale Michaił jest
we mnie tak samo, jak ja jestem w nim. Czuję to, co on czuje i
znam jego myśli, chociaż próbuje je
przede mną ukrywać. Nachyliła
się, żeby pocałować go w pokrytą sinawym zarostem szczękę.
Kocham
cię za to, że próbujesz mnie chronić, ale ja nie jestem słaba. Po
prostu muszę jakoś dojść
do ładu z ograniczeniami, które nakłada na mnie mój łudzki
umysł. Żaden z was nie może tego
zrobić za mnie, muszę to zrobić sama.
Jacąues wyciągnął do niej rękę w geście staroświeckiej
galanterii. Ujęła ją i pozwoliła postawić się
na nogi. Michaił objął Raven, przytulając mocno. Potrzebowała
takiego bliskiego kontaktu, tej
namacalnej rzeczywistości jego silnej sylwetki. Grigori trzymał
straż, badał powietrze, ziemię,
poruszał się tak, że stale zasłaniał sobą księcia Karpatian i jego
życiową partnerkę.
Trzej rośli mężczyźni otoczyli filigranową, delikatnej budowy
kobietę, idąc przy niej jak straż
honorowa; szli krokiem wolnym i swobodnym, z wyciszonymi
umysłami, nie okazując ani
odrobiny niecierpliwości, ani żadnej ochoty zajęcia się tym, co
dzisiejszej nocy mieli do zrobienia.
Michaił był głodny, ale i ten głód utrzymywał na wodzy. Kiedy
dotknęła go myślami, poczuła tylko
miłość i troskę.
Z przyjemnością szła po miękkich liściach przez las Uniosła
twarz w stronę wiatru, głęboko
odetchnęła, żeby odkryć sekrety, które mogła nieść ze sobą
bryza i zechcieć je ujawnić. Każdy
owad, każdy szelest gdzieś w ściółce, każdy osobny ruch gałęzi
zmniejszały ten potworny strach w
jej sercu, odsuwały dalej okropne wspomnienia.
Mogę
je zupełnie usunąć zaproponował
łagodnie Michaił.
Uśmiechnęła się, i na moment przytuliła, chcąc go w ten sposób
uspokoić. Doskonale zdawała
sobie sprawę, jaka to musiała być dla niego pokusa, i że Jacąues
i Grigori uważali go za wariata,
skoro nie podjął za nią tej decyzji.
Wiesz,
że wolę zachowywać swoje wspomnienia. Wszystkie.
Szli godzinę wijącą się wąską ścieżkę, która prowadziła w głąb
lasu, w stronę gór. Domek był
ukryty tuż pod skalnym urwiskiem. Drzewa rosły tam gęsto,
prawie pod samymi ścianami. Z
zewnątrz wydawał się niewielki, ciemny i opuszczony.
Jacques i Grigori zajęli się przekształceniem mrocznego wnętrza
domku. Warstwa kurzu
zniknęła od jednego machnięcia dłonią. Kłody na kominku
zapłonęły ogniem. Świece zapaliły się,
wnętrze przepełnił zapach lasu.
Raven weszła do środka bez protestów. Grigori i Jacąues krzątali
się w pośpiechu, zapewniając
tyle wygód, ile tylko mogli. Potem znów schronili się w lesie,
żeby Michaił i Raven
mieli trochę
czasu tylko dla siebie.
Spacerowała po drewnianej posadzce, stwarzając między sobą a
Michaiłem trochę dystansu.
Wciąż czuła się bardzo osłabiona i chciała też oszczędzać siły
Michaiła. Zacisnęła palce na oparciu
krzesła. Znajoma faktura drewna pomogła jej opanować drżenie
rąk.
Michaił,
dziękuję ci za te dżinsy. Uśmiechnęła
się do niego słabo przez ramię. Tajemnicza,
seksowna, niewinna i tak bardzo krucha. W jej oczach nie
dostrzegał ani odrobiny gniewu,
jaśniały miłością.
Cieszę
się, że ci się podobają, chociaż jak wiesz, uważam, że to strój dla
mężczyzny, a nie dla
pięknej kobiety. Miałem nadzieję, że się z nich ucieszysz.
Ale
tylko dlatego, że na ich widok robisz takie zbolałe miny. Stanęła
przy oknie, jej oczy z
łatwością przeniknęły mrok. Nie
chcę tego już nigdy robić. Powiedziała
to ponurym, tonem z
naciskiem. Chciała mu uświadomić dobitnie, że mówi to
poważnie.
Michaił gwałtownie odetchnął, zapanował nad odpowiedzią,
która mu się narzucała. Ostrożnie
dobierał słowa.
Nasza
krew i, co za tym idzie, nasze ciała, domagają się kontaktu z
ziemią. W ciągu doby rana
na moim udzie zniknęła. Twoje rany, wszystkie śmiertelne,
zagoiły się w sześć dni.
Raven patrzyła, jak wiatr zamiata liście.
Michaił,
jestem bardzo inteligentna. Widzę, że to, co mi mówisz jest
prawdą. Intelektualnie
mogę to nawet przyjąć, mogę docenić ten cud. Ale nigdy więcej
nie chcę czegoś takiego robić. Nie
mogę. Nie zrobię tego i proszę, żebyś zaakceptował tę moją
słabość.
Przeszedł dzielącą ich odległość pokoju, objął Raven. Tulił ją do
siebie w tej starej górskiej
chatce, ukrytej w lesie. Bolał nad stratą swojego domu, swoich
książek, bolał nad swoją
przeszłością, ale najbardziej bolało go, że nie może oszczędzić
Raven cierpienia. Mógł rozkazywać
ziemi, zwierzętom, niebu, ale nie mógł zmusić się, żeby odebrać
jej wspomnienia, bo prosiła, żeby
tego nie robił. Taka niewinna, mała prośba.
Uniosła głowę i popatrzyła na jego zmęczoną twarz. Delikatnie
wygładziła zmarszczki na jego
czole.
Michaił,
nie bądź smutny, nie zamartwiaj się o mnie. Wspomnienia to
przydatna rzecz. Kiedy
będę silniejsza, może wrócę do nich i przyjrzę się im, popatrzę
na to wszystko z różnych stron i
nawet poczuję się swobodniej w obliczu tego. co musimy robić,
żeby przetrwać. W
tej myśli był
ślad poczucia humoru i sporo sceptycyzmu.
Wzięła go za rękę i mówiła dalej:
Wiesz,
kochany, nie odpowiadasz za moje szczęście ani nawet za moje
zdrowie. W każdej
chwili miałam prawo wyboru, od naszego pierwszego spotkania.
Wybrałam ciebie. Z jasnym
umysłem, sercem i głową wybrałam ciebie. Gdybym musiała
zrobić to jeszcze raz, też
zdecydowałabym się na ciebie, bez wahania.
Uśmiech Michaiła chwytał Raven za serce. Uniósł jej twarz i
pochylił się, żeby pocałować.
Natychmiast przeskoczyła między nimi jakaś iskra. Poczuli głód,
krew zaczęła im szybciej krążyć,
serca biły mocniej. Po prostu chemia. Objąl ją ramionami, czuie
usta niosły ze sobą nieomylny
smak głębokiej miłości. Zanurzył dłoń w jej włosach, jakby
chciał trzymać ją w ten sposób przez
całą wieczność.
Raven oparła się o niego; czuła się tak, jakby nie miała kości,
roztapiała się w jego cieple.
Odsunęła się pierwsza. Trawił go głód, rósł też w niej. Ciało
domagało się pożywienia po trudnych
przejściach. Pocałowała go w szyję, rozpinając koszulę. Poczuła
jego zapach, tę nieokiełznaną
tajemnicę nocy. W niej straszliwy głód wzmagał się i
rozprzestrzeniał jak leśny pożar. Smakowała
jego skórę, obrysowała linię mięśni, wróciła do pulsu bijącego
mocno na szyi.
Kocham
cię, Michaił, Te
słowa wyszeptała z ustami przy jego gardle. Szept syreny. Sam
jedwab i światło świec. Atłas i gorący, zmysłowy seks.
Wszystkie mięśnie miał napięte. Raven stanowiła cud piękna,
połączenie ludzkich słabości,
odwagi i współczucia. Pragnął jej. Dłonią zanurzoną w jej
włosach przyciągnął mocniej jej głowę.
Jej usta były płomieniem wędrującym po jego torsie, wznieciły i
podsycały pożar zmysłów, aż
wszystko zasnuła czerwona mgła pożądania.
Maleńka,
to niebezpieczne. W
chropowatym głosie czaił się mroczny, aksamitny uwodziciel.
Potrzebuję
cię szepnęła
słowa prawdy, a jej oddech ogrzał mu sutki, zmysłowo drażniąc
klatkę piersiową. Rzeczywiście go potrzebowała. Jego ciało,
gorące i dzikie, wyparło z myśli
Raven wspomnienie o zimnej ziemi zamykającej się nad jej
głową. Ocierała się o niego
niespokojnie, dłonie ześlizgnęły się niżej, rozsunęły poły
koszuli, i jeszcze niżej, gdzie znalazły
zamek spodni, pod którymi prężyła się jego męskość. Westchnął
chrapliwym, spragnionym
jękiem, gdy go dotknęła.
Michaił,
chcę poczuć w sobie twoje ciało, prawdziwe i żywe. Potrzebuję
tego bardziej niż
kiedykolwiek czegokolwiek potrzebowałam. Dotykaj mnie.
Dotykaj mnie wszędzie. Chcę cię
poczuć głęboko w sobie.
Zerwał koszulę przez głowę i odrzucił. Odchylił Raven do tyłu,
chcąc brodą z zarostem potrzeć
miękką, śmietankową wypukłość piersi. Drapanie podrażniło jak
płomyki ognia wszystkie
zakończenia nerwowe. Obrysował językiem delikatną linię szyi,
miejsce, gdzie bił puls i wrażliwe
gardło. Delikatnie, powoli, przesunął się niżej, w stronę sutka.
Poczuła napływ wilgotnego gorąca,
palącego bólu. Kiedy bral w usta pierś, krzyknęła i odrzuciła
głowę w tył, wyginając się w łuk,
oddawała całą siebie jego namiętnym, spragnionym wargom.
Bez żadnego ostrzeżenia jego wewnętrzna bestia uwolniła się,
warknęła i zerwała z niej
przeszkadzające mu dżinsy. Zębami zaczął kąsać jej płaski
brzuch i osunął się na kolana. Przez
cienką bawełnę majteczek, zanim je zdarł, poczuła gorący,
wilgotny dotyk języka. Dziki.
Krzyknęła, wychodząc naprzeciw nieokiełznanej bestii, uniosła
wyżej biodra, poddała się
gorącym i głodnym ustom. Warknął z głębi gardła, ten dźwięk
był pomrukiem czystej zaborczości.
Cieszył się jej spontanicznością w reagowaniu na jego
pieszczoty. Potrzebował tego
półprzytomnego, niekontrolowanego chwytu zaciśniętych dłoni
w swoich włosach, kiedy
przyciągała go coraz bliżej, a jakieś nieartykułowane, ochrypłe
okrzyki wydobywały się z jej
delikatnego gardła. Prężyła się, wyginała, rozpalone do białości
gorąco domagało się ujścia.
Okrzyki stały się błagalne.
Powarkiwał z rozkoszy, czuł, jak jego ciało płonie, parzy, staje
się niesłychanie wrażliwe. Ta
moc, to aksamitne ciepło, ich połączone zapachy zalały go, stały
się częścią niezaspokojonego
pożądania. Trzymał ją bezlitośnie na samej krawędzi. Chciał,
żeby wiedziała, że należy do niego,
żeby płonęła i potrzebowała go tak nieprzytomnie jak on jej.
Wraz z jej cichymi, nieartykułowanymi krzykami, w jego
myślach rozbrzmiewało echem jego
własne imię, i te dźwięki sprawiły, że stwardniał nieznośnie i
boleśnie. Moc zaostrzała głód,
wzmagała apetyt, ten seksualny i ten fizyczny, i ledwie nad sobą
panował, żeby jej nie pożreć.
Ciało domagało się jej dotyku, jedwabistego wnętrza ciepłych
ust, zadrapania zębów na wrażliwej
skórze. Paliła go skóra, tak bardzo jej spragniona.
Doprowadził ją na sam szczyt. Drżała, zaciskając i rozuźniając
mięśnie ud, potrzebowała coraz
więcej, potrzebowała go w sobie, potrzebowała wypełnienia jego
męskością. Osunęła się na kolana,
szarpnęła spodnie, zsunęła mu na uda, aż uwolniony, wyprężył
się w jej stronę. Drapała
paznokciami pośladki, język odszukał twarde mięśnie jego
brzucha.
Kpiący śmiech, cichy i zmysłowy, rozległ się echem w jego
myślach. Muśnięcie jedwabistych
włosów na udach stało się niemal nie do zniesienia. Tym razem
nadeszła jego kolej i dał jej to znać
niskim jękiem, władczym żądaniem. Kiedy posłuchała, gorący
atłas jej ust, wilgotny i erotyczny,
doprowadzał go do szaleństwa. Jeśli przedtem panował nad
sobą, jeśli to on miał władzę, teraz
należała do Raven, i Raven
cieszyła się nią, wszystkim tym, co mogła mu zrobić.
Zwierzęcy gardłowy warkot stał się niemal groźny. Michaił
gorączkowo poruszał biodrami.
Nagle nie mógł już tego znieść. Odsunął Raven od siebie, pchnął
na podłogę i rozwarł jej kolana.
Przygniótł ją sobą, wziął jednym potężnym pchnięciem,
wchodząc w jej wąski, aksamitny kobiecy
tunel tak głęboko, jak tylko mógł.
Krzyknęła, kiedy wdzierał się coraz głębiej, z każdym dzikim i
agresywnym pchnięciem, coraz
bardziej szalonym i gwałtownym. Liznęła jego gardło.
Nakarm
mnie, Michaił. Nakarm mnie teraz, kiedy mnie bierzesz, a potem
dam ci wszystko, czego
potrzebujesz wyszeptała
jak czarodziejka; sam jej głos był jak narkotyk wzmagający jego
podniecenie. Jeszcze nigdy nie poprosiła go o krew, o jego
życiodajny płyn, i sam ten pomysł był
tak podniecający jak pieszczota jej ust. Jego ciało spięło się,
niewiarygodnie stwardniało, a jednak
ta prośba pozwoliła mu nieco zwolnić, żeby móc nacieszyć się
tym oczekiwaniem, kiedy językiem
liznęła puls. Zatopił się głęboko w jej gorącą pochwę, a ona
mocno wbiła zęby w jego szyję.
Rozpalone gorąco i niebieska błyskawica przeszyły mu ciało.
Odrzucił głowę, napawając się
niesamowitym połączeniem przyjemności i bólu.
Gorący, słodki aromat jego prastarej krwi mieszał się z
piżmowymi zapachami ich ciał, a ona
mocno ssała go ustami, zaciskała się wkoło niego. Z
premedytacją dostosował tempo do jej
ruchów, czując, jak spływa w nią jego krew, jego nasienie, cała
życiowa esencja. Zaciskała się na
nim żarliwie, słodką torturą, jedwabistym uściskiem, chłonęła go
sobą tak samo łapczywie jak
swoimi jedwabistymi ustami.
Pociągnięciem języka wywołała u niego drżenie, które przejęło
ich oboje, a potem legli razem,
ona pod nim, jego ramię obejmowało ją mocno, mięśnie miał
napięte i wciąż był rozpaczliwie
spragniony, jakby nigdy wcześniej jej nie dotknął. Nigdy jeszcze
nie doświadczył tak straszliwie
dojmującego głodu.
Raven gładziła jego włosy, przesunęła dłońmi po ustach.
Uśmiechnęła się uśmiechem pełnym
czystej pokusy, uniosła biodra i zaciskała mocno mięśnie.
Przyciągnęła do siebie jego głowę,
chciała go całować, podzielić się z nim słodkim smakiem jego
własnej krwi, chciała drażnić go,
podniecać, przedłużać jego potrzebę, doprowadzając do dzikiego
zatracenia.
Odzyskał panowanie nad sobą, spijał ten smak z jej ust.
Przesunął językiem wzdłuż linii szyi,
zatrzymał się dłużej nad pulsem, kąsał lekko zębami, i przez cały
czas brał ją agresywnie w
posiadanie, wchodząc głęboko i mocno.
Wymruczała jego imię, przyciągnęła jego głowę do swojej
piersi, uniosła się w błagalnym
zaproszeniu. Potarł brodą kremową wypukłość, zanurzył twarz w
dołek między piersiami, drapał
zarostem wrażliwą skórę. Dłońmi mocno ściskał piersi, brał je
do wilgotnych ust i mocno ssał.
Przywarła do niego, a jej ciało eksplodowało rozkoszą, poddając
się narzuconemu przez niego
tempu i rytmowi.
Uniósł głowę, oczy miał senne, zmysłowe, hipnotyzujące,
wciągał ją spojrzeniem jeszcze
głębiej w swoje myśli, do głębi duszy. Muskał nosem pierś,
pieścił językiem. Pokrywał jej
wrażliwą skórę gorącymi pocałunkami, całował otwartymi
wargami. Poruszył gwałtowniej
biodrami. Jeszcze raz spojrzał jej w oczy z wyraźnym żądaniem.
Och,
tak, proszę szepnęła
gorączkowo, znów przyciągając jego głowę do swojej gorącej
piersi. Michaił,
chcę tego.
Ugryzł ją, wgryzł się tuż nad piersią, przenikliwym bólem, a
Raven zadrżała, przejęta
niewiarygodną rozkoszą. Kły wbił głęboko, jego głód był
nienasycony. Zanurzał się w nią, chcąc
jeszcze więcej, potrzebował tego rozkosznego tarcia w jej
gorącym, aksamitnym wnętrzu. Spijał ją,
przejmował w siebie jej życie, zlewał się z nią w jedno myślami,
biorąc ją w akcie czystej męskiej
dominacji.
Niebezpieczne. Słodkie i niebezpieczne. Gorący, czysty seks
podszyty miłością i całkowitym
połączeniem dusz. Chciał, żeby to trwało wiecznie, ten moment,
kiedy stawali się jednym ciałem,
jedną skórą, jednym umysłem. Szybko i mocno, powoli i
głęboko, każdym ruchem tworząc
wyszukaną torturę, z każdą komórką pełną jej krwi, wypełniał
się siłą, spijał ją tak, jak ona spijała
go wcześniej. Poczuł, że twardnieje wręcz niemożliwie, że
rośnie, że wzbiera, że wbija się w nią
jak może najgłębiej, że ich oboje porywa gdzieś wysoko, że nie
panując już nad sobą, spadają w
przepaść, że rozpadają się na płonące strzępki, że spadają na
ziemię.
Raven leżała pod nim i słuchała wspólnego bicia serc, palcami
przeczesywała jego
ciemnobrązowe włosy. Ciałem i duszą należała do niego, cała do
niego należała. Językiem pieścił
jej skórę, zlizał pojedynczą kroplę krwi z piersi. Drobnymi
pocałunkami pokrył jej piersi, wrócił do
szyi i ust, delikatnie, łagodnie. Dłonią objął jej szyję, kciukiem
gładził skórę, zachwycony
satynową gładkością.
Zadziwiło go, że ten moment wybrała, decydując się na bycie
Karpatianką. Nie wątpił, że go
kochała i że była do niego przywiązana, ale wiedział, że odrzuca
ją myśl o tym, jak bardzo musi się
zmienić. Po tamtym przerażającym i traumatycznym przeżyciu
teraz bez zastrzeżeń poddała się
swojemu nowemu życiu. Michaił miał pewność, że jak długo
pozostaną razem, ona nigdy nie
będzie przewidywalna.
Czy
ty masz pojęcie, jak bardzo cię kocham? spytał
cicho.
Zatrzepotała rzęsami. Utkwiła w nim spojrzenie fiołkowych
oczu. Leniwy, fascynujący uśmiech
pojawił się na jej ustach.
Może,
tak troszeczkę. Starła
zmarszczkę z jego czoła. Dziś
w nocy nic mi nie będzie. Zajmij
się tym, co masz do zrobienia i nie przejmuj się mną.
Wolałbym,
żebyś trochę pospała. Przesunął
się, żeby nie przygniatać jej swoim ciężarem i z
zaskoczeniem dostrzegł, że jest częściowo ubrany.
Wciąż
masz tyle nienawiści do Romanowa, że nie chcesz, żebym
wiedziała, co robisz. Podparła
się na łokciu i włosy rozsypały się kaskadą, przysłaniając piersi.
Na ten widok oczy mu aż poczerniały od nagłego przypływu
żądzy. Roześmiała się cicho,
kusząco. Pochylił się, żeby posmakować tej pokusy, pod
dotykiem języka jej sutek stwardniał.
Delikatnie gładziła jego gęste włosy.
Chcesz
chronić Jacques'a, zostawiając go ze mną jako strażnika. Jej
oczy złagodniały. Wydaje
ci się, że zrobisz coś, co będzie dla mnie nie do przyjęcia, ale,
Michaił, ja w ciebie wierzę.
Jesteś wspaniałym i sprawiedliwym człowiekiem. Masz wszelkie
powody nienawidzić
Romanowa, ale wiem, że będziesz umiał odciąć się od tego i
zrobić, co należy. To młody
człowiek, rozgniewany i zagubiony, przeżył wstrząs po śmierci
rodziców. Znalazł coś, co łączy
ciebie jakoś z tymi zgonami, i stąd ta agresja. Załamał się, jest
niepoczytalny.
Michaił zamknął oczy i oddychał powoli. Skutecznie udało jej
się związać mu ręce. jak mógłby
teraz iść i zabić tego mężczyznę za cierpienie, na jakie naraził
Raven, skoro ona nie ma do niego
żalu?
Idź
i pożyw się, zanim do niego pójdziesz. Osłabłam, i jeśli mi
wybaczysz tę odrobinę
nieokrzesanego karpatiańskiego poczucia humoru, będę
oczekiwać, że do domu wrócisz z
czymś na obiad.
Popatrzył na nią, zaskoczony. Przez długą chwilę panowała
cisza, a potem oboje wybuchnęli
śmiechem.
Ubieraj
się przykazał
z żartobliwą surowością. Nie
mogę pozwolić, żebyś znęcała się nad
biednym Jacques'em.
Właśnie
zamierzam poznęcać się nad nim. Zdumiewa mnie jego powaga,
mógłby trochę
spuścić z tonu.
Jacques
jest najmniej poważny spośród karpatiańskich mężczyzn.
Zachował emocje dłużej niż
ktokolwiek. Dopiero parę stuleci temu je stracił.
Jest
poważny, kiedy trzeba rozstawiać po kątach kobiety. Ma
zdecydowane poglądy na temat
tego, jak powinnyśmy się zachowywać. Dlatego chcę mu trochę
podokuczać.
Uniósł brwi.
Jestem
pewien, że nie będzie się z tobą nudził. Ale zrób mi przysługę,
maleńka, bądź dla niego
w miarę wyrozumiała.
Ubierając się, śmiali się oboje.
ROZDZIAŁ 13
Rudy Romanow był nafaszerowany lekami. Sama myśl o napiciu
się tak zanieczyszczonej krwi
napawała Michaiła obrzydzeniem, ale to było konieczne.
Mógłby dowolnie czytać w myślach
Romanowa. Raven mu zaufała i wierzyła w jego uczciwość.
Chociaż każda komórka w jego ciele
ilu magała się śmierci Romanowa, nie mógł zawieść zaufaniu,
jakie w nim pokładała.
Więc
pozwól mnie powiedział
cicho Grigori, z łatwością odczytując pragnienie Michaiła.
To
za wielkie ryzyko dla twojej duszy.
Ryzyko
jest całkowicie warte zachowania ciągłości naszej rasy.
Romanow stanowi
niebezpieczeństwo, na które nas nie stać. Powinniśmy skupić
wysiłki na znalezieniu kobiet,
niezbędnych dla przetrwania naszej rasy, a nie na walce z
łowcami wampirów. Wierzę, że jest
tylko garstka kobiet rodzaju ludzkiego, kobiet o wybitnych
parapsychicznych zdolnościach, które
mogłyby być partnerkami dla naszych mężczyzn.
Na
czym opierasz tę teorię? spytał
cicho Michaił, z nutką groźby w głosie. Eksperymenty na
kobietach .stanowiły niewybaczalne przestępstwo.
Srebrzyste oczy Grigoriego zwęziły się, zabłysły. Rosła w nim
czarna pustka, jakaś ciemna
plama pochłaniała jego duszę. Nie próbował tego ukrywać.
Zupełnie jakby chciał, żeby Michaił
widział, jak rozpaczliwa stawała się ta sytuacja.
Robiłem
wiele ciemnych, brzydkich, niewybaczalnych, rzeczy, ale nigdy
nie wykorzystywałbym
kobiety do celów eksperymentalnych. To ja muszę być tym,
który weźmie krew Romanowa, jeśli
nalegasz, żeby on żył. Grigori
nawet nie prosił.
Dwaj Karpatianie bez przeszkód przechodzili wąskimi
korytarzami oddziału szpitala
psychiatrycznego. Kiedy, niewidzialni, szli przez budynek,
ludzie odczuwali tylko powiew
chłodu, nic więcej. Przeniknęli przez dziurkę od klucza
obłokami pary, która przypominała mgłę snuła
przez pomieszczenie, owijając ciało Romanowa niczym CAłun.
Krzyknął, zdjęty strachem,
kiedy mgła wiła się wokół niego jak wąż, oplatała mu żebra,
nadgarstki, okręcała koło szyi, coraz
mocniej zaciskając. Czuł je na skórze, to zło, które pastwiło się
nad ciałem, ale kiedy usiłował
pochwycić mgłę, dłonie przechodziły przez nią na wylot. Jakieś
głosy wysyczały coś strasznego,
szeptały, groziły mu, tak ciche, że Wydawały się tylko myślami
w jego głowie. Zakrył dłońmi
uszzy, chciał przerwać te okropne szepty. Z ust kapała mu ślina,
bez przerwy odruchowo przełykał.
Mgła rozdzieliła się, jedna część zdryfowała w kąt pokoju i
zawisła tuż nad ziemią. Druga
powoli zgęstniała, zamigotała i zaczęła przybierać konkretny
kształt, stając się Wreszcie silnym,
szerokim w barach mężczyzną o bladych oczach. Rudy dygotał.
Cofnął się i skulił w kącie. Ta
wizja była zbyt żywa, zbyt groźna, żeby ją nazwać
przywidzeniem.
Romanow...
Kły
Grigoriego błysnęły bielą w półmroku pokoju.
Kim
jesteś? wykrztusił
ochrypłym szeptem.
Wiesz
to. Przeszył
go lodowatym spojrzeniem wyblakłych oczu. Głos Grigoriego
zabrzmiał
cichą, mroczną, aksamitną groźbą. Hipnotyczny, fascynował i
przyciągał. Chodź
do mnie,
nakarm mnie. Stań się moim sługą, póki nie uznam, że czas
obłożyć cię klątwą ciemności.
Romanow miał w oczach paniczny strach, ale powoli podszedł
bliżej, rozsuwając szpitalną
koszulę na szyi. Grigori znów szepnął, głosem uwodzicielskim
pełnym mocy.
Będziesz
mi teraz służyć, stawiać się na moje żądanie, Informować mnie,
kiedy zajdzie
potrzeba. Powoli
pochylił głowę.
Rudy wiedział, że jego dusza jest stracona. Wyczuwał w obcym
przybyszu moc, nadnaturalną siłę,
zdolność robienia rzeczy niewiarygodnych. Nieśmiertelność.
Stanął przed pokusą. Podszedł z
własnej woli, przechylił głowę na bok, żeby obnażyć gardło.
Gorący oddech, przeszywający ból,
kiedy kły wbiły się głęboko. Romanow czul, jak życiodajna
krew wypływa strumieniem z jego
ciała. Ból był niesłychany, nie ustawał. Ale Rudy wcale tego nie
chciał. Ogarnęło go dziwne
rozleniwienie, ciążyły mu powieki, aż nie mógł ich unieść.
Mgła w pokoju zagęściła się, owinęła wokół Grigoriego, wdarła
między Karpatianina a jego
ofiarę. Grigori warknął wściekłe, ale uniósł głowę, przestał się
pożywiać i z pogardą pozwołił
bezwładnemu ciału osunąć się na ziemię.
O mało go nie zabiłeś, powiedział ostro Michaił.
Zasłużył na śmierć. Jest w środku przegniły i pusty już
skorumpowany. Marzą mu się
niekończące się noce, bez md ne kobiety, chciałby być panem
życia i śmierci. Przypomina swojego
ojca i dziadka. Toczy go robactwo, które wyjada to co jeszcze
zostało w nim dobrego, jego umysł
jest plątaniną zboczonych pożądań.
Grigori, on nie może umrzeć w ten sposób. W myślach
Grigoriego rozległ się syk, oznaka
niezadowolenia Michaiła Już i tak dużo uwagi poświęca się
naszemu ludowi. Niech Romanow
umrze z upływu krwi...
Nie jestem aż tak nieostrożny. Grigori nogą przesunął ciało na
bok. On przeżyje. To wszystko
zaczęło się od jego dziadka...
Na imię miał Raul, pamiętasz go? Cierpiał na demencję starczą;
kiedy był młody, bywał
mściwy. Bił żonę i uganiał się za młodymi dziewczętami. Raz go
powstrzymałem... Michaił się
zamyślił.
I zaskarbiłeś sobie nie tylko jego nienawiść, ale i podejrzliwość.
Obserwował ciebie.
Szpiegował przy każdej możliwej okazji z nadzieją, że znajdzie
coś, co cię pogrąży. Coś cię musiało
zdradzić jakiś
gest, słowo. kto wie? Podzielił się swoimi podejrzeniami z
Hansem, przekazał mu
papiery. Grigori znów trącił ciało nogą. Romanow faksem
przesiał dowody kilku osobom.
Oryginały są u niego w domu, ukryte pod podłogą w sypialni
rodziców. Obserwował jak Romanow
usiłuje się od niego odczołgać. Wcześniej czy później, pojawią
się tu.
Ciało Grigoria zamigotało, rozpłynęło się i na miejscu
Karpatianina w pokoju pojawiły się
wstęgi mgły przypominające węże. Mgła okrążała Romanowa,
który kulił się na ziemi, snuła się
wstęgą blisko jego głowy i gardła, a potem zniknęła. Rudy łkał
bezsilnie.
Michaił i Grigori przepłynęli korytarzem, szybko, cicho, chcąc
jak najprędzej znaleźć się na
świeżym nocnym powietrzu. Na zewnątrz, Grigori przez pory
skóry pozbył się toksyn po lekach.
Michaił obserwował go, podziwiając łatwość, z jaką sobie z tym
poradził. Po drodze do domku
Romanowów Grigori milczał. Michaił uszanował jego potrzebę
odetchnięcia zapachami nocy,
poczucia pod nogami ziemi, dosłyszenia śpiewu wilków i
nocnych stworzeń nawołujących
kojącymi dźwiękami.
W bezpiecznym schronieniu czterech ścian domu Romanowa
Grigori odszukał papiery
niezręcznie ukryte pod deskami podłogi. Michaił zabrał stare
fotografie i plik dokumentów nawet
na nie nie patrząc.
Opowiedz
mi o jego myślach.
Srebrne oczy Grigoriego błysnęły niebezpiecznie.
Jakiś
mężczyzna o nazwisku Slovensky, Eugene Slovensky, jest
członkiem tajnego
stowarzyszenia zainteresowanego wybiciem wampirów. Von
Halem Anton Fabrezo i Dieter
Hodkins są tak zwanymi ekspertami, którzy prowadzą śledztwa i
decydują, kto ma zostać zabity.
Slovensky prowadzi rekrutację, a także potwierdza i rejestruje
zgony.
Michaił zaklął cicho,
Kolejne
polowanie na wampiry zniszczy nasz lud.
Grigori wzruszył potężnymi ramionami.
Sam
zapoluję na tych ludzi i ich zniszczę. Ty zabierz Raven gdzieś
daleko stąd. Czuję, że chcesz
protestować, Michaił, ale to jedyne wyjście, obaj to wiemy.
Nie
mogę swojego szczęścia okupić twoją duszą.
Srebrne oczy przyjrzały się Michaiłowi, a potem spojrzały w
noc.
Nie
mamy wyboru. Moją jedyną nadzieją na zbawienie jest życiowa
partnerka. Ja już nic nie
czuję, Michaił, tylko zaspokajam swoje potrzeby. Moje ciało nie
ma już żadnych pragnień, jedynie
umysł. Nie mogę sobie przypomnieć, jak tu jest, czuć te rzeczy,
które ty czujesz. Moje życie jest
pozbawione radości. Ja po prostu wegetuję i spełniam swoje
obowiązki wobec naszego ludu.
Muszę niedługo znaleźć solne partnerkę. Wytrzymam jeszcze
kilka lat, ale potem poszukam
wiecznego odpoczynku.
Nie
wyjdziesz na słońce, Grigori, najpierw nie przychodząc z tym do
mnie. Michaił
uniósł dłoń,
uprzedza jąc jego protesty. Byłem
w takiej samej sytuacji, samotny, z bestią, która walczyła we
mnie o dominację, z tą ciemną skazą na duszy. Nasi ludzie ciebie
potrzebują. Musisz być silny i
zwalczać to monstrum, które tylko czyha na okazję
Srebrzyste oczy Grigoriego znów błysnęły niebezpiecznie w
półmroku pokoju.
Nie
przeceniaj mojej lojalności i oddania. Muszę mieć partnerkę.
Jeśli poczuję coś, cokolwiek pożądanie,
posiadanie, wszystko jedno to
wezmę to, co moje i niech ktokolwiek spróbuje mi ją
odebrać. Nagle
jego sylwetka zamigotała, zmieniając się w kryształki wody, a
potem wymknęła
z domu w oczekujące objęcia nocy. Opuśćmy ten dom
szaleństwa i śmierci. Być może przemawia
przeze mnie skażo na krew, której się napiłem.
Podążył z westchnieniem śladem Grigoriego w noc dwie
identyczne wstęgi mgły zajaśniały w
świetle księżyca i połączyły się z pasmami oparów snujących się
nisko nad poszyciem lasu.
Michaił chciał jak najszybciej wrócić do Raven, przemykał
między drzewami w stronę polany,
która oddzielała domy wioski od gęstwiny lasu. Kiedy mijał
domek księdza i wypływał na łąkę, w
jego myślach pojawił się niepokój. Ostrzeżenie było tak silne, że
zawrócił w stronę domku ojca
Hummera, i w cieniu drzew z powrotem przybrał ludzką postać.
Myślami poszukał Raven. Nic jej
nie zagrażało.
O
co chodzi? Grigori
pojawił się przy nim.
Skanowali najbliższą okolicę, wypatrując niebezpieczeństwa.
Ostrzeżenie przed przemocą
unosiło się z ziemi zdeptanej
butami, poznaczonej kroplami krwi. Wymienili spojrzenia i
jednocześnie obejrzeli się na domek starego przyjaciela
Michaiła.
Pójdę
pierwszy powiedział
Grigori, z całym współczuciem, na jakie mógł się zdobyć. Stanął
szybko między Michaiłem a drzwiami niewielkiego domku.
Niewielka, schludna chatka, wygodna i przytulna, została
zniszczona, ktoś się do niej włamał.
Proste meble były połamane, zasłony wisiały krzywo, stare
fajansowe naczynia potłuczone. Cenne
książki księdza ktoś podarł, obrazy pociął na wstążki. Zioła ojca
Hummera, pieczołowicie
przechowywane w puszkach, walały się na podłodze w kuchni.
Jego cienki materac był pocięty,
koce podarte.
Czego
oni tu szukali? zastanowił
się głośno Michaił, chodząc po pokoju. Schylił się i podniósł
wieżę; zacisnął palce wokół znajomej szachowej figury. Na
podłodze i na starym bujanym fotelu
widniały ślady krwi.
Nie
ma ciała stwierdził
niepotrzebnie Grigori. Wziął leżącą na ziemi bardzo starą,
oprawną w
skórę Biblię. Była mocno zniszczona, skóra przetarta od
częstego dotykania. Ale
gdzie jest
smród, tam też i jest ślad. Podał
Michaiłowi Biblię, a ten bez słowa wsunął książkę pod koszulę,
blisko serca.
Grigori zgiął się wpół. Ramiona porosło mu błyszczące futro,
paznokcie zamieniły się w
szpony, pysk wydłużył się, pojawiły kły. Wielki czarny wilk już
skakał w stronę okna. Michaił
ruszył za nim, kluczył wśród drzew, węsząc z nosem przy ziemi.
Ślad prowadził od miasteczka w
stronę gęstego lasu. Tam wspinał się coraz wyżej w góry.
Oddalali się od Raven i Jacques'a. Ktoś,
kto porwał ojca Hummera, jak widać chciał być z nim sam na
sam, żeby dokończyć brudnego
dzieła.
Michaił i Grigori pędzili zapamiętale ramię w ramię. Unosili
nosy na wiatr, od czasu do czasu
opuszczali pyski, żeby sprawdzić, czy podążają dobrym tropem.
Potężne mięśnie grały wzdłuż ich
grzbietów, serca i płuca pranma
ły jak dobrze naoliwione maszyny. Zwierzęta umykały im z
drogi,
chowały się, przerażone, kiedy je mijali.
Jakiś ostry, nieznajomy zapach znaczył drzewo na ich trasie.
Zwolnili. Przekroczyli granice
stada Michaiła i znaleźli się na obcym terytorium. Wilki często
atakowały intruzów. Michaił
wysłał wezwanie, wiatr miał zanieść wieść dominującej parze.
Czując zapach krwi księdza, nie mieli większych kłopotów z
podążaniem jego śladem. Ale
Michaiła ogarnął dziwny niepokój. Coś mu umykało. Mieli za
sobą kilometry, a trop nie zmienił
się ani na jotę. Zapach nie stawał się ani świeższy, ani nie słabł,
pozostawał taki sam. Jedynym
ostrzeżniem był nieznaczny hałas gdzieś nad nimi, który dziwie
przypominał tarcie skały o skałę.
Znaleźli się w wąskim jarze, otoczonym z obu stron wysokimi
skałami. Dwa wilki natychmiast
zniknęły, zamieniły się w mikroskopijne krople mgły. Grad
kamieni i skalnych odłamków, który
runął z góry przebijał się przez niematerialną mgłę, nie czyniąc
im żadnej szkody.
Wzbili się w niebo, przybierając cielesne postaci, kiedy tylko
wylądowali na szczycie urwiska.
Nie było tam ani księdza, ani żadnego napastnika. Michaił
spojrzał z niepokojem na Grigoriego.
Żaden
człowiek nie mógł tego dokonać.
Ksiądz
przecież nie przeszedł sam tej odległości ani żaden człowiek go
nie przeniósł mówił
z
namysłem Grigori. Zatem,
jego krwi użyto jako przynęty, żeby nas tu zwabić. Obserwowali
okolicę, wykorzystując wszystkie swoje moce. To
robota wampira.
Dość
bystrego, bo nie zostawił nam własnego zapachu zauważył
Michaił.
Spomiędzy drzew wypadło stado wilków; czerwone slepia
wpatrywały się w Michaiła. Z
wściekłym pomrukiem zwierzęta rzuciły się na postać, stojącą
swobodnie tuż przy krawędzi klifu.
Grigori stal się wirującym demonem i ciskał zwierzęta w
przepaść, łamał im kości jak zapałki. Nie
wydał żadnego odgłosu, a poruszał się tak szybko, że jego
sylwetka zdawała się zamazywać.
Michaił nawet nie ruszył się z miejsca, a jego duszę przepełnił
smutek. Grigori potrafił odbierać
życie z taką łatwością, bez żadnych uczuć, bez żalu. Bardziej niż
cokolwiek innego, właśnie to
powiedziało Michaiłowi, jak rozpaczliwa była sytuacja jego
ludu.
Za
bardzo ryzykujesz warknął
z przyganą Grigori, materializując się przy nim. One
zostały
zaprogramowane na to, żeby ciebie zniszczyć. Powinieneś był
usunąć się z drogi.
Michaił przyjrzał się pobojowisku i martwym ciałom. Ani jeden
wilk nie zbliżył się do niego
nawet na trzy metry.
Wiedziałem,
że nigdy byś na coś takiego nie pozwolił. Grigori, on teraz nie
zazna spokoju, dopóki
cię nie zniszczy.
Na ustach Grigoriego pojawił się wilczy uśmiech.
Właśnie
o to chodzi, Michaił. To było moje dla niego zaproszenie. Ma
prawo atakować ciebie
otwarcie, jeśli sobie tego życzy, ale zdradza cię śmiertelnym.
Takiej zdrady nigdy się nie wybacza.
Musimy
znaleźć ojca Hummera powiedział
cicho Michaił. jest
za stary, żeby przeżyć taki
brutalny atak. Wampir nie utrzyma go przy życiu, kiedy słońce
zacznie wschodzić.
Ale
po co taki skomplikowany plan? zastanawiał
się głośno Grigori. Musiał
wiedzieć, że w
jarze ciebie nie dopadnie, ani że nie zniszczą cię wilki.
Gra
na czas. Nagle
strach chwycił go za gardło. Dotknął myślami Raven.
Przekomarzała się z
Jacques'em.
Zaczerpnął głęboko powietrza.
Byron.
W wiosce dobrze wiadomo, że to brat Eleanor. Jeśli ona, jej
dziecko i Vlad byli celem, to
logiczne że Byron także. Jeszcze
kiedy jego ciało zmieniało kształt i pokrywało się piórami, które
opalizowały w lekkim brzasku nowego dnia, już wysyłał ostre
ostrzeżenie do młodego
Karpatianina.
Potężne skrzydła młóciły powietrze, gdy poszybował w stronę
słońca, żeby pomóc najlepszemu
przyjacielowi swojego brata.
Grigori obserwował góry, bystre oczy śledziły skryte w cieniu
klify nad linią lasu. Zstąpił za
krawędź urwiska, zmienił kształt, kiedy spadał na ziemię.
Skrzydła mocno uderzyły, uniosły go w
niebo, ku skalnej iglicy wystającej nad szczyty drzew. Wejście
do jaskini było zwykłą szczeliną w
skale, a ustawione tam zaklęcia ochronne okazały się ta twe do
złamania. Żeby przecisnąć się przez
wąskie przejście, zmienił się w mgłę i przeniknął przez szczelinę
do środka
Niemal od razu przejście zaczęło się rozszerzać, wijąc wśród
skał. Woda spływała po ścianach
z obu stron. A potem znalazł się w wielkiej jaskini, w leżu
wampira. Chwycił już jego trop.
Wampir już tu nie odpocznie, pomyślał z satysfakcją. Nieumarły
przekona się, że nikt nie grozi
księciu, nie zaznawszy potem bezlitosnej zemsty Grigoriego.
Raven przechadzała się niespokojnie po pokoju w gór skim
domku.
Potrafię
czekać, prawda? zagadnęła
nie bez ironii.
Właśnie
widzę mruknął
Jacques.
Och,
daj spokój... Znów
przeszła przez pokój, a potem odwróciła się do Jacques'a. Ciebie
to
nawet odrobinę nie wytrąca z równowagi?
Leniwie rozparł się na krześle, rzucając jej szeroki, szelmowski
uśmiech.
Zamknięcie
w jednym pomieszczeniu z piękną wariatką, o to pytasz?
Cha,
cha, cha. Czy każdemu Karpatianinowi wydaje się, że jest
świetnym komikiem?
Tylko
tym, którzy mają szwagierki chodzące po ścianach. Czuję się
tak, jakbym oglądał mecz
pingponga.
Uspokój się.
Ale
jak długo to może trwać? Michaił był bardzo niespokojny.
Z wystudiowaną swobodą, przechylając się w tył, Jacques
balansował krzesłem pod
niebezpiecznym kątem i patrzył na Raven spod uniesionych
brwi.
Kobiety
miewają bujną wyobraźnię.
Intelekt,
Jacques, nie wyobraźnię poprawiała
go słodko.
Spojrzał na nią z rozbawieniem.
Karpatiańscy
mężczyźni rozumieją wrażliwą naturę kobiecych nerwów. One
po prostu nie potrafią
radzić sobie z trudnościami tak jak mężczyźni.
Raven postawiła stopę na poprzeczce krzesła i przewróciła je
razem z nim na podłogę.
Trzymając dłonie na biodrach, przyjrzała mu się z błyskiem
poczucia wyższości w oku.
Karpatiańscy
mężczyźni są próżni, mój drogi szwagrze. Ale niezbyt bystrzy.
Jacques spiorunowat ją wzrokiem z udawanym gniewem.
Masz
w sobie coś wrednego. Nagle
wstał, w jego oczach pojawił się niepokój, spojrzenie
nabrało czujności. Włóż
to. Znikąd,
w jego dłoniach pojawił się ciepły sweter.
Jak
to zrobiłeś? Miała
wrażenie, że to jakaś magia.
Karpatianin
potrafi stwarzać wszystko, co naturalne na tej ziemi odparł
jakby z roztargnieniem. Włóż
to, Raven. Zaczynam czuć się w tym domu jak w pułapce.
Musimy wyjść w noc, tam będę
mógł lepiej wywęszyć niebezpieczeństwo.
Owinęła się ciepłym swetrem i wyszła z Jacques'em na werandę.
Noc
już się prawie kończy.
Jacques głęboko zaczerpnął powietrza.
Wyczuwam
krew. Dwóch ludzi, jednego znam.
Ojciec
Hummer. To jego krew. Raven
już zaczęła schodzić po schodkach, ale ]acques,
ostrożniejszy od niej, złapał ją za ramię.
Raven,
nie podoba mi się to.
On
cierpi, Jacques. Czuję jego ból. To nie jest młody człowiek.
Być
może. Ale jak on dostał się na górę? Domek leży na odludziu,
mało kto o nim wie. Jak to się
stało, że ksiądz pojawia się tu tak blisko pory naszej największej
słabości?
On
może być umierający. Michaił mu ufa powiedziała
Raven uparcie, bo serce już wyrywało się
do starego księdza. Musimy
mu pomóc.
Trzymaj
się za moimi plecami i rób, co ci każę. Jacques
ustawił ją za sobą stanowczym ruchem.
Dałem
Michaiłowi słowo, że będę cię strzegł własnym życiem i to
zamierzam zrobić.
Ale...
Nie
dokończyła, zrozumiała, że nic nie wskóra
Powąchaj
wiatr, Raven. Jesteś Karpatianką. Nie zawsze trzeba wierzyć w
to, co oczywiste. Zobacz
więcej, niż pokazują ci oczy i serce. Wezwałem Michaiła. Jest
daleko, ale wróci jak najprędzej. W
dodatku zbliża się świt. Jacques
stanął między drzewami otaczającego dom zagajnika i powoli
obracał się wkoło siebie. Tu
jest następny.
Raven wdychała nocne powietrze, też obracała się w różne
strony, żeby wyczuć
niebezpieczeństwo. Udało jej się wyczuć jedynie księdza
zbliżającego się w towarzystwie jakiegoś
człowieka.
Jacques,
coś mi chyba umyka. A
potem i ona to poczuła, rodzaj zakłócenia w naturalnej
harmonii wszystkiego, jakąś moc, która istniała w niezgodzie z
ziemią.
Zobaczyła, że Jacques bierze gwałtowny wdech; rzucał
niespokojne, groźne spojrzenia.
Uciekaj
stąd, Raven. Biegnij. Jak najszybciej. Nie oglądaj się za siebie.
Znajdź jakąś osłonę przed
słońcem i czekaj na Michaiła.
Mogę
ci pomóc. Ogarnął
ją strach. Coś okropnego im zagrażało, coś, czego Jacques
bardzo się
obawiał. Wiedziała, że nie ucieknie, nie zostawi go samego. Nie
mogę uciec, Jacques.
Nie rozumiesz. Jesteś ważniejsza niż ja, niż ten ksiądz, niż
ktokolwiek z nas. Jesteś naszą jedyną
nadzieją na przyszłość. Uciekaj z tego miejsca. Nie pozwól,
żebym zawiódł brata.
Sumienie walczyło w niej z wahaniem. Zobaczyła utykającego
ojca Hummera, bardziej
słabego, niż go zapamiętała. Twarz miał posiniaczoną i
opuchniętą tak, że ledwie go rozpoznała.
Teraz wyglądał na swoje osiemdziesiąt trzy łata.
Raven,
uciekaj! syknął
Jacques. Znów obracał się wokół własnej osi, chyba nawet nie
zauważył
duchownego. Jego oczy były niespokojne, rozbiegane, rozglądał
się, jakby ciągle czegoś szukał.
Musisz teraz uciekać.
Pojawił się mężczyzna, który z wyglądu przypominał Eugene'a
Slovensky!ego, ale włosy miał
jaśniejsze i na pewno mniej lat. Stanął za księdzem i kładąc mu
dłoń na plecach, brutalnie go
pchnął.
Ojciec Hummer zatoczył się, upadł na jedno kolano, spróbował
wstać, ale przewrócił się,
padając twarzą na ziemię.
Wstawaj,
staruchu cholerny! Blondyn
kopnął go złośliwie. Wstawaj
albo tu na miejscu cię
zabiję.
Dość
tego! krzyknęła
Raven z oczyma błyszczącymi od łez. Proszę
księdza! Zbiegła
po
schodkach na dół.
Jacques rzucił się przed siebie i zastąpił jej drogę tak szybko, że
zamienił się w rozmazaną
plamę. Pchnął ją mocno w stronę werandy. Raven, to pułapka.
Uciekaj stąd.
Ale to ojciec Hummer! zaprotestowała.
Przyjdź
tu, kobieto warknął
sobowtór Slovensky'ego. Pochylił się, złapał księdza za kołnierz
i
szarpnięciem uniósł na kolana. Przy szyi księdza błysnął nóż.
Zaraz
go zabiję, jeśli nie zrobisz, co
ci każę.
Jacques odwrócił się, w głębi jego ciemnych oczu pojawiły się
czerwone błyski. Warknął
ostrzegawczo tak, że Raven przeszedł dreszcz, a oprawcy
księdza krew odpłynęła z twarzy.
Zerwał się wiatr, ciskając liście i drobne gałązki o nop Jacques'a.
Jakaś istota zmateriałizowała
się jakby znikąd, uderzyła go mocno w pierś, uniosła i cisnęła o
pień drzewa.
Raven krzyknęła. Michaił! Gdzie jesteś?
Już blisko. Uciekaj stamtąd.
Jacques i nieumarły bili się wśród drzew. Pazury zadawały
ciosy, kły gryzły i szarpały. Pod
ciężarem ich ciał pękały konary. Obaj, zwarci w śmiertelnej
walce, bez przerwy się przekształcali.
Wampir, silny i podniecony po ostatnim mordzie, rzucił się na
Jacques'a, obalił go na ziemię i
mocnio poranił.
Uciekaj, Raven. On chce właśnie ciebie, ostrzegł Jacques.
Uciekaj, póki możesz.
Słyszała ciężki oddech Jacques'a, widziała, że słabnie. Nigdy w
życiu nikogo nie zaatakowała,
ale teraz Jacques potrzebował pomocy. Michaił, pospiesz się! W
jej wiadomości słychać było
rozpacz. Niebo zaczęło się już rozjaśniać na wschodzie, kiedy
skoczyła na plecy wampira, usiłując
go odciągnąć od Jacques'a.
Nie, cofnij się! ostro i zdecydowanie krzyknął Jacques.
Nie, Raven! Z oddali rozległ się echem głos Michaiła
Kobieto, nie rób tego! zaszeptał w jej głowie Grigori.
Nie rozumiejąc sytuacji, ale pewna, że grozi jej śmiertelne
niebezpieczeństwo, próbowała
odskoczyć. Wampir złapał ją żelaznym chwytem za nadgarstek,
a potem odwrócił głowę. W
rozognionym spojrzeniu była satysfakcja. Ostre zęby wbiły się w
jej nadgarstek, zaczął chłeptać
ciemną, gęstą krew. Ból był taki, jakby ktoś ją przypalał
rozpalonym do czerwoności żelazem. Na
ręce ziała otwarta rana, którą jeszcze rozdzierał kłami.
Michaił i Grigori zaatakowali na odległość gardło wampira.
Chociaż taki atak nie mógł się
powieść przeciwko komuś pochodzącemu przecież z
karpatiańskiej krwi, a obaj znajdowali się
jeszcze daleko od tego miejsca, ich połączone siły na moment
unieszkodliwiły napastnika. Jacques
uderzył na wampira z wściekłością, odepchnął go od Raven;
upadła, uwolniona. Krew zalała
deszczem szkarłatnych kropli leśną ściółkę i na moment obaj
walczący zamarli, bo czerwony
pióropusz odwrócił ich uwagę. Jak na komendę spojrzeli w jej
stronę.
Zamknij
tę ranę! warknął
wampir.
Raven, wykrwawisz się na śmierć. Jacques usiłował zachować
spokój, chciał, żeby zrozumiała
powagę sytuacji.
Wampir znów natarł, atakując pazurami brzuch Jacques'a, ten
zakrywał rany rękami, żeby jakoś
się ochronić. Głowa napastnika wydłużyła się, zmieniła w długi
pysk, zaatakował odsłonięte gardło
Jacques'a, rozdzierał je i szarpał.
Raven wrzasnęła i rzuciła się na wampira, waląc go dziko po
głowie i ramionach. Z pogardą
cisnął na bok ciało Jacques'a, które padło bezwładnie jak
szmaciana lalka na gnijące rośliny.
Poderwał rękę Raven do ust i z uśmiechem, patrząc jej w oczy,
powoli liznął ranę, żeby się
zasklepiła. Wzdrygnęła się z obrzydzenia, zrobiło jej się
niedobrze po tym obrzydliwym dotyku
Pamiętaj,
śmiertelny, ona jest moja rozkazał
Slovensky'emu. Przyjdę
po nią dziś w nocy.
Zabierz ją ze słońca. Wampir
puścił ją i wzbił się w niebo.
Raven splunęła w dłonie i potykając się, podbiegła do Jacques'a.
Ten
wampir go zabił! krzyknęła
histerycznie. Dotknęła leśnej ściółki, zaczęła garściami chwytać
ziemię. O
Boże, on nie żyje. Pozwoliłeś temu czemuś go zabić! Zasłoniła
go swoim ciałem jak
tarczą, żeby nikt nie mógł widzieć, co robi, i okładała rany na
gardle Jacques'a ziemią wymieszaną
ze swoją śliną, mającą lecznicze właściwości. Jacąues, napij się
teraz, żebyś wytrzymał do
przyjścia Michaiła i Grigoriego. Z nadgarstkiem nad jego
ustami, Raven rozpaczliwie szlochała;
mogłaby zgodzić się z mężczyznami, którzy uważali, że w
sytuacjach kryzysowych kobiety
histeryzują.
Michaił! Jacques został śmiertelnie ranny, jest na słońcu.
Wyczuła, że obecny w pobliżu
mężczyzna podchodzi do niej i łagodnie, ostrzegawczo uniosła
nadgarstek. Jacques był taki słaby;
próbował na oślep pożywić się i prawie nie mógł trafić we
właściwe miejsce. Stracił bardzo dużo
krwi.
Z szacunkiem nakryła jego głowę swoim swetrem, a potem
pochyliła się, żeby go pocałować na
pożegnanie. Nie za wiedź mnie, Jacques. Musisz żyć. Dla mnie,
dla Michaiła, dla nas wszystkich.
Przesyłając mu te słowa, nie wyczuwała pulsu ani żadnej oznaki,
że jego serce bije.
Slovensky złapał ją za ramię i szarpnięciem postawił na nogi.
Była śmiertelnie blada, bardzo
słaba.
Dość
tego płaczu. Narób mi kłopotów, a zabiję księdza. A jeśli mi coś
zrobisz, księdza zabije
wampir. Pchnął
ją na ścieżkę.
Uniosła brodę i spojrzała z pogardą w obrzeżone czerwienią
oczy.
W
takim razie, ze względu na własne dobro, powinieneś zadbać,
żeby ojciec Hummer miał się jak
najlepiej, nieprawdaż? Wiedziała,
pod dotykiem tego mężczyzny, iż ani na chwilę nie uwierzył,
że ksiądz mógłby być rzecznikiem sił zła albo sługą Michaiła.
Widział siłę wampira i podobnej
zapragnął, wierząc, że wkrótce zostanie nią wynagrodzony.
Zerknął na nią spode łba; nie podobała mu się jej hardość i to, że
dużo wie. Znów pchnął ją w
dalszą drogę.
Z trudem udawało jej się iść po tym nierównym gruncie. Jeszcze
nigdy nie czuła takiej słabości.
Nie mogła nawet pomóc ojcu Hummerowi. Musiała się
skoncentrować na tym. żeby stawiać jedną
stopę przed drugą. Przysiadła ciężko na ziemi i ze zdumieniem
zdała sobie sprawę, że przecież
wcale się nie potknęła. Po prostu nogi się pod nią ugięły. Nie
oglądając się na porywacza, podparła
się rękami i znów wstała. Nie chciała, żeby jej dotykał. Było jej
zimno, miała dreszcze, bała się. że
już nigdy nie zdoła się ogrzać.
Pożyw się na księdzu, wycedził ze złością wampir.
Rozejrzała się wkoło, chociaż ten głos rozległ się tylko w jej
głowie. Wampir nawiązał z nią
teraz kontakt przez krew, mógł wiedzieć, co się z nią dzieje. A
idź do diabła. Zadowoliła się tą
dziecinną ripostą.
Zaśmiał się kpiąco. Dałaś swoją krew Jacques'owi. Powinienem
był się domyślić. On nie
przeżyje, zadbałem, żeby rana była śmiertelna.
Zebrała całą swoją pogardę, napełniła nią umysł. Coraz trudniej
jej było myśleć jasno i
przewracała się więcej razy, niż mogła zliczyć. Napastnik
wepchnął ją na tylne siedzenie
samochodu, obok księdza, i wiózł ich przez góry z zawrotną
prędkością. Raven przewróciła się na
bok, zadowolona, że okna są przyciemniane, a wnętrze
samochodu mroczne. Pogrążała się w
letargu, ciało miała jak z ołowiu.
Pożyw się! Głos wampira stał się władczy i natarczywy.
Cieszyła się, że może mu stawić opór. Nie mogła zasnąć, nie
odważyłaby się spać, póki nie
dowie się, czy Jacques jest bezpieczny. Michaił i Grigori ścigali
się ze słońcem, potężne skrzydła
mocno uderzały, kiedy lecieli w stronę starego górskiego domku.
Zamierzali schować się głęboko
w ziemi, kiedy tylko im się uda, zabierając ze sobą Jacques'a.
Raven. Ten głos był teraz bliższy, napełniał jej myśli miłością.
Jesteś taka słaba.
Ocal Jacques'a. Michaił, wróć po mnie dziś wieczorem. Wampir
zna moje myśli. Uważa, że jest
bezpieczny„ może mnie wykorzystać, żeby zastawić pułapkę na
ciebie. Nie pozwól mu na to.
Rozpaczliwie próbowała przesłać mu te słowa wyraźnie, ale
umysł miała przytępiony.
Raven?
Ojciec
Hummer dotknął jej czoła i przeeknał się, że jest lodowato
zimne. Skórę
miała tak bladą, że wydawała się niemal przezroczysta, a
błękitne oczy zapadły się, jak dwa
zwiędłe kwiaty przyciśnięte do twarzy. Możesz
mówić? Czy Michaił żyje?
Pokiwała głową, przyglądając się z niepokojem jego spuchniętej
twarzy.
Dlaczego
tak księdza pobili?
Mówią,
że na pewno wiem, gdzie Michaił trzyma za|»a sowe trumny.
Według Andre...
Kto
to jest Andre?
Zdradziecki
wampir, który zjednoczył siły z zabójca mi. To prawdziwy
nieumarły, żywi się na
dzieciach, niszczy wszystko, co święte. Jego dusza jest przeklęta
na wieki. Podobno z
premedytacją podtrzymuje wiarę w legendy o wam pirach.
Twierdzi, że Michaił jest przywódcą
wampirów, i że jeśli uda się go zabić, to ci, którzy znajdują się
pod jego wpływem, z powrotem
przemienią się w ludzi. Musiał z nimi nawiązać więzy krwi bez
ich wiedzy i wykorzystuje to teraz,
żeby im rozkazywać.
Raven przymknęła oczy. Jej serce usiłowało pracowac, mając za
mało krwi, płuca wołały o tlen.
Ilu
ich jest?
Widziałem
trzech. Ten tu to James Slovensky. Jego brat, Eugene, jest
rzekomo ich przywódcą,
a Anton Fabrezo zajmuje się czarną robotą.
Ci
dwaj zatrzymali się w gospodzie razem z tym amerykańskim
małżeństwem. Myśleliśmy, że
wyjechali z kraju Ten Andre musi być o wiele potężniejszy, niż
ktokolwiek przypuszcza.
Głos jej słabł, mowa stawała się niewyraźna. Ojciec Hummer
patrzył, jak usiłuje unieść rękę,
żeby odgarnąć włosy z twarzy. Ale ramię zdawało się za ciężkie,
twarz za daleko. Odgarnął jej
włosy delikatnymi palcami.
Raven! W głosie Michaiła było cierpienie.
Nie mogła odpowiedzieć, wymagało to zbyt wiele wysiłku.
Ksiądz zmienił pozycję, żeby mogła
oprzeć się o jego ramię. Raven trzęsła się z zimna.
Potrzebny
jest koc, trzeba ją czymś okryć.
Zamknij
się, staruchu uciął
Slovensky. Wpatrywał się w niebo za przednią szybą. Słońce
wstało,
ale ciężkie chmury zasnuwały niebo, zabierając światło.
Jeśli
ona umrze, Andre sprawi, że pożałujesz, że sam nie umarłeś
nalegał
ojciec Hummer.
Potrzebuję
snu powiedziała
cicho Raven; nie zdołała otworzyć oczu. Nawet się nie
skrzywiła,
kiedy kurtka Slovensky ego spadła na jej twarz.
Michaił musiał jakoś uciec ze słońca. Bez ciemnych okularów
czy jakiejś innej ochrony przed
jego promieniami, skóra i oczy zaczynały go piec. Wylądował na
niskiej gałęzi drzewa i przybrał
ludzką postać, zeskakując z wysokości pozostałych dwóch
metrów na ziemię. Ciało Jacques'a
leżało na słońcu, sweter zakrywał twarz i szyję. Michaił uniósł
brata z ziemi, nawet nie oglądał ran,
i poszybował w stronę sieci jaskiń, piętnaście kilometrów dalej.
Wielki czarny wilk wypadł na leśną polanę i przyłączył się do
niego, z łatwością dotrzymując
mu kroku. Srebrzyste oczy połyskiwały groźnie. Biegli wąskimi
ścieżkami, aż znaleźli wielką,
pełną pary wodnej jaskinię. Czarny wilk zmienił kształt i futro
opadło z jego muskularnych łopatek,
kiedy Grigori przybrał swoją zwykłą postać.
Michaił położył ciało Jacques'a łagodnie na żyznej glebie i
uniósł okrycie. Cicho zaklął, a w
gardle i oczach zapiekły go niewylane łzy.
Możesz
go uratować?
Grigori położył dłonie na jego ciele, na straszliwych ranach.
Zabezpieczył
serce i płuca, żeby nie tracić krwi. Raven jest taka słaba, bo go
nakarmiła.
Pomieszała swoją ślinę z ziemią i szczelnie go tym obłożyła.
Kompres już zaczął leczyć rany.
Będą potrzebne twoje zioła, Michaił.
Uratuj
go, Grigori. Ciało
Michaiła pokryło się gęstą, błyszczącą sierścią, zgięło,
rozciągnęło i
zmieniło kształt, kiedy już biegł plątaniną korytarzy na
powierzchnię ziemi. Bał się nawet myśleć
o Raven, o tym, jaka jest słaba. Jego ciało już robiło się ociężałe,
domagało się zejścia pod ziemię i
snu.
Mobilizując całą niesamowitą siłę i żelazną, zahartowaną przez
stulecia wolę, Michaił pognał
na otwartą przestrzeń. Ciało wilka jest stworzone do takich
prędkości i korzystał z tego, pędził jak
szalony, oczy zmieniły się w wąziuteńkie szparki. Ani na chwilę
nie zwolnił.
Zachmurzone niebo łagodziło działanie słońca, ale Michaiłowi z
oczu płynęły łzy, kiedy zbliżył
się do górskiego domku. Wiatr zmienił kierunek, przyniósł odór
potu i strachu. Człowiek. Bestia
cicho warknęła, a cała stłumiona wściekłość uwolniła się w
eksplozji rozpalonej do białości furii.
Wilk zatrzymał się nagle, ciałem przywarł do ziemi znów stał się
drapieżcą.
Wilk skradał się z wiatrem, klucząc wśród gęstych krzewów,
żeby zaskoczyć dwóch mężczyzn
czekających w zasadzce. Zasadzce zastawionej na niego.
Oczywiście, zdrajca wiedział, że Michaił
pospieszy na pomoc bratu. Wampir byl przebiegły i chętnie
ryzykował. Zdrajca przyczaił się i
czekał, podsycał fanatyzm Hansa Romanowa. Pewnie on kazał
Hansowi zamordować żonę. Wilk
zaczął pełzać na brzuchu i skradał się dalej, aż znalazł się o krok
od wyższego z dwóch mężczyzn.
Przybyliśmy
za późno szepnął
Anton Fabrezo, na wpół się unosząc, żeby spojrzeć wzdłuż
ścieżki wiodącej do domu. Na
pewno coś tu się stało.
Cholerna
furgonetka, znów musiała się przegrzać narzekał
Dieter Hodkins. Wszędzie
jest
krew i połamane gałęzie. Tak, tu musiała stoczyć się walka.
Myślisz,
że Andre zabił Dubrińskiego? spytał
Anton
To
nasze zadanie. Ale słońce już wzeszło. Jeśli Dubriński
żyje, to śpi gdzieś, w którejś ze
swoich trumien. Możemy sprawdzić dom, ale wydaje mi się, że
nic nie znajdziemy powiedział
Dieter z irytacją.
Andre
nie będzie z nas zadowolony zmartwił
się Anton. Chce,
żeby Dubriński zginął w
jakiś spektakularny sposób.
No
cóż, w takim razie powinien był dać nam porządniejszą
furgonetkę. Mówiłem mu, że moja
nawala uciął niecierpliwie Dieter. Wierzył w wampiry i w to, że
jego świętym obowiązkiem jest je
eksterminować.
Dieter ostrożnie wstał i uważnie rozejrzał się wkoło.
Chodź,
Fabrezo. Może nam się poszczęści i Dubriński już będzie leżał w
trumnie w swoim
domku.
Anton roześmiał się nerwowo.
Ja
wbiję kołek, ty odetniesz głowę. Zabijanie wampirów to
strasznie brudna robota.
Osłaniaj
mnie, kiedy będę tam szedł zarządził
Dieter. Zrobił krok przez gęste poszycie lasu,
trzymając w rękach strzelbę. Krzak naprzeciw niego rozstąpił się
i znalazł się twarzą w twarz z
wielkim, potężnie umięśnionym wilkiem. Serce o mało mu nie
stanęło i na moment zamarł,
niezdolny do ruchu.
Czarne oczy zalśniły mściwie, zalane łzami i zaczerwienione.
Zabłysły ostre białe kły, zalśniły
od śliny. Wilk wpatrywał się w niego przez pełne trzydzieści
sekund, wzbudzając panikę w sercu
Dietera. Spuścił łeb, rozwarł paszczę i skoczył. Złapał go za
kostkę nogi i przewrócił na ziemię z
niesłychaną siłą, przegryzł skórę buta i zmiażdżył kości z
głośnym, nieprzyjemnym trzaskiem.
Dieter wrzasnął i upadł. Wilk go puścił i odskoczył; przyglądał
mu się obojętnie.
Ze swojego miejsca w krzakach Fabrezo zobaczył, że Dieter
pada z krzykiem na ziemię, ale nie
wiedział dlaczego. Panika w głosie Hodkinsa przejęła go
strachem. Dopiero po jakiejś minucie
Anton odzyskał głos.
Co
się stało? Nic nie widzę. I
wcale nie próbował zobaczyć, cofał się w krzaki, z palcem na
spuście, gotów strzelać do wszystkiego, co się poruszy. Chciał
krzyknąć do Dietera, żeby ten się
przymknął, ale zmilczał. Serce waliło mu ze strachu.
Dieter próbował unieść broń do strzału. Przy całym bólu i
przerażeniu, jakie wzbudzały w nim
czarne, nienawistne oczy, jakoś nie mógł szybko przeładować
broni. Te oczy były aż za
inteligentne, pełne wściekłości i furii; grożące mu śmiercią
spojrzenie bardzo wymowne.
Zahipnotyzowały go Nie mógł odwrócić wzroku, nawet kiedy
wilk rzucił mu się do odsłoniętego
gardła. Przynajmniej nic nie poczuł, koniec nadszedł nagle.
Wlepione w niego oczy w ostatniej
chwili zmieniły wyraz i stały się nagle smutne, kiedy wilk
zabijał.
Wilk potrząsnął kudłatą głową i wycofał się w krzaki, żeby zajść
od tyłu Antona Fabreza.
Słyszał, jak ziemia tętni strachem, pulsuje życiem. Słyszał krew
płynącą żywo w tam tym ciele,
czuł odór panicznego lęku i potu. Michaił zdusił wrażenia,
pomyślał o Raven, o jej współczuciu i
odwadze, i nagle chęć mordu zniknęła. Słońce przebiło się przez
nic wielką szczelinę między
chmurami i tysiące igieł zakłuło go w oczy.
Michaił, potrzebuję tych ziół. Słońce się wznosi i la cques'owi
czas ucieka. Skończ z tym już.
Odczekał, aż chmury znów się zeszły i potem wyszedł na
otwartą przestrzeń, specjalnie ustawił
się tyłem do Fabreza. Anton zmrużył oczy, a jego usta
wykrzywił zły uśmiech Uniósł broń, palcem
namacał spust. Ale zanim zdążył go nacisnąć, wilk skoczył,
odwrócił się w locie i runął na jego
klatkę piersiową, zgruchotał kości i rozdarł ciało aż do serca
Z pogardą przeskoczył trupa i ruszył w stronę domu Oczy cały
czas mu łzawiły; nieważne, jak
mocno zaciśnięte, wciąż spływały łzami. Był coraz bardziej
ociężały. Świadomy, że czas goni,
pędem wbiegł po stopniach do domu. Jedna łapa zmieniła się,
wyrosły jej palce, żeby mógł
chwycić klamkę i pchnąć ciężkie drzwi. Potrzeba snu robiła się
niemal nieodparta, a Jacques
przecież czekał na zioła.
Przekształcone ręce o ostrych szponach zawiesiły torbę z
cennymi ziołami na silnym,
umięśnionym karku, a potem wilk znów rzucił się szalonym
biegiem, na wyścigi ze słońcem, które
wspinało się po niebie i coraz mocniej paliło przez pokrywę
chmur.
Nagle zadudnił grzmot. Niebo zasnuło się grubymi, czarnymi
chmurami, ciężkimi od deszczu,
natura chroniła Michaiła przed promieniami słońca. Burza
szybko napływała nad las, a coraz
silniejszy wiatr porywał liście i szarpał gałęzie drzew. Piorun z
trzaskiem przeszył niebo gorejącym
batogiem roztańczonego światła. Niebo pociemniało, stało się
kotłem pełnym skłębionych,
wirujących chmur. Michaił wpadł do jaskini i przez labirynt
korytarzy gnał w stronę głównej
pieczary; zmieniał postać jeszcze w biegu,
Grigori zmierzył go chłodnym spojrzeniem srebrzystych oczu, a
Michaił podał mu zioła.
To
cud, że przeżyłeś te swoje ostentacyjne popisy.
Jaskinię napełnił starożytny język, tak wiekowy jak sam czas.
Głos Grigoriego był piękny, a
przy tym rozkazujący. Nikt nie miał takiego głosu jak on.
Wspaniałego, hipnotycznego. Rytualna
pieśń stawała się kotwicą w tym morzu niepewności, na którym
unosił się Jacques. Żyzna ziemia
przemieszana ze śliną Grigoriego leczyła poranioną szyję
Karpatianina. Krew Grigoriego, stara i
ponad miarę potężna, płynęła w żyłach Jacques'a. Uzdrowiciel
kruszył i mieszał zioła, dodając je
do kompresów na szyi Jacques'a.
Naprawiłem
już wewnętrzne obrażenia. Michaił, on jest słaby, ale wolę ma
mocną. Jeśli złożymy
go głęboko w ziemi i damy mu czas, dojdzie do siebie. Włożył
kompres w dłoń Michaiła. Połóż
to sobie na oczy. To ci pomoże, póki nie będziemy mogli zejść
pod ziemię.
Grigori miał rację. Kompres był jak zimny lód topiący się w
ogniu, przyniósł ulgę oczom.
Michaiła dręczył jeszcze inny koszmarny ból. Ziejąca, czarna
pustka, która zaczynała się
rozprzestrzeniać i pochłaniać go, podszeptywać mu czarne,
szalone myśli. Nieważne, ile razy sięgał
myślami do Raven; zawsze znajdował pustkę. Rozum mu
podpowiadał, że jest pogrążona w
głębokim śnie, ale jego karpatiańska krew domagała się kontaktu
z nią.
Musisz
teraz zejść pod ziemię stwierdził
Grigori Założę zaklęcia ochronne i zadbam, żeby
nikt nam nie przeszkodził.
Za
pomocą wielkiego znaku: tu leży Grigori, intruzom wstęp
wzbroniony? odezwał
się cicho
Michaił z nutką groźby w głosie.
Grigori złożył ciało Jacques'a głęboko w uzdrawiające| ziemi,
zlekceważył ironizowanie
Michaiła.
Grigori,
tym wszystkim sam równie dobrze mógłby, wypisać swoje imię
na niebie.
Chcę,
żeby wampir dobrze wiedział, kim jestem, kogo sobie obrał na
wroga. Wzruszył
ramionami, leniwie demonstrując przy tym silne mięśnie.
Pod skórą Michaiła mrowiła się potrzeba, silna jak ukąszenie
tysiąca mrówek. Popatrzył na
surową, a jednocześnie dziwnie zmysłową twarz Grigoriego.
Była w nim wielka moc, płonęła w
jego srebrzystych oczach.
Uważasz,
że teraz, z Raven, mam już wszystko i nic potrzebuję już nic.
Specjalnie ściągasz na
siebie niebezpieczeństwo, żeby je odsunąć ode mnie i mojej
kobiety bo w głębi serca wierzysz, że
już dłużej nie dasz rady. Chętnie narażasz się na
niebezpieczeństwo; szukasz sposobu zakończenia
tego życia. Grigori, teraz jeszcze bardziej niż zwykle nasi ludzie
ciebie potrzebują. Jest jakaś
nadzieja. Jeśli zdołamy przetrwać najbliższe lata, mamy przed
sobą przyszłość.
Grigori westchnął ciężko i odwrócił wzrok od stalowego
spojrzenia Michaiła.
Może
jest sens chronić twoje życie, ale dla mnie niewiele już zostało.
Grigori,
nasi ludzie bez ciebie sobie nie poradzą i, mówiąc zupełnie
wprost, ja też nie.
Jesteś
pewien, że nie przejdę na drugą stronę? spytał
Grigori nie bez ironii i uśmiechnął się
smętnie. Twoja
wiara we mnie przerasta moją własną. Ten wampir jest
bezlitosny i pijany
własną siłą. Pragnie zabijać, niszczyć, ja codziennie poruszam
się na krawędzi podobnego
szaleństwa, jego moc w porównaniu z moją jest niczym,
piórkiem na wietrze. Nie mam serca, a
moja dusza jest czarna. Nie zamierzam czekać do momentu,
kiedy nie będę już mógł sam dokonać
wyboru. Jedyna rzecz, której nie chcę, to żebyś musiał mnie
odszukiwać, żeby zniszczyć. Moje
całe życie było wiarą w ciebie i ochranianiem cię. Nie chcę
doczekać chwili, kiedy to na mnie
trzeba będzie polować.
Michaił ze znużeniem machnął ręką, żeby otworzyć ziemię nad
ciałem swojego brata.
Jesteś
naszym najlepszym uzdrowicielem, naszym największym
skarbem.
1
dlatego moje imię szepczą ze strachem i grozą.
Pod ich stopami ziemia nagle zadygotała, zatrzęsła się i zadrżała
niebezpiecznie. Epicentrum
trzęsienia ziemi musiało znajdować się gdzieś bardzo daleko, ale
nie sposób pomylić z niczym ryku
wściekłości wampira, któremu zniszczono leże.
Nieumarły wszedł do swojego schronienia bez wahania i dopiero
tam znalazł ciało pierwszego
wilka. Każdy zakręt czy rozwidlenie korytarzy znaczyło kolejne
ciało jednego z jego podwładnych,
aż wreszcie stanął nad zwłokami ostatniego ze stada. Lęk
zamienił się w panikę. Nie przed
Michaiłem, którego sprawiedliwość i wiara w przestrzeganie
reguł doprowadzą go kiedyś do
upadku, ale przed tym mrocznym. Przed Grigorim.
Wampirowi nie przyszło wcześniej na myśl, że do tej gry może
wtrącić się mroczny. Andre
uciekł z bezpiecznego schronienia ulubionej kryjówki w
ostatniej chwili, kiedy góra zatrzęsła się, a
ściany jaskini zawaliły. Wąskie korytarze pokrywały się
pęknięciami, ich ściany coraz bardziej
pochylały się ku sobie. Od chrzęstu granitu trącego o granit o
mało nie popękały mu bębenki w
uszach. Prawdziwy wampir, który często zabijał był bardziej
podatny na działanie słońca i na
okropną senność, która ogarniała ciała Karpatian za dnia Andre
miał niewiele czasu na znalezienie
sobie jakiejś bezpiecznej nory. Kiedy uciekł z wnętrza
zapadającej się góry, słońce uderzyło w jego
ciało tak, że zawył z bólu. Z miejsca, które nazywał domem,
wydobywał się pył i odłamki skał, a
echo złośliwego śmiechu Grigoriego spływało na dół, razem z
kamieniami poruszonymi
trzęsieniem ziemi.
Nie,
Grigori. W
cichym głosie Michaiła pojawiło się rozbawienie. Zanurzył się w
kojące objęcia
ziemi. Właśnie
to dobrze tłumaczy, dlaczego wymawiają twoje imię z lękiem i
zgrozą. Nikt nie
rozumie twojego mrocznego poczucia humoru tak jak ja.
Michaił?
Michaił powstrzymał na chwilę rękę, którą okrywał się ziemią
jak pledem.
Nigdy
bym nie naraził ciebie ani Jacques'a rzucanym tamtemu
wyzwaniem. Ten wampir nie
przedrze się przez moje ochronne zaklęcia.
Wcale
się nie obawiam Andre. A poza tym wiem, że twoje zaklęcia są
silne. Moim zdaniem nasz
przyjaciel ma swoje własne problemy. Musi znaleźć jakieś
miejsce, gdzie schowa się przed
słońcem. Dziś nie będzie zawracać nam głowy.
ROZDZIAŁ 14
Ojciec Hummer obchodził wkoło otaczające ich kamienne
ściany. Siedzieli w jakiejś norze bez
okien, więzienie miało solidną konstrukcję, mury były grube i na
pewno dźwiękoszczelne. Do
środka nie przenikało żadne światło i ta kompletna ciemność
przytłaczała. Ksiądz czym miał nakrył
lodowato zimne ciało Raven, ale był przekonany, że już umarła z
upływu krwi. Nie wyczuł u niej
pulsu ani oddechu od momentu, kiedy wepchnięto ich do tego
pomieszczenia. Ochrzcił Raven i
udzielił jej ostatnie namaszczenia, a potem, po omacku zaczął
ostrożnie chodzić wzdłuż ścian z
nadzieją, że znajdzie jakąś drogę ucieczki.
Ten wampir, Andre, wykorzystywał Raven, żeby tu ściągnąć
Michaiła. Edgar, znając Michaiła
tak dobrze, wiedział, że plan nie zawiedzie. Wrócił do Raven. Jej
ciało pod okryciem koców silnie
drżało. Była wciąż strasznie zimna. Objął ją ramionami, chciał w
ten sposób dać trochę pociechy i
sobie, i jej.
Co
mogę zrobić, żeby ci pomóc?
Otworzyła oczy. Doskonale widziała w ciemnościach i
przyglądała się ciasnej celi i
zmartwionej twarzy księdza.
Potrzebuję
krwi.
Chętnie
ci ją oddam, dziecko.
Raven czuła jego słabość, zresztą nigdy nie mogłaby wziąć tej
krwi na sposób Karpatian.
Myślami sięgnęła do Michaiła, to był u niej odruch. W jej głowie
eksplodował ból. Cicho jęknęła,
chwytając się za skronie.
Maleńka, nie próbuj tego. Głos Michaiła brzmiał mocno i
uspokajająco. Oszczędzaj siły.
Niedługo tam będę.
Czy Jacques żyje? Wysianie tego pytania przypłaciła ukłuciem
odłamkami szkła w głębi
czaszki.
Dzięki tobie. Odpoczywaj. Polecenie, wyraźne, władcze żądanie.
Lekki uśmiech uniósł kąciki ust Raven.
Ojcze,
proszę do mnie coś mówić, czymś mnie zająć. Była
bardzo słaba, ale nie chciała, żeby
ksiądz to widział.
Na
wszelki wypadek będę mówić cicho powiedział
Edgar z ustami tuż przy jej uchu. Wiesz,
Michaił na pewno przyjdzie. Nigdy by nas tu nie zostawił. Potarł
jej ramiona dłońmi, chciał dać
zmęczonemu ciału trochę ciepła.
Pokiwała głową; trudne zadanie, bo wydawała się cięzki jak
ołów.
Wiem,
znam go. Oddałby za nas życie bez chwili w a hania.
Jesteś
jego życiową partnerką. Bez ciebie stałby się wampirem z
legend, potworem, jakiego
ludzka rasa jeszcze nie znała.
Walczyła o każdy kolejny oddech.
Niech
ojciec w to nie wierzy. My też mamy swoje potwory. Widziałam
je, tropiłam je. Są tak
samo złe. Ścislej
okryła się kocem. Ojciec
poznał kiedyś przyjaciela Michaiła, Grigoriego?
To
jego nazywają mrocznym. Widziałem go. oczywiście, ale tylko
raz. Michaił często wyrażał
swoją obawę o niego.
Oddech Raven wydobywał się ze świstem, nieprzyjemny dźwięk
w ciszy tej celi.
To
wielki uzdrowiciel, proszę księdza. Zaczerpnęła
z trudem powietrza. l
jest lojalny wobec
Michaiła. Czy oj ciec wierzy, że dla ich rasy jest jakaś nadzieja?
Ksiądz zrobił znak krzyża na jej czole, a potem po wewnętrznej
stronie obu nadgarstków. Ty
jesteś ich nadzieją. Raven. Nie wiesz o tym?
Michaił dotknął jej myśli. Był teraz bliżej, kontakt stawał się
mocniejszy. Otulił ją miłością,
obejmował silnymi, opiekuńczymi ramionami. Wytrzymaj,
ukochana. Głos rozbrzmiewał w jej
głowie czarnym aksamitem uwodzicielskiej czułości
Nie przychodź do tego złego miejsca, Michaił. Zaczekaj na
Grigoriego, błagała.
Nie mogę, maleńka.
W celi zapaliło się światło, potem zgasło, a potem znów zapaliło,
jakby ruszał jakiś generator
prądu. Raven poszukała dłoni ojca Hummera.
Próbowałam
go powstrzymać, ostrzec, ałe on i tak przyjdzie.
Oczywiście,
że przyjdzie. Edgar
aż mrugał w tej nagłej jasności. Martwił się o Raven.
Oddychała z trudem.
Ciężkie drzwi szczęknęły i zaskrzypiały, otwierając się. Do
środka zajrzał James Slovensky.
Utkwił spojrzenie w Raven, jakby coś go do niej przyciągało.
Patrzyła na niego z drugiego końca
pomieszczenia.
Co
ci jest? spytał
ostro.
Uśmiechnęła się biado.
Umieram.
Chyba nawet ty to musisz widzieć. Jej
głos był cichy, zaledwie cień dźwięku, ale
brzmiał tak melodyjnie, że nie mógł nie zauroczyć.
Slovensky wszedł do celi. Raven czuła w sobie Michaiła, zbierał
siłę, moc, szykował się do
ataku. Poczuła też nagły niepokój. Czekaj, wampir nadchodzi. Z
trudem nabrała powietrza w
zmęczone płuca, nieprzyjemny dźwięk rozległ się głośno w
całym pomieszczeniu.
Slovensky'ego odepchnął na bok jeden lekki ruch dłoni Andre.
Wampir stał w drzwiach,
zarumieniony po napiciu się krwi ze świeżej ofiary. W jego
pogardliwym spojrzeniu była jakaś
obietnica okrucieństwa.
Dzień
dobry, moja droga. Nazywam się Andre i przyszedłem zabrać cię
do twojego nowego
domu.
Przedryfował przez pokój, upajał się władzą, jaką miał nad nimi.
Kiedy zbliżył się do Raven,
oczy pociemniały mu z gniewu.
Kazałem
ci pożywić się na księdzu.
A
ja tobie kazałam iść do diabła odparła
cichym, melodyjnym głosem, specjalnie go drażniąc.
Nauczysz
się jeszcze mnie słuchać warknął.
Rozzłoszczony jej oporem, złapał księdza za gors
koszuli i cisnął starcem o kamienną ścianę. Zrobił to na zimno,
bez śladu myśli o konsekwencjach.
Jeśli
nie przyda ci się jako pożywienie, to nie jest nam do niczego
potrzebny, prawda? Uśmiech
wampira miał w sobie niewiarygodną podłość.
Ciało ojca Hummera ciężko upadło na posadzkę, przy uderzeniu
pękła czaszka. Rozległo się
westchnienie, kiedy płuca jeszcze walczyły o oddech, a potem z
cichym szmerem się poddały.
Raven zdusiła krzyk, próbując zaczerpnąć powietrzu i ogarnęła
ją taka żałość, że przez chwilę
zupełnie nie mogla myśleć. Michaił. Tak bardzo nu przykro.
Rozgniewałam go. To moja wina.
Poczuła ciepło jego miłości, czułe muśnięcie palców na twarzy.
Wykluczone, ukochana. Jego
smutek mieszał się z jej smutkiem. Spojrzała na twarz wampira.
No
i w jaki sposób chcesz mnie teraz kontrolować''
Pochylił się z paskudnym uśmiechem, śmierdziało mu z ust.
Dowiesz
się. A teraz się pożywisz. Pstryknął
palca mi i Slovensky o mało nóg nie połamał, tak
szybko wybiegł z celi, żeby wrócić ze szklanką ciemnego,
mętnego płynu Dłoń mu się trzęsła,
kiedy podawał ją wampirowi, starannie unikając kontaktu z jego
długimi, ostrymi jak brzytwa
pazurami. To
dla ciebie, moja droga. Śniadanie. Podsunął
jej szklankę, żeby mogła powąchać
zawartość. Świeża krew z domieszką czegoś jeszcze, jakiegoś
ziela, którego nie rozpoznawała.
Narkotyki,
Andre? Nisko upadasz, nawet jak na kogoś takiego jak ty.
Musiała
bez przerwy
walczyć o każdy oddech, o to, żeby nie załamać się i nie
rozpłakać z rozpaczy po śmierci księdza.
Gdyby tylko nie rozgniewała tego wampira.
Twarz mu pociemniała, kiedy wymówiła jego imię z taką
pogardą, ale wciąż patrzył Raven w
oczy, zalewając wewnętrznym przymusem, potrzebą, żeby
wykonała polecenie.
Nienawidziła go, bała się o Michaiła, ubolewała z powodu
zabójstwa księdza i martwiła się o
Jacques'a, ale zbierała resztki sił i dalej toczyła tę umysłową
walkę z wampirem.
Głowa o mało nie eksplodowała jej z bólu i dopiero, kiedy na jej
czole pojawiły się kropelki
krwi, wampir ustąpił.
Zdusił w sobie wściekłość na jej opór. Była bliska śmierci, a
gdyby umarła, cały plan spaliłby
na panewce.
Umrzesz,
jeśli się nie pożywisz. Michaił to wie. Słyszysz mnie, książę?
Ona umiera. Zmuś ją,
żeby przyjęła, co jej oferuję.
Maleńka, musisz to zrobić. Głos Michaiła łagodnie zachęcał.
Umrzesz, zanim do ciebie dotrę, a
musisz przetrwać.
Ta krew jest zatruta.
Leki nie mają wpływu na Karpatian.
Westchnęła, spojrzała na wampira.
Co
tam jeszcze jest?
Tylko
zioła, moja droga, zioła, które nieco cię oszołomią, ale zapewnią,
że moi przyjaciele
zyskają więcej czasu, żeby przyjrzeć się Michaiłowi. Będą mogli
zatrzymać go żywcem, tu, jako
więźnia. Czy nie tego właśnie pragniesz? Żeby pozostał przy
życiu? Alternatywą jest jego
natychmiastowa śmierć. Podsunął
Raven szklankę.
Żołądek jej się ścisnął. O tyleż łatwiej byłoby zamknąć oczy i
przestać wałczyć o każdy oddech.
Ledwie mogła znieść koszmarny ból głowy. To ona odpowiadała
za rany Jacques'a, za śmierć ojca
Hummera. A co najgorsze, jej ukochany Michaił spieszył
właśnie, przez nią, prosto w objęcia
wroga. Gdyby tylko przestała...
Nie! Głos Michaiła był ostry i władczy.
Nie rób tego! Grigori wzmocnił protest Michaiła swoim.
Wampir objął ręką jej szyję, zły, że mogłaby wybrać śmierć i w
ten sposób go pokonać. Od
tego dotyku dostała dreszczy i zrobiło jej się niedobrze. Nagle
wampir wrzasnął i odskoczył od
niej, z twarzą wykrzywioną wściekłością i bólem. Zobaczyła
jego poparzoną, poczerniałą dłoń,
jeszcze dymiącą. Przycisnął ją do piersi. To Michaił zesłał mu
swoje ostrzeżenie i rzucił wyzwanie.
Myślisz,
że on wygra warknął.
Ale
tak nie będzie. A teraz pij! Zacisnął
dłoń na nadgarstku,
podtrzymując jej drżącą rękę.
Umysł Raven zaczął rozpadać się z krzykiem od bliskości
takiego zła. Widziała przecież ciało
Edgara Hummera, potraktowane przez wampira jak garstka
śmieci. Dotykając Andre, z łatwością
mogła odczytywać jego myśli. Był najbardziej zdeprawowaną
istotą, jaką spotkała w życiu.
Narkotyk mógł ją tak oszołomić, że uwierzyłaby, iż należy do
niego. Michaił miał być
utrzymywany przy życiu, cierpieć tortury, zbyt słaby, żeby
zaatakować oprawców. Slovensky lubił
zadawać ból. Jego brat z przyjemnością dokonałby sekcji
wampira, chętnie by na jakimś
poeksperymentował. Wampir był pewien, że bracia Slovensky
zginą z rąk mszczących się
Karpatian. Wszystko to w nim wyczytała, zdradę i całą
potworność planów nieumarłego.
Michaił! Nie zbliżaj się do tego miejsca! Opierała się pokusie
wypicia skażonej krwi, słabo
walczyła z obrzydliwym dotykiem wampira. Nie pozwolę ci
wpaść w ich ręce. Wybiorę śmierć.
Pij!
Wampir
był wściekły. Jej serce mocno biło z wysiłku. Na czole miała
smugę szkarłatu,
oznaczającą agonię.
Nigdy
rzuciła
przez zaciśnięte zęby.
Michaił,
ona umiera. Tego chcesz? Kona w moich ramionach, przy mnie,
więc i tak wygrałem. Andre
potrząsnął nią ze złością. On
popełni samobójstwo w tej samej chwili, w której
zrezygnujesz z życia. Taka głupia jesteś, że tego nie wiesz? On
umrze.
Wpatrywała się w wychudłą twarz.
Najpierw
zniszczy ciebie. Powiedziała
to z całkowitym przekonaniem.
Ukochana. Głos Michaiła był czarnym aksamitem, ukojeniem
dla jej przepełnionego bólem
umysłu. Musisz mi pozwolić w tej sprawie zdecydować. Nie
zostawiasz mi wyboru, jak tylko
wymusić twoje posłuszeństwo. To powinna być nasza wspólna
decyzja, ale ty nie widzisz nic, poza
zagrożeniem dla mnie. On nie może mnie pokonać. Wierz w to i
trzymaj się tej myśli. Nie może nas
rozdzielić. Żyjemy w sobie nawzajem. On nie rozumie naszego
związku. Razem jesteśmy dla niego
za silni. Pozwolę mu się pojmać. To ja na to pozwolę, to
wszystko.
Andre zobaczył moment, w którym wola Michaiła zwyciężyła.
Raven pozwoliła podsunąć sobie
szklankę do ust. Nawet pod przymusem, organizm usiłował
odrzucić pokarm. Wampir czuł, jak jej
żołądek zaciska się i walczy. Partnerowi życiowemu udało się ją
przekonać, żeby przyjęła napój.
Serce i płuca zareagowały natychmiast. Łatwiej oddychała, ciało
zrobiło się cieplejsze. W
chwili, w której Michaił przywrócił jej wolną wolę, Raven
spróbowała odsunąć się od wampira.
Ten zacisnął ręce wokół niej, powoli ocierając się twarzą o jej
twarz. Jego śmiech był okrutny.
Andre triumfował, był panem sytuacji.
Myślałaś,
że on jest silny, tak? Ale popatrz sama, jak wykonuje moje
polecenia.
Dlaczego
to robisz? Dlaczego go zdradzasz?
On
zdradza wszystkich naszych. Michaił
wszedł do środka, wysoki i silny, z samego wyglądu
niepokonany.
Slovensky rozpłaszczył się przy ścianie i usiłował nie zwracać
na siebie uwagi. Andre
przycisnął ostry jak brzytwa pazur do żyły szyjnej Raven.
Michaił,
bardzo, ale to bardzo uważaj. Możesz mnie zabić, bez wątpienia,
ale ona umrze pierwsza.
Przyciągnął
Raven jeszcze bliżej i zasłonił się nią, unosząc jej ciało z ziemi.
Koce zsunęły się, a
ona zwisła w ramionach wampira bezradnie, nie spuszczając
oczu z Michaiła.
Jego uśmiech był czuły, kochający, oczy wpatrzone w jej twarz.
Kocham cię, maleńka. Bądź
dzielna.
Czego
sobie życzysz, Andre? Jego
głos brzmiał łagodnie i cicho.
Chcę
twojej krwi.
Dam
ją Raven, żeby odzyskała siły.
Serce Raven zabiło żywiej. Z premedytacją mocniei nacisnęła
szyją na pazur Andre. Pokazała
się kropla krwi i spłynęła po szyi. Wampir zacisnął ramiona
wokół jej kia!ki piersiowej, o mało nie
łamiąc żeber.
Nie
rób więcej podobnych głupstw skarcił
ją, a po tem zwrócił się do Michaiła: Nie
możesz
podejść tak blisko, żeby dać jej krew. Napełnij nią jakiś
pojemnik.
Michaił powoli pokręcił głową. Ukochana, on chce mojci krwi
dla siebie, żeby zyskać więcej
siły, chce wspomóc narkotyk, który mąci ci myśli. Już zaczynał
wyczuwać w niej skutki leku.
Walczyła, żeby nie stracić z nim kontaktu Nie mogę pozwolić,
żeby dostał moją krew. Te słowa
zadźwięczały smutkiem.
Raven skontaktowała się z Grigorim. Musisz tu przyjść.
Podał ci bardzo stary narkotyk, wyjaśniał Grigori, a słowa
miękko pojawiały się w jej myślach,
jest wytłaczany z płatków kwiatu, który rośnie wyłącznie w
północnych rejonach naszych ziem.
Zdezorientuje cię, ale to wszystko. Wampir spróbuje zaszczepić
ci swoje własne wspomnienia o
tobie razem z nim, a potem wykorzysta ból, żeby kontrolować
twoje myśli. Nawiązał z tobą więź
krwi, więc ma w ciebie wgląd. Kiedy pomyślisz o Michaile,
możesz doświadczyć bólu. To nie
działanie leku, tylko wampira. Cenzuruj swoje myśli jak tylko
możesz, żeby oszczędzać siły. Gdy
będziesz sięgać do umysłu Michaiła, tak jak to dla twojej duszy i
ciała konieczne, Andre nie może o
tym wiedzieć. Koncentrujesz się lepiej niż wszyscy Karpatianie,
jakich znam. On nic nie wie o
naszym kontakcie. Mogę cię odnaleźć wszędzie. Kiedy tylko
skończę zajmować się Jacques'em,
pośpieszę do Michaiła. Masz moje słowo, Michaił przetrwa.
Odnajdziemy cię. Musisz przeżyć dla
dobra całego naszego ludu.
Wampir i Michaił wpatrywali się w siebie przez pokój. Z
każdego poru skóry Michaiła
emanowała siła. Wydawał się spokojny i rozbawiony
niezdecydowaniem przeciwnika.
W pełnych napięcia wibracjach pulsujących w pomieszczeniu
pojawiła się fala wrogości,
uderzając Raven w skroń. Michaił!
Wykrzyknęła w myślach ostrzeżenie i Slovensky strzelił do
Michaiła trzykrotnie. Rozległ się
hałas jak głośne uderzenie pioruna, odbijając się echem od
kamiennych ścian niewielkiej celi.
Michaił upadł na ziemię obok ojca Hummera, a na jedwabnej
białej koszuli wykwitła
karmazynowa plama.
Nie!
Raven
dzielnie zmagała się z wampirem, a strach dodawał jej sił
utraconych wraz z krwią.
Już zdołała mu się wyrwać, ale znów chwycił ją za gardło,
mocno zaciskając na nim ręce.
Usiłowała opanować panikę. Bała się, że zemdleje. Grigori,
Michaił jest ranny. Strzelali do niego.
Czuję to. Wszyscy Karpatianie to czują. Nie martw się. On nie
umrze. Grigori już się zbliżał.
Zadbali o to, żeby zadać cielesne rany, które mocno krwawią,
ale nie są śmiertelne jak te zadane
Jacques'owi. Teraz mi przekazuje informacje o stopniu swoich
obrażeń.
Wampir zaciągnął Raven w stronę drzwi.
Inni
tu przyjdą, ale będzie za późno. Nie wyobrażaj sobie, że on z
tego wyjdzie syknął
jej do
ucha. Slovensky
i cała reszta zginą za ten czyn, a z nimi zginie pamięć o tym, co
się tu stało. A ty
będziesz moja, daleko stąd, tam, gdzie cię nie znajdą.
Raven skupiała wzrok i myśli na Michaile, przekazywała
Grigoriemu wszystko, co widziała:
Slovensky założył kajdany na ręce i nogi Michaiła, przykuł go
łańcuchami do ściany, śmiał się,
szydził i kopał go. Michaił milczał, jego ciemne oczy zrobiły się
czarne i błyszczały jak lód.
Andre chwycił Raven i z niesłychaną prędkością wybiegł z tego
miejsca śmierci i zniszczenia,
wzbił się w niebo, trzymając ją w szponach i pędził przez noc.
Grigori połączył się telepatycznie z Michaiłem. Przez te stulecia
bitew, wojen i polowań na
wampiry nieraz wymieniali krew. żeby nawzajem utrzymywać
się przy życiu Michaił cierpiał,
stracił dużo krwi. Strzały były rozmyślną próbą osłabienia jego
wielkiej mocy. Slovensky zabawiał
się teraz, ze szczegółami opisując Michaiłowi, jak go będzie
torturować.
Czarne oczy Michaiła zapłonęły niesamowitą czerwienią. Moc
tych zimnych oczu na moment
powstrzymała Sio vensky'ego.
Nauczysz
się mnie nienawidzić, wampirze. I nauczysz się mnie bać.
Dowiesz się, kto tu
naprawdę rządzi.
Lekki, kpiący uśmiech pojawił się na ustach Michaiła.
Nie
nienawidzę cię, śmiertelniku. 1 nigdy nie mógłbym bać się
ciebie. Jesteś tylko pionkiem w
grze o władzę. I zostałeś rzucony na pożarcie. Ten
głos był bardzo cichym, melodyjnym ciągiem
nut i Slovensky chciał jeszcze raz go usłyszeć.
Przykucnął obok swojej ofiary, uśmiechając się z radości na
widok jego bólu.
Andre
poda nam resztę was, krwiopijcy, na talerzu.
Czemu
miałby to robić? Michaił
zamknął oczy. Twarz miał znużoną i spiętą, ale wciąż lekko
się uśmiechał.
To
wy go przemieniliście, skazaliście na ten bezbożny żywot, to
samo zrobiłeś ze swoją kobietą.
Będzie próbował ją uratować. Slovensky
nachylił się bliżej, wyciągnął nóż. Myślę,
że
powinienem usunąć ci z ciała kule. Przecież nie chcielibyśmy,
żebyś dostał jakiejś infekcji,
prawda? Zachichotał
piskliwie z podniecenia.
Michaił nie cofnął się przed ostrzem. Czarne oczy otworzyły się
nagle, błysnęły siłą. Slovensky
odskoczył w tył i na czworakach uciekł pod przeciwległą ścianę.
Pogrzebał w kurtce i wyrwał z
niej pistolet, celując w Michaiła.
Grunt zatrząsł się łagodnie, zdawał się wybrzuszać tak. że
cementowa posadzka uniosła się,
potem pękła. Slovensky przytrzymał się ściany za plecami,
wysunął mu się z ręki pistolet. Nad jego
głową z muru wypadł kamień, odbił się niebezpiecznie od ziemi
i znieruchomiał tuż obok niego.
Spadały następne, zakrył głowę rękami, chroniąc się przed
gradem kamieni.
Krzyknął piskliwie ze strachu; skulony zerkał na Karpatianina.
Michaił nic nie zrobił, żeby
zasłonić się, leżał wciąż w tej samej pozycji i wpatrywał się w
niego oczami bazyliszka. Slovensky,
klnąc, szukał broni.
Ziemia zadrżała pod nim i uniosła się, a pistolet potoczył poza
zasięg rąk. Druga ściana
zachwiała się i runęła z niej kaskada kamieni; uderzały go po
głowie i ramionach, aż padł na
ziemię. Patrzył, jak powstaje na ziemi jakiś dziwny, przerażający
wzór. Ani jeden kamień nie
dotknął ciała księdza. Ani jeden nie uderzył w Michaiła. A
Karpatianin po prostu obserwował go
tymi swoimi przeklętymi oczami i uśmiechał się z lekką kpiną,
kiedy kamienie zasypały nogi
Slovensky'ego, a potem zaczęły spadać na jego plecy. Rozległ
się jakiś złowieszczy trzask i
Slovensky krzyknął przywalony ciężarem, którego nie mógł
znieść jego kręgosłup.
A
niech cię diabli warknął.
Mój
brat cię wytropi.
Michaił nic nie odpowiedział, patrzył tylko na spustoszenie,
jakie wywoływał Grigori. Michaił
zabiłby Jamesa Slovensky'ego
od razu, nie robiąc zamieszania, w którym tak specjalizował się
Grigori, ale był bardzo osłabiony. Nie chciał dodatkowo tracić
energii. Przez cały czas, który
Grigoriemu zajmie uzdrowienie go, Raven będzie w rękach
wampira. Nie chciał nawet próbować
myśleć o tym, co Andre może z nią zrobić. Poruszył się
przeszyty bólem. Kamienie spadały na
Slovensky'ego w odwecie, zakrywając go jak kocem, formowały
nad nim makabryczny grób.
Grigori wszedł do celi z charakterystyczną dla siebie płynną
gracją i nieodłączną mocą. Objął
wzrokiem zniszczenia.
To
zamienia się w paskudny nawyk.
Och,
zamknij się powiedział
Michaił bez urazy.
Dotyk Grigoriego był niezwykle łagodny, kiedy oglądał rany.
Wiedzieli,
co robią. Strzały wymierzone tak, żeby ominąć najważniejsze
organy, ale jak
najbardziej cię wy krwawić. W
parę sekund uwolnił Michaiła z kajdan i łancuchów. A potem
obłożył rany ziemią, żeby powstrzymał krwawienie.
Zobacz,
co z ojcem Hummerem odezwał
się Michaił słabym głosem.
Nie
żyje. Ledwie
zerknął na ciało.
Upewnij
się. Padł
rozkaz. Michaił nigdy Grigoriemu nie rozkazywał. Tego w ich
przyjaźni
nigdy nie było.
Przez moment oczy Grigoriego błyszczały srebrem, kiedy
wpatrywali się w siebie nawzajem.
Proszę,
Grigori. Jeśli jest jakaś szansa... Michaił
zamknął oczy.
Przyjaciel, kręcąc głową, podszedł do bezwładnego ciała księdza
i poszukał pulsu. Wiedział, że
to bezcelowe, i że Mi chaił też to wie, ale sprawdził. Grigori
starał się też obchodzić ze zwłokami z
szacunkiem.
Przykro
mi, Michaił. On nie żyje.
Nie
chcę, żeby tu został.
Przestań
gadać i daj mi zająć się tym, czym należy warknął
Grigori, układając Michaiła na
posadzce. Przyjmij
moją krew, a ja zamknę te rany.
Znajdź
Raven.
Przyjmij
moją krew, Michaił. Wampir jej nie skrzywdzi. Dziś w nocy
będzie cierpliwy. Musisz
mieć siły na polowanie. Pij to, co daję z własnej woli. Nie
chciałbym wlewać ci siłą.
Grigori,
stajesz się niemożliwy mruknął
Michaił, ale posłusznie ujął podsuwaną mu rękę. Krew
Grigoriego była prastara, tak samo jak Michaiła. Żadna inna nie
mogłaby pomóc tak szybko.
Zapadła cisza, kiedy Michaił pożywiał się, odzyskiwał, co
stracił. Grigori lekko poruszył
nadgarstkiem, żeby Michaił przestał; też potrzebował sił, żeby
uleczyć, a potem przetransportować
księcia w bezpieczne miejsce.
Księdza
zabieramy zarządził
Michaił. Fala ciepła objęła jego zlodowaciałe ciało, wzbudzając
w
nim potrzebę i głód. Umysłem poszukał swojej życiowej
partnerki, czuł wszechpotężną potrzebę
połączenia się z nią.
W jej głowie eksplodował ból, w jego również, aż jęknął i
wycofał się, a jego ciemne oczy
poszukały jasnych oczu Grigoriego. Michaił, teraz musisz
zasnąć, już niedługo ruszymy na
polowanie. Najpierw musimy zająć się tymi ranami. Grigori
wymówił te słowa tonem
hipnotyzującego polecenia. Śpiewną, melodyjna kadencją ich
prastarego języka. Wysłuchasz moich
słów. Pozwól Matce Ziemi ciebie powitać. Gleba uleczy twoje
rany i ukoi myśli. Śpij, Michaił.
Moja krew zmieszana z twoją ma potężną moc. Poczuj, jak leczy
twoje ciało. Grigori zamknął oczy,
jednocząc się z Michaiłem, wniknął w jego organizm, żeby móc
znaleźć każdą ranę, usunąć to, co
obce i naprawić szkody z precyzją najzdolniejszego chirurga.
Wielki puchacz krążył nad ruinami budynku, a potem przysiadł
na zburzonym murze. Skrzydła
powoli złożyły się, a okrągłe oczy przyglądały scenie, która
rozgrywała się niżej. Szpony ptaka
zacisnęły się. a potem rozluźniły. Grigori uniósł głowę, wracając
do własnego ciała. Cicho
wymówił karpatiańskie imię, witając nowoprzybyłego.
Aidan.
Postać sowy wydłużyła się, zamigotała, zmieniła w wysokiego
mężczyznę o płowych włosach i
połyskujących, złotawych oczach. Ten jasny koloryt był dość
niezwykły jak na Karpatianina.
Mężczyzna miał postawę żołnierza, było po nim widać, że nie
brakuje mu pewności siebie i
opanowania.
Kto
śmiał to zrobić? spytał
ostro. Co
z Jacques'em i kobietą Michaiła?
Grigori warknął cicho, spojrzenie jasnych oczu utkwił w
młodym Karpatianinie.
Przynieś
mi świeżą ziemię i przygotuj ciało księdza. Grigori
wrócił do swojego zajęcia.
Pojawił się też Byron.
Powoli, niespiesznie, piękna stara pieśń zaczęta wypełniać noc
nadzieją i obietnicą. Nikt by nie
uwierzył, że Grigori ści ga się z czasem; chciał postawić
Michaiła na nogi jeszcze tej nocy.
Aidan przyniósł najlepszą ziemię, jaką udało mu się znaleźć,
stanął z boku i podziwiał
Grigoriego przy pracy Kompresy zostały starannie
przygotowane i przyłożone cło ran. Wiatr unosił
kurz i pył znad sterty gruzów, przekazując ostrzeżenie
Karpatianom. Nadjeżdżała furgonetka
Byron ukląkł obok Edgara Hummera; z szacunkiem gładził
dłońmi twarz księdza, biorąc w
ramiona jego wątłe, zmaltretowane ciało.
Zabiorę
go na poświęconą ziemię, Grigori, a potem zniszczę te ciała
obok górskiego domku.
Kto
to zrobił? powtórzył
Aidan.
Grigori nie zawracał sobie głowy rozmową i telepatycznie
przekazał mu informacje.
Znałem
Andre od wielu stuleci powiedział
Aidan. Jest
pięćdziesiąt lat młodszy ode mnie.
Walczyliśmy razem w wielu bitwach. Straszne robią się te nasze
czasy. Aidan
przeleciał nad
zwalonym murem, jego złote oczy połyskiwały w mroku. Liście
drzew srebrzyły się jasno,
skąpane w świetle księżyca, ale Aidan już dawno temu stracił
zdolność widzenia w kolorze. Jego
świat był ciemny i szary, i taki miał pozostać, póki nie znalazłby
życiowej partnerki albo nie
poszukał ukojenia świtu. Wciągnął powietrze, poczuł zapach
zwierzyny, odór śmierci, fetor
człowieka. Benzyna i spaliny nadjeżdżającej furgonetki
zanieczyściły świeże powietrze.
Szedł aleją dębów; starał się okiełznać instynkty drapieżnika,
które domagały się krwi za to, co
zrobił jeden z ich pobratymców. Ich rasa, narażona na tak
niepewny los, balansująca na krawędzi
zagłady, mogła nie przetrwać kolejnego polowania na wampiry.
Pozostali przy życiu mężczyźni
wiązali swoje nadzieje z kobietą Michaiła. Jeśli okazałoby się, że
zdoła przystosować się do ich
życia, gdyby naprawdę mogła stać się dla niego życiową
partnerką, gdyby rodziła dzieci,
dziewczynki, dość silne, żeby przetrwały pierwszy rok życia,
wtedy wszyscy karpatiańscy
mężczyźni mieliby jakąś szansę. Trzeba by było tylko wytrwać i
szukać po świecie kobiet takich
jak Raven. W oczach ich wszystkich zdrada Andre była zbrodnią
nie do wybaczenia.
Mgła gęstniała, ciężkim, niemal nieprzejrzystym welonem
zasłaniała drzewa i drogę. Rozległ
się głośny pisk hamulców, kiedy kierowca zatrzymał pojazd.
Aidan podszedł bliżej, niewidzialny,
niebezpieczny drapieżnik tropiący zdobycz.
Ile
jeszcze drogi przed nami, wujku Gene? Wiatr
poniósł entuzjastyczny i ożywiony głos
młodego chłopca.
Donny,
musimy zaczekać, aż mgła się przerzedzi. W
tym głosie był niepokój. Czasem
w
górach trafiają się takie niespodziewane napływy mgły. lepiej
wtedy poczekać, aż opadnie
A
co z moją niespodzianką? Nie możesz mi powiedzieć? Mówiłeś
mamie, że to niespodzianka
urodzinowa, której nigdy nie zapomnę. Słyszałem, jak
rozmawialiście.
Aidan już ich teraz widział. Kierowca mógł mieć koło
trzydziestki, chłopak nie więcej niż
piętnaście lat. Obserwował ich; poczuł ogień w żyłach, żądzę
mordu, która ogarniała całe ciało.
Każdym nerwem czul moc, przypominała mu, że naprawdę żyje.
Mężczyzna był bardzo zdenerwowany, wpatrywał się w mgłę
otaczającą furgonetkę ze
wszystkich stron, ale na próżno usiłował przebić wzrokiem gęstą
białą zasłonę. Przez moment
myślał, że widzi jakieś oczy, głodne i połyskliwe, złote. To były
oczy zwierzęcia oczy
wilka i
śledziły ich. Serce mu zaczęło walić, w ustach zaschło.
Opiekuńczym gestem przyciągnął chłopca
do siebie.
Twój
wujek James przygotował tę niespodziankę. Musiał
dwa razy odchrząknąć, zanim udało
mu się wydobyć głos.
Wiedział, że znaleźli się w strasznym niebezpieczeństwie,
wiedział, że drapieżnik czeka,
żeby im rozerwać gardła.
To
chodźmy na piechotę do domku myśliwskiego, wujku Gene. Nie
mogę się doczekać, żeby
wypróbować nową strzelbę. Chodźmy, to wcale nie jest tak
daleko nalegał
chłopak.
Nie
w takiej mgle, Donny. W tych lasach są wilki. Inne bestie. Lepiej
zaczekać, aż mgła się
przerzedzi odparł
stanowczo mężczyzna.
Mamy
broń. Chłopak
się naburmuszył. Nie
po to ją zabraliśmy?
Powiedziałem,
nie. Donny, broń nie zawsze zapewnia bezpieczeństwo.
Aidan zdusił dzikie popędy. Chłopak jeszcze nie osiągnął wieku
męskiego. Kimkolwiek byli ci
śmiertelnicy, nie zabije ich, póki nie zagrożą życiu jego lub
komuś z jego bliskich. Nie stanie się
wampirem, zdrajcą swojej rasy. Zabijanie zaczynało stawać się
zbyt łatwe. Miało w sobie jakąś
uwodzicielską moc. Wiatr wzmógł się, zaczął tworzyć wiry liści
i gałązek. Obok niego stanął
Grigori z Michaiłem, bladym i bezsilnym.
Aidan,
zabierzmy się z tego miejsca.
Nie
mogłem ich zabić powiedział
Aidan cicho, przepraszająco.
Ten
starszy to Eugene Slovensky i będzie miał dziś w nocy sporo
zajęć. Jego brat leży martwy
pod stertą kamieni w odwecie za śmierć księdza, przyjaciela
Michaiła.
Nie
odważyłem się ich zabić powtórzył
Aidan.
Jeśli
to Slovensky, to zasługuje na śmierć, ale jestem rad, że oparłeś
się pokusie. Wiele
zdziałałeś, ścigając nieumarłych w imieniu naszej rasy. Widać to
w mroku twojej duszy.
Jestem
bardzo blisko granicy przyznał
otwarcie Aidan. Kiedy
kobieta Michaiła została ranna,
każdy Karpatianin, wszędzie na ziemi, odczuł jego wściekłość.
Zakłócenie było bardzo wyraźne i
poczułem, że trzeba sprawdzić, co się dzieje. Dlatego wróciłem,
chciałem upewnić się, że nasz lud
kieruje się mądrością. Moim zdaniem ta kobieta daje nam
nadzieję na przyszłość.
Też
w to wierzę. Może nowy kraj przyniesie ci ulgę. Potrzebny jest
nam w Stanach
Zjednoczonych wprawny łowca.
Mgła wciąż była gęsta, spowalniała wszelkie ludzkie
przedsięwzięcia. Aidan zwrócił uwagę na
solidnie zbudowane więzienie. Uniósł dłoń i ziemia zadygotała,
zatrzęsła się. Budynek został
zrównany z ziemią, pomijając kamienie, które znaczyły świeży
grób.
Grigori uniósł się w powietrze ze swoim ciężarem, i Aidanem u
boku. Pospieszyli przez
mroczne niebo w stronę jaskiń, gdzie, jeden po drugim,
gromadzili się inni mężczyźni
karpatiańskiej rasy, żeby wspomóc leczenie ich księcia.
ROZDZIAŁ 15
Nocne powietrze owiewało Raven, kiedy wampir leciał z nią w
jakimś nieznanym jej kierunku.
Była oszołomiona i słaba, nie potrafiła skoncentrować się,
zebrać myśłi. Najpierw próbowała
skupić się na czymś, co mogłoby stanowić jakiś punkt
orientacyjny, żeby móc go potem przekazać
Grigoriemu. Po chwili nie mogła już sobie przypomnieć co i po
co robi. Jakąś częścią samej siebie
zdawała sobie sprawę, że to narkotyk tak działa. Zastanawianie
się, dokąd wampir ją zabiera i co z
nią zrobi, kiedy znajdą się na miejscu, przekraczało jej siły.
Księżyc zalewał srebrnym światłem szczyty drzew, zmieniając
rzeczywistość w jakiś
surrealistyczny sen. Dziwne myśli przychodziły jej do głowy, a
potem znikały. Cicho szeptane
słowa, ciągły pomruk, którego nie mogła wyraźnie pochwycić.
Wydawało się, że to ważne, ale była
zbyt zmęczęna, żeby to wszystko rozwikłać. Pomieszało jej się
w głowie od ścigania
psychopatycznych morderców? Nie mogła sobie przypomnieć,
co tak właściwie się z nią stało.
Wiatr przyjemnie chłodził ciało, oczyszczał ją. Miała dreszcze,
ale zupełnie się tym nie
przejmowała. Światła tańczyły, kolory wirowały, niebo nad
głową skrzyło się jasno. Pod nimi
wielkie jezioro lśniło jak kryształ. Wszystko było takie piękne, a
jednak głowa bolała ją straszliwie.
Jestem
zmęczona. Odzyskała
głos, sama chciała go usłyszeć, sprawdzić, czy jeszcze może
mówić. Może, jeśli tkwi w środku jakiegoś snu, zdoła się z niego
obudzić.
Ramiona zacisnęły się wokół niej mocniej.
Wiem.
Niedługo będziesz w domu.
Nie rozpoznawała tego głosu. Coś w niej zaczynało protestować
przeciwko temu dotykowi. Nie
podobało jej się, że jego ciało jest tak blisko przy niej. Czy ona
go zna? Miała wrażenie, że nie, a
jednak trzymał ją tak, jakby rościł sobie do niej jakieś prawa.
Coś pojawiało się we wspomnieniach
i zaraz znikało, nie mogła tego czegoś pochwycić. Za każdym
razem, kiedy wydawało jej się, że
elementy układanki zaczynają do siebie pasować, ból tak ostro
przeszywał jej głowę, że nie mogła
tej myśli utrzymać.
Nagłe gdzieś razem szli, pod gwiazdami, wśród drzew łagodnie
kołyszących się na wietrze.
Obejmował ją ramieniem w talii. Zamrugała zdezorientowana.
Czy cały czas tak szli? Przecież nikt
nie umie latać, to był jakiś absurd. Bała się. Czyżby traciła
rozum? Podniosła wzrok na mężczyznę
idącego obok niej. Fizycznie wydawał się bardziej niż
przystojny, jego blada twarz miała w sobie
zmysłowe piękno. Ale kiedy spojrzał na nią z uśmiechem, jego
oczy były nieruchome i zimne, a
zęby błysnęły tak groźnie, że poczuła strach. Kim on był? I
dlaczego ona szła razem z nim?
Raven zadygotała i próbowała odsunąć się od mężczyzny
nieznacznym, dyskretnym ruchem.
Czuta się osłabiona i obawiała, że bez jego pomocy upadnie.
Bardzo
zmarzłaś, moja droga. Zaraz będziemy w domu.
}ego głos budził w niej przerażenie, zrobiło jej się niedobrze.
Wyczuła w nim satysfakcję i
drwinę. Przy całej tej ostentacyjnej troskliwości, czuła się tak,
jakby wokół niej owijał się jakiś
wielki wąż, a jego zimne, gadzie ciało i przenikliwy wzrok
hipnotyzowały ją. Sięgnęła umysłem
gdzieś w dał, próbowała się z kimś połączyć. On przyjdzie.
Michaił. Krzyknęła z bólu i osunęła się
na kolana, dłońmi obejmując głowę, zbyt przerażona, żeby się
ruszyć, żeby myśleć.
Zimne dłonie chwyciły ją za ramiona, poderwały na nogi.
Co
się stało, Raven? No już, powiedz mi, spróbuję ci pomóc.
Nienawidziła tego głosu. Działał jej na nerwy, wzbudzał
dreszcze. Była w nim moc i jakaś
zdeprawowana, skrywana radość, jakby dokładnie wiedział, co
się z nią dzieje i bawił się jej
cierpieniem, jej niewiedzą. Ale choć nienawidziła jego dotyku,
była zbyt słaba, żeby sama ustać na
nogach i musiała oprzeć się o niego.
Musisz
się pożywić stwierdził
niby obojętnie, ale wyczuła skrywane podniecenie.
Przycisnęła dłoń do brzucha.
Niedobrze
mi.
To
z głodu. Przygotowałem dla ciebie specjalną niespodziankę,
moja droga. Bankiet na twoją
cześć. Goście niecierpliwie oczekują naszego powrotu.
Przystanęła i spojrzała w te zimne, kpiące oczy.
Nie
chcę iść z tobą.
Jego oczy znieruchomiały, stwardniały. Uśmiech stał się
parodią, bezdusznym obnażeniem
kłów. Zobaczyła jego cofające się dziąsła, wydłużające się
siekacze. Wcale nie był przystojny, jak
w pierwszej chwili sądziła, ale obrzydliwy i okrutny.
Raven,
nie masz dokąd iść. Powiedział
to kpiąco, w paskudny sposób troskliwie.
Odsunęła się od niego i nagle usiadła, bo nogi się pod nią ugięły.
Ty
chyba jesteś...? Imię
jej uciekło w eksplozji naglego bólu. Kropelki krwi pojawiły się
na
czole i spłynęły po twarzy.
Wampir spokojnie pochylił się i językiem szorstko prze jechł po
jej policzku, zlizując krwawy
ślad.
Moja
droga, jesteś chora. Musisz mi zaufać, że wiem, co dla ciebie
najlepsze.
Raven z trudem zachowała spokój, starała się oprzytomnieć,
myśleć logicznie. Miała pewne
niezwykłe zdolności Miała swój rozum. To dwa niezbite fakty.
Była pewna, że znalazła się w
śmiertelnym niebezpieczeństwie i nie znajdowała
wytłumaczenia, jak to się stało, że była w
towarzystwie tego wampira. Musiała to sobie wyjaśnić. Uniosła
twarz, popatrzyła na księżyc, który
błękitnymi błyskami rozjaśnił jej kruczoczarne włosy.
Jestem
taka oszołomiona, że nawet nie pamiętam, jak masz na imię.
Zmusiła
się, żeby na niego
spojrzeć i postarała się wyglądać i czuć, jakby tego żałowała, w
razie gdyby mógł czytać w jej
myślach, a tego się obawiała. Co
mi się stało? Mam okropny ból głowy.
Podał jej rękę, gestem nagle pełnym galanterii, o wiele
uprzejmiejszy teraz, kiedy szukała w
nim oparcia.
Zraniłaś
się w głowę. Podciągnął
ją na nogi, objął w pasie. Zmusiła się, żeby przyjąć ten
dotyk bez wzdrygnięcia.
Przepraszam,
tak się pogubiłam. Jest mi głupio i trochę się niepokoję wyznała.
Jej błękitne
oczy były wielkie, a umysł niewinny i pusty.
Jestem
Andre, twój prawdziwy życiowy partner. Ktoś mi ciebie
wykradł. Kiedy cię
ratowałem, upadłaś i uderzyłaś się w głowę. Jego
głos był śpiewny, wręcz hipnotyczny.
Prawdziwy partner życiowy. Michaił. Tym razem, kiedy uderzył
w nią ból, przyjęła go i
pozwoliła mu napływać. Aż jej dech w piersi zaparło, a czaszka
o mało nie pękła. Starała się nie
okazać po sobie tego bólu ani nie pozwolić, żeby odbił się
echem w jej myślach. Mobilizując całą
dyscyplinę, jaką posiadała, skupiła się. Michaił? Gdzie jesteś?
Ty naprawdę istniejesz? Boję się.
Myśli biegły jakąś znajomą ścieżką, którą odszukiwała z
łatwością, jakby robiła to od zawsze.
Maleńka. Odpowiedź była niewyraźna, gdzieś z daleka, ale
bardzo realna i stanowiła jakiś
punkt zaczepienia w tym szaleństwie.
Kto ze mną jest? Co się dzieje? Oparła się o towarzyszącego jej
mężczyznę i utrzymywała w
myślach kompletny chaos. Zaciekawiało ją, że jej umysł zdolny
jest działać jednocześnie na kilku
różnych poziomach.
Andre to wampir. Zabrał cię ode mnie. Idę po ciebie.
Działo się coś bardzo złego. Wszystkie informacje miała pod
ręką, gdyby tylko udało się jakoś
je uchwycić. Wierzyła odległemu głosowi, czuła otulające ją
ciepło i miłość. Znała to uczucie i ten
glos. Coś było nie tak. jesteś ranny. Co się stało?
Michaił odtworzył ostatnie wydarzenia bezpośrednio w jej
umyśle. Wzięła głęboki oddech,
czuła się tak, jakby ktoś nagle i mocno uderzył ją w brzuch.
Michaił.
Grigori zmienia się w tyrana. Nie ośmieliłbym się umrzeć.
Wspomnienia napływały, budziły lęk. Zmusiła się do
rozdzielenia myśli na osobne fragmenty.
Wampir sięgał tylko ich powierzchni, odczytywał to, co chciała
mu pokazać. Widział w niej
roztrzęsioną, zagubioną kobietę, jaką zobaczyć się spodziewał.
Rany Michaiła wydawały się poważne. Znajdował się w jaskini,
otoczony Karpatianami.
Grigori go leczył i Raven była pewna, że umieści Michaiła w
ziemi, a ona zostanie bez swojej liny
ratunkowej. Uniosła głowę. Może i ten narkotyk na chwilkę ją
oszołomił, ale poradzi sobie z tym,
co musi zrobić. Dam sobie radę z Andre. Nie martw się o mnie.
Uda wała, że jest bardzo odważna.
Nagle musiała zdusić w sobie przypływ ulgi. Wspomnienia,
jakkolwiek fragmentaryczne,
wracały z całą wyrazistością pod kojącym dotykiem myśli
Michaiła. On albo Grigori, a może obaj,
przyjdą po nią. Michaił zasklepi swoje rany i przyczołga się do
niej, jeśli to miałoby być konieczne.
Jesteś
bardzo cicha. Andre
ją zaskoczył.
Usiłuję
sobie coś przypomnieć, ale od tego głowa mnie boli.
Znaleźli się na szczycie płaskowyżu. Przez moment nie mogła
uchwycić wzrokiem kamiennego
domu zbudowanego na górskim stoku. Wydawał się migotać w
srebrzystej poświacie księżyca, w
jednej chwili stawał się mirażem, w drugiej solidną budowlą,
potem znów znikał. Raven szybko
mrugała, chłonęła wszystkie szczegóły, żeby przekazać
Michaiłowi. Cały trik polegał na tym, by
nie pozwolić wampirowi dowiedzieć się, że myśli o Michaile.
Andre karał ją za to bólem.
Oszołomiona narkotykiem, na krótki czas znalazła się w mocy
wampira. Teraz po prostu czuła się
źle i było jej słabo. I bardzo, bardzo się bała.
Czy
to nasz dom? spytała
niewinnie, mocno się o niego opierając.
Tu
tylko zjemy obiad, moja droga. W
jego głosie znów brzmiał ten dziwny triumf; dla niej
nienawistny. Niebezpiecznie
byłoby pozostawać dłużej. Inni mogą chcieć cię odszukać.
Musimy pożywić się, żeby mieć siły do ucieczki.
Z wystudiowaną ufnością zacisnęła palce na ramieniu wampira.
Spróbuję,
Andre, ale naprawdę źle się czuję.
Raven postąpiła krok w stronę progu, i od razu poczuła
odruchowy protest Michaiła. Potknęła
się i upadła tuż przed drzwiami; leżąc na ziemi, wyglądała jak
kupka nieszczęścia. Andre zaklął i
spróbował postawić Raven na nogi, wepchnąć do domu, ale była
bezwładna i nie mogła się ruszyć.
Wziął ją na ręce i wniósł do środka.
Kamienny dom składał się z wielkiej frontowej komnaty, z
dziurą w odległym kącie, gdzie
drabina prowadziła do piwnicy. Było zimno i wilgotno,
szczeliny muru porastała pleśń. W
komnacie stał stół i długa kościelna ławka. Andre machnięciem
dłoni zapalił świece. Serce Raven
zamarło, a potem zaczęło bić szybciej z przerażenia. Przykuci do
ściany blisko stołu, z oczami
rozszerzonymi strachem, siedzieli jakiś mężczyzna i kobieta,
brudni, w podartych ubraniach. Na
sukience kobiety i koszuli mężczyzny dostrzegła ślady krwi.
Oboje byli posiniaczeni, a mężczyzna
na prawym policzku miał kilka oparzeń.
Z tym swoim odrażającym triumfalnym uśmiechem wampir
przyjrzał się ofiarom.
Obiad,
moja droga, specjalnie dla ciebie. Posadził
Raven na ławce tak delikatnie, jakby była
porcelanową lalką. Powoli, z wdziękiem przeleciał nad
kamienną posadzką, wbijając w kobietę
czerwone złe oczy. Nie spieszył się, napawał się jej
przerażeniem, śmiał się z bezsilnej furii jej
męża. Kiedy szybkim ruchem uwolnił kobietę z łańcucha,
mężczyzna zaczął się szarpać i
odgrażać, przeklinał Raven. Andre przywlókł kobietę do Raven,
zmusił ją, by padła na kolana i
przytrzymał mocno, jedną ręką chwytając za włosy, żeby
obnażyć gardło.
Przeciągnął kciukiem po pulsującej żyle.
Pożyw
się, moja droga. Poczuj, jak gorąca krew krąży w twoich żyłach,
znów daje ci siły. Kiedy
ją zabijesz, zyskasz taką moc, jakiej jeszcze nie zaznałaś. To mój
podarunek dla ciebie.
Nieskończona moc.
Kobieta zdjęta przerażeniem szlochała i jęczała. Jej mąż błagał,
klął i szarpał się w krępujących
go łańcuchach. Raven powoli usiadła i drżącą ręką odsunęła z
twarzy włosy. Andre mógł swoje
ofiary uwieść, zaczarować je tak, żeby z chęcią wyglądały
śmierci, ale on wolał się cieszyć
ludzkim przera żenieni. Taka podszyta adrenaliną krew uderzała
do głowy, można się było od niej
uzależnić. Wydawało się, że wszyscy czekają na jej reakcję.
Wyczuwała w sobie Michaiła, przycza
jonego i nieruchomego, wściekającego się na to, że nie ma go z
nią, żeby ją przed tak okropną
decyzją uchronić.
Raven uniosła głowę. Wielkie fiołkowe oczy wpatrywały się w
Andre, wilgotne jakby od łez.
Dłoń położyła kojącym gestem na ramieniu kobiety. Była przy
tym niezwykle łagodna, starając się
pocieszyć ją bez słów.
Wątpisz
we mnie. Dlaczego? Co zrobiłam? Naprawdę nic nie pamiętam.
Nigdy nie odbierałabym
życia w taki sposób i przecież ty też byś tego nie zrobił.
Dlaczego w taki sposób mnie sprawdzasz?
Czy zrobiłam coś złego i teraz tego nie pamiętam? Dlaczego tak
się nade mną znęcasz?
Twarz Andre pociemniała, czerwone oczy przybrały zwykły,
ciemnobrązowy odcień.
Nie
przejmuj się tak bardzo.
Powiedz
mi, Andre. Nie mogę znieść tej niewiedzy. Czy tamten drugi
zmusił mnie, żebym zrobiła
coś, czego teraz nie możesz mi wybaczyć? Pochyliła
głowę z udawanym wstydem. Zaczęła
mówić jeszcze ciszej. Andre,
odbierz mi życie. Zemścij się na mnie, a nie na tej biednej,
niewinnej kobiecie. Odejdę, jeśli nie chcesz dzielić ze mną
życia, chociaż nie mam właściwie
dokąd pójść. Spojrzała
mu w oczy, by go upewnić, że mówi poważnie. Odbierz
mi życie od
razu, Andre.
Nie,
Raven.
No
to odpowiedz mi, po co ten test? Dlatego, że nie jestem w pełni
taka jak ty, bo nie mogę
schodzić pod ziemię ani zmieniać postaci? Wstydzisz się mnie i
chcesz mnie za to ukarać.
Oczywiście,
że nie.
Raven objęła ramieniem kobietę.
Coś
sobie przypominam, chociaż niezbyt dokładnie, chyba mówiłeś,
że najmiesz odpowiednią
służbę. To o tej kobiecie mówiłeś? Nagle
jej twarz się zachmurzyła. Czy
to twoja kochanka?
Mówiła
głosem prawie histerycznym, ale jej dłoń na ramieniu kobiety
ani drgnęła.
Nie!
Nie! zaprotestowała
kobieta zupełnie zdezorientowana, zaskoczona rozwojem
sytuacji. Nie
jestem jego kochanką. Tam jest mój mąż. Nie zrobiliśmy nic
złego.
Andre był całkiem zbity z tropu. Porwał Raven w rozpaczliwej
próbie ocalenia własnej skóry.
Gdyby ją zmusił do zabójstwa, wtedy stałaby się taka jak on.
Byłaby stracona, żyjąc w mroku. Coś
mu w duszy drgnęło, kiedy na nią patrzył i widział niewinność w
jej oczach.
Ta
kobieta mówi prawdę, Raven. Nic dla mnie nie znaczy. Może
być służącą, jeśli ją chcesz. Jego
głos dochodził jakby z daleka, wyczuła w nim smutek i
niepewność.
Dotknęła jego ręki. Jego umysł był majstersztykiem zła,
przegniłym i pokrętnym. Ale i tak mu
współczuła. Kiedyś był dobry i nie różnił się od Michaiła czy
Jacques'a, tylko w tym mrocznym
osamotnieniu swojej egzystencji wybrał złą ścieżkę. Andre
desperacko pragnął czuć, móc znów
spojrzeć na wschodzące słońce, jeszcze raz zobaczyć zmierzch.
Chciał patrzeć w lustro i nie
widzieć cofniętych dziąseł i zniszczeń, jakich dokonało jego
podłe życie. Ale to niemożliwe, żaden
wampir nie mógł nigdy spojrzeć w lustro, nie doświadczając
przy tym ogromnego bólu. Raven była
jego jedyną nadzieją i dlatego tak się jej chwytał. Pragnął cudu.
Ponieważ była człowiekiem, sam
nie wiedział, do czego mogłaby albo nie mogłaby być zdolna.
Wybacz
mi, Andre, jeśli zrobiłam coś, co kazało ci we mnie zwątpić
powiedziała
łagodnie.
Ogarnęło ją takie współczucie, że zbierało jej się na płacz. Nie
mogła go uratować, nawet jeśli nie
należałaby do Michaiła. Nikt nie mógł. Byt za bardzo
zdeprawowany i rozdęty fałszywym
poczuciem mocy, za silnie uzależniony od adrenaliny związanej
z zabi janiem przerażonych ofiar.
Nienawidziła siebie samej za to. że go zwodzi, ale jej życie i los
tych dwojga od tego zależał
Pogłaskał dłonią jej jedwabiste włosy.
Nie
gniewam się na ciebie, moja droga, ale jesteś osłabiona i
potrzebujesz pożywienia.
Kobieta zesztywniała, jej twarz wyglądała jak maska Nie ruszała
się, czekała na odpowiedź.
Raven zrobiła nieszczęśliwą minę osoby kompletnie zagubionej.
Ale
ja nie umiem. Specjalnie
pozwoliła, żeby w jej myślach zamigotało imię Michaiła, a
potem z
bólem chwyciła się za głowę. Nie
rozumiem, dlaczego nie mogę myśleć Chyba ten drugi coś mi
zrobił, że taka teraz jestem.
Andre szarpnięciem postawił kobietę na nogi.
Wracam
za parę minut, A ty pilnuj, żeby Raven nic się nie stało. jego
oczy były bezlitosne i
zimne. Nie
próbuj stąd uciekać. Będę wiedział.
Andre,
zostań szepnęła
Raven, wbrew sobie walcząc o niego.
Odwrócił się od niej i prędko wyszedł, byle dałej od światła, z
powrotem w stronę śmierci i
szaleństwa, które tak dobrze znał.
Kobieta przywarła do Raven.
Proszę
cię, uwolnij nas. On jest złem, on nas zabije, zrobi z nas swoich
niewolników, dopóki
nie przestanie go bawić nasz strach.
Raven wstała z trudem, rozpaczliwie walcząc z zawrotami
głowy.
On
będzie wiedział. Widzi w ciemności, może was wywęszyć,
słyszy każde bicie waszych serc. Pomieszczenie,
zimne i śmierdzące stęchlizną, przygnębiało. Samo powietrze tu,
nieświeże,
mówiło o śmierci. Przy swojej wrażliwości prawie słyszała
krzyki niezliczonych ofiar, które
zostały tu zawleczone i przykute do poplamionych ścian. Była
tak samo przerażona jak ta
śmiertelna kobieta.
jak
się nazywasz?
Monique
Chancellor. A to mój mąż, Alexander. Dlaczego nam pomogłaś?
Uważaj
na swoje myśli, Monique. Może w nich czytać.
On
jest nieczysty, to nosferatu. Wampir. Ujęła
to raczej jak stwierdzenie niż pytanie. Musimy
wydostać się z tego domu śmierci.
Niepewnie podniosła się z miejsca, trzymając to brzegu krzesła,
to stołu, i poszła w stronę
drzwi. Popatrzyła na gwiazdy, rozejrzała się powoli po okolicy
w każdym kierunku, starała się
zapamiętać każdą skalną ścianę, każdy fragment klifu
wznoszący się za domem. Przyjrzała się
samemu domowi, oknom, drzwiom, budowie ścian, zwracała
szczególną uwagę na szeroką otwartą
połać gruntu przed samym domem.
Proszę
cię, proszę.. Kobieta
czepiała się jej rękami. Pomóż
nam.
Raven zamrugała, żeby skupić na niej wzrok.
Próbuję
wam pomóc. Zachowaj spokój, schodź mu z drogi. Zwracajcie
na siebie jak najmniej
uwagi. Zamknęła
drzwi, dokonawszy tego, co miała nadzieję zrobić. Michaił i
Grigori dostaną
tak wiele szczegółowych informacji, ile tylko zdoła im
przekazać.
Kim
jesteś? spytał
podejrzliwie Alexander. Tak mocno szarpał się w kajdanach, że
nadgarstki
miał otarte do żywego mięsa.
Potarła pulsujące bólem skronie, żołądek ścisnął się jej, poczuła
mdłości.
To
nie jest dobry pomysł, obnosić się z otwartymi ranami w pobliżu
wampira. Też
czuła krew i
jej osłabione ciało rozpaczliwie domagało się pożywienia.
Zignorowała kobietę, cicho płaczącą w
kącie i podeszła do mężczyzny, sprawdzić, czy może mu jakoś
opatrzyć rany. Kiedy pochyliła się,
złapał ją mocno za włosy i szarpnął tak mocno, że łzy nabiegły
jej do oczu. Przyciągnął jej plecy
do swojej klatki piersiowej, żeby móc obiema dłońmi ścisnąć za
gardło, wbić palce w delikatną
skórę.
Alexander,
przestań, co ty robisz?! krzyknęła
Monkjuc
Znajdź
klucz do kajdan polecił
Alexander, silnymi palcami tak ściskając krtań Raven, że
pokój zaczął jej wiru wać przed oczami.
Wyczuwała jego strach, desperacką próbę ratowania własnej
żony i siebie. Bał się, że ona jest
wampirzycą i znę ca się nad nimi dla jakiejś perwersyjnej
przyjemności. Nic mogła go o to winić,
ale te palce skutecznie wyciskały z nici życie.
Raven! Krzyk zabrzmiał blisko, przez jej umysł przebić gło
drżenie furii.
Dłonie Alexandra odskoczyły od jej gardła, głośny trzask
zasygnalizował łamane kości.
Mężczyzna runął na ścianę za ich plecami i zawisł wsparty o nią
tak, że jego stopy bezradnie
kiwały się jakiś metr nad ziemią. Moniąue wrzasnęła, kiedy mąż
nie mógł nabrać powietrza w
płuca. Zaczął się dusić, wybałuszył oczy.
Michaił, puść go. O Boże, proszę cię. Nie zniosę od po
wiedzialności za kolejną śmierć. Po
prostu nie zniosę. Ra ven osunęła się na posadzkę, podciągnęła
kolana pod brodę i skuliła się tam,
kołysząc w przód i w tył.
Proszę
szepnęła
na głos. Wypuść
go.
Michaił walczył z żądzą mordu. Udało mu się opanować ją na
tyle, że wypuścił śmiertelnika,
którego zaatakował na odległość. Szybko gnał drogą powietrzną,
bez trudu namierzył Raven.
Prawie nie zdawał sobie sprawy z tego, że po jego lewej stronie
jest Grigori, dotrzymujący mu
kroku, że Aidan i Byron są tuż za nim, a Eric, Tienn i kilku
innych usiłują ich dogonić. Nikt się nie
liczył. Polował na wampiry od wielu stuleci i zawsze odczuwał
ukłucie niechęci, może litości. Tym
razem zupełnie tego nie czuł.
Utrzymywał wściekłość pod kontrolą, tak że burzyła się i
gotowała niczym lawa w głębi
wulkanu, usiłując się wyrwać w którąkolwiek stronę, domagała
się gwałtownego, brutalnego
upustu. Gdyby pozwolił jej się przesączyć na zewnątrz, cała
ziemia, wiatry i górskie zwierzęta
zareagowałyby na nią. Byłoby to jasnym ostrzeżeniem dla
wampira. Nie czuł bólu i był dobrze
odżywiony, Grigori o to zadbał. Połączenie prastarej krwi ich
obu dawało niezmierzoną moc.
Mimo to krwawa plama przesączała się przez białe pióra sowy.
Odruchowo zmienił kierunek lotu i
ustawił się pod wiatr, żeby lekka bryza nie zdołała zanieść tego
zapachu wampirowi.
Noc przeszył krzyk czystego przerażenia, podły śmiech,
chełpliwy triumf. Każdy Karpatianin,
tak zjednoczony z siłami natury, odczuł tę wibrację przemocy,
zakłócenie sił, cyklu życia i śmierci.
Raven, ze swoją psychiczną wrażliwością, poczuła, że coś
natychmiast ciągnie jej umysł w stronę
pełnej przemocy sceny.
Przerwij kontakt, Raven, polecił Michaił.
Przycisnęła dłonie do skroni. Andre śmiał się, skacząc z gałęzi
drzewa na kobietę, która
usiłowała się od niego odczołgać. Jakieś mniejsze ciało leżało
pod drzewem, tam, gdzie je cisnął,
blade, bez życia. Kobieta jęczała, błagała o życie. Wampir znów
roześmiał się strasznie, a potem
kopniakiem odsunął ją od siebie i zmusił, żeby znów się do
niego przyczołgała, błagając, by
pozwolił jej sobie służyć.
Andre!
Nie, tak nie wolno! krzyknęła
Raven na cały głos, z trudem podniosła się na nogi i
niepewnym krokiem szła w stronę drzwi. Wybiegła w noc,
zakręciła się wokół własnej osi, złapała
trop. Słabość ją zmogła. Ciężko osunęła się na trawę i już tam
została.
Moniąue poszła za nią i uklękła obok niej.
Co
się stało? Wiem, że nie jesteś taka, jak sądzi mój maż. Wiem, że
próbujesz nas uratować.
Po twarzy Raven spływały łzy.
On
zabił dziecko, a teraz znęca się nad matką. Ją też zabije. Nie
zdołam jej ocalić. Raven
pozwoliła kobiecie odrobinę się pocieszyć, gdy Monique ułożyła
sobie jej głowę na kolanach.
Dotknęła ciemnych sińców na szyi Raven.
Przepraszam
za to, co ci zrobił Alexander. Oszalał z gniewu i strachu o nas.
Okropnie
ryzykowałaś. Ten potwór mógł cię zabić.
Raven zamknęła oczy.
Nadal
może. Nie uda nam się przed nim uciec.
Noc wkoło nich niosła niepokojące wibracje. Gdzieś głęboko w
lesie jakieś zwierzę, któremu
uciekła zdobycz, głos no dało wyraz swojej złości. Syknęła
sowa, warknął wilk.
Raven mocno złapała dłonie Monique i z ulgą poczuła, że może
poruszać nogami.
Chodź.
Musimy schować się w środku. Siedź cicho i staraj się nie rzucać
w oczy. Kiedy wróci,
będzie kompletnie zaćpany i nieprzewidywalny.
Monique pomogła Raven podnieść się na nogi, obejmując ją
wpół.
Co
zrobiłaś Alexandrowi, kiedy próbował cię skrzyw dzić?
Niechętnie ruszyła z powrotem w stronę kamiennego domu.
Nic
mu nie zrobiłam. Dotknęła
sińców na szyi. Alexander wszystko komplikował. Andre na
pewno zauważy te znaki
Czujesz
rzeczy, o których my nie mamy pojęcia stwierdziła
Monique z niepokojem.
To
nie jest przyjemny dar. On dziś zabił. Kobietę i dziecko.
Wysłałam go tam i wymieniłam
wasze życie na ich śmierć.
Nie!
Nie masz nic wspólnego z jego decyzjami, tak samo jak mój mąż
nie odpowiada za to, co
ten potwór zrobił mnie. Alexander wierzy, że znalazł sposób,
żeby mnie ochronić. Nie wybaczy
sam sobie. Nie bądź taka jak on, Raven.
Raven przystanęła na kamiennych stopniach i spojrzała na
skąpaną w świetle księżyca okolicę.
Zrywał się wiatr, a srebrna poświata księżyca ponuro
pociemniała. Moniąue wstrzymała oddech i
chwyciła rękę Raven, usiłując wciągnąć ją do domu. Jakaś
czerwona plama zaczęła rosnąć, zakryła
zupełnie księżyc. Wiatr przyniósł cichy jęk, który wzmagał się,
przeszedł w głośny ryk. Wilk
uniósł pysk do splamionego krwią księżyca i ostrzegawczo
zawył. Dołączył się drugi. Cała góra
złowieszczo zadygotała
Moniąue odwróciła się na pięcie i podbiegła do męża.
Módl
się ze mną, módl się razem ze mną.
Raven zamknęła drzwi i oparła się o nie plecami.
Monique.
nie panikuj. Mamy szansę, jeśli uda nam się zyskać na czasie.
Alexander popatrzył na nią gniewnie, ramionami opiekuńczo
obejmując żonę. Jego dłoń już
spuchła i posiniała.
Moniąue,
nie słuchaj jej. Omal mnie nie udusiła, rzuciła mnie na ścianę z
niewiarygodną siłą.
Ona jest nieczysta.
Raven przewróciła oczami z irytacją.
Zaczynam
żałować, że nie dysponuję całą tą mocą, którą mi przypisujesz.
Znalazłabym jakiś
sposób, żebyś nie mógł tyle gadać.
On
się boi o nas odezwała
się Moniąue pojednawczo. Nie
można by zdjąć mu tych kajdan?
Spróbowałby
zaatakować Andre, gdy tylko się tu pojawi. Raven
wykrzywiła się do Alexandra;
traciła już cierpliwość. W
ten sposób tylko szybciej by zginął. Zadrżała,
kierując przerażony
wzrok na Moniąue. On
nadchodzi. Siedźcie bardzo cicho, nieważne, co się będzie
działo. Nie
przyciągajcie jego uwagi.
Wiatr za domem wył, dziwnym, smutnym dźwiękiem, który
potem ucichł i zapanowała
nienaturalna cisza. Raven słyszała w tej ciszy bicie swojego
serca. Cofnęła się o krok, kiedy z
drzwi posypały się drzazgi. Ktoś je wbił do środka. Płomienie
świec zamigotały, rzuciły cienie na
ściany, groteskowe i makabryczne, a potem światło zgasło.
Chodź,
Raven. Musimy stąd iść. Andre
strzelił palcami, wyciągając do niej rękę. Twarz
wampira poróżowiała od świeżo wypitej krwi. W jego oczach
połyskiwało zło, usta wykrzywiało
okrucienstwo.
Zmierzyła Andre oskarżycieiskim spojrzeniem.
Dlaczego
przychodzisz do mnie w takim stanie? Wyjaśnij mi, co tu się
dzieje.
Rzucił się w jej stronę z niewiarygodną szybkością i Raven w
ostatniej chwili uświadomiła
sobie, że i ona przecież jest zdolna do takich sztuczek. Poczuła
jego gorący, cuchnący oddech,
roztaczał odór śmierci. Jego ostre jak brzytwa szpony rozorały
jej ramię, kiedy mu się wywinęła.
Wcisnęła się w kąt pomieszczenia.
Nie
próbuj wymuszać na mnie posłuszeństwa, kiedy wystarczyłoby
zwyczajne wyjaśnienie.
Pożałujesz
tego oporu warknął
i machnięciem ręki zepchnął z drogi zawadzającą mu kościelną
ławę, która roztrzaskała się w drobny mak o ścianę, zaledwie
parę centymetrów od Monique i
Alexandra.
Jęk przerażenia wyrwał się z gardła kobiety i wampir
natychmiast odwrócił się na pięcie; w
czerwonych oczach była nienawiść.
Podczołgasz
się do mnie jak suka. którą przecież jesteś. Głos
miał niski, hipnotyzujący, jego
oczy wymuszały posłuch.
Alexander rzucił się do przodu, na ile pozwalały mu łańcuchy,
usiłując powstrzymać Monique,
która posłusznie osunęła się na podłogę zmysłowymi i
sugestywnymi ruchami. Raven spokojnie
przeszła przez komnatę i uklękła na drodze Monique.
Monique,
posłuchaj mnie. Nie rób tego. Spojrzała
prosto w oczy starszej od siebie kobiety. Głos
Raven brzmiał pięknie, cichy i czarujący, był samą czystością.
Przy nim głos wampira wydał się
brudny i wstrętny. Na twarzy Monique było widać konsternację,
zdezorientowanie i zawstydzenie.
Wampir jednym skokiem znalazł się przy Raven. Złapał ją za
włosy i pociągnął do tyłu, niemal
przewracając na ziemię.
A wtedy świat wkoło nich eksplodował. Zdawało się, że to sama
noc szaleje, wiatr wył i
skowyczał, pędził przez otwarte przestrzenie i szarpał za okna
domu. Ciemna chmura lejem
zstąpiła z kipiącego nieba i zdarła dach z budowli; wir porwał
meble i porozrzucał gromadzone
przez stulecia skarby.
Monique głośno krzyknęła i doczołgała się do Alexandra.
Przytulili się do siebie. Jakieś głosy
syczały i szeptały, ciche pomruki furii, oskarżenia, zarzuty. Góra
zadrżała złowieszczo, a
przeciwległa ściana domu runęła na zewnątrz, jak wysadzona
dynamitem, posypały się kamienie i
zaprawa.
Michaił stał w samym centrum rozszalałej nawałnicy, a jego
czarne oczy były zimne jak śmierć.
Stał tam, przystojny i elegancki mimo szkarłatnej plamy rosnącej
na jedwabnej koszuli. Już samą
swoją obecnością wprowadzał spokój. Uniósł rękę i wiatr ucichł.
Michaił przez długą chwilę
przyglądał się Andre.
Puść
ją. Jego
głos był bardzo cichy, ale w sercach wszystkich, którzy go
słyszeli, wzbudził
przerażenie.
Andre konwulsyjnie zacisnął palce na jedwabistych włosach
Raven.
W odpowiedzi Michaił uśmiechnął się okrutnie.
Życzysz
sobie, żebym wymusił na tobie posłuszeństwo i sprawił, że
przyczołgasz się do mnie na
kolanach po śmierć, tak jak zmuszałeś do tego swoje ofiary?
Palce Andre drgnęły spazmatycznie, a jedno jego ramię
szarpnęło się jak u marionetki. Z
przerażeniem spojrzał na Michaiła; nie podejrzewał go nigdy o
aż taką moc. Podobna kontrola nad
umysłem nie działała tak łatwo na Karpatian.
Raven. chodź do mnie. Michaił nie odrywał wzroku od wampira,
unieruchamiając go wyłącznie
siłą umysłu. Wpadł w taką furię, że nawet nie potrzebował, by
Grigori łączył się z nim myślami i
wspomagał jego siłę.
Jeden po drugim pojawiali się Karpatianie, na twarzach
wypisane mieli potępienie. Raven
czuła, jak rośnie strach pary małżonków, sięgał granic
szaleństwa. Podczołgała się w ich stronę,
ramionami opiekuńczo objęła Monique.
On
nas uratuje szepnęła.
~ Jest taki sam jak ten drugi wychrypiał
Alexander.
Nie,
on jest dobry. Uratuje nas. Raven
ujęła tę prawdę prosto, z wielkim przekonaniem.
Michaił nagle zwolnił wampira z uwięzi. Andre rozejrzał się
wkoło i uśmiechnął sardonicznie.
Na
polowanie chodzisz z całą armią?
Zostałeś
skazany za dwie zbrodnie, Andre. Jeśli ja zawiodę, wyrok
wykona ktoś inny. Wskazał
dwóch Karpatian i skinął głową w stronę Raven. Emanowała siłą
i dostojeństwem. Andre,
jesteś
dzieckiem. Jego
głos miał czyste tony, niskie i miękkie jak aksamit. Nie
możesz mierzyć się z
tymi, którzy tyle razy walczyli w bitwach, ale dam ci szansę, na
którą tak ciężko zapracowałeś. Czarne
oczy zabłysły lodowatą furią.
Zemsta,
Michaił? spytał
Andre z sarkazmem. Jakie
to z twojej strony pospolite. Rzucił
się
przed siebie, wyciągnął ostre jak brzytwa szpony i obnażył kły.
Michaił po prostu zniknął, a wampir wypadł przed dom,
pochłonęła go burzliwa noc.
Karpatiańscy mężczyźni osaczyli go wielkim kręgiem. Andre
zwrócił się w stronę, gdzie patrzyli
pozostali. Michaił stał parę kroków od niego, a w nieruchomym
spojrzeniu była furia.
Aidan podszedł do Raven. Oczy miał złote i przeszywające,
objął spojrzeniem kulących się za
nią śmiertelników.
Chodźcie
z nami. Michaił życzy sobie, żebyśmy zadbali o wasze
bezpieczeństwo.
Raven nie znała go, ale rozpoznawała w nim tę pewność siebie,
całkowitą swobodę. Głos miał
cichy i niemal hipnotyzujący.
Widziałaś,
gdzie Andre odłożył klucz? Żeby uwolnić Alexandra? zwróciła
się do Moniąue,
usiłując obejść drugiego Karpatianina, który zastępował jej
drogę.
Nagle oczy Raven rozszerzyły się i chwyciła się za bok.
Krzyknęła słabo. Padła jak długa,
zwinęła się z bólu, a na jej czole wykwitła karmazynowa plama,
zalewając krwią oczy. Monique
rzuciła się na podłogę obok niej. Raven była nieświadoma jej
obecności. Już nie znajdowała się we
wnętrzu tego domu, nie widziała Aidana, ani Byrona, ani nawet
Moniąue czy Alexandra. Była na
zewnątrz, pod spływającym krwią księżycem, naprzeciwko
demona o wielkiej sile i mocy.
Demona, w którego oczach pełgały czerwone płomienie. a
uśmiech porażał okrucieństwem.
Demona zupełnie pozbawionego litości. Był wysoki, pełny
wdzięku, niesłychanie pewien siebie i
ona wiedziała, że on ją zabije. Jego płynne ruchy miały
zwierzęcą grację. W oczach widniała
śmierć i potępienie. Był absolutnie niezniszczalny. Zadał jej
ciału śmiertelną ranę i odsunął się z
błyskawiczną prędkością. Nie miał litości ani współczucia.
Niemiłosierny, nieubłagany,
bezwzględny i pozbawiony sumienia
Zobacz, jak on wygląda, ten zabójca, łowca tak samo
śmiertelnych, jak i Karpatian, syknął w
jej myślach Andre. Zobacz w nim bestię, którą naprawdę jest.
Zobacz tego wykształconego
mężczyznę, który kontroluje cię swoim umysłem. Oto jest
prawdziwy Michaił Dubriński. Polował
na setki z nas, zabił być może tysiące spośród swojego ludu.
Zamorduje nas i nie poczuje nic poza
radością niepodzielnej mocy.
Umysł Andre w pełni zlał się z jej umysłem, i patrzyła teraz jego
oczami, czuła nienawiść i
strach, czuła ból od uderzenia, które Michaił wymierzył, kiedy
Andre go zaatakował. Usiłowała
wyrwać się spod władzy, jaką wampir roztoczył nad jej myślami,
ale Andre wiedział, że umiera i
uczepił się jej z rozpaczliwą determinacją. Ona miała stanowić
ostateczną zemstę. Z każdym
ciosem, jaki otrzymywał Andre, z każdą palącą raną, jaką
zadawał mu Michaił, Raven odczuwała
taki sam ból. Przynajmniej tym bólem wampir mógł się cieszyć.
Wyraźnie widziała ten plan, wiedziała, że Michaił poczuł
pierwsze uderzenie tej agonii. Ledwie
chwytała oddech, ale, chcąc oszczędzić Michaiła, próbowała
odciąć się od niego Michaił był
jednak za silny, żeby jej na to pozwolić. Czuła jego totalną
zimną furię, jego brak litości, jego
pragnienie walki, jego potrzebę zabicia renegata. Poczuła jego
niezdecydowanie, kiedy zdał sobie
sprawę z tego, co robił wampir.
Głos był piękny, urzekający, hipnotyzujący. Poddaj się mojej
woli, zaśniesz teraz.
Grigori nie pozostawił Raven wielkiego wyboru, ale mimo to
poddała się chętnie temu
zniewalającemu głosowi i z wdzięcznością natychmiast usnęła,
usuwając ostatnie zagrożenie Andre
wobec Michaiła.
Z płuc Michaiła wydobył się długi, powolny syk. Poruszył się
tak szybko, że zamienił się w
rozmazaną plamę. Ciało Andre poleciało w tył od uderzenia. W
nienaturalnej ciszy rozległ się
głośny trzask. Andre próbował podnieść się na nogi, dzikimi,
szklistymi oczami wypatrywał
przeciwnika.
Wygrałem.
Wypluł
trochę krwi i przycisnął do piersi drżącą rękę. Zobaczyła
cię takim,
jakim jesteś. To, co tu zrobisz, tego nie zmieni. Nie
odrywał wzroku od Michaiła, nie mrugnął
nawet okiem, nie śmiał. Wydawało się niemożliwością żeby ktoś
był tak szybki, nawet Karpatianin.
W tych czarnych, bezlitosnych oczach kryło się coś strasznego.
Teraz, kiedy Raven spała, nie było
w nich śladu litości czy współczucia.
Andre ostrożnie cofnął się o krok. skoncentrował i zadał cios.
Buchnęło i zabłysło ostre światło,
uderzyło z hukiem w ziemię, tam, gdzie przedtem stał Michaił.
Zatrzęsła się ziemia. Batóg
elektryczności zasyczał i cofnął się, zostawiając po sobie ślad
poczerniałej, spalonej ziemi. Andre
wrzasnął, kiedy coś szarpnęło w tył jego głowę; na gardle
otworzyła się głęboka rana i trysnęła
fontanna karmazynowej krwi.
Czwarty cios otworzył klatkę piersiową Andre, przeciął kości i
mięśnie aż do serca. Czarne,
bezlitosne oczy patrzyły obojętnie, kiedy Michaił wyrywał mu
serce. Michaił z pogardą upuścił
wciąż pulsujący organ na ziemię obok nieruchomego ciała i
spokojny, że wampir już się nie
podniesie, stanął nad pokonanym wrogiem; usiłował opanować
w sobie bestię i ten dziki poryw
triumfu, ten uzależniający przypływ mocy, który targnął jego
ciałem. Nie czuł żadnych swoich
wcześniejszych ran, tylko czystą radość z nocy i ze zwycięstwa.
Ta dzikość rosła w nim niebezpiecznie, rozprzestrzeniała się jak
płynny ogień. Wiatr wzmógł
się, przyniósł jakiś zapach. Raven. Krew Michaiła płynęła
gorącym strumieniem, kły go bolały, a
głód rósł. Wyczuł ludzi, w tym człowieka, który dotknął jego
życiowej partnerki. Szarpnęła nim
żądza krwi i Karpatianie cofnęli się jeszcze dalej przed siłą,
która emanowała z ciała Michaiła,
kiedy potrzeba zabijania prawie w nim zwyciężyła. Wiatr snuł
się wkoło niego nieprzerwanym
wirem, a zapach Raven nadal był słaby i odległy, Raven. Jego
ciało zesztywniało, zapłonęło.
Raven. Wiatr poniósł jej imię i ta szalejąca w nim okropna
nawałnica zaczęła słabnąć.
Sięgnął umysłem w stronę światła, wzdłuż ścieżki, która
zawróciła go ze świata przemocy.
Zniszczcie
to rzucił,
nie zwracając się do nikogo w szczególności. Zaczerpnął energii
z
nieba i skąpał w niej swoje dłonie, zmywał z ciała skażoną krew.
Z niewiarygodną prędkością
wrócił w ruiny leża wampira, gdzie pojawił się znikąd, i pochylił
nad Monique trzymała w
ramionach nieruchome ciało Raven i łagodnie kołysała.
ROZDZIAŁ 16
Raven powoli wracała świadomość. Leżała na łóżku, bez
ubrania. Michaił byt tuż za nią,
dłonie zanurzał w jej wilgotnych włosach. Dotarło do niej, że
wprawnymi palcami zaplata jej
warkocz, spokojnie i pewnie, tak zwyczajnie, że mimo okrytych
cieniem wspomnień poczuła się
uspokojona.
Zdawało jej się, że jest w jakimś niewielkim zamku, oczywiście
pełnym przeciągów. W sypialni
było ciepło, a Michaił napełnił ją aromatem kojących ziół i
romantycznym światłem świec. Umył
ich oboje, tak że ich ciała pachniały tylko sobą i ziołowym
mydłem, którego lubił używać. Nie
spieszył się, zaplatając jej włosy, a ona usiłowała się połapać w
tym nowym otoczeniu. Przeszukał
jej myśli i przekonał się, że są splątane, że rozpaczliwie usiłuje
pozostać przy zdrowych zmysłach
Bała się go i jeszcze bardziej bała się uwierzyć we własny osąd
Przyjrzała się wszystkim kątom pokoju, każdej ścianie, każdemu
szczegółowi, a jej serce biło
tak szaleńczo, że uderzenia słyszała w uszach. Pokój ją
zachwycił. Na kominku płonął ogień,
długie, wąskie świece wydzielały delikatny aromat, który łączył
się z kojącym zapachem ziół.
Zniszczona Biblia leżała na małym stoliku obok łóżka. Nie
poznawała tu nic. a jednak otoczenie
wydawało się dziwnie znajome.
Kapa na łóżku była gruba i ciepła, materiał miękki w zetknięciu
z nagą skórą. Dopiero teraz
zauważyła, że jest naga Poczuła się bezbronna i onieśmielona,
ale z drugiej strony czuła, jakby była
tu, przy nim, na swoim miejscu. Dłonie Michaiła ześlizgnęły się
z włosów na kark, zaczął masować
zesztywniałe mięśnie. Ten dotyk, znajomy, wzbudzał
przerażające wrażenia w jej ciele.
Co
zrobiłeś z Monique i jej mężem? Zacisnęła
palce w poczuciu winy. Usiłowała zignorować
gorąco jego ciała, kiedy przysunął się do niej bardzo blisko,
włosy na jego torsie otarły się o jej
plecy, a twarda męskość przycisnęła do jej pośladka. Dobrze jej
z tym było. Czuła go jak część
samej siebie.
Michaił pocałował siniak na jej gardle, a potem aksamitnym
językiem polizał szybko bijący
puls. Jej ciało spięło się w oczekiwaniu, ale myśli miała
rozbiegane.

bezpieczni u siebie w domu i kochają się tak, jak powinni. Nie
pamiętają nic o Andre i
okropnościach, jakie przeżyli. Uważają nas za bliskich
przyjaciół. Pocałował
siniak dotykiem
leciutkim jak piórko, a jej wydało się, że język ognia przeleciał
jej po żyłach. Przesunął dłonie na
jej talię, a potem w górę, żeby objąć piersi. Dotknął jej myślami,
ale Raven odsunęła się od niego
mentalnie.
Raven,
dlaczego się mnie boisz? Widziałaś mnie od najgorszej strony,
kiedy zabijałem, kiedy
wymierzałem sprawiedliwość w imieniu mojego ludu. Potarł
kciukami jej sutki, powolnym
zmysłowym gestem, wywołując falę gorąca. Wierzysz,
że jestem zły? Maleńka, odczytaj moje
myśli. Niemożliwe, żebym coś przed tobą ukrywał. Nigdy nie
ukrywałem przed tobą swojej
prawdziwej natury. Kiedyś patrzyłaś na mnie oczami pełnymi
współczucia i miłości. Akceptacji.
Czy o tym wszystkim zapomniałaś?
Raven zamknęła oczy, a jej długie rzęsy rzuciły cień na wydatne
kości policzkowe.
Już
sama nie wiem, w co mam wierzyć.
Pocałuj
mnie, Raven. Stop się ze mną myślami. Połącz się ze mną
ciałem, żebyśmy stali się
całkowitą jednością. Kiedyś mi ufałaś, zaufaj i teraz. Popatrz na
mnie oczami miłości, wybacz mi
rzeczy, które musiałem zrobić, tę bestię, którą mam w sobie. Nie
patrz na mnie przez oczy kogoś,
kto chciałby zniszczyć nas i nasz lud. Oddaj mi się. Jego
głos uwodził jak zaklęcie czarnej magii,
a dłonie pieściły każdy skrawek jej skóry. Na pamięć uczył się
każdej wypukłości i każdego
zagłębienia. Jego ciało płonęło potrzebą, a głód rósł. Jej głód,
jego głód. Bardzo łagodnie, żeby jej
nie wystraszyć, Michaił położył ją na kapie, zakrył swoim
ciałem jak kocem. Pod dotykiem
pieszczących ją rąk była taka maleńka, taka drobna.
Dlaczego
stałeś się moim życiem, Michaił? Zawsze byłam sama i silna, i
pewna siebie. Mam
wrażenie, że przejąłeś moje życie.
Przesunął dłońmi po jej ciele i ujął nimi jej twarz.
Jesteś
moim całym życiem, Raven. Przyznaję, oderwałem cię od
wszystkiego, co znasz, ale nigdy
nie byłaś przeznaczona do życia w izolacji. Wiem, jak to
wygląda, wiem, jak beznadziejnie smutne
może być takie życie. Wykorzystywali cię i zniszczyliby
wreszcie. Nie czujesz, że jesteś moją
drugą połową, że ja jestem twoją? Muskał
ustami oczy, policzki, kąciki ust. Pocałuj
mnie,
Raven. Przypomnij mnie sobie.
Uniosła powieki i wpatrzyła się w jego oczy, czarne, wy
głodniałe. W gorącym spojrzeniu
Michaiła, w jego ciele była jakaś płonąca natarczywość. Jeśli
cię pocałuję, nie będę mogła
przestać.
Ustami znalazł jej gardło, dolinę między piersiami, zatrzymał się
na moment nad sercem i
przygryzł zębami wrażliwą skórę, dopiero potem znów wrócił do
jej ust.
Jestem
mężczyzną Karpatianinem, długo przebywałem w świecie
ciemności. To prawda, że
niewiele odczuwam, że moja natura cieszy się polowaniem i
zabijaniem. Żeby pokonać tę dziką
bestię, musimy znajdować swoje jedyne partnerki, nasze drugie
połowy, światło dla naszego
mroku. Ty jesteś moim światłem, Raven, moim całym życiem.
To nie zmienia moich zobowiązań
wobec własnego ludu. Muszę ścigać tych, którzy żerują na
śmiertelnikach, i tych, którzy żerują na
naszych ludziach. Kiedy to robię, nie mogę nic czuć, inaczej
czekałoby mnie szaleństwo. Pocałuj
mnie, złącz się ze mną umysłem. Kochaj mnie takiego, jakim
jestem.
Ciało miała zbolałe i spragnione. Zgłodniałe. Jego serce biło tak
mocno, jego skóra była gorąca,
mięśnie twarde przy jej miękkim ciele. Każdy dotyk jego ust
przejmował ją niczym elektryczny
wstrząs.
Nie
mogę cię okłamywać szepnął.
Znasz
moje myśli, wiesz, jaka bestia we mnie drzemie.
Staram się być wobec ciebie łagodny, słuchać ciebie. Ta dzikość
zawsze się wyrywa na wolność,
ale ty mnie oswajasz. Raven, proszę, ja ciebie potrzebuję. A ty
potrzebujesz mnie. Twoje ciało jest
osłabione, czuję twój głód. Pocałuj mnie, Raven. Nie rezygnuj z
nas.
Wciąż wpatrywała się w jego twarz, a teraz skupiła spojrzenie na
zmysłowych wargach.
Westchnęła cicho. Jego usta zawisły tuż nad jej ustami, czekał
na odpowiedź.
Pojawiła się najpierw w jej oczach, ten moment całkowitego
rozpoznania. Zalała ją czułość i
Raven chwyciła jego głowę w dłonie.
Chyba
boję się, że sobie ciebie wymyśliłam, Michaił. Że coś
stanowiącego tak wielką część
mnie samej, coś tak idealnego nie może być rzeczywiste. Nie
chcę, żebyś był tylko moim snem i
nie chcę, żeby prawdą okazał się senny koszmar. Przyciągnęła
do siebie jego twarz i pocałowała
go. W jej uszach zadudnił grzmot, w jego uszach także.
Rozpalone do białości gorąco zaczęło
wirować i tańczyć, pochłaniać ją i jego. Delikatnie dotknął jej
myślami, z wahaniem, ale nie
napotkał oporu i połączył ich umysły tak, że paląca go potrzeba
stała się jej potrzebą, że ta dzika,
nieokiełznana namiętność, którą odczuwał, ogarniała i ją. Tak,
że wiedziała już, że on jest
prawdziwy i nigdy jej nie porzuci, nigdy porzucić by jej nie
mógł.
Karmił się jej słodyczą, badał każdy zakątek miękkich ust,
wzniecał płomienie, które zamieniły
się w szalejący ogień. Złapał ją za pośladki i wsunął pod siebie,
żeby kolanem rozchylić uda, gdy
całowała jego tors. Językiem polizała puls, a jego ciało zaczęło
płonąć i wzbierać.
Michaił chwycił jej warkocz u nasady karku i przyciągnął ją do
siebie, drugą dłonią badając
trójkąt miękkich loczków. Była gorąca i śliska, pragnęła go.
Cicho wyszeptał jej imię i mocno w
nią wszedł, w jedwabiste ciepło. Liznęła go, długą, powolną
pieszczotą. Ukąsiła lekko drobnymi
ząbkami, a jemu serce podskoczyło, o mało nie eksplodował.
Kiedy znalazła to miejsce nad jego
bijącym pulsem poczuł przeszywający go słodki ból,
przyjemność tak gorącą i dziką, że mocno
wsunął się w jej wąską, aksamitną i rozpaloną pochwę. Krzyknął
coś w ekstazie, przyciskając do
siebie jej głowę i poruszał się w niej coraz mocniej i głębiej, a
jego krew, odżywcza, silna i gorąca
odżywiała jej wygłodzone ciało.
Z trudem zachowywał resztki kontroli, unosząc jej biodra, żeby
stworzyć silne tarcie, które dało
jej rozkosz, jej mięśnie zacisnęły się wokół niego; łagodnie
odsunął jej usta od siebie, zatopił zęby
w miękkiej piersi. Wykrzyknęła i przycisnęła jego głowę, a on
pożywiał się łapczywie,
stanowczymi ruchami biorąc ją w posiadanie. Następstwo tego
strachu, że ją utraci, jego dzisiejszej
przemocy, przelało się w nią. Gorąco rosło, płomienie wzbijały
się wyżej, aż ciała obojga stały się
śliskie od potu; przywarła do niego, jej ciało stało się miękkim
jedwabiem, rozpalonym do białości
ogniem, aż stali się jednością, ciałem, umysłem, sercem i krwią.
Jego krzyk był chrapliwy i
zduszony, mieszał się z jej cichymi jękami, kiedy doprowadził
ich oboje na krawędź rozkoszy, aż
spadli prosto w niebo, prosto w rozszalałe morskie fale.
Nie mogę cię stracić, maleńka. Jesteś moją lepszą połową.
Kocham cię bardziej, niż to umiem
wyrazić. Potarł jej twarz swoją i pocałował wilgotne włosy.
Dotknęła językiem kropli potu, uśmiechnęła się ze znużeniem.
Chyba
zawsze bym cię rozpoznała, Michaił, nieważne jak otumaniony
miałabym umysł.
Przewrócił się na bok, pociągając ją za sobą, żeby nie
przygniatać swoim ciężarem.
Tak
właśnie powinno być. Raven. Dużo wycierpiałaś w tych dniach i
to wszystko zachowam we
wspomnieniach na całą wieczność. Jutro wieczorem musimy
stąd wyjechać. Wampir nie żyje, ale
zostawił ślad, który mógłby zniszczyć moich ludzi. Musimy
przenieść się w bardziej odludne
miejsce, gdzie być może nasza rasa zdoła przetrwać
prześladowania. Uniósł
jej ramię, żeby
przyjrzeć się głębokim zadrapaniom, jakie zostawił tam Andre.
Jesteś
pewny, że do tego dojdzie?
Uśmiechnął się gorzko, machnął dłonią, żeby zgasić świece.
Zbyt
często w swoim życiu widywałem takie oznaki. Oni pojawią się,
ci napastnicy, a wtedy
ludzie, tak samo jak Karpatianie, ucierpią. Wycofamy się na
jakieś ćwierć stulecia, może pół,
damy sobie czas, żeby przegrupować siły. Językiem
znalazł zaognione znaki i polizał delikatnie.
To było miłe i wydawało jej się najzupełniej właściwe.
Przymknęła oczy, w sypialni unosiły się ich połączone zapachy,
kojący aromat.
Kocham
cię, Michaił, całego, nawet i tę bestię w tobie. Nie wiem,
dlaczego tak się pogubiłam.
Nie jesteś zły, widzę to w tobie wyraźnie.
Śpij już, maleńka, w moich ramionach, tam gdzie twoje miejsce.
Michaił przykrył ich kapą,
objął ją troskliwie i zesłał na oboje sen.
W ciemności na poświęconej ziemi niewielkiego cmentarza
zebrała się mała grupa. Jaquues
wyglądał mizernie, blizna po ranie była wciąż świeża i w
stadium gojenia. Obejmował Raven za
szczupłe ramiona, nieco niepewnie stojąc na nogach. Rzuciła mu
szybki, pełny otuchy uśmiech. Za
Jacques'em stał Byron, uważał, żeby przyjaciel się nie
przewrócił. Z boku, nieco dalej, stał
samotnie Aidan, wyprostowany, z nieco pochyloną głową.
Stary cmentarz, pełny zabytkowych, wspaniałych pomników,
znajdował się na terenie
należącym do zamku. Stała tam kaplica, niewielka, ale piękna.
Witrażowe okna i wysoka wieża
rzucały na połać cmentarza ciemniejszy cień. Pomniki nagrobne,
rzeźby aniołów i krzyże były
milczącymi świadkami, kiedy Michaił ruchem dłoni kazał ziemi
się rozstąpić.
Przeżegnał się, odmówił ludzką modlitwę za zmarłych i skropił
wodą święconą trumnę Edgara
Hummera.
Był
moim przyjacielem i przewodnikiem w czasach, kiedy
przeżywałem trudności, i wierzył w
konieczność przetrwania naszej rasy. Nigdy nie spotkałem
człowieka, śmiertelnika ani
Karpatianina, który miałby w sobie więcej współczucia i światła
niż on. Bóg przeświecał z jego
serca i jego oczu.
Machnął dłonią i ziemia zamknęła się, jakby nigdy się nie
rozstępowała. Pochylił głowę,
opanował niespodziewany przypływ żalu, krwawe łzy wymknęły
się na policzki. To Grigori zajął
się postawieniem pomnika i to Grigori, który nie wyznawał tej
samej religii co Michaił, odmówił
ostatnią modlitwę. Ich głosy, tak piękne i urzekające, wzniosły
się w łacińskiej pieśni odśpiewanej
ku czci księdza.
Michaił odetchnął nocnym powietrzem, przesłał swój żal
wilkom. Odpowiedział mu chór
żałobnych głosów, który echem poniósł się przez ciemny las.
Ciało Grigoriego pochyliło się pierwsze, w świetle księżyca
zabłysły opalizujące pióra.
Dwumetrowe skrzydła rozpostarły się i wzleciał na wysoką
gałąź pobliskiego drzewa, wbil ostre
szpony w drewno. Tam sowa zastygła w bezruchu, wtopiła się w
noc, czekała. Aidan był następny,
miał pióra w ciekawym, złotawym odcieniu, silny, śmiertelnie
groźny i tak samo cichy. Postać
Byrona, nieco mniejszą, okrywał płaszcz piór. Michaił zniknął w
mroku, a potem poszybował w
nocne niebo. Reszta poleciała jego śladem.
Połączeni jakimś idealnym zrozumieniem, wzbili się wysoko,
błyszczące skrzydła mocno
uderzały, kiedy cicho mknęli w stronę chmur wysoko nad lasem.
Wiatr opływał ich ciała, poruszał
pióra, ścierał wszelkie ślady smutku i przemocy, które zostawił
wampir.
Zataczali w powietrzu kręgi i zawracali, cztery idealnie zgodne
w ruchach ptaki. Radość
wymazywała strach i ciężkie brzemię odpowiedzialności w sercu
Michaiła, zmniejszała poczucie
winy i zastępowała je zachwytem. Potężne skrzydła mocno biły
w powietrzu, kiedy ścigali się po
niebie, a Michaił podzielił się z Raven swoją radością, bo nie
mógł jej w sobie pomieścić, nawet w
potężnym ciele sowy. Wylewała się z niego, była zaproszeniem,
potrzebą dzielenia się jeszcze
jedną przyjemnością karpatiańskiego życia.
Pomyśl, kochanie, tylko zobacz ten obraz, który ci przesyłam
myślami. Zaufaj mi tak, jak jeszcze
mi nie zaufałaś. Pozwól mi dać sobie ten dar.
Z jej strony nie było żadnego wahania. Z absolutną wiarą w
niego poddała się jego opiece i
gorliwie sięgnęła po tę wizję. Lekki dyskomfort i dziwna
dezorientacja, kiedy jej fizyczne ciało
rozpłynęło się, nie przeraziły jej. Zabłysły pióra.
Jacques, który stał obok niej, odsunął się na bok, pozwolił małej
sówce wskoczyć na wysoką
figurę anioła, zanim sam zgiął się i przekształcił. Razem skoczyli
w noc i wznieśli się wysoko,
dołączając do czterech potężnych ptaków.
Jeden z osobników męskich odłączył się od stada, okrążył
samicę i podleciał bliżej, muskając ją
szerokim skrzydłem. Dla zabawy zniżyła lot, odfrunęła trochę
dalej. Inne samce skupiły się wkoło,
kontrolowały jej wyczyny, kiedy uczyła się radości wolnego
lotu. Męskie osobniki tworzyły ścisłą
formację, z samicą w środku, krążyły nad lasem, wzbijały się
wysoko w mgłę. Przez jakiś czas
ptaki nurkowały i zataczały kręgi, bawiły się, szybowały
wysoko, nurkowały w stronę ziemi,
zniżały lot, żeby ścigać się między drzewami i nad ciężką
połacią mgły.
Po jakimś czasie ruszyły spokojnym lotem, samce znów
opiekuńczo otoczyły samicę. Michaił
czuł, jak noc zmywa ślady napięcia i rozprasza je na cztery
strony świata. Postanowił, że zabierze
Raven daleko od tej wioski, da jej dużo czasu, żeby nauczyła się
karpatiańskich zwyczajów.
Widział w niej przyszłość ich rasy, swoją przyszłość. Była jego
życiem, jego radością, jego
powodem do życia, połączeniem ze wszystkim, co na tym
świecie dobre. Zadba, by w jej życiu
nigdy nie zabrakło szczęścia.
Obniżył lot, żeby zakryć jej ciało swoim, żeby poczuć jej myśli,
dzielić z nią radość. Raven
odpowiedziała, napełniając jego myśli miłością, ciepłem,
dziecięco rozradowanym śmiechem,
zachwycona pięknem nowych widoków, dźwięków i zapachów,
których doświadczała. Ścigała się
z nim po niebie, a jej śmiech odbijał się echem w myślach
wszystkich Karpatian. Była ich nadzieją
na przyszłość.
KONIEC